Polecane
W 2010 roku oskarżali Kaczyńskiego o rusofobię. Dziś wielu chciałoby zapomnieć o krytyce tego tekstu
Ostre reakcja po liście Jarosława Kaczyńskiego. […] Przekonuje w nim, że Rosja prowadzi politykę neoimperialną i nie spotyka się to z odpowiednią reakcją Europy i Ameryki - brzmiała zapowiedź jednego z materiałów „Wiadomości” Telewizji Polskiej we wrześniu 2010 roku.
Wspomniany list opublikowany został dokładnie 29 września. Prezes PiS pisał 12 lat temu: „w życiu potrzebne są przyjaźnie, a w polityce - sojusze. Przyjaźni nie buduje się poprzez egoizm, sojuszy zaś nie cementuje się przez zapominanie o sojusznikach”. Przypominamy tekst „Sojusznicy i wartości”.
Mija trzeci dzień wojny w pełnej eskalacji na terytorium Ukrainy. Zachód jednoznacznie potępia agresję Rosji, odbywają się spotkania polityków najwyższych szczebli w rozmaitych formatach, gdzie przyjmowane są kolejne pakiety sankcji. Równie jednoznacznie polski rząd wziął na siebie ciężar pomocy Ukraińcom, którzy szukają schronienia w naszym kraju.
W kontraście do dzisiejszej rzeczywistości, w sieci przypomniano wydanie „Wiadomości” TVP z 2010 roku. Chodzi o materiał dotyczący listu autorstwa prezesa Prawa i Sprawiedliwosci Jarosława Kaczyńskiego, zatytułowanego „Sojusznicy i wartości”.
- Ostre reakcja po liście Jarosława Kaczyńskiego. […] Przekonuje w nim, że Rosja prowadzi politykę neoimperialną i nie spotyka się to z odpowiednią reakcją Europy i Ameryki
- zapowiada Piotr Kraśko, dziś prowadzący „Fakty” TVN. Ówczesny rząd Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego zarzucał Kaczyńskiemu rusofobię.
“Sojusznicy i wartości”
Artykuł Jarosława Kaczyńskiego z 29 września 2010 roku trafił wówczas w wersji angielskiej do eurodeputowanych i ambasadorów akredytowanych w Polsce.
Prezes PiS ostrzegał w nim m.in., że Rosja systematycznie odbudowuje swoją strefę wpływów, jednocześnie oceniając, że maleje zaangażowanie USA w Europie.
Publikujemy kompletną treść poniżej:
Polska jest szóstym największym krajem Unii Europejskiej. Obok Wielkiej Brytanii, Polska jest najbardziej wytrwałym sojusznikiem USA w Europie - pisze Jarosław Kaczyński
Jest nieustannie zaangażowana we współpracę polityczną i militarną z Waszyngtonem. Świętej pamięci Prezydent Polski Lech Kaczyński, a także mój rząd partii Prawo i Sprawiedliwość, konsekwentnie budowały sojusz dużych i mniejszych państw Europy Środkowo-Wschodniej. Jego osią były kraje bałtyckie (Litwa, Łotwa, Estonia) oraz kraje Grupy Wyszehradzkiej (Polska, Czechy, Słowacja i Węgry). Zrobiliśmy wiele, aby do struktur europejskich i NATO przybliżyć dawne republiki ZSRR, takie jak Ukraina, a także Gruzja, Azerbejdżan i Armenia oraz Mołdowa. Realizując interesy narodowe i regionalne, zderzaliśmy się z polityką zagraniczną Rosji, która systematycznie odbudowuje swoją strefę wpływów - fakt często pomijany przez amerykańskich i europejskich polityków.
Nasza polityka wpisywała się w tradycje polskiej „Solidarności”. Trzeba przypomnieć, że już w czasie pierwszego zjazdu związku zawodowego „Solidarność” (1981 r.) wystosowano specjalną odezwę do narodów Europy Środkowo-Wschodniej, co bardzo zdenerwowało Kreml i Układ Warszawski. Wielu Polaków - w tym członkowie mojego rządu - było zainspirowanych przekonaniami i tradycją narodową w duchu „za wolność Waszą i naszą”, uważając, że wolność naszego kraju jest ściśle związana z zapewnieniem wolności i demokracji w wielu regionach Europy.
