Polecane
Dziś kolejna rocznica stanu wojennego.
Kościół symbolizował wsparcie, poświęcenie i opór!
Kościół katolicki odegrał kluczową rolę podczas stanu wojennego, wspierając społeczeństwo i opozycję.
Duchowni byli inwigilowani, aresztowani i torturowani przez władze komunistyczne. Wielu przypłaciło to zdrowiem a niektórzy nawet życiem.
Kościół katolicki odegrał kluczową rolę podczas stanu wojennego w Polsce, który trwał od 13 grudnia 1981 do 22 lipca 1983 roku. W tym trudnym okresie, Kościół był jednym z nielicznych niezależnych instytucji, które mogły działać, przynajmniej oficjalnie, w miarę swobodnie.
KOŚCIÓŁ A KOMUNISTYCZNA WŁADZA
Duchowni, w tym biskupi, otwarcie sprzeciwiali się naruszaniu praw obywatelskich i represjom wobec opozycji. Kościół organizował pomoc charytatywną, dostarczał artykuły pierwszej potrzeby i oferował wsparcie duchowe oraz emocjonalne.
Kościół był również jednym z nielicznych źródeł niezależnych informacji, a kazania często zawierały krytyczne uwagi wobec działań władz. Watykan, z papieżem Janem Pawłem II na czele, podejmował różne działania dyplomatyczne, starając się wpłynąć na poprawę sytuacji w Polsce. Kościół udzielał wsparcia ruchowi „Solidarność”, organizując Msze za Ojczyznę i za pokój oraz zachęcając wiernych do solidarności z tym ruchem.
Wreszcie, Kościół starał się pełnić rolę mediatora między władzami a społeczeństwem, zachęcając do dialogu i poszukiwania pokojowych rozwiązań. Jego działania miały na celu ochronę praw człowieka, wsparcie dla społeczeństwa oraz przeciwdziałanie propagandzie, co czyniło go ważnym aktorem na scenie politycznej i społecznej tamtego okresu.
REPRESJE WOBEC KOŚCIOŁA
Podczas stanu wojennego duchowni byli regularnie inwigilowani przez Służbę Bezpieczeństwa. Władze stosowały różne formy zastraszania, w tym groźby, szantaż i próby skompromitowania duchownych. Wielu z nich zostało aresztowanych lub internowanych, przetrzymywanych w trudnych warunkach, często bez formalnych zarzutów. Niektórzy duchowni byli poddawani brutalnym przesłuchaniom, a nawet torturom, aby wymusić na nich zeznania lub współpracę. Władze starały się również ograniczać działalność Kościoła, zakazując organizowania niektórych uroczystości religijnych, spotkań i manifestacji.
PRZYKŁADY DUCHOWNYCH DOTKNIĘTYCH REPRESJAMI
Represje wobec Kościoła miały na celu osłabienie jego wpływu na społeczeństwo i zneutralizowanie jego roli jako wsparcia dla opozycji. Mimo to, duchowni nie zaprzestali swojej działalności, narażając się na ogromne ryzyko, aby wspierać wiernych i walczyć o prawa człowieka.
Biskupi otwarcie sprzeciwiali się represjom wobec opozycji i naruszaniu praw obywatelskich przez władze komunistyczne. Kościół organizował pomoc materialną i duchową dla internowanych oraz ich rodzin, a także wspierał ruch „Solidarność”. Prymas Polski, kardynał Józef Glemp, wielokrotnie apelował o pokój i dialog, starając się łagodzić napięcia społeczne. Episkopat Polski był jednym z nielicznych głosów sprzeciwu wobec stanu wojennego, co miało ogromne znaczenie dla morale społeczeństwa.
Wielu duchownych mocno angażowało się w opozycję podczas stanu wojennego, niektórzy z nich ponieśli represje, kilku zamordowano. Oto kilku z nich:
Ks. Jerzy Popiełuszko – Choć nie pochodził z Dolnego Śląska, jego działalność miała ogromny wpływ na całą Polskę. Był kapelanem „Solidarności” i otwarcie krytykował władze komunistyczne. Został brutalnie zamordowany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa w 1984 roku1.
