Czeka nas cenzura internetu? Parlament Europejski poparł nową dyrektywę
Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Czeka nas cenzura internetu? Parlament Europejski poparł nową dyrektywę

W środę komisja prawna Parlamentu Europejskiego opowiedziała się za nowym kształtem dyrektywy o prawach autorskich. Chodziło o obronę prawa twórców i wydawców, przed tymi, którzy bez ich zgody zarabiali na tworzonych przez nich treściach. Wielu mówi o „ACTA 2.0” i końcu wolności w sieci.

Zaakceptowane przez Komisję PE przepisy zakładają m.in. zmianę zasad publikowania i monitorowania treści w Internecie, co – zdaniem eurokratów zasiadających w Komisji Europejskiej – pozwoli na skuteczną walkę z piractwem. Projekt przewiduje m.in., że Google, YouTube, Facebook i inne tego typu platformy internetowe będą musiały skanować i analizować treści udostępniane przez swoich użytkowników, np. wideo, muzykę, zdjęcia pod kątem przestrzegania praw autorskich.

Proponowane przepisy są jednak skonstruowane w taki sposób, że można je interpretować na kilka, jeśli nie kilkanaście sposobów. – Sformułowanie nie są dostatecznie precyzyjne. Je generalnie chciałem zachowania wolności internetu, ale też zagwarantować twórcom zyski. Ale nie pośrednikom, tylko twórcom udział w zyskach, które mają wielkie giganty internetowe. To była intencja, nie wydaje mi się, żeby była ona została w sposób właściwy przełożona na język prawny – powiedział europoseł Zdzisław Krasnodębski.
 
Zwolennicy zmian podkreślają, że nowe prawo pozwoli chronić twórców i wydawców poprzez umożliwienie im „czerpania zysków z wykorzystywania i rozpowszechniania materiałów w sieci”. Przeciwnicy z kolei argumentują, że Brukseli chodzi tylko i wyłącznie o ograniczenie wolności w Internecie.
Kontrowersje wywołują przede wszystkim dwa artykuły: 11 i 13. W ocenie przeciwników nowego prawa, wprowadzą one podatek od linków i jednocześnie doprowadzą do cenzury w Internecie, ponieważ administratorzy serwisów i stron internetowych zostaną zmuszeni do monitorowania wrzucanych materiałów objętych prawem autorskim. – To znaczy, że użytkownik w Internecie nie będzie wiedział, czy ma prawo do czegoś, czy nie będzie miał takiego prawa. Co więcej, może go spotkać jakaś kara, której absolutnie nie przewidywał. Te regulacje na pewno są potrzebne, tylko diabeł tkwi w szczegółach i chciałabym, żeby te szczegóły zostały wyjaśnione – powiedziała zasiadająca w Komisji prawnej PE polska eurodeputowana, Lidia Geringer de Oedenberg.

za:www.tysol.pl                                                                          ***

                To koniec internetu, jaki znamy? Unia chce wprowadzić cenzurę! A obrońcy demokracji... milczą

Jak już informowaliśmy komisja prawna Parlamentu Europejskiego przyjęła stanowisko w sprawie zaproponowanej przez Komisję Europejską reformy prawa autorskiego. Regulacje te mają zmienić zasady publikowania i monitorowania treści w internecie, a zdaniem ekspertów w praktyce mogą oznaczać próbę cenzurowania internetu i ograniczania jego użytkownikom dostępu do informacji. Choć nad projektem pracowano dość długo, dopiero teraz zrobiło się o nim nieco głośniej... i to w chwili, gdy większość kluczowych decyzji została już podjęta. Czy zmiany forsowane przez UE da się jeszcze powstrzymać? Co w praktyce oznacza przyjęcie projektu w obecnym kształcie?

Projekt przepisów, który zyskał akceptację większości eurodeputowanych w komisji prawnej (JURI), przewiduje m.in., że platformy takie jak Google, YouTube, czy Facebook będą musiały systematycznie skanować udostępniane przez swoich użytkowników treści takie jak wideo, czy muzykę pod kątem przestrzegania praw autorskich.
 
Obecnie serwisy internetowe nie mają obowiązku automatycznego kontrolowania treści zamieszczanych przez ich użytkowników, muszą natomiast bezzwłocznie usunąć lub zablokować materiał, jeśli podejrzewają, że jest on nielegalnego pochodzenia. Komisja Europejska zaproponowała zaostrzenie tych regulacji, by odgórnie zobligować administratorów serwisów do monitorowania aktywności klientów. Ma to chronić artystów, których utwory są powielane bez ich zgody, np. na YouTubie.

- Nie wykluczam, że chcą tego, choć o tym nie mówią, środowiska lewicowo-liberalne. Tak, aby mieć instrument do kneblowania prawicy i środowisk tradycyjnych, oraz konserwatywnych – komentuje zapowiedź w rozmowie z portalem niezalezna.pl europoseł PiS Ryszard Czarnecki.

Wiemy już, że w komisji prawnej Parlamentu Europejskiego budzący ogromne kontrowersje Artykuł 13 dotyczący filtrowania linków został przegłosowany stosunkiem głosów 15:10. Z kolei Artykuł 11 dotyczący wprowadzenia „podatku od linków przegłosowano stosunkiem głosów 13:12.  Z oficjalnego komunikatu europarlamentu dowiadujemy się natomiast, że nowe regulacje dotyczące praw autorskich w internecie przegłosowano w komisji prawnej stosunkiem głosów 14:9 przy czym dwie osoby wstrzymały się od głosowania.

Co oznaczają takie wyniki głosowania? Projekt zostanie skierowany do dalszych prac, już bezpośrednio do Parlamentu Europejskiego i zostanie poddany pod głosowanie plenarne. Wówczas zapadnie decyzja, czy nowe regulacje zostaną ostatecznie przyjęte, czy też nie.

- Próba ingerowania w strukturę internetu budziła i nadal budzi liczne kontrowersje. Przerabialiśmy to już w przypadku próby forsowania zapisów ACTA. Jak się okazuje teraz pomysł wprowadzenia unijnych regulacji obejmujących internet wraca jak bumerang. Tym razem podnoszą się głosy sugerujące, że nowe zapisy mogą w konsekwencji stanowić próbę wprowadzenia do internetu cenzury. Cenzurowanie medium, jakim na przestrzeni lat stał się internet samo w sobie zdaje się być irracjonalne. Wskazuje na to jednoznacznie struktura internetu. Problem polega jednak na tym, że dotąd prace nad regulacjami prowadzono bez większego medialnego rozgłosu. Opinia publiczna o planowanych zmianach dowiedziała się w zasadzie w ostatniej chwili. To całkowite zaprzeczenie idei transparentności. Warto także zwrócić uwagę, że rykoszetem ewentualnego przyjęcia nowych zapisów zostaną ugodzone media. To właśnie one w dużym stopniu ucierpią po wprowadzeniu przepisów najbardziej – mówi w rozmowie z portalem niezalezna.pl dr Piotr Łuczuk, medioznawca z Instytutu Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW.

Stanowczy sprzeciw wobec forsowanych w europarlamencie regulacji zgłasza w Polsce m.in. Centrum Cyfrowe Projekt Polska, ZIPSEE oraz Fundacja „Panoptykon”. Co ciekawe nie słychać jakoś głosów oburzonych obrońców demokracji... Tymczasem suchej nitki na projekcie w obecnym kształcie nie zostawia cała branża cyfrowa krajów Grupy V4.

Choć zapisy procedowanych regulacji, jak to zwykle bywa, są dość zawiłe – w praktyce, budzący ogromne kontrowersje Artykuł 11 projektu dyrektywy zakłada wprowadzenie tzw. podatku od linków nakładanego m.in na wydawców internetowych i odpowiednie licencjonowanie udostępnianych w internecie treści. To z kolei oznacza wywrócenie do góry nogami obecnego systemu dystrybucji informacji w internecie i realnie oznacza wykluczenie z internetu na przykład serwisów z memami lub stron agregujących treści z różnych najpopularniejszych serwisów.