Jednocześnie, wspólnie z innymi narodami, walczyliśmy o odkłamanie historii Europy Środkowej i Europy Wschodniej, fałszowanej przez wiele dziesięcioleci przez propagandę sowiecką. Obecnie jesteśmy świadkami prób pomniejszania roli naszego regionu w Europie. Takie działania stanowią prezent dla tych państw, które nie uznają wartości demokratycznych i praw człowieka. Mogą wydawać się biznesowo atrakcyjnymi partnerami, ale nie przestrzegają wartości i standardów, które dominują w euroatlantyckiej przestrzeni politycznej.
Dzisiaj sytuacja jest całkiem inna w okresie poszerzenia UE w 2004 r. Niemniej, nasz priorytet powiększania roli Europy Środkowo-Wschodniej pozostaje niezmienny i wierzymy, że działa on w interesie sojuszu transatlantyckiego. Kraje, które niedawno odzyskały wolność i zerwały z Moskwą - także dzięki fenomenowi polskiej „Solidarności” - oczekują partnerskich i poważnych relacji z Waszyngtonem.
Relacje pomiędzy Europy Środkowo-Wschodnią i USA muszą być ulicą dwukierunkową. Kraje naszego regionu również są zaniepokojone polityką Teheranu czy sytuacją na Bliskim Wschodzie niemniej, nasz region musi mięć zapewnioną ochronę i bezpieczeństwo. Piszę o tym niedługo po przeprowadzeniu wspólnych manewrów wojskowych Rosji i Białorusi pod kryptonimem „Zapad”, gdzie „wrogiem” był mój kraj.
Jesteśmy stabilnym członkiem struktur międzynarodowych, jak NATO i Unia Europejska. Gramy także w innych międzynarodowych zespołach. Ale dla zapewnienia naszego interesu państwowego nie możemy wykluczyć raz na zawsze, prawa weta przy decyzjach tych struktur, które będą sprzeczne z naszymi aspiracjami i priorytetami. Skądinąd, w Unii Europejskiej dwa z trzech państw używających najczęściej instrumentu weta to "prymusi" integracji europejskiej, kraje bardzo zaangażowane w jej pogłębienie: Niemcy i Belgia. Oznacza to, że można jednocześnie kochać zjednoczoną Europę i twórczo sprzeciwiać się niektórym jej aspektom.
Nie doszło do instalacji elementów projektu tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach. Za to pojawia się coraz więcej sygnałów, że maleje zaangażowanie Ameryki w Europie. To źle dla obu stron. Niestety, sytuacja ta ma miejsce, podczas gdy neoimperialna polityka zagraniczna Moskwy nie budzi kontrreakcji ze strony największych politycznych rozgrywających w Europie i Ameryce. Zacieśnianie bilateralnej współpracy największych państw europejskich z Rosją, podyktowane względami ekonomicznymi, niesie ze sobą poważne konsekwencje polityczne i zmniejsza znaczenie Unii Europejskiej.
Europa w 2010 roku jest zdominowana przez największe państwa członkowskie UE w dużo większym stopniu niż to miało miejsce w roku 2004. Traktat Lizboński nie pomógł zrealizować obietnicy znacznego zwiększenia roli Europy w polityce międzynarodowej. Ten instrument nie załagodził także skutków światowego kryzysu finansowego.
W życiu potrzebne są przyjaźnie, a w polityce - sojusze. Przyjaźni nie buduje się poprzez egoizm, sojuszy zaś nie cementuje się przez zapominanie o sojusznikach. W tym drugim kontekście przykład Gruzji jest charakterystyczny: polityka ustępstw wobec Rosji ze strony dotychczasowych europejskich i pozaeuropejskich sojuszników nie zachęca innych państw do bycia z układem euroatlantyckim na dobre i na złe. Polski publicysta Juliusz Mieroszewski, który po 1945 roku nie wrócił do Polski okupowanej przez sowieckie wojska, protestując w ten sposób przeciwko narzuceniu rosyjskiej i komunistycznej dominacji w naszym regionie Europy, pisał na emigracji, że aby polityka była skuteczna musi być najpierw moralnie słuszna.