Ks. Stanisław Orzechowski – Znany jako „Orzech”, był jednym z najbardziej aktywnych duchownych na Dolnym Śląsku. Organizował pomoc dla internowanych i ich rodzin, a także prowadził działalność duszpasterską wspierającą opozycję. Był wielokrotnie przesłuchiwany i represjonowany.
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski – Działał na Dolnym Śląsku, angażując się w pomoc dla prześladowanych opozycjonistów. Był wielokrotnie przesłuchiwany i represjonowany przez władze komunistyczne.
Ks. Kazimierz Jancarz – Choć działał głównie w Krakowie, jego wpływ i wsparcie dla opozycji były odczuwalne w całym kraju. Organizował Msze za ojczyznę i wspierał ruch „Solidarność”.
Ks. Henryk Jankowski – Znany z działalności w Gdańsku, ale jego wsparcie dla opozycji miało szeroki zasięg. Był jednym z najbardziej znanych kapelanów „Solidarności”
Ks. Stanisław Małkowski: Aktywnie wspierał opozycję, za co był wielokrotnie przesłuchiwany i zastraszany. Władze próbowały zmusić go do podpisania deklaracji lojalności, co jednak się nie udało.
Ogólnie rzecz biorąc, w okresie stanu wojennego duchowni postrzegani byli jako podstawowi wrogowie reżimu. Około 100 duchownych zostało internowanych. Najbardziej znanym przypadkiem jest ks. Jerzy Popiełuszko, który został zamordowany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa w 1984 roku. Wielu duchownych było brutalnie pobitych i torturowanych podczas przesłuchań, jednak dokładna liczba nie jest znana. Patrząc szerzej, represje wobec Kościoła miały na celu osłabienie jego wpływu na społeczeństwo i zneutralizowanie jego roli jako wsparcia dla opozycji. Mimo to, duchowni nie zaprzestali swojej działalności, narażając się na ogromne ryzyko, aby wspierać wiernych i walczyć o prawa człowieka.
JAN PAWEŁ II WOBEC DECYZJI JUNTY JARUZELSKIEGO
Jan Paweł II zareagował na wprowadzenie stanu wojennego w Polsce natychmiastowo i z pełnym zaangażowaniem. Już w dniu ogłoszenia stanu wojennego, 13 grudnia 1981 roku, podczas modlitwy Anioł Pański na Placu Świętego Piotra, papież wyraził swoje głębokie zaniepokojenie sytuacją w Polsce. Powiedział wtedy: „Nie może być przelewana polska krew, bo zbyt wiele jej wylano, zwłaszcza w czasie ostatniej wojny. Trzeba uczynić wszystko, aby w pokoju budować przyszłość Ojczyzny”
W kolejnych dniach i tygodniach Jan Paweł II wielokrotnie apelował o zaprzestanie przemocy i powrót do dialogu. W swoich przemówieniach i listach do władz polskich, w tym do generała Wojciecha Jaruzelskiego, papież podkreślał konieczność poszanowania praw człowieka i dążenia do pokojowego rozwiązania konfliktów
Papież organizował również modlitwy i czuwania w intencji Polski, a jego słowa wsparcia i otuchy były kierowane zarówno do rodaków, jak i do społeczności międzynarodowej. Jan Paweł II nie tylko słowem, ale i czynem wspierał naród polski w tych trudnych chwilach, co miało ogromne znaczenie dla morale społeczeństwa.
PODSUMOWANIE
Stan wojenny w Polsce, wprowadzony 13 grudnia 1981 roku, przyniósł wiele ofiar i represji wśród społeczeństwa. W wyniku działań władz komunistycznych zginęło co najmniej 91 osób, z czego najbardziej znanym wydarzeniem była pacyfikacja strajkujących górników w kopalni „Wujek”, gdzie życie straciło 9 osób. Represje dotknęły nie tylko ludzi zaangażowanych w ruch opozycyjny, ale także wielu zwykłych obywateli.
