Polecane
Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr-Nie rozumiem
„Nie spocznę w wysiłkach na rzecz budowy unii równości, gdzie wszyscy mogą być tym, kim naprawdę są - bez obawy przed oskarżeniami lub dyskryminacją, bo bycie sobą to nie jest ideologia. To jest tożsamość i nikt nie może nikomu tego zabrać. Chcę postawić sprawę jasno: strefy wolne od LGBT to strefy wolne od wartości humanistycznych. Nie ma dla nich miejsca w naszej UE” - powiedziała w tych dniach w Parlamencie Europejskim w Brukseli szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. To bardzo intrygujące stwierdzenie.
Po pierwsze to bardzo mocna deklaracja czyniąca z ideologii wartość konstytutywną dla Unii. To uznanie, że Unia radykalnie zmienia swoją aksjologię – porzuca nawet ślady dawnego projektu chrześcijańskiej Europy, a przyjmuje model neomarksistowski. Po drugie, w tej wypowiedzi znalazła się aluzja do nagłośnionych mocno polskich „stref wolnych od ideologii lgbt”. Rzecz tylko w tym, że owe „polskie strefy” są fałszywym pomysłem i donosem jednego człowieka wrogiego Polsce. A jednak tzw. elity europejskie nie dają się przekonać faktom, tylko wierzą jednemu kłamcy. Swoją drogą – zdumiewać musi to, że państwo jest bezsilne wobec jednego kłamcy.
Towarzysz von der Leyen mówiła ponadto: „W ramach tego będę również dążyć do wzajemnego uznawania stosunków rodzinnych w UE. Jeśli jesteś rodzicem w jednym kraju, jesteś rodzicem w każdym kraju”. To drobne zdanie oznacza z kolei deklarację ingerencji w prawodawstwo suwerennych państw, oznacza zatem naruszenie pryncypialnych zasad Unii Europejskiej, która w założeniach miała być wspólnotą suwerennych struktur państwowych.
Promocja ideologii i budowanie nowej Unii ma się dokonywać za pomocą środków finansowych. Nie kryje tego na przykład prof. Ryszard Legutko. Pytany: „Po ostatniej debacie widać wyraźnie, że kwestie środowisk LGBT są wymieniane w kontekście praworządności” – odpowiada: „Tak. Z punktu widzenia prawa, gdyby coś takiego przeszło, to byłaby kompletna granda. Nigdzie w traktatach nie ma mowy o jakichkolwiek funduszach, które mogłyby od czegokolwiek zależeć”.
Mamy zatem sytuację, w której lewica szturmuje naszą tożsamość, suwerenność, grozi nam i uzależnia nasz rozwój od najgłupszej z możliwych ideologii, całkowicie pozbawionej podstaw racjonalnych. To jest jedna zasadnicza strona rzeczywistości. A strona druga? Parlament debatuje nad humanitarnym traktowaniem zwierząt, kontrolką społeczną ochrony zwierząt, precyzyjnym prawem, bezpiecznymi schroniskami i zakazem łańcuchów… Nie wiem naprawdę, czy to jest jakiś kabaret, czy złe sen?
Słyszę czy też czytam to znamienne uzależnienie humanitaryzmu i człowieczeństwa od sposobu traktowania zwierząt. Czytam o argumentach psychologicznych, o tym, że notoryczni przestępcy źle się obchodzili ze zwierzętami, łowię uchem słowa o „braciach mniejszych” i św. Franciszku, jeśli nie przywołanym prawidłowo, to chociaż domyślnie… I nie zżymam się na to, że ktoś chce poprawić los zwierząt. Ale przecież nie o to teraz chodzi. Jesteśmy w stanie wojny kulturowej.