Polecane
Dorota Łosiewicz-Ostatni dzwonek?
Takich Świąt Zmartwychwstania Pańskiego, jak te, która przed nami nie pamiętają nawet najstarsi górale. Dla wszystkich wierzących, będą to niezwykle trudne Święta i zupełnie inne niż wszystkie, które do tej pory przeżyliśmy.
Pierwszy raz od wieków Ojciec Święty będzie sprawował Liturgię Wielkiego Tygodnia bez udziału wiernych. W większości parafii
nie będzie prawdopodobnie możliwości skorzystania z sakramentu pokuty w tradycyjnej formie. Być może niektórzy proboszczowie zdecydują się na spowiedź na zakrystii lub w salkach parafialnych, stosując wszystkie środki ostrożności i wzajemnego bezpieczeństwa – petenta i spowiednika. W Wielką Sobotę nie będzie tradycyjnego obrzędu błogosławienia pokarmów. Za to wierni będą mogli przed śniadaniem wielkanocnym dokonać samodzielnego obrzędu błogosławieństwa posiłku w domu. Dla wielu wierzących na pewno najboleśniejsza będzie niemożność przystąpienia do Eucharystii. Czy to będzie jednak oznaczało, że nie spotkamy Pana Jezusa? Przecież On powiedział: „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,19-20). Więc głowa do góry.
My „katole” mamy taką nieznośną cechę, by nawet w najczarniejszym tunelu szukać światła, by gdy ktoś zamyka nam przed nosem drzwi, rozglądać się za otwartym oknem. Spójrzmy więc na ten na Wielki Post okiem „katola”. Skutkiem ubocznym wszystkich obostrzeń i narodowej kwarantanny jest taki Wielki Post, jakiego sami byśmy sobie nigdy nie zafundowali. Nie ma kina, kawiarni, restauracji, nie ma teatru, nie ma koncertów, imprez sportowych, spotkań z przyjaciółmi. W większości przypadków, nie ma spacerów, nie ma radości z pierwszych promieni wiosennego słońca. Jednocześnie ludzie zaczęli być dla siebie życzliwsi, rozglądać się czy ktoś nie potrzebuje pomocy, bardziej wsłuchiwać się w potrzeby innych. Może taki Wielki Post był nam potrzeby? Może dzięki niemu, przynajmniej niektórym uda się zajrzeć głębiej w siebie, coś przemyśleć, coś zmienić?
Pewien wspaniały kapłan powiedział mi: „Dorota, świat był piekłem, a teraz może ludzie będą się nawracać. Bóg tym wirusem wyprowadza ludzi z grzechu – to być może jego ostatnie napomnienie przed końcem świata. On nie potępia, nie karze, tylko z miłości daje upomnienie”. I traf chciał, że kilka chwil później znajomy podesłał mi link do tekstu, w którym 38- letni włoski lekarz, pracujący w Lombardii relacjonuje: „Nigdy w życiu nie mógłbym sobie wyobrazić tego, co w moim szpitalu dzieje się od trzech tygodni. (…) Najokrutniejsze jest to, że przyszło nam decydować kto ma żyć, a kogo mamy zostawić, żeby umarł. Nie ratować, mimo że opłacał swoje ubezpieczenie.
Jeszcze 2 tygodnie temu ja i moi koledzy byliśmy ateistami – jesteśmy lekarzami, na naszych studiach całkowicie odrzucano obecność Boga. Zawsze śmiałem się z moich rodziców, którzy szli do kościoła. 9 dni temu przywieźli do mnie na oddział 75-letniego pastora protestanckiego. Miał bardzo duże problemy z oddychaniem. Wszyscy byliśmy zachwyceni jego postawą – miał przy sobie Biblię, nieustanne czytał ją umierającym, mimo że sam nie mógł oddychać. My, lekarze byliśmy bardzo przemęczeni fizycznie i psychicznie. Doszliśmy do kresu wytrzymałości. Dwaj nasi koledzy umarli. Gdy stawało się coraz ciężej, wszyscy dostrzegliśmy, że w pewnym momencie po ludzku nic nie możemy zrobić. Razem z kolegami lekarzami, zaczęliśmy prosić Boga o pomoc. Po prostu zaczęliśmy się modlić i czynimy to w każdej wolnej chwili. Rozmawiamy teraz między sobą o Bogu. Nie możemy uwierzyć, ze jeszcze parę dni temu byliśmy ateistami. Tylko On teraz przynosi nam pokój i możemy pomagać innym”.
Może taki Wielki Post to ostania szansa, żeby coś zmienić? Żeby się nawrócić?
Dorota Łosiewicz
Publikacja z Tygodnika "Sieci" 14/2020