Około 10 000 do 11 000 osób zostało internowanych w trakcie stanu wojennego. Wśród nich znaleźli się głównie działacze „Solidarności” i opozycji antykomunistycznej, którzy stali się celem działań władz, chcących stłumić opór wobec reżimu. Internowania odbywały się w warunkach często urągających prawom człowieka, a życie internowanych osób było pełne niepewności i strachu.
Dokładna liczba zaginionych w okresie stanu wojennego jest trudna do ustalenia, jednak szacuje się, że mogło ich być kilkadziesiąt. Te osoby zaginęły w wyniku brutalnych działań milicji, służb bezpieczeństwa lub innych represji ze strony reżimu. Wiele osób straciło zdrowie na skutek prześladowań, bicia w trakcie śledztwa czy podczas demonstracji ulicznych.
Stan wojenny zakończył się formalnie w lipcu 1983 roku, ale jego skutki były odczuwalne przez długi czas, a walka o demokratyczną Polskę trwała przez kolejne lata.
za:ewtn.pl
***
Mity stanu wojennego. Zbrodnia z premedytacją, a nie „mniejsze zło”
Dnia 13 grudnia 1981 r. o świcie miliony przerażonych Polaków wsłuchiwało się w słowa namiestnika Kremla – Wojciecha Jaruzelskiego, który najpierw w radiu, a potem w telewizji oświadczał, że w Polsce zostaje wprowadzony stan wojenny. Kilka godzin wcześniej czołgi i wozy opancerzone wyjechały na ulice miast, a ich załogi gotowe były do krwawego tłumienia każdego przejawu oporu czy sprzeciwu. Tysiące działaczy „Solidarności” zostało aresztowanych przez komunistyczną bezpiekę, a listy proskrypcyjne przygotowywane były na tę chwilę od tygodni. Odcięto łączność telefoniczną i wprowadzono godzinę milicyjną. Wojskowa junta Jaruzelskiego realizowała gotowy od miesięcy scenariusz.
Kłamstwo jako metoda
Posługiwanie się kłamstwem stanowiło jedną z fundamentalnych zasad stosowanych przez komunistów. Podobnie było w 1981 roku, gdy kłamstwo wykorzystano w narracji uzasadniającej wprowadzenie stanu wojennego. Wojciech Jaruzelski w swym przemówieniu uderzał w patetyczne tony, zakładając maskę człowieka zatroskanego o los kraju, który został rozchwiany przez „grupę awanturników”. Świadomie porzucał sformułowania, którymi zwykle się posługiwał. Nie zwracał się do Polaków, tak jak miał w zwyczaju, „towarzyszki i towarzysze”, ale „obywatelki i obywatele”, a nawet raz użył słów „siostry i bracia”. Podobny chwyt zastosował zbrodniarz wszech czasów Stalin, gdy w czerwcu 1941 r. po wybuchu wojny z Niemcami wystąpił z apelem do ciemiężonych przez dziesięciolecia mieszkańców sowieckiej Rosji, aby bronili swego kraju.
Jaruzelski twierdził, że „ojczyzna znalazła się nad przepaścią”, a powołana Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego ma za zadanie „ochronę porządku prawnego w państwie, stworzenie gwarancji wykonawczych, które umożliwią przywrócenie ładu i dyscypliny, (…) aby zapoczątkować wychodzenie kraju z kryzysu i uratować państwo przed rozpadem”. Fałszywe były nie tylko te słowa, ale także cała konstrukcja formalna związana z wprowadzeniem stanu wojennego. Swą decyzją Jaruzelski gwałcił bowiem nawet obowiązujące w PRL zasady prawno-ustrojowe. Zgodnie z zapisami konstytucji PRL wprowadzenie stanu wojennego należało wprawdzie do prerogatyw Rady Państwa, ale nie mogła ona wydać w tej sprawie dekretu, ponieważ trwała sesja Sejmu. Tymczasem stan wojenny został wprowadzony właśnie dekretem. Co ciekawe, obwieszczenia z dekretem o stanie wojennym wydrukowane były już we wrześniu 1981 r. w drukarniach moskiewskich. Nie zawierały jednak ani daty dziennej, ani nie były podpisane. Nie było bowiem wtedy jeszcze jasne, kiedy zostanie on wprowadzony ani czy sędziwy przewodniczący Rady Państwa PRL Henryk Jabłoński doczeka na swym stanowisku jego ogłoszenia.
