Polecane
Kościół namawia do głosowania...
Zbliżają się wybory. Standardowe, oficjalne stanowisko Kościoła w kwestii wyborów sprowadza się do przypominania dwóch rzeczy. Po pierwsze, trzeba iść na wybory, bo to obowiązek obywatelski. Po drugie, katolik nie powinien głosować na partie, które mają w programie postulaty sprzeczne z nauczaniem Kościoła.
Pierwszy postulat wydaje się nieskomplikowany. Odpowiedzialny obywatel powinien wziąć udział w wyborach. Sądzę jednak, że w pewnych sytuacjach niestawienie się przy urnie mogłoby być usprawiedliwione. Obywatel może na przykład uznać, że żadna partia mu nie odpowiada, a nie chce podpisywać się pod tzw. mniejszym złem. Osobiście nie zgadzam się z takim stanowiskiem, ale je szanuję. Inny przypadek to taki, w którym obywatel nie zainteresował się życiem politycznym i tak naprawdę nie ma pojęcia o podstawowych kwestiach publicznych. W tej sytuacji uczciwiej jest pozostać w domu, niż dokonywać wyborów zupełnie nieprzemyślanych. Inna sprawa, że zupełna ignorancja w sprawach społeczno-politycznych jest mało chwalebna, choć niektórzy się nią szczycą.
Bardziej złożony jest drugi postulat – by nie głosować na tych, którzy głoszą poglądy sprzeczne z katolickim nauczaniem moralnym. Po pierwsze, obecnie mamy w Kościele niemały chaos w kwestiach moralno-dogmatycznych. Ma rację kard. Robert Sarah, że dziś „jeden episkopat mówi jedno, drugi drugie. Jeden biskup mówi jedno, drugi mówi coś innego, a wierni są zdezorientowani”. Przypominają się tutaj słowa Jeremiasza: „Nawet prorok i kapłan błądzą po kraju, nic nie rozumiejąc” (Jr 14, 18). Po drugie, żaden program polityczny nie jest tożsamy z katolicyzmem, a zatem w każdej partii znajdzie się coś sprzecznego i coś zbieżnego z nauczaniem Kościoła. Niemniej są politycy zdecydowanie dalecy od Kościoła, by nie powiedzieć katofobiczni, oraz politycy dość bliscy katolickiemu dziedzictwu, zarówno w życiu osobistym, jak i w głoszonych poglądach. Po trzecie, nie brakuje katolików, którzy mówią na przykład tak: „Osobiście jestem przeciwko aborcji, ale nikomu nie chcę narzucać poglądów, w związku z tym uważam, że w demokracji aborcja powinna być zasadniczo dostępna”. Tyle że aborcja nie jest kwestią wiary, której nie należy narzucać, ale kwestią obrony obiektywnie istniejącego ludzkiego życia.
W Polsce nie mamy problemu, że katolicy narzucają swoją wiarę innym. Raczej mamy problem, o którym w książce „Pamięć i tożsamość” tak pisał Jan Paweł II: „Budzi obawy pewna bierność, jaką można dostrzec w zachowaniu wierzących obywateli. (…) niegdyś było bardziej żywe ich przekonanie o prawach w dziedzinie religii, a co za tym idzie, większa gotowość do ich obrony z zastosowaniem istniejących środków demokratycznych. Dzisiaj to wszystko wydaje się w jakiś sposób osłabione, a nawet zahamowane”. Podobną myśl wyraził Benedykt XVI w wywiadzie-rzece „Światłość świata”: „Często pojawia się pytanie – stwierdził Ratzinger – jak to możliwe, że chrześcijanie, którzy osobiście są wierzącymi ludźmi, nie mają siły, aby mocniej oddziaływać swoją wiarą na politykę”. Ta słabość dotyczy wiernych świeckich, a także dużej części duchownych, którzy – przestraszeni ciągłymi atakami na Kościół – wolą się nie wychylać… Właściwie nie istnieje coś takiego, jak świadoma swej tożsamości, praw i możliwości opinia katolicka. Istnieją raczej różne katolickie ośrodki opiniotwórcze, które jednak bywają dość podzielone, tak że trudno wskazać sprawę, w której przemówiłyby jednym głosem.
Pomimo tego rodzaju problemów nie należy się zniechęcać, ale tym bardziej trzeba się konfrontować ze społeczno-politycznymi wyzwaniami, jak wybory, w sposób kompatybilny z Ewangelią. Na tych łamach swego czasu zacytowałem słowa św. Stanisława Papczyńskiego (zm. 1701). Warto je przed wyborami raz jeszcze przypomnieć: „Wszyscy, którzy marzą o zapewnieniu sobie nieśmiertelności, powinni przejąć się tą głęboką i szlachetną myślą, że przez Rzeczpospolitą należy rozumieć coś, czemu warto całkowicie się oddać i poświęcić. (…) Prawdziwych mężczyzn nam potrzeba, a nie nicponi, nie mętów społecznych. Dajcie ojczyźnie Polaków, nie pachołków, to jest dajcie ludzi silnych, odważnych, zdolnych do wielkich wysiłków, zaprawionych do walki, przygotowanych do brania udziału w naradach (ad consilia)”. A zatem jesienią do urn!
Dariusz Kowalczyk SJ Profesor teologii na Wydziale Teologicznym Papieskiego Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie