Polecane
Ambasador USA przy ONZ: Putin rości sobie prawa do terytorium Polski, Finlandii i Turcji
– Ruch prezydenta Putina jest w oczywisty sposób podstawą do próby wykreowania pretekstu dla dalszej inwazji Ukrainy – mówiła ambasador USA przy ONZ Linda Thomas-Greenfield podczas nocnego spotkania Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Wystąpienie Amerykanki na forum ONZ było bardzo mocne.
– Ruch prezydenta Putina jest w oczywisty sposób podstawą do próby wykreowania pretekstu dla dalszej inwazji Ukrainy. Prezydent Rosji dąży do odbudowy imperium ZSRR i rości sobie prawo do terytoriów całego byłego imperium rosyjskiego. To dotyczy całej Ukrainy. To dotyczy Finlandii, to dotyczy części Polski i Turcji – przekonywała Linda Thomas-Greenfield.
Ambasador USA przy ONZ mobilizowała świat do działania wobec rosyjskiej agresji.
– W tym momencie nikt nie może stać z boku. Musimy jasno określić, że atak na Ukrainę jest atakiem na suwerenność każdego członka ONZ i że będzie on oznaczał szybkie i dotkliwe konsekwencje – mówiła Amerykanka.
Kto będzie następny?
W podobnym tonie wypowiadał się ambasador Ukrainy przy ONZ.
– Narody Zjednoczone są chore. To po prostu fakt. Zostały zainfekowane wirusem rozsiewanym przez Kreml. To, czy poddamy się mu, leży w rękach członków – mówił Serhija Kysłyca.
Ukrainiec dopytywał, kto może być następnym celem rosyjskiej agresji.
– Identyczne działania Moskwa podjęła przed inwazją na Gruzję, która miała miejsce w 2008 roku. Który spośród obecnych tu członków będzie następny? – pytał Kysłyca.
za:www.tysol.pl
***
Dr Michał Patryk Sadłowski: Władimir Putin chciałby cofnąć bieg XX w. Posługuje się on retoryką słowianofilów
Ekspert ds. Rosji i obszaru postsowieckiego o orędziu Władimira Putina, jego wizji historycznej, uznaniu republik ludowych i rosyjskich interwencjach wojskowych.
Dr Michał Patryk Sadłowski komentuje orędzie rosyjskiej głowy państwa do narodu. Władimir Putin dość konsekwentnie krytycznie wypowiadał się od początku swej politycznej kariery o Leninie, a zwłaszcza o jego polityce narodowościowej.
Władimir Lenin był takim politykiem, który przynajmniej formalnoprawnie zagwarantował określone prawa dla nie Rosjan a przede wszystkim dla Ukraińców.
Dr Michał Sadłowski wyjaśnia, że Putin docenia mocarstwowość, ale rozumie też słabości jakie trapiły Związek Radziecki. Jak dodaje,
Wizja historii, którą wyznaje Władimir Putin jest charakterystyczna dla ludzi, którzy zaczynali karierę polityczną w latach 90.
Rosyjski prezydent chciałby cofnąć zmiany jakie zaszły między Rosją a Białorusią i Ukrainą po 1917 r. Podkreśla on, że kraje te stanowią część jednej Rusi.
On napisał, że Ukraina i Rosja to jest taka jedna przestrzeń historyczno-duchowa.
Dr Michał Sadłowski ocenia, że uznanie DRL i ŁRL nie oznacza koniecznie rezygnacji z porozumień mińskich.
Jeszcze płyną z Moskwy sygnały świadczące o tym, że Rosjanie są jeszcze skłonni negocjować z Zachodem i ze Stanami Zjednoczonymi. Jeżeli udałoby się porozumieć to […] będzie to traktowane jako nadanie specjalnego statusu dla tych ziem.
Federacja Rosyjska według swej narracji nadała obu samozwańczym republikom specjalny, ponieważ wbrew porozumieniom mińskim nie zrobiła tego Ukraina. Ekspert wskazuje na precedensy w siłowej zmianie granic.
Takie coś stało się już prawie dwa lata temu w Górskim Karabachu.
Władimir Putin może wskazywać na przykład Górskiego Karabachu i Kazachstanu jako przykładu udanych interwencji rosyjskich, powstrzymujących dalszy przelew krwi.
Rosja Władimira Putina jest Rosja okresu przejściowego.
