Polecane
Przyznają się do zamachu? Były wicepremier Rosji grozi Jarosławowi Kaczyńskiemu: Przyjedź do Smoleńska, porozmawiamy
Wściekłość rosyjskiej wierchuszki na wizytę europejskich polityków w Kijowie musi być ogromna. A jeszcze większa na słowa Jarosława Kaczyńskiego o potrzebie misji pokojowej na Ukrainie. Dmitrij Rogozin - dziś szef Roskosmosu, wcześniej wicepremier Rosji ds. obronności oraz ambasador Rosji przy NATO - komentując słowa polskiego wicepremiera, napisał: "Przyjedź do Smoleńska, porozmawiamy".
Rogozin zamieścił te pogróżki na swoim oficjalnym koncie na Twitterze:
Jego wpis był komentarzem do załączonej depeszy rosyjskiej agencji TASS nt. słów Jarosława Kaczyńskiego o potrzebie misji humanitarnej (np. NATO) na Ukrainie. Trudno tych słów nie odbierać nie tylko jako pogróżki, ale także jako - intencjonalnego bądź nie - przyznania się do zamachu w Smoleńsku. W "katastrofie" samolotu 10 kwietnia 2010 r. zginął prezydent RP Lech Kaczyński - znienawidzony przez Władimira Putina za słynną wizytę w Tbilisi w 2008 r., podczas rosyjskiej agresji na Gruzję.
Rogozin od 2008 do 2011 r. był ambasadorem Rosji przy NATO. Zasłynął wówczas agresywnymi, prostackimi wypowiedziami wobec Gruzji i Ukrainy. Między 2011 a 2018 r. pełnił funkcję wicepremiera Rosji - podlegały mu sprawy przemysłu obronnego. Od 2018 r. jest dyrektorem generalnym Roskosmosu - rosyjskiego odpowiednika NASA.
za:niezalezna.pl
***
Powiedział za dużo? Rogozin skasował wpis sugerujący, że Rosjanie dokonali zamachu w Smoleńsku
Wielkie emocje wzbudziła w Rosji wczorajsza wizyta premierów w Kijowie. Wicepremier Jarosław Kaczyński, który również był w tej delegacji mówił o potrzebie misji pokojowej na Ukrainie. Były wicepremier Rosji groził Jarosławowi Kaczyńskiemu: Przyjedź do Smoleńska, porozmawiamy – pisał. Rogozin skasował jednak wpis, który sugerował, że Rosjanie dokonali zamachu w Smoleńsku.
Rogozin od 2008 do 2011 r. był ambasadorem Rosji przy NATO. Zasłynął wówczas agresywnymi, prostackimi wypowiedziami wobec Gruzji i Ukrainy. Między 2011 a 2018 r. pełnił funkcję wicepremiera Rosji - podlegały mu sprawy przemysłu obronnego. Od 2018 r. jest dyrektorem generalnym Roskosmosu - rosyjskiego odpowiednika NASA.
Jego wpis został skasowany.
Słowa Rogozina były komentarzem do załączonej depeszy rosyjskiej agencji TASS nt. słów Jarosława Kaczyńskiego o potrzebie misji humanitarnej (np. NATO) na Ukrainie. Trudno tych słów nie odbierać nie tylko jako pogróżki, ale także jako - intencjonalnego bądź nie - przyznania się do zamachu w Smoleńsku. W "katastrofie" samolotu 10 kwietnia 2010 r. zginął prezydent RP Lech Kaczyński - znienawidzony przez Władimira Putina za słynną wizytę w Tbilisi w 2008 r., podczas rosyjskiej agresji na Gruzję.
za:niezalezna.pl
***
„Zabiliśmy wam prezydenta i możemy zabijać was dalej”. Sakiewicz tłumaczy sens wpisu Rogozina
„Rogozin powiedział to, co myśli większość rosyjskich elit: "zabiliśmy wam prezydenta i możemy was zabijać dalej". Bez wątpienia jest to groźba” - powiedział red. Tomasz Sakiewicz w rozmowie z TVP Info. Zdaniem redaktora naczelnego "Gazety Polskiej" wśród rosyjskich elit "nikt nie ma wątpliwości, że Putin kazał zabić Lecha Kaczyńskiego, z zemsty za Gruzję" i dążenie do integracji Międzymorza.