To jeszcze nie wszystko. Znacznie bardziej przerażająco robi się podczas lektury projektu Artykułu 13. Dowiadujemy się stamtąd, że to właśnie dostawca usług internetowych i wydawca miałby ponosić odpowiedzialność za treści zamieszczane na łamach portali i serwisów przez użytkowników. Oznaczałoby to także obowiązek filtrowania treści i indywidualnego zatwierdzania poszczególnych wpisów (nie tylko artykułów redakcyjnych, ale także komentarzy czytelników).

Twórcy największych przeglądarek internetowych alarmują już, że przyjęcie Artykułu 13 w obecnym kształcie to ewidentne zagrożenie dla idei „otwartego internetu”.

Oficjalna wersja zakłada, że w myśl tego właśnie fragmentu unijnej dyrektywy właściciele dużych platform internetowych, a więc zarówno Facebook, Google, Twitter, a także portale internetowe będą miały obowiązek zapewnienia użytkownikom dostępu do „utworów chronionych prawem autorskim”, które zamieszczone będą na ich łamach w pełni legalnie i bez naruszeń unijnej dyrektywy.

Autorzy dyrektywy wprost wspominają o konieczności stosowania „skutecznych technologii rozpoznawania treści, muszą być odpowiednie i proporcjonalne. Dostawcy usług przekazują podmiotom praw adekwatne informacje na temat funkcjonowania i wdrażania środków, a także, w stosownych przypadkach, adekwatne sprawozdania na temat rozpoznawania utworów i innych przedmiotów objętych ochroną oraz korzystania z nich”.
 
W praktyce oznacza to, że praktycznie każdy portal informacyjny, który publikuje treści w internecie i daje użytkownikom możliwość dodawania jakichkolwiek treści będzie musiał wdrożyć odpowiednie rozwiązania monitorujące użytkowników. Cały mechanizm opisany w Artykule 13 przypomina formę cenzury prewencyjnej. Po wykryciu treści mogących naruszać jakiekolwiek prawa autorskie, internetowy wydawca będzie zmuszony do usunięcia ze swojej strony tego typu treści. Dyrektywa nie rozróżnia tu czy chodzi o cytat wypowiedzi znanego polityka czy na przykład mem, do którego opracowania posłużyło zdjęcie z prasy.
 
Najbardziej precyzyjnie lansowane przez unijnych urzędników regulacje podsumowuje serwis antyart13.pl.

    Jestem użytkownikiem:

    1. Każdy Twój komentarz będzie musiał przejść obowiązkową kontrolę jeszcze przed jego publikacją. Treści kontrowersyjne lub potencjalnie groźne będą blokowane.
    2. Znalezienie interesujących Cię treści będzie niezwykle trudne. Z powodu opłaty za linkowanie, wyszukiwarki i agregaty treści będą blokowały dostęp do wielu mniejszych serwisów.
    3. Udostępnianie treści, dzielenie się linkami, tworzenie memów może zostać potraktowane jako plagiat.
     
    Jestem twórcą treści:

    1. Ruch do Twojego serwisu z Google, Facebooka może być mocno ograniczony.
    2. Jeśli w zamieszczonej przeze Ciebie recenzji książki, filmu czy gry na Twoim blogu lub kanale YouTube, zamieścisz cytat np. z okładki książki naruszysz prawo autorskie, a antypirackie filtry usuną Twoją treść.
    3. Tworzona przez Ciebie parodia, satyra, remiks a nawet cover przestaną być dopuszczalne w sieci.
     
    Jestem serwisem, w którym użytkownicy mają możliwość tworzenia treści (np mogą publikować komentarze):

    1. Musisz zbudować mechanizm wykrywania treści pirackich i potencjalnie kontrowersyjnych.
    2. Bierzesz odpowiedzialność za wszelkie treści publikowane przez Internautów w Twoim serwisie.
    3. Musisz płacić tantiemy wydawcom za to, że do nich linkujesz.


