Polecane
Ks.prof.Paweł Bortkiewicz TChr-Przed zaprzysiężeniem
Piszę te słowa przed zaprzysiężeniem pana prezydenta Andrzeja Dudy, choć będą te słowa odczytywane po uroczystości zaprzysiężenia.
Kilka dnie temu w jednej ze stacji telewizyjnych o swoją obecność na zaprzysiężeniu prezydenta został zapytany pan Rafał Trzaskowski. Pytanie było postawione w kontekście narastających zgłoszeń nieobecności. Oto bowiem cześć polityków – zarówno tych aktywnych, jak i kombatantów politycznych ogłosiła bojkot uroczystości. Jaki jest powód?
Jak się wydaje – są dwa do wyboru. Jeden argument to ten, że prezydent Duda łamał konstytucję, a teraz ponownie będzie przysięgał na nią. Drugi argument to podtrzymywane kwestionowanie praworządności wyborów. Oczywiście, oba argumenty maja siłę typową dla racjonalności i wiarygodności aktualnej opozycji. Mocno brzmi argument o łamaniu konstytucji, niewątpliwie mocno by brzmiał też argument, że w pałacu prezydenckim biją Murzynów albo taki, że pani prezydentowa je nieekologiczne potrawy. Z pewnością są ludzie, którzy wierzą w moc takich argumentów. Niestety jest to wiara naiwna, nie poparta żadnym argumentem. Nie jest to wiara mądra, ani wiara mądrych. Kwestia praworządności wyborów jest rozstrzygana przez Sąd Najwyższy. Kto kwestionuje orzeczenia Sądu podważa właśnie praworządność. No, ale nie można wymagać zbyt wiele od opozycji. Przecież jej plan dokładnie spełnia założenia pewnego skaczącego z emocji mecenasa (skacze dzień i noc, bo „kto nie skacze ten jest z PiSem:, a on nie jest i nie chce być): „W przypadku ogłoszenia zwycięstwa Andrzeja Dudy wspólne zaskarżenie wyników do SN. W przypadku wygrania wyborów przez któregoś z kandydatów opozycji wspólne uznanie tych wyników za wiążące”.
Opozycja zatem – w jakiejś części – bojkotuje zaprzysiężenie prezydenta. Argumenty wysuwane w tym bojkocie budzą zatroskanie o kondycję zdrowia psychicznego części społeczeństwa. I o skuteczność działań służby zdrowia w tym zakresie.
I na tym tle niezwykle znacząco odcina się aktualny prezydent Warszawy. Z jednej strony nie potępia koleżanek i kolegów z szeregów heroicznie protestującej opozycji. Nie, on ich rozumie (to trzeba przyznać – ogromny sukces, który musi budzić uznanie). Nie piszę tego bez kozery. Kiedy przeczytałem na przykład wpis pani wicemarszałek Sejmu RP, kandydatki na prezydenta RP na pierwszej zmianie wyścigu: „W repertuarze Teatru Narodowego nie ma iw najbliższym czasie nie przewidujemy, że spektakle marionetkowe. Zespół i Dyrekcja Teatru Narodowego” [zachowuję pisownię oryginalną], przyznałem publicznie, że nie rozumiem o co pani marszałek chodzi. A tymczasem pan prezydent stolicy rozumie koleżanki i kolegów, ale zarazem wysuwa własny argument, dlaczego nie będzie go na uroczystości: „Po pierwsze nie jestem członkiem Zgromadzenia Narodowego. Nie ma mnie po prostu w Warszawie, dlatego, że obiecałem dzieciom, że się nimi zajmę, po chyba 18 weekendach pracy bez przerwy”.
Zaskakująco rodzinni stali się politycy opozycji.
„Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest,
Lecz kiedy jej nima/Samotnyś jak pies”.
Więc jednak życie to kabaret?