Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Komentarze i pytania

Prokuratorzy muszą przesłuchać rosyjskich śledczych

„Protokół oględzin miejsca zdarzenia” stał się głównym dowodem pozwalającym określić, jak naprawdę wyglądała pancerna brzoza i czy mogła być przyczyną katastrofy polskiego samolotu. Opublikowanie przez „Nowe Państwo” „Protokołu oględzin miejsca zdarzenia” z 10 kwietnia 2010 r. jest przełomem w śledztwie smoleńskim. Instytucje rządowe wprowadzające dotychczas opinię publiczną w błąd nie są w stanie przeciwstawić tym bezspornym dowodom żadnych racjonalnych argumentów. Rosyjscy urzędnicy, którzy dokonali oględzin, jednoznacznie stwierdzili cztery godziny po tragedii, że tzw. pancerna brzoza złamana była nie na 5 m, 6,7 m czy też 9 m, lecz 1 m od wierzchołka drzewa.

Waga tego stwierdzenia jest olbrzymia, jest to bowiem świadectwo urzędowe, poświadczone przez trzy osoby, które były na miejscu, i co więcej, są JEDYNYMI świadkami, którzy widzieli i opisali to drzewo w dniu tragedii. Warto przypomnieć, że prokurator Andrzej Seremet musiał ostatecznie przyznać, że jego urząd nie dysponuje relacjami naocznych świadków uderzenia samolotu w brzozę, a ma jedynie relacje osób przekazujących zasłyszane informacje na ten temat. W tej sytuacji „Protokół oględzin miejsca zdarzenia” stał się głównym dowodem pozwalającym określić, jak naprawdę wyglądała pancerna brzoza i czy mogła być przyczyną katastrofy polskiego samolotu. W porównaniu z tym dowodem wszystkie pozostałe mają cechy hipotez lub nieudolnych prób wykreowania przesłanek pozwalających sformułować tezę, iż do tragedii doszło na skutek kolizji samolotu z brzozą i złamania skrzydła. Rosyjski protokół dezawuuje te informacje. Zapewne dlatego dowód ten nie został uwzględniony zarówno w raporcie Tatiany Anodiny, jak i w raporcie Jerzego Millera, a prokuratura ukrywała go przez dwa i pół roku.

Popłoch w prokuraturze i PKBWL

Prokuratura próbując osłabić wagę tego dowodu najpierw zaczęła podawać różne, wzajemnie sprzeczne wersje wysokości złamania drzewa. Przy czym okazało się, że przed odcięciem na potrzeby badań 1,56 m brzozy przez polskich śledczych w październiku 2012 r. nie zmierzono ani średnicy pnia, ani wysokości drzewa, a wszystkie dane przekazywane opinii publicznej są jedynie wynikiem obliczeń pochodzących z dodania długości ściętych fragmentów do wysokości pozostałego pnia. Tak więc prokuratura polska nie dysponuje oryginalnym pomiarem brzozy. Nie dysponowała nim także komisja Millera, której przedstawiciele (m.in. dr inż. Maciej Lasek) składali w tej kwestii sprzeczne oświadczenia – w 2011 r. pisali, iż brzozy nie badali; obecnie twierdzą, że badali i stwierdzili złamanie drzewa na wysokości 510 cm. Genezę ostatniej wersji prokuratury – przełamanie drzewa na wysokości 666 cm – próbowali wyjaśnić „eksperci” z „Gazety Wyborczej”. Zdaniem Jacka Żakowskiego różnica 156 cm powstała dlatego, że brzoza w ciągu ponad dwóch lat tyle urosła (!); inni sugerowali, że tyle mierzył zdewastowany przez uderzenie samolotu fragment brzozy i tak naprawdę nie można dokładnie ustalić miejsca przełamania drzewa.

Z taką argumentacją koliduje oświadczenie prokuratury, która stwierdziła, że zniszczony fragment miał nie więcej niż 50 cm. Dodatkowy metr drzewa ucięto nie ze względu na jakiekolwiek zewnętrzne ślady – liczono się z możliwymi „odkształceniami wewnętrznymi”, które należało zbadać. Cała sprawa pokazuje, jak dalekosiężne skutki miała decyzja, która spowodowała, iż polscy eksperci nie dokonali samodzielnych oględzin miejsca wydarzenia zaraz po katastrofie Tu-154M, oraz decyzja polskich prokuratorów o ścięciu brzozy i tym samym bezpowrotnym zniszczeniu kluczowego dowodu w śledztwie.

Błąd w protokole czy bałagan w prokuraturze?