„Przyjedź do Smoleńska, porozmawiamy” – takim wpisem skomentował szef Roskosmosu i były wicepremier Rosji Dmitrij Rogozin artykuł TASS informujący o propozycji misji pokojowej na Ukrainie, złożonej przez wicepremiera RP Jarosława Kaczyńskiego w trakcie wizyty w Kijowie. Po kilku godzinach wpis został skasowany.
Rogozin powiedział to, co myśli większość rosyjskich elit: "zabiliśmy wam prezydenta i możemy was zabijać dalej". Bez wątpienia jest to groźba, ale odwołująca się do tego, o czym wiedzą wszystkie elity rosyjskie. Tam nikt nie ma wątpliwości, jak się z nimi porozmawia, że Putin kazał zabić Lecha Kaczyńskiego, z zemsty za Gruzję i za jego działania integrujące państwa Międzymorza. Zresztą myślę, że większość elit na świecie nie ma co do tego wątpliwości. Przynajmniej tych elit, które mają dostęp do dokumentów wywiadu - powiedział Tomasz Sakiewicz telewizji TVP Info.
Problem polega tylko na tym, że Rogozin "spalił" takich byłych cichych przyjaciół Kremla, którzy pomagali tuszować to śledztwo, a przecież bardzo wielu ich było w rządzie Donalda Tuska. To są ludzie, którzy mogli i mogą być pod szantażem i ujawnienie prawdy smoleńskiej powoduje to, że Rosja traci haki na tych ludzi, których dzisiaj może używać do osłabiania poparcia dla Ukrainy- podkreślił redaktor naczelny "Gazety Polskiej".
Oni się bardzo dobrze plasują jako lobby proeuropejskie, proniemieckie. Oni uderzali w to, by Polskę osłabić tuż przed wybuchem wojny na Ukrainie, ale de facto jest to lobby rosyjskie. Lobby, które jest szantażowane m.in. sprawą smoleńską - wytłumaczył Sakiewicz.
Zdaniem Tomasza Sakiewicza Dmitrij Rogozin nie ustalił wpisu ze służbami. "Ten wpis oddawał nastrój, który panuje w elitach rosyjskich, ale nie uznawał tego, że Smoleńsk ciągle jest im potrzebny do szantażowania tych, którzy przynajmniej brali udział w tuszowaniu tego śledztwa. O tym zresztą mówił prezydent Zełenski w przemówieniu do polskiego parlamentu" - dodał.
Rogozin od 2008 do 2011 r. był ambasadorem Rosji przy NATO. Zasłynął wówczas agresywnymi, prostackimi wypowiedziami wobec Gruzji i Ukrainy. Między 2011 a 2018 r. pełnił funkcję wicepremiera Rosji - podlegały mu sprawy przemysłu obronnego. Od 2018 r. jest dyrektorem generalnym Roskosmosu - rosyjskiego odpowiednika NASA.
za:niezalezna.pl
***
Rosjanie przyznają się do zamachu w Smoleńsku? Nie da się inaczej czytać butnego wpisu Rogozina
12 długich lat. Tyle musieliśmy czekać na moment, w którym pojawi się szansa postawienia sprawy katastrofy smoleńskiej na agendzie międzynarodowej.
Najpierw przez pięć lat za wszelką cenę unikały tego polskie władze, później żyliśmy z tym garbem kolejne siedem, prowadząc niemal od początku żmudne badania. Są one na finiszu.
I właśnie teraz okazuje się, że trzeba było zbrojnej agresji Rosji, by zaczęły się rozwiązywać języki.
Dmitrij Rogozin to w Rosji nie byle kto.
Obecnie kieruje Roskosmosem, czyli rosyjską agencją kosmiczną (zresztą z tej pozycji pod koniec lutego zagroził Zachodowi deorbitacją Międzynarodowej Stacji Kosmicznej i jej upadkiem na terytorium USA lub państw Europy Zachodniej).
Wcześniej był m.in. wicepremierem odpowiedzialnym za przemysł obronny i przewodniczącym Dumy.
