Polecane
Ks.prof. Paweł Bortkiewicz TChr-Pekin i Ukraina
W sytuacji braku sukcesu polskich olimpijczyków (poza postawą skoczków narciarskich) na zimowych igrzyskach olimpijskich w Pekinie, obserwator tych wydarzeń zadowala się innymi ekscytującymi wydarzeniami.
15 letnia zawodniczka rosyjska zostaje złapana na dopingu, ale brakuje jej roku do tego, by być poddaną sankcjom dyscyplinarnym. Pozostaje zatem bezkarna i chyba dość nonszalancka, skoro pojawiają się doniesienia o dwóch nowych zakazanych środkach wspomagających organizm. Konflikt wokół młodej łyżwiarki jest wielopłaszczyznowy. Oznacza fiasko walki z dopingiem. Ironią i cynizmem jest to, że największa afera dopingowa na tych igrzyskach pojawia się w gronie zawodniczki dyskretnie reprezentującej kraj, pozbawiony uczestnictwa w olimpiadzie właśnie za afery dopingowe.
By nie brnąć już dalej w kolejne absurdy ujawniane na Pekinie spieszę z wyjaśnieniem, dlaczego je przywołuję? One bowiem w jakimś stopniu odsłaniają absurdalne zapętlenia Zachodu wobec Rosji w o wiele poważniejszej sprawie, jaką jest konflikt Rosji z Ukrainą. Wiele wskazuje na to, że świat Zachodu skłonny będzie zgodzić się na to, by tak zwane zbuntowane regiony ukraińskie (pojęcie zbuntowanych obszarów jakiegoś państwa jest równie poetyckie co absurdalne), zostały zgodnie z wolą Dumy rosyjskiej przyłączone przez Putina do Rosji w ramach jego wizji politycznej uznającej Ukrainę za „małą Rosję”, „nową Rosję” (:Noworosija”).
Zachód w tej sytuacji zapewne wyrazi swoje uznanie rosyjskiemu przywódcy, że zadowolił się tak małym kosztem, rezygnując z wojny, która zdecydowanie niesie ze sobą ryzyko wojny nie regionalnej, ale europejskiej. W tym wszystkim najmniej znaczący będzie głos Ukraińców, którzy nie pojmują siebie ani jako „małej Rosji” ani jako „Noworosii”, ale przecież to nie oni mają o sobie rozstrzygać. Rozstrzygające jest to, co orzeknie o ich statusie Moskwa i Waszyngton, Moskwa i Bruksela.
Jak zauważa politolog Alexandre Del Valle, „cała polityka zagraniczna Władimira Putina wpisuje się w ten silny trend rosyjskiej geopolityki, tradycyjnie zorientowanej na terytorialny podbój terenów otaczających jej środkowoeuropejski rdzeń historyczny. W tym systemie Ukraina stanowi oczywiście punkt podparcia, który pozwala Rosji powrócić do bycia mocarstwem euroazjatyckim, ponieważ z tego kraju Rosja może kierować się zarówno na Morze Czarne i wschodnią część Morza Śródziemnego, jak i na Europę Środkową i Bałkany”
Zbigniew Brzeziński przed laty pisał: „Bez Ukrainy Rosja przestaje być imperium, ale jeśli podporządkowuje sobie Ukrainę, automatycznie staje się imperium"
W wielu analizach politologicznych pomija się jeden aspekt – ewentualna aneksja Ukrainy przez Rosję oznacza totalną rusyfikację. A to z kolei oznacza bardzo prawdopodobne prześladowanie Kościoła grekokatolickiego, próby jego likwidacji i niesioną na rosyjskich tankach ekspansje prawosławnego Patriarchatu moskiewskiego. Te wizje z pewnością są więcej niż niepokojące. Dlaczego w ogóle są możliwe? Może to zabrzmi jak ironia, ale ośmielę się to stwierdzić – dlatego, że już na poziomie takim jak Olimpiada w Pekinie brakuje zasad, norm i praw, które traktowałyby oszustów jak oszustów, przestępców jak przestępców, nie ulegając zaczadzeniu, które prowadzi do zniewolenia umysłu.