Polecane
Siła wiary
Trzeba dziś jasno i głośno definiować, co jest dobre, a co złe, co jest wolnością, a co bluźnierstwem.
Polskie pielgrzymowanie ma w sobie coś wyjątkowego.
Szczególnie to na Jasną Górę, którą Polacy uważają za zupełnie wyjątkowe miejsce.
Ilekroć obserwuję pielgrzymów, którzy zmierzają do jasnogórskiego klasztoru, czuję prawdziwą dumę z tego, że pochodzę z Częstochowy.
Idą mimo niemal afrykańskich w tym roku upałów lub groźnych nawałnic;
idą mimo agresywnej medialnej nagonki na ludzi wierzących i pobożnych, tych, którzy wciąż chcą się przyznawać do Jezusa i Jego Matki,
dla których manifestowanie, praktykowanie wiary jest czymś naturalnym i codziennym...
W połowie sierpnia pielgrzymowanie na Jasną Górę osiąga swoje apogeum.
I mimo że od dekad oglądam finał tych rekolekcji w drodze, zawsze robią na mnie wrażenie poświęcenie pątników i zewnętrzne piękno,
którym emanują, gdy idą przez centrum Częstochowy do tronu Matki. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to łatwa wędrówka, zwłaszcza w wymiarze zmagania się z własnymi ograniczeniami. Zmęczenie powoduje, że czasami pojawiają się wątpliwości co do sensu wyprawy, jednak mimo trudu pielgrzymi idą dalej. W drodze poznają się nawzajem, odkrywają siłę modlitwy, odnajdują drogę do Boga, do samego siebie, do bliźnich. Trwający wiele godzin dziennie marsz porządkuje myśli w głowie, z każdym krokiem następuje jakieś duchowe odrodzenie. Pielgrzymuje się nie tylko po to, by dojść do celu, ale też by temu całemu mozołowi nadać głębszy sens. I w którymś momencie zaczyna się rozumieć, że chodzi nie tylko o kilka pątniczych dni, ale też o to, by to pielgrzymkowe doświadczenie, te wypełniające serca emocje, ten dobry duch rozlały się na cały rok.
Dla katolickiego tygodnika wydawanego u stóp Jasnej Góry w numerze na 11 sierpnia to temat obowiązkowy.
Nasi dziennikarze, którzy co roku „biegają” za pielgrzymami, słyszą przeróżne opowiadane przez nich historie
– o wyjątkowej atmosferze, przyjaznych ludziach, o intencjach, które w chwilach wątpliwości przypominają, że jednak warto iść dalej;
pątnicy dzielą się tym, o co chcą prosić albo za co podziękować.
Rozmowy z nimi utwierdzają mnie w przekonaniu, że wiara jest najsilniejszym światłem na drodze naszego życia.
To ona wskazuje kierunek wędrówki, nie pozwala błądzić, daje szanse na unikanie zasadzek, prowokacji, broni przed odwetem, nienawiścią...
A tych dziś nie brakuje.
Wydaje się nawet, że kpienie z chrześcijan, publiczne obrażanie nas stało się już normą.
A może skrupulatnie zaplanowaną strategią? Strategią szykanowania, a nawet tyranizowania chrześcijan?
Jak mamy na takie ekscesy reagować?
Co możemy zrobić, by w imię wolności słowa i tolerancji zatrzymać falę nienawiści wobec nas, wyznawców Chrystusa?
Mam na myśli niedawną inaugurację igrzysk olimpijskich w Paryżu, które choć właśnie przechodzą do historii,
to niewątpliwie zostaną zapamiętane nie tylko jako wielkie święto sportu,
ale także z powodu skandalu, który położył się cieniem na całym wydarzeniu.
Spora część mediów na całym świecie już przypięła imprezie metkę olimpiady pogardy wobec chrześcijan
– igrzysk, które ideał braterstwa i jedności zastąpiły ideologicznym bełkotem i kpiną z chrześcijaństwa.
Dlaczego na to pozwalamy, dlaczego bagatelizujemy takie zachowania?
Wiemy przecież, że gdy jako wspólnota ludzi wierzących stracimy zmysł moralny,
kiedy nie będzie nam przeszkadzała pogarda dla świętości i uwierzymy demagogicznym frazesom,
wówczas zmienimy się w trawiony chorobą wspólnotopodobny twór.
Dlatego – obecnie może bardziej niż kiedykolwiek – potrzebujemy ożywienia moralności.
Przestańmy akceptować kompromisy z niemoralnością, nawet za cenę bycia społecznie nieakceptowanymi.
Trzeba dziś jasno i głośno definiować, co jest dobre, a co złe, co jest wolnością, a co bluźnierstwem.
Tylko w ten sposób tkanka społeczna nie ulegnie rozkładowi ani nie nabierze cech rakowych...
Prawdziwa siła chrześcijanina wynika z wiary w zwycięstwo Chrystusa – to bardzo realna moc.
Potrzeba nam dzisiaj dużo odwagi, by pokonać prowokacje ateistów, krytykę awanturników i ignorantów,
by odepchnąć szyderstwo współczesnych Barabaszów.
Człowiek, który wierzy, nie jest słaby – jest mocny siłą swej wiary.
I o tym właśnie przypominają nam jasnogórscy pielgrzymi. Dobrze jest o tym pamiętać…
Ks. Jarosław Grabowski
Za:https://www.niedziela.pl
***
To rzeczywiście droga, która ...
która może dawać w kość, ale i oczyszcza
I przynosi konkretne efekty.
...Wiem, bo ongiś szedłem.
Wprzódy z prośbą; potem z dziękczynieniem...
Sam, a i z Przyjaciółmi...
kn