Temida Stankiewicz-Podhorecka: Kleczewska i Janda - antypolskie wyścigi
Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Materiały nadesłane

Temida Stankiewicz-Podhorecka: Kleczewska i Janda - antypolskie wyścigi

Czytam te brednie i przecieram oczy ze zdumienia. Oto Maja Kleczewska, reżyser teatralny, podczas pobytu w Wenecji na Biennale Teatralnym, gdzie 24 lipca 2017 r. otrzymała nagrodę Srebrnego Lwa za spektakl "Wściekłość", udzieliła wywiadu prasowego - pisze Temida Stankiewicz-Podhorecka w Naszym Dzienniku.

«W rozmowie z hiszpańskim lewackim pismem "La Vanguardia" z 29 lipca 2017 r. skarży się tamtejszemu dziennikarzowi Justo Barranco: "My artyści, nie czujemy się dzisiaj w Polsce ani bezpieczni, ani wolni". Dla autora wywiadu informacja ta stała się tak "atrakcyjna" czytelniczo, że tekst ten zatytułował stwierdzeniem: "En Polonia los artistas no nos sentimos hoy ni seguros ni libres" ("W Polsce artyści nie czują się ani bezpieczni, ani wolni").

Jak wiemy, jest to bezczelne oszczerstwo realizujące ideologię lewicowej tzw. totalnej opozycji, z którą reżyser idzie ramię w ramię. Natomiast dziennikarz ma obowiązek sprawdzić, czy jego rozmówca mówi prawdę. Tymczasem tutaj mamy do czynienia z celowo zafałszowanym obrazem sytuacji w Polsce pod rządami prawicy.

Teatr na mieliźnie

Dalej skarży się Kleczewska, że w Polsce obecnie panuje nazistowska i rasistowska atmosfera i z tego powodu dochodzi nawet do wielu incydentów, "osoby z Afryki czy Arabowie są otwarcie atakowani na ulicy". Wśród steku fałszerstw nie brak i takiego kuriozum: "Obecny rząd - żali się Kleczewska - nie finansuje sztuki, która jest sprzeczna z uprawianą przez niego polityką". Po czym przywołuje spektakl "Klątwa" w warszawskim Teatrze Powszechnym w reżyserii skandalisty, Chorwata Oliviera Frljicia. A właśnie Teatr Powszechny, który ma w repertuarze "Klątwę", obrzydliwy, antypolski, antykatolicki, pornograficzny spektakl, jest finansowany z naszych podatków. Mało tego, już wcześniej Powszechny otrzymał ogromną sumę z kasy miejskiej, na którą składają się przecież nasze podatki. Jak widać, Hanna Gronkiewicz-Waltz tutaj nie skąpi grosza. Niedawno Powszechny otrzymał też środki pochodzące z UE. I to nie jest jedyny przykład finansowania teatru, przedstawień, które często są artystycznie na bardzo niskim poziomie oraz niszczą polską kulturę i szydzą z Polaków, promując szkodliwą lewacką ateistyczną ideologię.

Kleczewska przykład "Klątwy" wykorzystuje także we własnym interesie, bo na tej samej scenie wyreżyserowała "Wściekłość", więc kłamiąc o rzekomych "prześladowaniach" artystów w Polsce, uczepiła się spektaklu Frljicia, skarżąc się na ataki "nacjonalistów" otaczających ten teatr, no i że toczy się postępowanie sądowe, by ustalić, czy spektakl ten jest przestępstwem. Bo polskie prawo stanowi, że obraza uczuć religijnych jest przestępstwem. Dla tutejszej publiczności "wydaje się to śmieszne i niemożliwe, jednak po powrocie do Polski będziemy się z tym mierzyć każdego dnia" - pointuje Kleczewska.
Owe fałszywe lamenty zostały przedrukowane na wielu internetowych portalach. I to nie tylko hiszpańskich. Niedawno także w Polsce na e-teatrze! I to bez opatrzenia komentarzem dementującym owe kłamstwa. Można zatem wnosić, iż Instytut Teatralny, do którego należy portal e-teatr, poświęcony teatrowi w szerokim tego słowa znaczeniu, nie odcinając się od owych pomówień, identyfikuje się z tymi kłamstwami.

Pseudosztuka z pretensjami

Co do sprawy nagrodzenia spektaklu "Wściekłość" według tekstu lewicowej autorki, skandalistki Elfriede Jelinek, jawi się pytanie: za co ta nagroda? Przecież to stek bezsensu, nagromadzenie chaosu, poniewieranie symboliki religijnej, bezczeszczenie krzyża Chrystusowego, co dla nas, katolików, jest jak wypowiedzenie wojny przeciwko wartościom, na rzecz propagowania ateistycznej ideologii. A więc nagroda ma podtekst wyłącznie ideologiczny, bo artystycznie jest to miernota ukazująca bezradność reżyserską i pustkę intelektualną Mai Kleczewskiej. Ponadto plucie na własny kraj dla osiągnięcia korzyści w postaci zrobienia kariery międzynarodowej, otrzymania nagród itp. jest czymś tak ohydnym, że brak mi słów.

