Polecane
Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr-Zwierzęta futerkowe
W ostatnich dniach pani wicepremier Jadwiga Emilewicz, zapytana o sprawy światopoglądowe w polityce i w obozie rządzącym odparła: „Być może po to jesteśmy w polityce, by o takie sprawy światopoglądowe zabiegać. Często nie odnajduję się w sposobie prowadzenia tych dyskusji. [..] Różnica między częścią moich kolegów w obozie Zjednoczonej Prawicy polega na tym, że te wojny kulturowe można prowadzić różną amunicją”.
Posłużyła się także przenośnią: „Nasza husaria wygrywała wiele bitew, ale były też takie, w których została niestosownie użyta”.
Dodała wreszcie: „Na pewno zaistniejemy w mediach, na pewno za sprawą kilku tego typu inicjatyw będziemy długo na paskach w mediach, ale czy wygramy w ten sposób, czy przeciągniemy do nas, czy zmienimy kierunek zmian społecznych, który w Europie Zachodniej rozpoczął się 20 lat, nawet może zakończył się 20 lat temu”.
Nie ukrywam, że takie słowa mnie niepokoją. Przy czym słowo „niepokój” jest najbardziej delikatnym określeniem mojego stanu uczuć i odczuć. Przede wszystkim przeraża mnie defetyzm tej wypowiedzi. Jeśli uznamy, że zmiany kulturowe zakończyły się w Europie Zachodniej 20 lat temu, to po pierwsze nie wiem, o jakie procesy tutaj chodzi? Nie wiem, czy pani premier wypowiada się jakimś echem słów i teorii Francisa Fukuyamy o końcu historii, która dopełniła się w demokracji i liberalizmie, w związku z czym przyszło nam teraz odcinać kupony z tego raju na ziemi? Ale może jednak te procesy historyczne trwają wciąż, a nawet zyskują na jakiejś eskalacji, o której pisał Samuel Huntington w swojej koncepcji zderzenia, wojny cywilizacji?
Niezależnie od tego, o jakie procesy chodzi, nie wiem, dlaczego miałbym uznawać je za zakończone? Dlaczego miąłbym godzić się na to, że mój dom jest podpalany, zalewany fekaliami, nie tymi z Wisły, ale tymi z raz czarnych, raz para-tęczowych marszy? Dlaczego miałbym przyzwalać na to, że w moim domu wiary i rozumu, dokonuje się na co dzień szyderstwo z Boga Stwórcy i stworzonego przez Niego rozumu?
Z uporem maniaka będę powtarzał, że jesteśmy na wojnie. I choć absorbuje nas sprawa Białorusi, Czajki, cenzury nakładanej na dziennikarzy, to rdzeniem sporu – jest spór o wiele bardziej fundamentalny. Dlatego nazywamy go cywilizacyjnym.
Oczywiście, potrzebna jest w tym sporze – skoro go już uznamy – strategia. Ale najpierw wola zwycięstwa, wola mocnego dobra, zdolnego sprzeciwić się złu.
I wiara w zwycięstwo.
A potem właśnie strategia.
W tym celu potrzebne jest stworzenie solidnych fundamentów prawa stanowionego. Bo czyż sprawiedliwe jest to, że trwa słuszna walka z symbolami, znakami, hasłami jednego z systemów totalitarnych, a „zmutowany bolszewizm” (określenie p. prof. Anny Pawełczyńskiej) chroni się za nową symboliką. Nie sierpa i młota, ale nowych znaków, które wyrażają tę samą pogardę dla człowieka, narodu, rodziny.
Dlaczego jeden totalitaryzm jest potępiany, a inny darzony przywilejami?
Bo wzorujemy się na Europie?
Przepraszam, ale - jak stado baranów?
Czy jak tchórzy zwyczajnych, europejskich, czyli zwierząt futerkowych?