Polecane
Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr-Nie zastąpi Ciebie nikt…
2 kwietnia 2005 roku. Został złożony ostatni podpis Jana Pawła II pod jego ostatnim dokumentem, ostatnią encykliką. Encyklika to list. To był list o miłości. Miłości, która jest silniejsza niż śmierć. Pisał te encyklikę przez ostatnie lata swojego pontyfikatu, ostatnie miesiące, dni i godziny.
W pewnym momencie słowa tej encykliki jakby przeniknęły tekst Ewangelii. Można to było zobaczyć kilka dni przed śmiercią, gdy w watykańskiej kaplicy papież uczestniczył w drodze krzyżowej transmitowanej z Koloseum. W pewnej chwili poprosił o krzyż. Wziął ten krzyż w ręce. Nikt nie widział jego twarzy. Widoczne były tylko jego ramiona i głowa przylgnięta do krzyża: „Z Chrystusem zostałem przybity do krzyża, żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus”.
To, że żył w nim Chrystus było coraz bardziej potwierdzone w kolejnych dniach. Choć, czy ktoś mógł mieć wątpliwości co do tego zjednoczenia, tego przenikania? On to potwierdzał w ostatnich dniach, godzinach… Wtedy, gdy słabnącym głosem powiedział: "Szukałem was, teraz wy przyszliście do mnie i za to wam dziękuję". To były słowa pasterza, dobrego pasterza, który szukał zagubionych owiec, gotów był oddać za nie swoje życie. I oddawał. Teraz oddawał ostatecznie.
2 kwietnia, w sobotę, Jan Paweł II ok. 15.30 bardzo słabym głosem wyszeptał: "Pozwólcie mi iść do domu Ojca". To były jego ostatnie słowa. Słowa. A słowo? „Amen”. Taki był podobno ostatni szept umierającego Papieża. To słowo najmocniej kojarzy się z Jezusowym „Wykonało się”.
Świat się wtedy zatrzymał. Powszechnie obowiązująca kultura śmierci zdziczałej uległa kulturze śmierci oswojonej. Jego agonia to była wielka ars moriendi, sztuka umierania, która kiedyś była obecna w naszych dziejach, budowała więzi i nadzieję, a potem uległa zapomnieniu. On ja przywrócił…
Świat się wtedy zatrzymał. Przypomnieliśmy sobie słowa i pojęcia takie jak cel życia, sens, nadzieja, miłość. wiara, zmartwychwstanie… Encyklika o miłości napisana tym umieraniem trafiła do wszystkich, nawet tych nie będących w przedsionkach Kościoła…
Potem przyszedł pierwszy rok bezkrólewia, potem kolejne. Oczywiście, pojawił się wielki, mądry i święty papież Benedykt XVI. Potem przyszedł kolejny.
A my… No właśnie, a my… My, po pierwszych miesiącach gorączkowego poszukiwania – jak zagospodarować to dziedzictwo, byliśmy tak zajęci tymi sposobami, że zapomnieliśmy, czym chcemy się zająć. Nie chcę jednak dzisiaj tego wątku rozwijać, choć to boli…
Boli mnie dlatego, że należę do pokolenia, które wzrastało wraz z jego pontyfikatem. Realizacja mojego powołania kapłańskiego rozpoczęła się niewiele przed początkiem tamtego pontyfikatu. Od Jana Pawła uczyłem się Boga, Kościoła, człowieka… Uczyłem się umiłowania prawdy i wolności. Uczyłem się, żeby się nie lękać i przekraczać próg nadziei…
Staram się podążać drogą, która idzie Kościół, staram się żyć w świecie współczesnym, ale potwierdzam - Nie zastąpi Ciebie nikt…
***
A my- pokolenie JPII mieliśmy ten przywilej, aby być tak blisko... Czy potrafimy docenić ten dar i donieść godnie do końca swoich dni? Każdy i razem...
kn