Wydaje się, że Kleczewska idzie w zawody z innymi "artystami" prężącymi muskuły przeciw obecnej władzy, która nie respektuje propagowania chorej ideologii i zainfekowanej nią sztuki. A jak spojrzeć na reżyserowane przez artystkę spektakle, to widać, że przejawia szczególne upodobanie do scen o maksymalnym natężeniu dewiacji seksualnych. Myślę, że ma spore problemy sama z sobą. Ale to już jej sprawa. Tylko niech do tego barłogu nie miesza nas i do tego za nasze pieniądze.
Ponadto, czy stając do antypolskiego wyścigu z Krystyną Jandą, wyścigu szkalującego Polskę pod rządami Prawa i Sprawiedliwości, liczy na wygraną? W kwestii dorobku artystycznego nie dogoni Jandy, która przecież ma w swoim dossier niemało ról, w tym także dobrych. Ale to było dawno temu, nim aktorka "przepoczwarzyła się" w wojującego lewicowego polityka, feministkę. Przy czym Krystyna Janda jest właścicielką dwóch teatrów, na scenach których wystawia, co zechce. No i nie przyjmuje recenzji krytycznych. Zwłaszcza w mediach katolicko-prawicowych. Sama tego doświadczyłam. Pozwolę sobie przytoczyć ów incydent, bo w sumie jest nawet zabawny.

Strach przed krytyką

Otóż niedawno w Och-Teatrze odbyła się premiera nowego spektaklu "Pomoc domowa", który z racji obowiązków zawodowych chciałam obejrzeć. W rozmowie telefonicznej z pracownicą Och-Teatru i Polonii, która zajmuje się kontaktami z prasą, otrzymałam wiadomość, iż w kasie będzie czekało na mnie zaproszenie na ów spektakl. Jednak około pół godziny później ta sama osoba zadzwoniła z informacją, że ponieważ moja recenzja spektaklu "Koza, czyli kim jest Sylwia" była dla teatru wizerunkowo bardzo niekorzystna, więc oficjalne zdanie teatru i fundacji Krystyny Jandy jest takie, że nie otrzymam zaproszenia. Tak więc zostałam skreślona z listy krytyków w teatrach Krystyny Jandy. To nie jedyne teatry, na które mam tzw. szlaban.

Cała sprawa związana z moją recenzją niegdysiejszego spektaklu w Och-Teatrze "Koza, czyli kim jest Sylwia" ma swój szerszy kontekst, wychodzący poza samą recenzję. Otóż 13 maja 2017 roku na odbywającej się w Toruniu konferencji naukowej "Jeszcze Polska nie zginęła - wieś" wygłosiłam wykład "Kościół i przyroda - wolność artystyczna czy działanie z premedytacją", w którym odniosłam się do trwającego obecnie procesu przebudowy świata i człowieka w kierunku ateistycznym, wbrew prawu naturalnemu i naturalnemu porządkowi rzeczy. Do tego celu wykorzystuje się teatr. Nie brak przedstawień, w których następuje zrównanie gatunkowe człowieka ze zwierzęciem, nawet w sferze kontaktów intymnych. To propagowanie skrajnie lewicowej ideologii. I tu podałam kilka przykładów. Jednym z nich był spektakl w teatrze Krystyny Jandy "Koza, czyli kim jest Sylwia", w którym główny bohater zdradza swoją żonę z... kozą.
 
Na reakcję internautów nie trzeba było długo czekać. Pojawiły się wpisy m.in. "zoofilia w teatrze Jandy" itp. Szybko zatem nastąpiła odpowiedź aktorki, która na Facebooku napisała, że był to spektakl wybitny, uczył myślenia i tolerancji dla wszelkich odmienności. Natomiast pani Temidzie, polskiej dziennikarce i krytyczce teatralnej o prawicowych poglądach, wylatują z uszu mole podczas oglądania jakiegokolwiek spektaklu. Pani Temida, jak zwykle zresztą, miała złe intencje i tylko taki cel jej przyświecał - napisała artystka.

Ubawiły mnie te "mole", które odebrałam jako "subtelną" metaforę moich konserwatywnych poglądów w przeciwieństwie do nowoczesnych poglądów na teatr pani Krystyny Jandy. I tyle.»

"Kleczewska i Janda - antypolskie wyścigi"
Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik nr 221/23-24 września 2017

http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/248081,druk.html

Copyright © 2017. All Rights Reserved.