Władimir Putin dąży do zupełnego podporządkowania procesów politycznych państwu.
za:wnet.fm
***
Bortniczuk: W tej sytuacji Polscy piłkarze nie powinni jechać do Rosji. „Sankcje powinny objąć również sport”
Zdaniem ministra sportu i turystyki, w związku z działaniami Putina, polscy piłkarze nie powinni jechać na mecz barażowy do Rosji. Jak twierdzi Kamil Bortniczuk, sankcje, które mają być nałożone na rosyjski rząd powinny również obejmować sport.
Prezydent Rosji Władimir Putin podpisał w poniedziałek dekret o uznaniu separatystycznych "republik ludowych": Donieckiej i Ługańskiej na wschodzie Ukrainy. Putin i przywódcy separatystów w Donbasie podpisali też umowy o przyjaźni, współpracy i wzajemnej pomocy z Rosją. Rosyjski przywódca wygłosił w poniedziałek wieczorem ponadgodzinne orędzie, w którym nazwał Ukrainę "nieodłączną częścią" historii Rosji i jej przestrzeni kulturowej. Jak podał Reuters, Putin wydał rozkaz wojskom rosyjskim wkroczenia na terytorium wschodniej Ukrainy.
Co z meczem Polska-Rosja?
Minister Bortniczuk, pytany w Polskim Radiu 24, czy w obecnej sytuacji polscy piłkarze powinni 24 marca jechać do Moskwy na mecz barażowy (o awans na mistrzostwa świata w Katarze), przyznał, że zarówno przed PZPN, jak i przed UEFA oraz FIFA, jest "bardzo wiele trudnych decyzji do podjęcia".
"Bo rzeczywiście, jeżeli mamy obejmować Rosję sankcjami, to nie widzę powodu, aby pewnego rodzaju ostracyzmem, czyli takim wykluczeniem towarzyskim nie objąć również rosyjskich sportowców. To są oczywiście decyzje federacji, o których mówiłem" - oświadczył.
Jak dodał, "my będziemy zabiegać o to, aby - a takie zapewnienie mam ze strony PZPN-u - w wersji minimum rozegrać mecz na terenie neutralnym". "Jeżeli nie będzie na to zgody ze strony federacji, no to będziemy zastanawiać się, co robić; ja na dzisiaj uważam, że w takiej sytuacji do Rosji polscy sportowcy jechać nie powinni, ale to jest moje osobiste zdanie, nieskonsultowane ani z szefem rządu, ani przede wszystkim z kierownictwem federacji, a to federacja piłkarska podejmie ostateczne decyzje" - powiedział.
Minister sportu wskazał też na "szereg innych problemów, które ta sytuacja generuje". "Trzeba pamiętać, że jednym z głównych sponsorów jest Gazprom, a tajemnicą Poliszynela jest, że środki ze sprzedaży surowców finansują również aktywność militarną Rosji, że finał Ligi Mistrzów ma się w tym roku odbyć w Sankt Petersburgu" - zaznaczył.
Minister wyraził pogląd, że działania w zakresie sankcji będą "konsekwentne z działaniami rządów większości krajów cywilizowanego świata. które obejmują Rosje sankcjami".
Sankcje uderzą w rosyjski sport?
Pytany, czy sankcje, które mogą być nakładane na Rosję nie powinny się odbić również na sporcie, odpowiedział twierdząco.
"Powinny, również w bardzo konkretnych przypadkach, bo mamy Ługańsk, mamy Donieck - mamy kluby piłkarskie grające w lidze ukraińskiej, (...) a Szachtar Donieck gra również w rozgrywkach europejskich" - zauważył.
Według niego, zaakceptowanie działań Rosji wobec Ukrainy "miałoby również skutki dla kształtu europejskich lig piłkarskich". "Uważam, że świat sportowy, świat piłkarski "nie powinien w żaden sposób przyklepywać tych praktyk Władimira Putina i Rosji" - oświadczył.
Bortniczuk zwrócił uwagę, że plany Rosji stały się już faktami, to "również świat sportowy powinien podejmować najdalej idące działania po to również, żeby społeczeństwu rosyjskiemu pokazać, że to czego dopuszcza się Putin jest nieakceptowalne przez międzynarodową społeczność".
Minister sportu przekonywał, że sytuacja, w której rosyjscy sportowcy występowaliby w zawodach międzynarodowych i być może zdobywaliby medale, a także występowali w Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej, mogłaby być wykorzystywana przez Putina, jako "dowód na to, że te decyzje, które podejmuje są słuszne i w społeczności międzynarodowej nie wywołują zdecydowanych reakcji".