Gdy doszło do katastrofy w Smoleńsku, pełnił funkcję stałego przedstawiciela Rosji przy NATO.
To wyjątkowo buńczuczna kreatura. Uwielbia prowokacje i znany jest z niewyparzonego języka. Ale jego wczorajszy wpis na Twitterze to coś więcej niż rytualne połajanki w społecznościówkach.
Komentując wezwanie Jarosława Kaczyńskiego do zorganizowania misji pokojowej NATO na Ukrainie, Rogozin napisał po polsku:
Przyjedź do Smoleńska, porozmawiamy.
Jak odczytywać te słowa? Czy to tylko żarcik z arsenału internetowego trolla? Podkreślam: mówimy o zbyt ważnej postaci w rosyjskim systemie władzy, by bagatelizować jego wypowiedź. Trzeba ją czytać jako przyznanie się do spowodowania katastrofy polskiego samolotu, śmierci prezydenta i towarzyszącej mu delegacji. A już co najmniej jako próbę wywołania poczucia na Zachodzie, że Rosja do tej zbrodni się przyznaje i z krwawym uśmieszkiem dopowiada: „i co nam zrobicie?”.
Czy za Rogozinem pójdą inni?
Czy o słowo za dużo powiedzą kolejni znaczący zaufani ludzie Putina?
A może doczekamy się słów prawdy od kogoś „skruszonego”, bądź może precyzyjniej byłoby powiedzieć: przerażonego sankcjami i równią pochyłą, po jakiej Putin spycha Rosję ku upadkowi?
Jedno jest pewne: Zachód już inaczej patrzy dziś na tragedię z 10//04.
Już nikt nie może mieć wątpliwości, do czego zdolne jest państwo Stalina XXI wieku.
Jeśli kogoś nie przekonały Czeczenia, Gruzja, Syria, Niemcow, Litwinienko, Skripal i wiele innych czarnych kart w najnowszej historii Rosji, to dziś może na żywo oglądać te „zdolności” w Mariupolu, Chersoniu, Wołnowasze, czy Kijowie.
To przecież amerykański i brytyjski wywiad ostrzegały, że Wołodymyr Zełeński jest celem numer 1 bolszewickich żołdaków, że oddziały Kadyrowców czy Wagnerowców znalazły się na Ukrainie m.in. po to, by zlikwidować demokratycznie wybranego przywódcę wolnego państwa – sąsiada Rosji.
Czy zatem rosyjski zamach na samolot z prezydentem innego sąsiada, jego generalicją i szefami wielu centralnych instytucji wciąż można uznawać za coś niewyobrażalnego? Zwłaszcza wtedy, gdy Rosja miała niemal pod butem ówczesny polski rząd, mogła go rozgrywać jak chciała, mając pewność, że nie zwróci się on o pomoc do sojuszników w NATO.
W miniony piątek zachodniemu światu – w tym byłemu polskiemu premierowi – prezydent Zełeński wypomniał:
Pamiętamy, jak były badane okoliczności tej katastrofy. Wiemy, co to oznaczało dla was, i co oznaczało dla was milczenie tych, którzy wszystko dokładnie wiedzieli, ale cały czas oglądali się jeszcze na naszego sąsiada.
Nadszedł czas, w którym na Rosję już się tak nie oglądają.
I choć na Berlin czy Paryż wciąż nie możemy w stu procentach liczyć, to znacząco zmieniła się współpraca z Waszyngtonem (tamtejszy Senat właśnie uznał Putina za zbrodniarza wojennego) czy Londynem, o Kijowie nie wspominając.
Nerwowych reakcji podobnych do tej Rogozina (swój wpis usunął, lecz nie wymazał z sieci) będzie pewnie więcej.
Nie możemy przechodzić obok nich obojętnie.
Rosjanie się gubią wobec klęski militarnej na Ukrainie.
Ten moment trzeba wykorzystać, by naszą największą po II wojnie światowej tragedię wreszcie wyjaśnić przy systemowej współpracy z sojusznikami, w tym z ich służbami specjalnymi, dyplomacją i całym aparatem międzynarodowego nacisku.
Marek Pyza
za:wpolityce.pl