Mit „mniejszego zła”
W czasie przemian ustrojowych końca lat 80. i początku 90. Jaruzelski i jego współpracownicy stworzyli mit, jakoby wprowadzenie stanu wojennego ocaliło Polskę przed sowiecką interwencją zbrojną. Ukuli teorię „mniejszego zła”, która legitymizować miała ich obecność w życiu publicznym niepodległej Polski. Część działaczy dawnej opozycji solidarnościowej zgodziła się na taką kłamliwą narrację, a najdobitniejszym tego potwierdzeniem był wybór Jaruzelskiego przez Sejm kontraktowy na urząd prezydenta w lipcu 1989 r. czy państwowy uroczysty pogrzeb dyktatora w maju 2014 roku.
Manipulacja ta przyniosła efekty, o czym świadczą badania opinii publicznej. Cały czas znaczny odsetek Polaków uważa wprowadzenie stanu wojennego za wydarzenie tragiczne, ale wytłumaczalne, bo chroniące przed interwencją państw Układu Warszawskiego. Dlatego m.in. w imię walki o prawdę podczas rządów Zjednoczonej Prawicy wprowadzony został do szkół przedmiot „Historia i teraźniejszość” wraz z podręcznikiem prof. Wojciecha Roszkowskiego. Chodziło o to, aby młodemu pokoleniu przedstawić w sposób wolny od kłamstw powielanych przez komunistów i postkomunistów nieodległą przeszłość, która ma ogromny wpływ na procesy zachodzące współcześnie.
Determinacja lewicowo-liberalnego rządu Donalda Tuska, aby przedmiot ten zlikwidować, jest zdumiewająca, ale i bardzo czytelna. Przez decyzje obecnego kierownictwa resortu edukacji „mit mniejszego zła” i wiele innych kłamstw związanych z najnowszą historią będą nadal obecne w świadomości Polaków. Prawda o grudniu 1981 r. była bowiem zupełnie inna, niż próbowali i próbują ją przedstawiać autorzy zbrodni i ich ideowi spadkobiercy.
Zabić ducha wolności
Ruch niepodległościowy, dla którego iskrą była pierwsza pielgrzymka do Polski Jana Pawła II, a rok później sierpniowe strajki i powstanie „Solidarności”, od samego początku budził lęk przywódców Związku Sowieckiego i PRL. Sytuacja wymykała im się spod kontroli mimo zorganizowania potężnej sieci agenturalnej w strukturach „Solidarności”. Przykład strajków sierpniowych pokazał, że powstającego wielomilionowego ruchu społecznego nie da się sprowadzić wyłącznie do problematyki ekonomicznej, tak jak miało to miejsce podczas wcześniejszych protestów robotniczych. Opór wobec władzy przekształcał się w ruch wolnościowy, stał się masowy, a wielu jego uczestników i przywódców, jak np. Anna Walentynowicz, Andrzej Gwiazda czy działacze Konfederacji Polski Niepodległej, zaczęło wyraźnie podnosić hasła niepodległościowe.