W konsekwencji jedynym wiarygodnym dowodem w sprawie jest rosyjski „Protokół miejsca zdarzenia”. Prokuratura polemizując z materiałem opublikowanym dwa tygodnie temu na łamach „Nowego Państwa”, w rozmowie z dziennikarzem „Rzeczpospolitej” podnosi, iż polskie tłumaczenie protokołu zawiera pomyłkę – w rękopiśmiennym oryginale rosyjskim zawarta miała być informacja, że drzewo zostało złamane na wysokości 9 m. Jak dotąd prokuratura nie poparła tego oświadczenia żadnym dowodem, a jej późniejsze informacje są sprzeczne z tymi danymi. Ostatecznie spór rozsądza materiał, do którego dotarła „Gazeta Polska” i który udostępniono mi do analizy, zawiera on całość dokumentu sporządzonego po oględzinach. Okazuje się, że po pierwsze, że prokuratura dysponowała tym materiałem już od sierpnia 2010 r. Miała więc wystarczająco dużo czasu na jego weryfikację. Po drugie wynika zeń, że przekład został dokonany i uwierzytelniony przez tłumacza przysięgłego. I wreszcie, po trzecie i najważniejsze, tłumacz przysięgły opatrzył wersję polską następującym wyjaśnieniem: „na str. 106–116 znajduje się poświadczona kserokopia protokołu oględzin miejsca zdarzenia wypełniona odręcznie, treść dokumentu jest identyczna z dokumentem wypełnionym pismem maszynowym na str. 118–124”.

Mówiąc krótko, tłumacz przysięgły zaświadcza, że porównał obie wersje i stwierdza, że wersja maszynowa (z której dokonał tłumaczenia) i wersja odręczna są tożsame! Na jakiej podstawie płk Zbigniew Rzepa przeczy więc temu świadectwu?

Śledztwo w sprawie brzozy

Prokuratura własnymi zaniedbaniami, niedopełnieniem obowiązków, niechlujstwem, a nawet krętactwem doprowadziła do sytuacji, w której zdecydowanie bardziej wiarygodne jest świadectwo tłumacza przysięgłego niż gołosłowne oświadczenie płk. Rzepy, czterokrotnie zmieniającego wersje wysokości brzozy!

Jeżeli zaś prokuratura jest przekonana, że doszło do omyłki, to jedynym sposobem jej udowodnienia pozostaje postępowanie sądowe. Jest to sprawa najwyższej wagi, a dotychczasowe doświadczenia i matactwa w kwestii smoleńskiej nie pozwalają na to, by przejść do porządku dziennego nad sprzecznością między świadectwem tłumacza przysięgłego i prokuratora Rzepy. Tłumacz przysięgły dokonał tłumaczenia z oryginałów rosyjskich dwa i pół roku temu; płk Zbigniew Rzepa zapoznał się z nimi dopiero w lutym czy w styczniu 2013 r. Co więcej, tłumacz przysięgły ponosi odpowiedzialność prawną za wiarygodność tłumaczenia, a płk Rzepa wielokrotnie mylił się, a nawet poświadczał nieprawdę unikając jakichkolwiek konsekwencji. Może w pewnym momencie doszło do zmian, które mogłyby rzutować na świadectwo Rzepy? A może mamy do czynienia z jeszcze innymi okolicznościami? Nie ma jednak wątpliwości, że jedyną drogą, która może doprowadzić do wyjaśnienia tajemnicy pancernej brzozy, jest przesłuchanie rosyjskich śledczych i świadków, którzy dokonywali oględzin miejsca zdarzenia tuż po katastrofie. To oni muszą wypowiedzieć się procesowo pod odpowiedzialnością karną, czy opisywana przez nich brzoza złamana została metr od góry czy 9 m od dołu. A może wyniki obu pomiarów są tożsame, a problem polega tylko na różnych punktach odniesienia? Tak czy inaczej, bez procesowego zakwestionowania treści „Protokołu oględzin miejsca zdarzenia”, podpisanego przez rosyjskich urzędników Komitetu Śledczego FR, to źródło musi być traktowane jako jedyne wiarygodne w procesie ustalania okoliczności tej części katastrofy smoleńskiej. Mówiąc krótko, dopóki prokuratura nie obali procesowo świadectwa tłumacza przysięgłego, dopóty śledczy mają obowiązek trzymać się tam ustalonych faktów, czyli tego, że brzoza została złamana na wysokości metra od góry. A to oznacza, że nie mogła być przyczyną ułamania skrzydła i w konsekwencji katastrofy samolotu Tu-154M nr 101.

Postscriptum

Jak się dowiadujemy, prokuratorzy, którzy pojechali 17 lutego br. do Smoleńska, mają poza brzozą badać także „metalowe fragmenty” wbite w jej pień... Ciekawe, w jaki sposób prokuratorzy ustalą, czy dane fragmenty naprawdę zostały 10 kwietnia wbite w pień brzozy? Dostępne zdjęcia z 13–18 kwietnia 2010 r. pokazują przełamany pień drzewa z wbitymi metalowymi częściami. Zdjęć wcześniejszych ani opisów nie ma, a po 18 kwietnia na zdjęciach wskazanej części brzozy nie widać już żadnych metalowych fragmentów... Nie było ich oczywiście także w październiku 2012 r., gdy prokuratorzy ścinali brzozę. Jak więc udowodnią, że to, co chcą badać, było wbite w drzewo?

za: http://www.gazetapolska.pl (kn)

Copyright © 2017. All Rights Reserved.