Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Jerzy Lubach-Nie tylko słonie!

FELIETON \ Pamiętajmy, że partie antypolskie z natury rzeczy zawsze były przeciw Polsce i jak mogły, tak jej szkodziły.  W końcówce jednej z powieści Agathy Christie genialny detektyw Herkules Poirot wygłasza zdanie, które jest tytułem owej książki: „Słonie mają dobrą pamięć”. Publicyści polityczni natomiast powszechnie twierdzą, że wyborca „ma pamięć złotej rybki”. Belgijski detektyw powiedzonko o słoniowej pamięci odnosił jednak i do ludzi, choć może nie wszystkich.

W przededniu wyborów prezydenckich poszperałem we własnej pamięci już nawet nie słonia, ale dinozaura, pamiętającego czasy Solidarności i stanu wojennego, życia bez komórek i komputerów, iście przedpotopowego, które wydaje się dzisiejszym młodym ludziom wręcz niemożliwe. Prędzej uwierzą w majaczenia niedowarzonej Grety o bliskiej apokalipsie klimatycznej. My jednak, pamiętający histerię lat 70. ubiegłego wieku na temat czekającego nas rzekomo szybkiego zlodowacenia, a potem w 80. rozpętany przez media służalcze wobec zainteresowanych lobby strach przed jakowąś mityczną „dziurą ozonową”, patrzymy prorokom wszelkich zagład na – brudne na ogół – ręce!

Świadectwa żywych, a dokumenty

Pamięć ludzka bywa zawodna, wiem to doskonale jako reżyser filmów dokumentalnych o tematyce historycznej. Dokumenty oficjalne mówią jedno, dzienniki prowadzone w tymże czasie przez uczestników wydarzeń – coś nieco innego, wspomnienia spisywane po latach czasem radykalnie co innego. Jednak zestawienie tych wszystkich źródeł daje dość wyważoną wiedzę o tym, „jak to było naprawdę”, zwłaszcza wsparte bezcennym świadectwem żywych jeszcze uczestników historycznych wydarzeń.

Miałem to szczęście, że udało mi się np. do filmu o sojuszu Piłsudski-Petlura nagrać wypowiedzi uczestników wojny z bolszewikami, dziś już nieżyjących. Stujednoletni wtedy generał Tarnawski był ostatnim już żyjącym świadkiem triumfu Piłsudskiego po wyprawie kijowskiej, jednym z tych młodzieńców, którzy nieśli Naczelnika na rękach po mszy dziękczynnej na pl. Trzech Krzyży i tylko w jego ustnym świadectwie spośród wielu znanych mi z zapisów jest mowa o… skromności zachowania triumfatora! Porucznik żandarmerii WP Hartowski w czasie zdjęć mający 93 lata opowiada mi coś, czego w źródłach pisanych w ogóle nie znalazłem: w sierpniu 1920 r., gdy wydawało się, że Warszawa za chwilę wpadnie w łapy Armii Czerwonej, co rano podczas patrolu zdzierali ze ścian domów dziesiątki plakatów agitujących za bolszewią – po polsku! Kto je nocami rozklejał?

„Dwie” demonstracje

Nie jestem jeszcze w szacownym wieku bohaterów moich filmów, ale czasem sam się zastanawiam, dlaczego pamiętam odmienną wersję wydarzeń – tak, już historycznych! – niż ta utrwalona w oficjalnej historiografii albo powszechnym mniemaniu. Nie byłem świadkiem „skoku przez płot” elektryka-kabla (czy był nim w ogóle ktokolwiek?...), ale np. ramię w ramię ze śp. Zbigniewem Romaszewskim, z Antonim Macierewiczem i Jarosławem Kaczyńskim kroczyłem w pierwszym szeregu wielkiej demonstracji, pierwszej po obaleniu rządu Jana Olszewskiego, na którą – o czym też już nikt nie pamięta! – nasłał policję szef Urzędu Rady Ministrów, kardynał Richelieu niemrawej premier Hanny Suchockiej, Jan Maria Rokita. Po długich negocjacjach prezesa odblokowano pochód i ruszył on spod kolumny Zygmunta w stronę Belwederu. Po drodze manifestanci wypychali spośród siebie licznych dyszących alkoholem prowokatorów wykrzykujących antysemickie hasła mające nas pogrążyć w oczach widzów wieczornych wiadomości w TVP, co gorliwie nagrywali kamerzyści pod wodzą pewnego ambitnego dziennikarza, na którego krzyczeliśmy: „Won, czerwony Lisie!”.

Demonstracja zakończyła się pod Belwederem okrzykami „Miałeś, chamie, złoty róg!”, po czym spokojnie się rozeszliśmy, a o 19.30 wraz z żoną i tysiącami innych uczestników pochodu zdumieni obejrzeliśmy na ekranie telewizora zupełnie inne zakończenie – oto z twarzami wykrzywionymi nienawiścią palimy kukłę „Bolka”!

Niezmienna natura partii antypolskiej

Czy pamięta to ktoś oprócz nas? A warto, bowiem tego typu akcje i za komuny, i w III RP były na porządku dziennym, a wspólny mianownik manipulacji, bezczelnego kłamstwa i hipokryzji czyli z dzisiejszym zachowaniem totalnej opozycji, czyli partii antypolskich. Tak, antypolskich, gdyż w pełni odpowiadają przypominanej przeze mnie z uporem definicji sformułowanej przez księcia Adama Czartoryskiego:

"W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i partie antypolską"

/.../

zawartość zablokowana

Autor: Jerzy Lubach

Pozostało 50% treści.

za:https://gpcodziennie.pl


***

"Naród , który traci pamięć przestaje być narodem- staje się jedynie zbiorem ludzi, czasowo zajmujących dane terytorium"

Józef Piłsudski

Copyright © 2017. All Rights Reserved.