Komuniści postanowili rozwiązać sprawę siłowo, tak aby zniszczyć marzenia, które przyniósł Polski Sierpień. W kwietniu 1981 r. na tajnej naradzie w Brześciu nad Bugiem Jaruzelski usłyszał od sowieckiego ministra obrony Dmitrija Ustinowa i szefa KGB Jurija Andropowa, że decyzja Kremla jest jednoznaczna: w Polsce ma zostać wprowadzony stan wojenny, a ruch „Solidarności” stłamszony za wszelką cenę. Sowieci zastrzegali wyraźnie, że ma się to dokonać wyłącznie siłami wojska i bezpieki PRL.
Przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego ruszyły pełną parą, ale Jaruzelski zaczął się obawiać, czy akcja zakończy się sukcesem. Bał się masowych protestów, ale także buntu w wojsku, w którym nastroje były niejednoznaczne. W rozmowach z towarzyszami sowieckimi kalkulował chłodno: „Strajki są dla nas najlepszym wariantem. Robotnicy pozostaną na miejscu. Będzie gorzej, jeśli wyjdą z zakładów pracy i zaczną dewastować komitety partyjne, organizować demonstracje uliczne. Gdyby to miało ogarnąć cały kraj, to wy będziecie nam musieli pomóc. Sami nie damy sobie rady”. Bał się, że nie wykona postawionego przed nim zadania, a wtedy jego kariera zakończy się błyskawicznie. Znał dobrze reguły obowiązujące w „Imperium zła”. Od końca lat 40. gorliwie współtworzył ten system, najpierw jako współpracownik Informacji Wojskowej o pseudonimie „Wolski”, potem jako wieloletni szef sztabu Generalnego „ludowego” WP i minister obrony narodowej, wsławiony przeprowadzeniem antysemickich czystek w wojsku w 1968 r. i współodpowiedzialny za użycie armii przeciwko robotnikom w grudniu 1970 r., wreszcie jako premier PRL i pierwszy sekretarz PZPR. Chciał mieć gwarancję, że w przypadku niepowodzenia pomogą mu towarzysze z Moskwy i innych stolic państw komunistycznych. Miał zresztą w tym własne doświadczenie. W sierpniu 1968 r. jako minister obrony narodowej PRL współkierował haniebną inwazją wojsk państw komunistycznych na Czechosłowację, której obywatele upomnieli się o wolność.
Dyktator błaga o pomoc
Na cztery dni przed wprowadzeniem stanu wojennego odbyła się rozmowa Jaruzelskiego z marszałkiem ZSRS, Wiktorem Kulikowem. Generał prosił o sowiecką pomoc. Kulikow przekazał prośbę dalej i sprawa stanęła na posiedzeniu Biura Politycznego KPZS obradującego w Moskwie 10 grudnia 1981 roku. Jego przebieg ujawnił w oparciu o zachowane stenogramy Władimir Bukowski w szokującej książce „Moskiewski proces. Dysydent w archiwach Kremla”. Podczas obrad sekretarz KC KPZS Anatolij Rusakow stwierdzał: „Jaruzelski nosi się z myślą porozumienia w tej sprawie z sojusznikami. Mówi, że gdyby siły polskie nie złamały oporu >>Solidarności<<, to towarzysze polscy liczą na pomoc innych krajów, nawet na wprowadzenie wojsk na terytorium Polski”. Głos obecnych na naradzie przywódców ZSRS był jednomyślny. Jasno stwierdzali, że o żadnej pomocy zbrojnej nie może być mowy, a Jaruzelski musi sobie poradzić sam. Jurij Andropow stwierdzał: „Nie możemy ryzykować takiego kroku. Nie mamy zamiaru wkraczać do Polski”.
W podobnym tonie wyrażał się szef służb zagranicznych ZSRS, Andriej Gromyko: „Będziemy zmuszeni postarać się jakoś rozwiać złudzenia Jaruzelskiego i innych polskich polityków w sprawie wysłania tam wojsk. Wprowadzać wojsk do Polski nie można w żadnym razie. Myślę, że możemy polecić naszemu ambasadorowi, aby złożył Jaruzelskiemu wizytę i zakomunikował mu to” – deklarował.