Bortniczuk podsumował swoją opinię także na Twitterze, gdzie napisał:
"Nie mam wątpliwości, że sankcje powinny objąć również rosyjski sport, który Putin bezwzględnie wykorzystuje do celów politycznych"
za:niezalezna.pl
***
Nie będzie finału Ligi Mistrzów w Sankt Petersburgu? UEFA zastanawia się nad uderzeniem w Rosję
Finał tegorocznej edycji Ligii Mistrzów miał się odbyć w Sankt Petersburgu. Jednak w związku z napiętą sytuacją na wschodzie Europy może dojść do jego przeniesienia.
Finał Ligi Mistrzów w Petersburgu miałby odbyć się 29 maja. Jednak jak pisze angielski dziennik „The Mirror”, nie jest pewne, czy finał odbędzie się w Rosji.
Jak informuje „The Mirror”, w związku z naruszeniem przez Putina prawa międzynarodowego światowe federacje sportowe, w tym UEFA, mogą zacząć przygotowywać sankcje na rosyjski sport.
Ofiarą sankcji miałby paść m.in. finał Ligi Mistrzów w tegorocznej edycji, ale także mistrzostwa świata w siatkówce mężczyzn. Zdaniem Anglików finał LM mógłby odbyć się na Wembley.
Problemem pozostają jednak powiązania UEFA z Gazpromem. Rosyjski potentat gazowy jest jednym z największych sponsorów Ligi Mistrzów. A jego siedziba mieści się właśnie w Sankt Petersburgu. Federacji decyzja o zmianie lokalizacji finału może więc przyjść trudno.
za:www.tysol.pl
***
Niemcy wstrzymują Nord Stream 2
W związku z zaostrzającym się konfliktem rosyjsko-ukraińskim rząd Niemiec wstrzymuje do odwołania proces zatwierdzania rosyjsko-niemieckiego gazociągu Nord Stream 2, poinformował we wtorek kanclerz Olaf Scholz. W świetle ostatnich wydarzeń sytuacja musi zostać ponownie oceniona - powiedział Scholz, wyjaśniając swoją decyzję.
W związku z ostatnimi działaniami prezydenta Rosji Władimira Putina w sprawie Ukrainy, rząd niemiecki zdecydował się na razie wstrzymać realizację projektu Nord Stream 2.
Scholz zwrócił się do Federalnego Ministerstwa Gospodarki o podjęcie niezbędnych kroków administracyjnych, aby na razie gazociąg nie mógł otrzymać certyfikatu.
Bez tej certyfikacji Nord Stream 2 nie może zostać uruchomiony.
Scholz stwierdził, że decyzja o uznaniu samozwańczych "republik ludowych" w Doniecku i Ługańsku narusza prawo międzynarodowe i porozumienie mińskie. Putin zrywa z Kartą Narodów Zjednoczonych i "ze wszystkimi porozumieniami prawa międzynarodowego, które kraj ten zawarł w ciągu ostatnich 50 lat". Należy respektować integralność i suwerenność każdego kraju oraz niezmienność granic - podkreślił Scholz. Rosja nie ma "żadnego poparcia społeczności międzynarodowej" dla swoich działań.
Wcześniej ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski wezwał do "natychmiastowego" wstrzymania budowy bałtyckiego gazociągu Nord Stream 2 - przypomina telewizja ARD. W obliczu "nowych agresywnych działań przeciwko Ukrainie" należy natychmiast wprowadzić sankcje - powiedział Zełenskij w Kijowie, odnosząc się do ostatniej eskalacji konfliktu z Rosją.
Scholz konsekwentnie odrzuca jednak niemieckie dostawy broni na Ukrainę. "Ta sytuacja nie uległa zmianie" - powiedział we wtorek w Berlinie. "To, co robimy, to wzmacnianie odporności gospodarczej i ekonomicznej Ukrainy poprzez dalsze pełnienie roli największego stabilizatora finansowego Ukrainy. I tak już pozostanie".
"Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że dawanie kolejnych narzędzi do szantażowania Europy jest kursem na ścianę. Zatrzymanie projektu Nord Stream 2 powinno być jedną z pierwszych sankcji dla putinowskiej Rosji" - napisał we wtorek na Twitterze wicepremier Sasin.
