Polecane
Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr-Bitwa trwa
Żyjemy wydarzeniami na Białorusi. Nie są nam obce ze względu i na sąsiedztwo polityczne, i na historię. Sam mogę powiedzieć, że z tamtej ziemi wywodziła się rodzina mojego Taty. Mój dziadek spoczywa na cmentarzu w Brasławiu.
Nie chcę zatem ignorować tej nadziei, która się pojawiła wraz ze sprzeciwem wobec reżimu. Ale zarazem
nie mogę zignorować tej walki, która trwa w naszej Ojczyźnie i wcale nie wykazuje symptomów końca.
Przypomnijmy, że to właśnie w dniach sierpniowych, w okolicach rocznicy Powstania i w okolicach Cudu nad Wisłą, kiedy nasi rodacy wypowiedzieli swoje stanowcze „nie” obu totalitaryzmom, kiedy wyrazili swoją wolę mądrze rozumianej suwerenności, bandy bezrozumnych, jak sądzę, młodych ludzi, pod wodzą albo raczej pod siłą manipulacji bardzo świadomych ideologów, w myśl najlepszych wzorców bolszewickich, wyszli na ulice Warszawy, a później innych miast, by domagać się roszczeń dla tzw. osób lgbt. Piszę „tzw”, gdyż nikt nie jest w stanie określić, zdefiniować owe „osoby lgbt”. Bo czy chodzi tu o osoby, czy o orientacje? Czy orientacja definiuje osobę? Ile ma być tych orientacji? Nie, nie ma „osób lgbt”. Piszę też celowo „lgbt”, bo nie ulegnę presji pisania wbrew zasadom języka polskiego. Dlaczego nie piszemy „osoba Kobiety” albo „osoby Niepełnosprawne”? Nie widzę powodu, by zmieniać zasady w celu okazania szacunku ludziom, którym należy się pomoc, ale nie uległość wobec ich roszczeń. Nie zgadzam się na sformułowanie „tęczowa flaga”. Bo tęcza ma swoją ilość barw i ich stosowny układ. Nie rozróżnia tego na przykład p. Tusk, który na obrazie Memlinga widział barwy gejowskie. Ale ja – Bogu dzięki – nie jestem Tuskiem. Słowo „flaga” w pierwszym znaczeniu odnosi nas do powagi państwa. Owszem „flaga” oznacza też znak, symbol organizacji. Ale trudno jest określić – jaką organizację reprezentują ludzie niosący i wieszający kolorowe, para-tęczowe banery na pomnikach, krzyżach, usiłując je zbezcześcić. Jeśli jest to organizacja, to wroga mojej kulturze, mojej tożsamości.
Wiem, że słowo „wróg” jest niepopularne. więcej – jest niepoprawne politycznie. Oczywiście, w relacji: ja, katolik, ja, Polak, ja, mężczyzna, nazywając wrogiem bojówkarza lgbt - czynię to niepoprawnie politycznie. Co innego, jeśli ten bojówkarz, w sposób dla siebie charakterystyczny, wyraża się w przekazie zapisanym gwiazdkami lub w przekazie zapisanym dźwiękowo piskami, by uniknąć przekazu wulgaryzmów, ale czyni to w stosunku do mnie – nie naraża się póki co, na żaden zarzut wrogości. On po prostu walczy z homofobem. Otóż, przypominam sobie pewne spotkanie w Warszawie, w grudniu 2013 r., kilka dni przed atakiem homobojówki na mnie w Poznaniu. W Warszawie uczestniczyłem w spotkaniu z p. Gabriele Kuby. Zapytała mnie publicznie, czy uważam za możliwy dialog chrześcijan z genderystami. Chwilę się zawahałem. Przecież wyrosłem na słowie „dialog”. „dialog chrześcijańsko- marksistowski”, „dialog ekumeniczny”. I do dziś rozumiem sens tamtych dialogów, choć wymagałoby to szerszej refleksji. Ale dialogu z genderystami, z homolobby nie uznaję. Bitwa trwa.