Polecane
Jacek Karnowski-Wybory czy referendum?
W wypowiedziach wielu komentatorów i polityków przewija się teza, że o wyniku najbliższych wyborów zdecydują kobiety. W sensie szerszym jest to oczywiście prawda: to kobiety, ale i mężczyźni, wybiorą nowy parlament.
Gdyby wnioskować na podstawie tego, co promują lewicowe media i lewicowi politycy, można by sądzić, że nie ma kwestii ważniejszej niż „kwestia kobieca”, czyli aborcja i tzw. prawa kobiet. Ale jeśli zapytamy Polaków,
także kobiety, o to, co dla nich osobiście jest najważniejsze, to ogromna większość wskaże na dwie kwestie: sprawy gospodarcze – bytowe, oraz szeroko rozumiane bezpieczeństwo. Wokół tych kwestii krążą dziś emocje i myśli naszych rodaków. Aborcja jest w centrum uwagi mikroskopijnej wręcz części naszego społeczeństwa. To zresztą zrozumiałe. Pomijając drastyczność tej tematyki i jej wagę moralną, są to zagadnienia, z którymi zwykli ludzie stykają się relatywnie rzadko.
Dlaczego więc opozycja z takim uporem promuje sprawy światopoglądowe, z aborcją na czele? Spotkałem się z ciekawą tezą na ten temat. Otóż kwestie te promują przede wszystkim finansowane z zewnątrz lewicowe organizacje pozarządowe, realizujące w zasadzie ten sam program we wszystkich krajach Europy Środkowo-Wschodniej. To jest ich główne zadanie: przeprowadzić rewolucję społeczną, i to bez względu na koszty. Te właśnie NGOS-y podtykają tę tematykę najpotężniejszym mediom i politykom opozycji. Jak widać, skutecznie. Dla propagatorów „nowego świata” kwestia najbliższych wyborów ma w istocie drugorzędne znaczenie. Dla nich ważniejsze jest konsekwentne pompowanie pewnych tematów, tak by za kilka, kilkanaście lat obalić stary porządek.
Jest jednak faktem, że to po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, ograniczającym jedną z trzech przesłanek legalnej aborcji, oraz po związanej z tą sprawą fali demonstracji, poparcie dla PiS wyraźnie tąpnęło i do tej pory nie osiągnęło poprzednich poziomów: powyżej 40 proc. PiS z pewnością zapłaciło pewne koszty, ale nie były one związane tylko z werdyktem TK. W istocie bardziej kosztowne okazały się restrykcje związane z walką z COVID oraz ekonomiczne i psychiczne skutki wojny. Po prostu ostatnie trzy lata to czas dużych wstrząsów, które wymagały podejmowania trudnych decyzji. A takie decyzje zawsze napotykają opór społeczny. One zawsze bolą. To dlatego poparcie dla PiS tąpnęło. Czy trwale? To pokaże rozpędzająca się kampania wyborcza.
W walce o głosy kobiece PiS nie jest bezradne. W ostatnim wywiadzie prasowym Jarosław Kaczyński stwierdził: „Mamy program dla całego społeczeństwa, pomogliśmy milionom Polek w codziennych zmaganiach z życiowymi trudnościami. Wreszcie, powtarzam: Tusk podniósł wiek emerytalny kobiet o siedem lat! Jak on w ogóle śmie mówić o prawach kobiet?”. Odnosząc się do rozdmuchiwanych przez media różnych losowych przypadków, np. sprawy pani Joanny, prezes PiS zaznaczył, że „generalnie, na poziomie medialnym i politycznym, te działania mają na celu sprowokowanie nas do ustawienia kampanii na osi wygodnej dla Tuska”. Jeśli PiS przyjęłoby narzucone warunki i operowało w logice „kwestii kobiecej”, poległoby z kretesem. Jeśli zaś wybierze własną tematykę i wokół niej skupi główne przesłanie, plan Tuska spali na panewce.
Tocząca się kampania ma dziś przede wszystkim wymiar testowy. Zasadniczy bój zacznie się we wrześniu, gdy Polacy wrócą z wakacji. Po stronie opozycyjnej nastroje są mieszane. Słyszymy zachwyty nad sztuczkami Tuska i jego grepsami, zadowolenie, że to on jest brutalniejszy i że prowadzi kampanię arcypopulistyczną, skupioną na emocjach. Z drugiej strony wciąż nie gaśnie nutka niepokoju, która co bystrzejszym umysłom po stronie III RP podpowiada, że sprawy mają się gorzej, niż wielu sądzi. Dobrze ujął to anonimowy czytelnik w liście do „Gazety Wyborczej”, gdy stwierdził: „Możecie powtarzać jak to Donald Tusk jest wspaniałym liderem opozycji, ale żebyście nie byli zszokowani jak redaktor Michnik w wywiadzie z Komorowskim po przegranych wyborach w 2015, kiedy pytał: Czemu Polacy Pana nie wybrali?”. I dalej: „Porażki upatruję w osobie Donalda Tuska. (…) Ma duży kapitał negatywny, wielu ludzi nie da się przekonać, żeby na niego zagłosować”.
Ja też tak sądzę. Podsumowując: Tusk był pewien, że jesienne wybory będą referendum na temat dalszych rządów PiS. Równie dobrze mogą się okazać referendum na temat Tuska.
Jacek Karnowski