Prezydent Rosji Władimir Putin podpisał w poniedziałek dekret o uznaniu separatystycznych "republik ludowych" w Donbasie - Donieckiej i Ługańskiej. Putin i przywódcy separatystów w Donbasie podpisali też umowy o przyjaźni, współpracy i wzajemnej pomocy z Rosją. Jak podał Reuters, Putin wydał rozkaz wojskom rosyjskim wkroczenia na terytorium wschodniej Ukrainy. W opublikowanej w nocy odezwie do narodu ukraińskiego prezydent Wołodymyr Zełenski oświadczył, że Kijów kwalifikuje uznanie przez Rosję niepodległości dwóch "republik" jako naruszenie suwerenności i integralności terytorialnej państwa ukraińskiego.
Prezydent USA Joe Biden podpisał w poniedziałek rozporządzenie nakładające sankcje i zakazujące handlu i inwestycji z samozwańczymi "republikami ludowymi" w Donbasie. Rozporządzenie daje mu też uprawnienia do objęcia restrykcjami osób działających na ich terenie.
za:www.wnp.pl
***
Operacja doniecko-ługańska
Moskwa gra strachem Zachodu przed wielką wojną, a jednocześnie zaciska pętlę wokół Ukrainy. Uznanie samozwańczych Republik Ludowych: Donieckiej i Ługańskiej, przez Dumę za niepodległe i autonomiczne regiony Ukrainy to krok w stronę terroryzowania Kijowa.
Jest to analogiczne działanie jak w 2008 r., gdy Moskwa uznała niepodległość Abchazji i Osetii Południowej, siłą oderwanych od Gruzji. Teraz tę samą rolę mają odegrać dwa wschodnie obwody ukraińskie oderwane od macierzy, paraliżujące cały kraj.
W poniedziałek na rozmowy z Putinem udali się przywódcy separatystycznych republik. Na dziś zaś planowane jest nadzwyczajne posiedzenie obu izb rosyjskiego parlamentu: Dumy Państwowej i Rady Federacji, na którym ma być m.in. rozpatrywane uznanie obu republik. Jeśli do tego dojdzie i Władimir Putin uzna niepodległość okupowanych terenów, oznaczałoby to jawne złamanie Karty Narodów Zjednoczonych, prawa międzynarodowego oraz suwerenności i integralności terytorialnej niepodległego państwa. Według Zachodu byłoby to także pogwałcenie porozumień mińskich i droga do otwartej konfrontacji Rosji z przedstawicielami wolnego świata.
Tomasz Teluk
za:niezalezna.pl
***
Putin twierdzi, że konflikt z Ukrainą ma wymiar także kościelny. O co chodzi?
Prezydent Rosji Władimir Putin, usiłując usprawiedliwić swe działania przeciw Ukrainie, wymienił również rzekome prześladowania prawosławnych Patriarchatu Moskiewskiego w tym kraju.
"W Kijowie nadal przygotowują akty przemocy wobec Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego" – powiedział szef państwa w długim przemówieniu telewizyjnym 21 lutego wieczorem. Jego zdaniem ukraińskie władze cynicznie uczyniły z "tragedii rozłamu kościelnego" narzędzie polityki państwowej.
Do parlamentu w Kijowie zgłoszono nowe projekty ustaw wymierzonych w duchowieństwo i miliony członków Kościoła Patriarchatu Moskiewskiego. Kijów nie odpowiada na żądania uchylenia ustaw, które naruszają prawa wiernych - zarzucił Putin ukraińskim władzom. Podobnie wyraził się minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow. „Na Ukrainie atakuje się prawosławnych i wszystko, co rosyjskie" - cytuje jego słowa moskiewska agencja "Interfax".
W poniedziałek wieczorem Putin na mocy dekretu uznał "republiki ludowe" Doniecką i Ługańską za niepodległe państwa i zapowiedział rozmieszczenie wojsk rosyjskich. Oba regiony należą do Ukrainy, ale od 2014 pozostają pod kontrolą prorosyjskich separatystów.
Dwa konkurujące ze sobą Kościoły
Około 60 proc. z 45 milionów Ukraińców wyznaje prawosławie. Zasadniczo należą oni do dwóch oddzielnych Kościołów: Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego (UKP MP) pod przewodnictwem metropolity Onufrego (Berezowskiego) i autokefalicznego (niezależnego) Prawosławnego Kościoła Ukrainy (PKU) pod przewodnictwem metropolity Epifaniusza (Dumenki).