Decyzja władz Kremla znana była Jaruzelskiemu, o czym świadczy chociażby ujawniony w latach 90. notatnik gen. Wiktora Anoszkina, który towarzyszył Kulikowowi podczas jego grudniowej wizyty w PRL. Jeszcze na kilkanaście godzin przed tragiczną nocą 13 grudnia Jaruzelski, za pośrednictwem gen. Mirosława Milewskiego, pytał Sowietów wprost, czy może liczyć na militarną pomoc Moskwy i czy do Warszawy przybędzie w najbliższych dniach ktoś z kierownictwa KPZS. Otrzymał krótkie odpowiedzi: „Nie będziemy wprowadzać wojsk. Nikt nie przyjedzie”. Jak widać, Jaruzelski nie tylko nie ocalił Polski przed interwencją zbrojną państw Układu Warszawskiego, ale wręcz o taką interwencję zabiegał. W imię własnych interesów i w obronie reżimu komunistycznego Jaruzelski gotów był poświęcić życie i zdrowie tysięcy marzących o niepodległości Polaków. Działał z pełną premedytacją.
Światło w Watykanie
W noc wigilijną 1981 r. w oknie Pałacu Apostolskiego w Watykanie pojawiła się zapalona świeca. Była wyrazem łączności Ojca Świętego Jana Pawła II z uciemiężonym Narodem Polskim. Taką samą święcę zapalił w Białym Domu prezydent USA, Ronald Reagan. Kilka dni wcześniej, już po masakrze dokonanej na strajkujących górnikach kopalni „Wujek”, Papież napisał dramatyczny list do Wojciecha Jaruzelskiego.
„W ciągu ostatnich dwu stuleci naród polski doznał wielu krzywd, rozlano też wiele polskiej krwi. W tej perspektywie dziejowej nie można dalej rozlewać polskiej krwi. Zwracam się do pana, generale, z usilną prośbą i zarazem gorącym wezwaniem, ażeby sprawy związane z odnową społeczeństwa, które od sierpnia 1980 r. były załatwiane na drodze pokojowego dialogu, wróciły na tę samą drogę. Zwracam się do pańskiego sumienia, generale” – pisał Ojciec Święty.
Sumienie przywódcy WRON było jednak głuche.
Stan wojenny kosztował życie blisko stu Polaków. Mordowani byli jawnie, jak dziewięciu górników z kopalni „Wujek”, którzy zginęli od kul oddziałów pacyfikujących ich strajk protestacyjny 16 grudnia 1981 r. Mordowani byli skrycie przez „komanda śmierci”, jak niezłomny kapelan „Solidarności” bł. ks. Jerzy Popiełuszko czy siedemnastoletni Emil Barchański, który – wzorując się na swych poprzednikach z czasów okupacji niemieckiej – ochlapał czerwoną farbą warszawski pomnik Feliksa Dzierżyńskiego. Ponad dziesięć tysięcy działaczy niepodległościowych zostało internowanych, a setki skazano na długoletnie pobyty w więzieniu. Wszelkie próby oporu były bezwzględnie tępione. Największą jednak zbrodnią była próba zabicia w Polakach nadziei i stłamszenia w nich marzeń o wolności. To się jednak komunistom nie udało. Mimo szykan i represji Naród przetrwał wojnę z wojskową juntą, a umocnieniem wiary i nadziei stały się kolejne dwie pielgrzymki Jana Pawła II do Polski – w 1983 r. i 1987 r., gdy Polacy mogli się na nowo policzyć i wstać z kolan. Potwierdzały się słowa, jakie pozostawił jeden z ojców naszej niepodległości – Józef Piłsudski: „Polskiego ducha wolności nie można zabijać i zabić się nie da”.
Jan Józef Kasprzyk
za:www.radiomaryja.pl
***
Licytacja nad grobami ofiar stanu wojennego
Grudzień to bolesne rocznice, wśród nich wprowadzenie stanu wojennego. Z pewnością znów w lewicowo-liberalnych mediach usłyszymy, że nie był on wcale taki zbrodniczy i zły, a wprowadzający go Wojciech Jaruzelski był polskim patriotą. Szczęśliwie coraz mniej Polaków – jak wynika z sondaży – „kupuje” te manipulacje medialne.