Tę starą prawdę chciałbym zadedykować głównym aktorom dzisiejszej międzynarodowej sceny politycznej. Należy respektować interesy nie tylko największych, ale też średnich i małych państw. Należy wrócić do standardów i obyczajów, które były dla wielu ludzi i narodów podstawą wiary w lepszy świat. Należy odkurzyć drogowskazy wartości w polityce międzynarodowej.
Zgodnie z tymi zasadami postępował w życiu publicznym mój brat, Prezydent RP Lech Kaczyński, i dla nich zginął w straszliwej katastrofie smoleńskiej.
za:niezalezna.pl
***
„Nie będziemy bronić Polski” – kto promuje antypolskie teksty i kto jest ich „bohaterem”?
W związku z przyjęciem przez rząd ustawy o obronie Ojczyzny, dzięki której wojsko polskie będzie mogło również poprzez zachęty finansowe zwiększyć swoją liczebność, portal noizz.pl przeprowadził w mediach społecznościowych ankietę, w której zapytano czytelników o ich podejście do służby wojskowej w sytuacji zagrożenia wojną. Zdecydowana większość męskich użytkowników Instagrama zadeklarowała niechęć do obrony granic państwa. Co ciekawe, bardziej skłonne do walki były kobiety. Wnioski z przeprowadzonego sondażu każą wołać cytatem z przeboju Danuty Rinn: „Gdzie ci mężczyźni na miarę czasów? Gdzie te chłopy!?”.
Przez media społecznościowe przelewa się właśnie fala oburzenia zarówno na portal noizz.pl jak i na portal onet.pl, który również opublikował ten artykuł. I jest to słuszne oburzenie, gdyż tekst o Polakach mających za nic swoją ojczyznę i wyrażających wprost swe marzenia o ewentualnej dezercji w razie wybuchu wojny przeciw Polsce opublikowały w dniu rosyjskiej agresji na Ukrainę. Nie trzeba nawet tłumaczyć jak bardzo antypaństwowe jest to działanie – i próżno się tym tu zajmować, bo doskonale zrobili to już właśnie użytkownicy Twittera i Facebooka.
Na większa uwagę zasługują „bohaterowie” (rzadko kiedy to słowo brzmi bardziej ironicznie niż w tym kontekście) tego tekstu.
Otóż z przeprowadzonej przez portal noizz.pl ankiety na… Instagramie wynika, że spośród tych, którzy zabrali głos, większość zdecydowanie negatywnie oceniała swoje chęci do aktywnej obrony Polski w sytuacji zagrożenia konfliktem zbrojnym. Przywołanie niektórych odpowiedzi pozwoli lepiej wyczuć nastroje Instagramowiczów wobec ewentualnej wojny, która rozpoczęła się właśnie za naszą wschodnią granicą.
Nie chcę angażować się w cudze konflikty. Jeśli zdarzy się tak, że wojska rosyjskie obiorą sobie za cel Polskę, natychmiast zacznę się pakować. Będę wtedy myślał tylko o tym, aby uratować siebie i najbliższych — napisał Michał.
Nie widzę sensu w tym, aby umierać za kawałek ziemi. W sytuacji zagrożenia spakuje swoje rzeczy i spadam. Ten kraj w ostatnich latach tylko mnie okrada. Nie widzę powodu, dla którego miałbym go bronić – pisał z kolei Piotr.
W sytuacji zagrożenia spakuje swoje rzeczy i spadam. Ten kraj w ostatnich latach tylko mnie okrada. Nie widzę powodu, dla którego miałbym go bronić — deklarował inny czytelnik.
Jestem częścią społeczności LGBTQ i choć kocham Polskę, nie wyobrażam sobie umierać za kraj, który od lat mnie piętnuje. Zdecydowana większość moich znajomych myśli tak samo. To nie jest warte naszej śmierci — pisał w swojej wiadomości Wiktor.