Tymczasem biuro prasowe Parlamentu Europejskiego w stanowisku przekazanym portalowi Wirtualnemedia.pl broni proponowanych zapisów. Z treści komunikatu wynika, że proponowane regulacje bowiem mają zapewniać „uczciwą płacę za pracę wykonaną przez przemysł kreatywny i wydawców”.

 „Stanowisko komisji ma na celu zapewnienie, że powszechnie uznawane i przestrzegane zasady dotyczące praw autorskich mają zastosowanie również do świata online. Świat, który z pewnością musi pozostać obrońcą wolności słowa, ale w którym powinno również znaleźć odzwierciedlenie nasze społeczeństwo oparte na zasadach” - czytamy w stanowisku przesłanym Wirtualnemedia.pl.

Parlament Europejski przekonuje, że poprawki komisji mają na celu zapewnienie, że „artyści, w szczególności muzycy i wydawcy wiadomości, nie są pozbawieni uczciwego wynagrodzenia za swoją pracę, poprzez dzielenie się nią z platformami i agregatorami treści”.

    - Próba wprowadzania regulacji dotyczących internetu, które miałyby obejmować obszar Unii Europejskiej sama w sobie pokazuje, jaki jest stan świadomości na temat samego internetu i cyberprzestrzeni wśród unijnych urzędników i sporej części eurodeputowanych. Wprowadzenie radykalnych restrykcji w tym zakresie może przynieść trudne do przewidzenia konsekwencje, jak na przykład przeniesienie się sporej części użytkowników do tzw. ukrytego internetu lub próby obejścia zabezpieczeń na przykład przy pomocy wirtualnej sieci TOR. Unijni urzędnicy przekonują co prawda, że ostatnie regulacje dotyczące społeczeństwa informacyjnego są już dość mocno przestarzałe, proponują jednak rozwiązania, które są nie tylko kontrowersyjne, lecz zawierają spore pole do wszelkiego rodzaju nadużyć. Jak zatem ocenić proponowane przez Unię regulacje? Moim zdaniem trudno je nawet nazwać utopijną wizją rzeczywistości, znacznie bliżej jest im do „Roku 1984” Orwella. W przypadku ACTA napotkano na stanowczy opór. Zobaczymy, jak „społeczeństwo informacyjne” zachowa się tym razem – mówi w rozmowie z portalem niezalezna.pl dr Piotr Łuczuk, autor książki „Cyberwojna. Wojna bez amunicji?”.

za:niezalezna.pl
                                                                               ***

      Unia Europejska zamierza kneblować internautów. „Tego chcą środowiska lewicowo-liberalne”

Komisja prawna Parlamentu Europejskiego przyjęła dziś stanowisko w sprawie zaproponowanej przez Komisję Europejską reformy prawa autorskiego. Regulacje te mają zmienić zasady publikowania i monitorowania treści w internecie. - Nie wykluczam, że chcą tego, choć o tym nie mówią, środowiska lewicowo-liberalne. Tak, aby mieć instrument do kneblowania prawicy i środowisk tradycyjnych, oraz konserwatywnych – komentuje zapowiedź w rozmowie z portalem niezalezna.pl europoseł PiS Ryszard Czarnecki.

Projekt przepisów, który zyskał akceptację większości eurodeputowanych w komisji prawnej (JURI), przewiduje m.in., że platformy takie jak Google, YouTube, czy Facebook będą musiały systematycznie skanować udostępniane przez swoich użytkowników treści takie jak wideo, czy muzykę pod kątem przestrzegania praw autorskich.

Obecnie serwisy internetowe nie mają obowiązku automatycznego kontrolowania treści zamieszczanych przez ich użytkowników, muszą natomiast bezzwłocznie usunąć lub zablokować materiał, jeśli podejrzewają, że jest on nielegalnego pochodzenia. Komisja Europejska zaproponowała zaostrzenie tych regulacji, by odgórnie zobligować administratorów serwisów do monitorowania aktywności klientów. Ma to chronić artystów, których utwory są powielane bez ich zgody, np. na YouTubie.