Po ogłoszeniu w 1991 niepodległości Ukrainy w kraju tym działały trzy niezależne od siebie, a nawet wrogo nastawione do siebie Ukraińskie Kościoły Prawosławne: wspomniany Pariarchatu Moskiewskiego, cieszący się dużą autonomią w łonie rosyjskiego prawosławia, Patriarchatu Kijowskiego (UKP PK) – założony w 1992, i Autokefaliczny (UAKP), powstały w 1921, później zdelegalizowany, który wznowił działalność w 1993. Po 2014 w kraju nasiliły się dążenia do utworzenia niezależnego od Rosji Kościoła prawosławnego w związku z wojną na wschodzie kraju między wspieranymi przez Moskwę separatystami a ukraińskimi wojskami rządowymi.
Honorowy zwierzchnik światowego prawosławia, patriarcha Konstantynopola Bartłomiej przez wiele lat bezskutecznie próbował doprowadzić do połączenia wszystkich trzech Kościołów. Proces ten nabrał gwałtownego przyspieszenia za rządów prezydenta Petra Poroszenki, który w 2018 jeździł nawet osobiście do Stambułu, aby rozmawiać w tej sprawie z Bartłomiejem. Ostatecznie, mimo zaciekłego sprzeciwu Moskwa, która 15 października 2018 zerwała nawet wspólnotę eucharstyczną z Konstantynopolem, 15 grudnia 2018 w historycznym soborze Mądrości Bożej w Kijowie odbył się sobór zjednoczeniowym, na którym biskupi UKP PK i UAKP oraz kilku hierarchów UKP PM utworzyli Prawosławny Kościół Ukrainy, który 6 stycznia 2019 otrzymał od Patriarchatu Konstantynopola tomos (dekret) o autokefalii (niezależności kościelnej), stawiający go na równi z 14 pozostałymi lokalnymi Kościołami prawosławnymi.
Ukraina – prawosławna "ojczyzna" dla Moskwy
Rosyjski Kościół Prawosławny (RKP) uważa Ukrainę za swoją „duchową i religijną ojczyznę” i zdecydowanie odrzuca niezależność kościelną swojego zachodniego sąsiada. Pozostając w pełnej lojalności, a nawet podległości wobec Kremla, ma na Ukrainie znacznie więcej parafii niż PKU. Niedawno przyznał jednak, że utracił około 100 parafii na rzecz PKU (według tego drugiego liczba parafii "promoskiewskich", które przeszły do niego, przekracza 500). Zgodnie z prawem ukraińskim zmiana parafii wymaga zgody dwóch trzecich jej wiernych. Według badań opublikowanych kilka tygodni temu przez Kijowskie Centrum Badawcze Razumkowa wspólnie z Fundacją Konrada Adenauera, prawie dwa razy więcej prawosławnych na Ukrainie przyznaje się dziś do PKU niż do UKP PM.
Sam Patriarchat Moskiewski w ostatnich tygodniach milczy na temat obecnego konfliktu politycznego na Ukrainie. Jednakże pod koniec ubiegłego tygodnia Rosyjski Kościół Prawosławny wezwał do udzielenia wsparcia uchodźcom ze wschodniego regionu Ukrainy – Donbasu. „Ludzie ci znajdują się w niezwykle trudnej sytuacji” – stwierdził jeden z hierarchów RKP. Kilka prawosławnych metropolii w regionach graniczących z Ukrainą wezwało do przeprowadzenia zbiórek w kościołach na tę pomoc.
za:www.gosc.pl
***
Felsztyński: „Broniąc Ukrainy, walczymy o własne przetrwanie. Nie mamy wyboru”
- Jeżeli pozwolimy Putinowi zagarnąć Ukrainę i Białoruś, ryzykujemy, że znajdziemy się w sierpniu 1939 roku, w przededniu wojny światowej. Jednak tym razem będzie to nie tylko trzecia, ale trzecia i termojądrowa. Broniąc Ukrainy, tak naprawdę walczymy o własne przetrwanie. Po prostu nie mamy innego wyboru. Jesteśmy zobowiązani do obrony Ukrainy za wszelką cenę - mówi portalowi Niezalezna.pl dr Jurij Felsztyński, historyk, współautor światowych bestsellerów „Korporacja Zabójców” oraz „Wysadzić Rosję”.