Prędzej podetnę sobie żyły, niż zaangażuje się w jakiekolwiek działania wojenne – odpowiadał Olek.
Warto przywołane cytaty skonfrontować ze skierowaną w orędziu do narodu wypowiedzią Władmira Putina, po którym nastąpił atak rosyjskich sił na Ukrainę:
Ci, którzy będą próbowali nam przeszkodzić, spotkają się z odpowiedzią militarną, która doprowadzi do konsekwencji, z jakimi się nie spotkaliście w historii.
Co równie warte odnotowania, większą wolą do walki miały się wykazać biorące udział w ankiecie kobiety.
Gdybym nie miała dziecka, zgłosiłabym się na służbę – pisała jedna z czytelniczek, dodając: Rozumiem, że większości młodych nie podoba się to, co robią politycy partii rządzącej, ale oni kiedyś utracą swoją władzę, a kraj mamy jeden i trzeba o niego walczyć.
Oczywiście, że broniłabym bezpieczeństwa kraju. Bardzo się boje tego, co teraz dzieje się na Ukrainie. Ta sytuacja mnie przeraża. Uważam, że w sytuacji zagrożenia powinniśmy pomagać po to, aby zapewnić bezpieczeństwo tym, którzy sami nie będą w stanie się bronić — odpowiadała Wiktoria.
Trudno jakoś sensownie usprawiedliwić wyłaniający się z instagramowego sondażu przekaz. Bardziej zrozumiałe byłyby głosy zawarte w haśle: „Dlaczego musimy umierać za Kijów?”, które nawiązywałyby do sloganu ( „Dlaczego musimy umierać za Gdańsk?”) opublikowanego w 1939 r. w artykule francuskiego aktywisty Marcela Déata, który dowodził, że Francja powinna uniknąć wojny z Niemcami z powodu Polski. Ale z przywołanych opinii wynika jasno, że pewna grupa mężczyzn nie ma ochoty stanąć nawet w obronie własnych domostw, działek i wszelkiego mienia, nie mówiąc już o ziemi historycznie należącej do ich dziadów i pradziadów, za którą tamci gotowi byli walczyć nawet z kosą w ręku.
Danina krwi, jaką złożyli Polacy broniący swojej Ojczyzny w czasie II Wojny Światowej każe oczywiście pytać o sens pewnych działań zbrojnych w beznadziejnych na zwycięstwo uwarunkowaniach, ale opisane nastroje pokazują całkowity brak gotowości i chęci obrony kraju, w którym przyszło im egzystować. Sytuacja ta rodzi wiele pytań począwszy od podstawowego: czy życie jest po to, żeby przeżyć? po ostatnie: dlaczego należący do Ringier Axel Springer Polska portal noizz.pl nagłaśnia takie postawy w dniu wybuchu za wschodnią granicą Polski wojny?
Pozostaje mieć nadzieję, że zdecydowana większość Polaków, których przodkowie wykazali się niepojętym nieraz heroizmem, a którym nie dane było wypowiedzieć się w instagramowej ankiecie, z odwagą podejmie się zadania obrony Ojczyzny w sytuacji wojennego zagrożenia. Bo jeśli tych zabraknie, sprawy w swoje ręce będą musiały wziąć… kobiety. Wstyd!
Słuszne oburzenie użytkowników mediów społecznościowych doczekało się reakcji szefostwa portalu noizz.pl, które za publikację tekstu na swoich łamach oficjalnie przeprosiło:
W związku z artykułem, który został opublikowany w serwisie Noizz.pl, „’Ten kraj tylko mnie okrada. Nie będę go bronić.’ Zapytaliśmy czytelników o służbę wojskową”, opisującym wyniki ankiety, informuję, że niefortunny materiał został usunięty. Artykuł nigdy nie powinien był się ukazać. Przepraszam w imieniu swoim i redakcji.
Anna Nowogrodzka-Patryarcha
za:pch24.pl
***
Byłoby jeszcze lepie, gdyby owi już "spakowali rzeczy" i "spadali".
Byłoby luźniej i jakby.... czyściej...
kn