Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Komentarze i pytania

Smoleński film National Geographic: kłamstwo goni kłamstwo

"Śmierć prezydenta" - film, który w najbliższą niedzielę pokaże kanał National Geographic - to wyjątkowa mieszanka kłamstw i przeinaczeń , które znamy z informacji rozgłaszanych przez Rosjan od pierwszych godzin po katastrofie. W filmie nie wypowiada się nikt, kto krytycznie odniósłby się do wersji MAK i komisji Millera. Za to co rusz mówi się o niesprecyzowanych "teoriach spiskowych", które mają wciąż w Polsce wielu zwolenników.

W filmie National Geographic można znaleźć wszystko, co na temat Smoleńska Rosjanie chcieliby zaszczepić w umysłach odbiorców. A więc jest powtórzona wersja, że lot Tu-154 M był lotem cywilnym, a nie wojskowym.  Jest dowódca tupolewa, który ma traumę. "Odpowiedź, dlaczego próbowali lądować, znajduje się w kartotece osobowej Arkadiusza Protasiuka. A tam - informacja o odmowie lądowania w Tbilisi". Chodzi o lot z prezydentem do Gruzji, podczas którego jego kolega, kapitan maszyny, odmówił lądowania i "zapłacił za to wysoką cenę, stracił za to pracę" - choć jak wiadomo, było przeciwnie, kapitan został ostatecznie nagrodzony.

Polski dziennikarz Konstanty Gebert powiela jednak stare przeinaczenia: "Wszyscy wiemy, co spotkało tamtego kapitana" - mówi do kamery.

Wieża kontroli lotów na lotnisku Siewiernyj to wcale nie rozlatująca sie rudera ze zdezelowanym sprzętem, ale nowoczesny, bijący w oczy świeżością obiekt.

Jest i mgła - ale ponieważ nie wystarczyło, że widoczność była ograniczona do 400 m, Siergiej Jakimow, rosyjski dziennikarz, mówi w filmie: "mgła tak gęsta, że nie było widać własnej dłoni, nie było widać nic".

"W przypadku nieudanego podejścia odchodzimy w automacie" - mówi kpt. Protasiuk, ale widz zaraz dowiaduje się, jaką to porażającą tajemnicę odkryli dochodzeniowcy z Rosji i Polski: nasi piloci byli na tyle słabo wyszkoleni, że kapitan nie wiedział, jak korzystać z automatu. Po prostu piloci nie wiedzieli, iż przycisk uchod nie zadziała, bo lotnisko nie było wyposażone w  ILS.

Co więcej, rosyjscy dochodzeniowcy dochodzą do innych wniosków: jeden z członków załogi przestawił wysokościomierz kapitana, by alarm TAWS nie przeszkadzał pilotom w kabinie. To dlatego samolot ściął drzewo na wysokości 11 m, choć w tym czasie załoga była przekonana, że znajduje się na wysokości 20 m.

Wiesław Jedynak, członek komisji Millera (przedstawianej jako grupa dochodzeniowa) mówi: kluczowym dla lotu momentem było wejście szefa protokołu dyplomatycznego Mariusza Kazany do kabiny pilotów. Dlaczego - tłumaczy Maciej Lasek: "uznaliśmy to za presję pośrednią". Co zrobił Kazana? Na wieść o złych warunkach atmosferycznych w Smoleńsku powiedział: "no to mamy kłopot".

"Taka sama presja, jaka udzieliła się załodze, panowała w wieży kontroli lotów" - dowiadujemy się, choć nawet raport komisji Millera nie kryje, że w wieży - odwrotnie niż w kokpicie - panował nieprawdopodobny chaos i panika.

Także przebieg badań okoliczności katastrofy przedstawiony jest, jakby przebiegał według wzorca z Sevres. "Rozpoczynają się mozolne poszukiwania, czy istnieją jakiekolwiek dowody, że samolot  był celem zamachowców" - słyszymy, a Jerzy Miller pięknie wyjaśnia, że takich śladów nie znaleziono - choć dziś jest oczywiste, że nie wykonano podstawowych badań.

Kłamstw w tym filmie jest więcej - jak np. to, że odnaleziono wszystkie trzy skrzynki (faktycznie było pięć, z których jednej nigdy nie odnaleziono).

Choć film otwiera plansza, zapowiadająca, że został on oparty na oficjalnych raportach i na zeznaniach świadków - w produkcji National Geographic żaden ze świadków nie pojawia się. Autorzy w żaden sposób nie odnoszą się do hipotezy o wybuchach na pokładzie tupolewa.

"Rosjanie byli mniej skłonni do wzięcia odpowiedzialności niż Polacy, którzy szczerze przyznali się do własnych błędów" - mówi na koniec filmu Konstanty Gebert i konkluduje: "Nie jestem ekspertem, ale ostatecznie muszę sam zadecydować, którym ekspertom - rosyjskim czy polskim - zaufać".

Anita Gargas


za:niezalezna.pl (pkn)

Copyright © 2017. All Rights Reserved.