Polecane
Ks. inf. Ireneusz Skubiś-Kościół był zawsze z narodem
To dobrze, że media poświęciły wiele czasu ważnej rocznicy podpisania porozumień, które stanowią także datę formalnego powstania Solidarności. My, Polacy, bardzo dobrze wiedzieliśmy, co to jest ustrój socjalistyczny i jakie upoważnienie mają ci, którzy nami rządzą – bagnety sowieckie były mocno wpisane w działania ówczesnej komunistycznej władzy. Nie byliśmy tylko pewni, czy
ta władza potrwa długo czy krótko. Dobrze, że było Radio Wolna Europa. Ale przecież bardzo ważne miejsce zajmowali też w tym czasie wspaniali polscy biskupi i księża.
Ludzie szli do kościoła po nadzieję i wsparcie swojej ludzkiej godności, po uzyskanie łaski większej pewności siebie. Człowiek zawsze potrzebuje odniesienia do Boga, ale i do innych ludzi. To odniesienie wybrzmiało najbardziej, gdy Polska ożywiła się odwagą i nadzieją przez wybór polskiego Papieża Jana Pawła II. To była istotna radość na ulicach, w zakładach pracy, na uczelniach, biurach – wszędzie.
W tamtym czasie zaczęły się także pojawiać różne ruchy społeczne. Brakowało im jednak mocy przeniesienia społecznego. Taką moc dawały ambona, spotkania oazowe, pielgrzymka, a zwłaszcza duszpasterstwo akademickie.
Ileż spotkań z większością opozycjonistów odbywało się w naszej „Piwnicy” – częstochowskim ośrodku Duszpasterstwa Akademickiego! Oczywiście byliśmy dobrze pilnowani przez ludzi SB. Pamiętam pewnego Bogdana, któremu zadałem pytanie wprost, czy nie jest donosicielem SB. Odpowiedział, że nie.
– To dlaczego jesteś taki smutny na spotkaniach? – zapytałem. Tłumaczył się, że sprawami rodzinnymi. A potem, już po jego studiach, mijaliśmy się na ulicy: ja szedłem do Sióstr Zmartwychwstanek z Mszą św., a on – do pracy w Komendzie Milicji Obywatelskiej. Nigdy mi się nie ukłonił, a kiedyś, gdy w moim domu rodzinnym SB urządziło rewizję (rok 1985), to żeby się nie spotkać, obchodził mnie dłuższą drogą. Tak było...
I jeszcze inny obraz. Gdy w Częstochowie w klubie „Ikar” Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego rozpoczął się w 1980 r. strajk, przyszła do mnie Agata Grzybowska z prośbą, by odprawić dla strajkujących Mszę św. Poprosiłem o pozwolenie mojego ówczesnego biskupa Stefana Barełę, i tak już codziennie odprawiałem dla strajkujących Mszę św.
Pamiętam też, że już pierwszego dnia po odprawieniu Mszy św. w drodze powrotnej z Ikara miałem możliwość przywitać się z wysłannikiem władz PRL-u wiceministrem Jabłońskim – tak się przedstawił przy przywitaniu.
Okazuje się, że gdy mówimy o wybiciu się Polski na niepodległość, to nie wolno zapominać o Kościele.
Jestem tu zaskoczony wypowiedzią Lecha Wałęsy, który jakby zapomniał, jakie były zabiegi czynione, by doszło do jego spotkania z Ojcem Świętym.
Wszyscy wielcy Polacy, a także wielcy mężowie stanu jak choćby Ronald Regan czy Michaił Gorbaczow świadczyli o wielkim oddziaływaniu Papieża Polaka na dzieje Polski i Europy. Ja sam także, jako duszpasterz akademicki w tamtym czasie, miałem możliwość nie tylko przeżywać wielkość tych wydarzeń, ale i czynnie uczestniczyć w przygotowaniu pierwszej wizyty Ojca Świętego w 1979 r.
Ta wizyta niewątpliwe dała Polakom siłę i odwagę do zrywu wolności, który objawił się w sposób genialny w wybuchu Solidarności.
Wspomnę także o spotkaniu duszpasterzy akademickich w kolegiacie św. Anny w Warszawie, na które przybył abp Bronisław Dąbrowski. Nikt z nas nie wiedział wówczas, kto to jest Wałęsa. Arcybiskup wyjaśniał nam, że część ludzi PZPR postanowiła odsunąć Edwarda Gierka od władzy i to oni zdecydowali o strajku w Świdniku, nawet przyspawali pociąg do torów kolejowych. Ale w Świdniku sprawa się nie udała – jak mówił abp Dąbrowski – i przeniesiono sprawę do Gdańska. Tutaj zaistniał niejaki Lech Wałęsa, który zgodził się przewodniczyć strajkowi na Wybrzeżu. Miał mieć dwóch doradców, ale gdy zorientował się w sytuacji, odrzucił ich i sam poprowadził strajk. Tyle pamiętałem z wypowiedzi ówczesnego sekretarza episkopatu Polski. Dla nas, duszpasterzy akademickich, była to ważna i co ważne – prawdziwa informacja, która nam pomogła w pracy ze studentami, którzy przecież włączali się w tworzenie Solidarności.
Niestety, wielu moich kolegów duszpasterzy akademickich już nie żyje, a mogliby opowiadać w szczegółach o tym, jak wielką rolę w walce o wolność narodu odegrał Kościół. Dobrze, że świadkami tego jest tak wielu wierzących świeckich, także ówczesnych wychowanków Kościoła, studentów czy naukowców borykających się wówczas z presją, inwigilacją i szantażami SB.
Ks. Ireneusz Skubiś
Moderator Ruchu Europa Christi – Mundus Christi