Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Tomasz Bieszczad - W godzinie próby (czyli zawsze)

Nie mów, wole, co się dzieje w szkole! – ostrzega stare przysłowie pszczół. Nie raz przekonałem się o jego słuszności. Nie zachęca ono bynajmniej do oportunizmu czy tchórzostwa; raczej chodzi tu o rozsądek i większą czujność.
Kiedy w maju 2022 r.

Finlandia i Szwecja złożyły wnioski o akcesję do NATO, przez Polskę przelała się fala entuzjastycznych reakcji: „Morze Bałtyckie będzie odtąd morzem wewnętrznym Paktu!” Niby tak, ale po co rozjuszać potwora (ciągle jeszcze nadbałtyckiego) i uruchamiać go bez potrzeby…? Ostatnio prorządowe media chętnie cytują angielskich analityków, którzy – w chęci dogryzienia Niemcom – piszą, że „Polska staje się regionalnym mocarstwem”. Kocham takie opinie, ale po co wkurzać także sąsiada z drugiej mańki? Obaj są potwornie wrażliwi na swoim punkcie i pewnie kiedyś za te nasze radości nam się odwiną. Zatem trzeba robić swoje i nie chwalić się ponad miarę. Oni i tak wszystko o nas wiedzą, mają tu swoje wypróbowane „wtyki”.

Moskale na takie okazje mają przysłowie: „Tisze jediesz, dalsze budiesz!” Można im wierzyć. Dopóki działali agenturalnie, umieszczając dyskretnie – w rządach, instytucjach międzynarodowych i mediach – rzeczone „wtyki”, dopóty odnosili sukcesy i podporządkowywali sobie kolejne obszary. Ale kiedy rozpętali przeciw Ukrainie okrutną, pełnoskalową wojnę, ugrzęźli tam na fest i ponoszą ciężkie straty (choć mieli ją połknąć w tydzień). Kiedy piszę te słowa (02.08.2022.), wojna wcale nie cichnie, przeciwnie: teraz zbliża się do nas. Nie wiem, czy wagnerowcy podejdą pod naszą granicę, czy i jaki opór stawi im nasze Wojsko, a także czy znajdą się tacy, którzy będą witać agresorów kwiatami, jak w 1939 roku.
Nie tak dawno wyobrażałem sobie – jak wielu Polaków – że po zwycięskiej wojnie Polska i Ukraina ustanowią wspólny, silny trzon Trójmorza i staną się bastionem pokojowej współpracy w Europie. Pisałem o tym nie raz. Ale sytuacja się komplikuje: przewlekły konflikt związany z tranzytem ukraińskiego zboża oraz niezagojone rany (nie tylko na Wołyniu), osłabiają świeżo zadzierzgnięte więzi i nadzieje. Oczywiście wszystko jest nadal możliwe. Jednak demony historii i rywalizacji już wylazły z nor i (po obydwu stronach granicy) skutecznie podgryzają „geopolityczny idealizm”, oddalając szansę na prawdziwe, trwałe przebaczenie.
Dlaczego?

Stare rosyjskie powiedzonko mówi: „biez satana nie razbieriosz.”  Zwraca tu uwagę dwuznaczność zwrotu „nie razbieriosz” („nie rozkminisz”). Bo może też chodzić tu o rozbiory (terytorialne i duchowe). Ataki na ostatnie przyczółki cywilizacji chrześcijańskiej nabierają tempa, zyskują na nieustępliwości i perfidii.

W Polsce – a nawet w Łodzi – jeszcze tego tak nie widać, na razie. Jednak czas przyspiesza, „oni” mają go coraz mniej, pośpiech jest wskazany.

Pewien mój znajomy, łódzki poeta, opowiadał mi niedawno swój sen, dziwaczny i przykry, jak to sen… Coś ich prowadziło. Coś, co kiedyś – na kursach marksizmu-leninizmu – przekonało ich, że nie istnieje. Teraz władało ich umysłami. Szli za tym „czymś”: Schorowany, zgarbiony Putin i niedołężny, kulejący Łukaszenka.  Weszli z trudem na szczyt wysokiej góry, przy granicy oznaczonej flagami państw Unii Europejskiej. Tam usłyszeli: „Wszystko to będzie wasze, jeśli oddacie mi pokłon”.

Odpowiedzieli: „Nie ma sprawy, Panie! Nie jeden, ale wiele pokłonów!”

W tym miejscu skorzystam ze znanej myśli Jana Pawła II: „Człowieka nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa".
Tak.
Widać to na każdym kroku.
Kto ma oczy do patrzenia… to widzi.
Kiedy Chrystus jest masowo rugowany z przestrzeni publicznej i z serc ludzi, wtedy oni przestają rozumieć samych siebie i zaczynają się zataczać, od ściany do ściany, jak pijane dzieci we mgle.
Do pustych miejsc (po Chrystusie) wdzierają się stare – dobrze znane – grzechy i zupełnie nowe fetysze.
Dla części ludzi najważniejszą sprawą jest wyliczenie śladu węglowego faceta, który zjadł wieczorem napoleonkę.

Co nam pozostaje? Odkryć i zastosować właściwe środki obronne przed globalną aberracją i jej inicjatorem. Bez tego ciągle będziemy coś udawali.

Copyright © 2017. All Rights Reserved.