Jak Pan, jako historyk, ocenia decyzję prezydenta Rosji Władimira Putina o wysłaniu rosyjskich wojsk na Ukrainę?
Putin jest zbrodniarzem wojennym. To nie jest hiperbola, przesada ani nie hasło na demonstrację. To jest stwierdzenie prawdy. Decyzja Putina o rozpoczęciu drugiej wojny czeczeńskiej - we wrześniu 1999 r. - jest przestępstwem. Kolejną zbrodnią jest decyzja o wejściu do Gruzji w 2008 roku (formalnie, podobnie jak w 1999 roku, kiedy rosyjskie wojska weszły do Czeczenii, Putin był „tylko” premierem). Inwazja na Ukrainę w 2014 roku to nowa zbrodnia. A teraz na naszych oczach rozpoczyna się druga inwazja na Ukrainę. Do tej pory, mimochodem, już wchłonięte zostały Donbas i Białoruś. Białoruś jest wyjściem do granic krajów bałtyckich i Polski. Zdobycie Białorusi ze strategicznego punktu widzenia jest trudne do przecenienia, podczas gdy zdobycie Ukrainy sprowadza Putina również do granic Mołdawii. Innymi słowy, jeżeli pozwolimy Putinowi zagarnąć Ukrainę i Białoruś, ryzykujemy, że znajdziemy się w sierpniu 1939 roku, w przededniu wojny światowej. Jednak tym razem będzie to nie tylko trzecia, ale trzecia i termojądrowa. Broniąc Ukrainy, tak naprawdę walczymy o własne przetrwanie. Po prostu nie mamy innego wyboru. Jesteśmy zobowiązani do obrony Ukrainy za wszelką cenę. W przeciwnym razie będziemy musieli zapłacić jeszcze wyższą cenę – taką, którą zapłaciła Europa po zdobyciu Czechosłowacji przez Hitlera w latach 1938-1939.
W 2015 r. w Polsce wydana została Pana książka (we współautorstwie z ukraińskim historykiem Michałem Starczewym) „Trzecia wojna światowa? Bitwa o Ukrainę”. Jaki rozdział dodałby Pan do niej dziś?
Dodałbym rozdział o tym, jak minęło prawie osiem lat od marca 2014 roku. Że lekcje historii nigdy nikogo niczego nie uczą - i jest to dobrze znane, a zatem nie jest nieoczekiwane. Że dziś muszę powiedzieć słowo w słowo to, co powiedziałem i napisałem, poczynając od marca 2014 roku. Wtedy wszystkie moje ostrzeżenia i przewidywania wyglądały na nieaktualne, a dzisiaj niestety bardzo spóźniamy się z prewencyjnymi uderzeniami przeciwko Putinowi i tylko ospale reagujemy wstecz na jego nowe agresywne kroki. Pierwsza i druga wojny światowe zaczęły się jako lokalne, a państwa uczestniczące w ich rozpętaniu nie podejrzewały, że historycy będą nazywać te wojny światowymi. Nawet Hitler, atakując Polskę 1 września 1939 r., nie rozumiał, że rozpętuje II wojnę światową. Jeżeli pozwolimy na wchłonięcie, śmierć i aneksję Ukrainy, staniemy się wspólnikami i w tym zakresie sprawcami największej wojny w Europie od 1945 roku, a być może, jak powiedziałem, nowej wojny światowej. To jest główne niebezpieczeństwo, które nas czeka.
W latach 2014-2015 napisał Pan całą serię artykułów, w których prognozował rozwój wydarzeń na Ukrainie i Białorusi. Jakie główne Pana prognozy się urzeczywistniły?
Niestety wszystkie moje przewidywania się sprawdziły. Absolutnie wszystkie. Napisałem, że aneksja Krymu i inwazja na wschodnią Ukrainę to dopiero początek. Napisałem, że pierwszym poważnym błędem Putina był atak na Ukrainę od wschodu, który musiał zacząć od zdobycia Białorusi i stworzenia na Białorusi trampoliny do inwazji na Ukrainę Zachodnią i ataku na Kijów.
Pisałem, że Putin się nie zatrzyma i nie da się z nim nic dogadać, a kwestia nowej inwazji na Ukrainę to tylko kwestia czasu. Nie trzeba być prorokiem, żeby to przewidzieć.
Wystarczy znać historię podbojów nazistowskich, które poprzedziły wybuch II wojny światowej. To nie przypadek, że Putin służył w KGB w NRD. To właśnie wtedy i tam Hitler stał się jego idolem.
Jak Pan przypuszcza – jak potoczą się wydarzenia? Czy kraje bałtyckie i Polska mają przygotowywać się do wojny?
Jak rozumiem, one już się do tego przygotowują. Polska właśnie pracuje nad programem wojskowym, zgodnie z którym armia powinna być powiększona do 250 tysięcy osób, plus kilkadziesiąt tysięcy w rezerwie. W krajach bałtyckich, jak rozumiem, po 1991 roku nigdy nie było złudzeń co do Rosji pod rządami jakichkolwiek władców.
Ale główną siłą Polski i krajów bałtyckich jest sojusz państw NATO. Jestem daleki od myślenia, że powstrzyma to agresywne plany Putina, który jest tak samo nieprzewidywalny jak Hitler w latach 30., ale wiem, że ostatecznie zapewni to zwycięstwo nad Putinem. Pytanie tylko, jaką cenę będziemy musieli zapłacić za to zwycięstwo.
To co piszę, a nawet „deklaruję”, to nie są głośne frazesy, lecz suche refleksje historyka, który w przeciwieństwie do Putina dobrze zna historię XX wieku.
Olga Alehno
za:niezalezna.pl
***
Adam Borowski: Musimy pomagać Ukrainie – to nasze być albo nie być. A idioci z UE będą zajmować się klimatem
„Rosja właśnie anektowała kolejny kawałek terytorium Ukrainy. Putin państwom tzw. wolnego świata powiedział sprawdzam. I czytam na jednym z portali, że Stany Zjednoczone zapowiedziały nałożenie sankcji... przecieram oczy i nie wierzę... nie na Rosję tylko na dwa pro-rosyjskie regiony na Ukrainie” – skomentował wydarzenia ostatnich godzin były działacz opozycji demokratycznej w PRL Adam Borowski.
Przywódca solidarnościowego strajku z grudnia 1981 roku napisał w mediach społecznościowych: „Dzielny pan Prezydent Biden ma wydać zarządzenie, zabraniające osobom z USA inwestycji, handlu i finansowania w Donieckiej i Ługańskiej Republice Ludowej. Biden zuch!!! Teraz będą myśleć kogo z odpowiedzialnych za agresję nie wpuścić do USA. W UE dopiero zacznie się dyskusja, wyścig na zaniepokojenia i rezolucje. To są niezdolni do działania ludzie... syci i zdemoralizowani. Niezdolni bić się o własną wolność”.
„Pamiętam jak w krajach Europy Zachodniej w latach 80. ubiegłego wieku miliony mieszkańców wychodziło na ulice miast z hasłami, że lepiej być czerwonym niż martwym. Wyłazili bo Breżniew zagroził wojną gdy USA zainstalowała pociski Pershing i Crus oraz samosterujące Tomahawk. Wtedy jeszcze politycy nie dali się zastraszyć ani Związkowi Sowieckiemu ani ruchom pacyfistycznym na Zachodzie zbudowanym za pieniądze KGB. Dzisiejsi politycy UE, to "łajno w jedwabnych pończochach" jak mawiał Napoleon o Talleyrandzie” – stwierdził Borowski.
Były członek Solidarności Walczącej zdiagnozował: „Nie mam złudzeń twardych sankcji nie będzie... a gaz przez NS2 popłynie. Jeśli nie w tym, to w przyszłym roku. Sankcje będą tak skonstruowane, by robiący interesy z Moskwą łatwo mogli je ominąć. A idioci z UE będą zajmować się klimatem, prawami kobiet do aborcji oraz osób LGBT. Prawda jest taka że Ukraińcy muszą liczyć przede wszystkim na siebie. Muszą mieć wolę walki, muszą być gotowi do ofiar. Niepodległości nie da się utrzymać bez kosztowo”.
„A Polska i pewnie kraje Bałtyckie będą Ukrainie pomagać (mam taką nadzieję), choć możliwości naszych krajów są ograniczone. Ale jeśli nie chcemy znaleźć się w położeniu Ukrainy to musimy to robić... To nasze być albo nie być” – skonkludował Adam Borowski.
za:www.fronda.pl
To sprawa jakby też duchowego uwiedzenia... Putin musi?... Co na to fachowcy od egzorcyzmów?...
k