Jestem bardzo sceptyczny co do praktycznego ograniczania wolności słowa w internecie. Obojętnie pod jakim pretekstem, także pretekstem praw autorskich- komentuje przedstawione propozycje Ryszard Czarnecki.

Mam poważne obawy, że będzie to wytrych dla tych, którzy chcą cenzurować treść w internecie. I oczywiście, można narzekać na różne rzeczy w internecie, ale wprowadzanie w takiej czy innej formie cenzury jest wylewaniem dziecka z kąpielą- dodaje.

W jego opinii, za wprowadzeniem takich zmian stoi kilka grup grupy.

Myślę, że tu jest splot różnych interesów. Ale nie wykluczam, że również chcą tego, choć tego nie mówią, środowiska lewicowo-liberalne. Tak, aby mieć instrument do kneblowania prawicy i środowisk tradycyjnych, oraz konserwatywnych- stwierdza.

Czy jest jeszcze możliwość powstrzymać wprowadzenie w życie tych propozycji?

W tym tygodniu mamy na jednej z komisji Parlamentu Europejskiego, konkretnie Komisji Prawnej (JURI) debatę na ten temat. Mam nadzieję, że zdrowy rozsądek zwycięży-- podsumowuje europoseł PiS.

za:niezalezna.pl
                                                                               ***

Kontrowersje wokół "ACTA 2". Współtwórca, europoseł PO: Ktoś funduje kampanię hejtu przeciwko mnie

 Podnosi się coraz więcej głosów sprzeciwu wobec unijnej dyrektywy ws. praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. W ubiegłym tygodniu projekt dyrektywy do dalszych prac przyjęła Komisja Prawna Parlamentu Europejskiego.

Najwięcej zastrzeżeń i obaw budzą dwa artykuły dyrektywy: 11 i 13. Ten pierwszy, mówi o zakazie udostępniania skrótów wiadomości i artykułów na portalach społecznościowych (Facebook, Twitter), agregatorach linków (Wykop) czy aplikacjach newsowych (Squid). Z kolei artykuł 13 zakłada, iż właściciele stron internetowych, na które użytkownicy mogą wrzucać obrazy, wideo i muzykę, będą musieli automatycznie sprawdzać każdy materiał jeszcze przed jego wrzuceniem. Wszystko po to, by upewnić się, że nie narusza praw autorskich.

Europoseł Platformy Obywatelskiej Tadeusz Zwiefka z PO jest członkiem Komisji Prawnej Parlamentu Europejskiego, która przygotowała kontrowersyjny projekt. Jest on jedynym Polakiem z Europejskiej Partii Ludowej, która ma w Komisji najwięcej osób. Polityk twierdzi, że przeciw niemu uruchomiona została kampania hejtu. – Oczywiście niektóre środowiska skupiły na mnie swoją uwagę, wylewając hejt i jad, obrażając mnie, ale rozumiem, że tak działa "wolny Internet". Patrząc na wpisy i wiadomości, nie jestem jednak pewien, czy ktokolwiek w ogóle przeczytał, co się znajduje w tych zapisach. Ilość powielanych kłamstw i manipulacji jest niestety ogromna – mówi eurodeputowany w rozmowie z Wirtualną Polską.

Jego zdaniem, akcja może być zorganizowana, finansowana przez zewnętrzne organizacje: – Na moje ręce wpłynęło wiele podziękowań od organizacji zrzeszających twórców i autorów. Nie są oni tak aktywni w sieci jak niektóre środowiska. Nie mają także funduszy, by wysyłać dziesiątki tysięcy zautomatyzowanych wiadomości mailowych czy opłacać osoby z "call center", by wykonywały setki telefonów, obrażając mnie i pracowników mojego biura. Swoją drogą bardzo mnie zastanawia, kto ma tak ogromne środki na uruchamianie takich kampanii?

za:dorzeczy.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.