Polecane
Ks.prof. Paweł Bortkiewicz TChr-Wirus
Koronawirus uczy nas wielu spraw. Przekonuje najpierw o złożoności tego świata. Zwykliśmy działać w naszym świecie tak, jakby był to system zero-jedynkowy. Wystarczy – tak sądzimy – jeden prosty przycisk i problem zostanie uruchomiony lub zatrzymany. I to natychmiastowo.
Wysiłki podejmowane dla zahamowania koronawirusa są niezwykle intensywne, często wręcz heroiczne., A zarazem okazują się niewystarczające. W dobie, w której zwykliśmy planować wydarzenia na miesiące i lata do przodu, teraz nie wiemy nic. Świat spowolnił, harmonogramy burzą się i padają jak domki karciane. Uczymy się żyć bez określonego harmonogramu czasu zakończenia kryzysu.
Kryzys obnaża niewspółmierność, z jakiej sobie nie zdawaliśmy sprawy. Najpierw jest to niewspółmierna konfrontacja wirusa z człowiekiem. Biologiczna struktura izoluje i alienuje swoje ofiary ze społeczeństwa. I wtedy pojawia się drugi poziom konfrontacji: już nie wirus – człowiek, ale człowiek – społeczeństwo. Tam, gdzie to wszystko się zaczęło jednostka była rzucona na pożarcie kolektywowi, państwu. Opisy zdarzeń pokazywały, że technicy w kombinezonach ochronnych traktowali mężczyzn i kobiety, jakby oni sami byli wirusami.
To pokazywało jak bardzo ten system, ta ideologia jest wroga człowiekowi. Ale czy tylko ten system?
Kryzys pandemii demaskuje wiele oblicz naszej cywilizacji. Koronawirus pojawił się w czasie, gdy większość społeczeństwa uznała, że ??nie potrzebuje Boga. To przecież czas rozpowszechnienia się pandemii gender, wedle której nie ma Boga stwórcy, jest kultura, która stwarza człowieka. Ale nie ma już człowieka jako osoby kobiety i mężczyzny, jest uwikłany w płeć, a wyzwolony od reżimów prawdy osobnik. Nie ma już miłości, jest dyktatura seksualizmu.
W naszej cywilizacji Bóg został zastąpiony chlebem i igrzyskami. Postmodernistyczne narracje nie głoszą strachu przed piekłem, a niebo sytuują w świecie przyjemności i konsumizmu. I oto koronawirus wprowadził w tę narrację dawno zapomniane, albo wykpione słowo „piekło”. Statek wycieczkowy – dla wielu symbol ziemskich rozkoszy - stał się więzieniem dla zainfekowanych pasażerów i stał się piekłem, z którego nie sposób się wydostać. Dla tych, którzy uczynili sport bogiem, otwarła się otchłań pustych stadionów i anulowanych rozgrywek. Dla tych, dla których pieniądz był fetyszem, przyszedł czas poddania siły roboczej przymusowej kwarantannie. Wielbiciele konsumpcjonizmu stanęli w przerażeniu przed pustymi półkami supermarketów. Świat, który czciliśmy, zapada się.
Każdy diagnosta, który spojrzy dogłębnie w ten stan rzeczy uzna, że terapią jest wprowadzenie Boga w nasz świat. Każdy rozsądny diagnosta przypomni sobie słowa sprzed 41 lat: „Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!”
Rozsądnych diagnostów nie ma zbyt wielu. Nie można ich znaleźć wśród ateistów i tych kryptoateistów, którzy jawią się jako pseudokatolicy. Dla nich jest sprawą jasną, że skoro zamknięto stadiony i galerie, trzeba zamknąć kościoły. Ale my, wierzący, nie możemy zgodzić się na to, by Bóg został wygnany z tej ziemi lęku i nadziei.
Publ. również w NDz z 20.03. br