Polecane
Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr-Kłopoty z tolerancją
Od dawna mam kłopoty z tolerancją. Ilekroć słyszę to słowo, powtarzane jak mantra, zazwyczaj przez ludzi, którzy chcą tym słowem, jak taranem zburzyć mój dom, dom moich wartości, przypominam sobie scenę z Ewangelii wg św. Jana. Kobieta pochwycona na cudzołóstwie staje oskarżona przed Jezusem. W akcie oskarżenia nie chodzi jednak o sprawiedliwość.
Pytanie oskarżycieli wyraźnie sugeruje, że jest to kazus wymierzony przeciw Jezusowi. Konfrontacja prawa Mojżesza, to konfrontacja autorytetu prawodawcy z autorytetem Nauczyciela z Nazaretu, który mieni się być Synem Bożym. W owym „a Ty co mówisz?” wyraźnie widać, kto jest celem całej aranżacji. Kobieta jest tutaj wyłącznie narzędziem w próbie skompromitowania Jezusa.
Jezus, jak wiadomo, nie polemizuje z prawem, prawodawstwem. Pyta o autorytet moralny oskarżycieli. „Kto z was jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem”. Czy to jest wyraz tolerancji? Raczej nie. Tolerancją wobec oskarżycieli byłoby proste uznanie ich racji. Potwierdzenie – no cóż, w gruncie rzeczy macie rację… Jest takie prawo…
Ale główną bohaterką dramatu jest kobieta. To, że wychodzi z tej opresji cało – czy to oznacza tolerancję wobec jej postawy? Gdyby tak było, Jezus by powiedział – a kim jestem Ja, by ciebie osądzać kobieto? Masz swój styl życia, Ja mam swój, oni mają swój… Musimy jakoś z tym żyć… Bylebyśmy nie wchodzili sobie w drogę…
Ale Jezus tak nie mówi. Jezus okazuje najpierw miłość i przebaczenie. „Ja ciebie nie potępiam”. W ten sposób daje nadzieję życia. Mówi „Idź”. To proste słowo zawiera w sobie ogromny ładunek nadziei. Ale potem jakby uzasadnia tę nadzieję, wskazuje na warunek jej spełnienia. „Idź i nie grzesz więcej”. W tym zdawkowym zdaniu jest przypomnienie – krótkie, ale jednoznaczne dramatu tej kobiety. To, co czyniła dotąd – to było grzechem. Jednoznacznie, wyraźnie zostaje to powiedziane. Jest zatem miłość, jest przebaczenie, jest nadzieja, ale u podstaw tego wszystkiego jest prawda.
Przywołuję tę scenę biblijną, która od lat mnie urzeka. Tym właśnie, że stanowi manifest chrześcijańskiej, Chrystusowej afirmacji drugiego człowieka. Pokazuje, że afirmować, to nieskończenie więcej, niż tolerować. Obdarzona tolerancją kobieta wróciłaby do swego życia, trwałaby w grzechu, była poniżana, urzeczowiona. Pozbawiona tolerancji została afirmowana. Zyskała nowe życie.
Chciałbym, by te refleksje dotarły do wyznawców bożka tolerancji i bożka pluralizmu. Chciałbym, by ci, którzy to słowo wymawiają częściej niż przewiduje to składnia języka, zrozumieli zarazem, że ci, którzy mówią o grzechu, czerwonej zarazie, złu, deprawacji, i na tym budują wezwanie do nawrócenia – są największymi sprzymierzeńcami człowieka.
Inspiracją do tych refleksji stała się wiadomość medialna o wpisaniu ks. abpa Marka Jędraszewskiego do „Brunatnej Księgi” – swoistego rejestru osób osądzonych przez bliżej nieznane stowarzyszenie, ścigające „myślo- i słowozbrodnie”. Takie wpisy czynią ze mnie wroga tolerancji.