Przypominają się słowa komunistycznego płk. Adama Mazguły sprzed kilku lat o „kulturalnym” stanie wojennym: „Oczywiście były tam jakieś bijatyki, jakieś ścieżki zdrowia, ale generalnie jednak dochowano jakiejś kultury w tym całym zdarzeniu” – mówił podczas protestu przeciwko zniesieniu przywilejów emerytalnych związanych z pracą w aparacie represji PRL.
„Najbardziej liberalny zamach stanu”
W grudniu 2021 r. w „Magazynie śledczym Anity Gargas” w TVP zobaczyliśmy, w jaki sposób podobne rzeczy głosił Adam Michnik. Dwadzieścia lat wcześniej redaktor przyszedł podchmielony do Wojciecha Jaruzelskiego i twierdził, że stan wojenny to „najbardziej liberalny zamach stanu w dziejach świata”. – Czterdzieści ofiar – twierdził naczelny „Gazety Wyborczej”. – Czternaście – skorygował Jaruzelski. Już sama licytacja była obrzydliwa. Tym bardziej że miała miejsce dokładnie w rocznicę – w nocy z 12 na 13 grudnia 2001 r. Chwilę wcześniej skończyła się przed willą towarzysza generała przy ul. Ikara na warszawskim Mokotowie uroczystość upamiętniająca ofiary stanu wojennego.
Wiemy tymczasem, że powstała po 1989 r. komisja Jana Rokity ustaliła ok. 100 ofiar. Problem w tym, że prac nie zakończyła, ale bez pomyłki możemy powiedzieć, że przy dalszych badaniach liczby
A towarzysz gen. Jaruzelski odszedł 25 maja 2014 r. Wbrew woli wielu Polaków został pochowany na stołecznych Powązkach Wojskowych. Do dziś grobu czerwonego dyktatora pilnuje jedyna na tym cmentarzu kamera.
Odwracanie kota ogonem
Dalej w swoim uniesieniu Michnik nazwał Jaruzelskiego „polskim patriotą”. W programie „O co chodzi” w TVP Info spytałem wówczas dr. Karola Nawrockiego, prezesa Instytutu Pamięci Narodowej: „Jeśli Jaruzelski jest patriotą, bohaterem, to kim są jego ofiary, ofiary stanu wojennego, ludzie Solidarności, górnicy zamordowani w kopalni Wujek – zdrajcami?”. Szef IPN nie miał wątpliwości, że tak właśnie trzeba widzieć te sprawy.
Ale czy to wszystko powinno nas w ogóle dziwić? Czy to dziwne, że przy okrągłym stole spotykają się: Wojciech Jaruzelski, który urodził się w patriotycznej, ziemiańskiej, religijnej rodzinie, a potem zdradził – został komunistą; Adam Michnik, który urodził się w komunistycznej rodzinie i został rewizjonistą – chciał reformować komunizm?
Po materiale w „Magazynie śledczym Anity Gargas” Michnika broniły jego „Gazeta Wyborcza”, Onet oraz TVN24. Te wszystkie lewicowo-liberalne media pomijały meritum rozmowy Michnik–Jaruzelski, przekierowując uwagę na temat poboczny: skąd autorka reportażu – Teresa Torańska – miała nagrania? Dziennikarze szczęśliwie mają prawo do ochrony źródeł informacji (o czym „oburzone” redakcje powinny wiedzieć). A skądinąd wiadomo, że nagrania miały trafić za ocean, sprzedane za ciężkie z pewnością pieniądze do amerykańskiego Instytutu Hoovera, tylko na Okęciu przejęli je pracownicy Instytutu Pamięci Narodowej.
Wzruszający był komentarz dziennikarza „Gazety Wyborczej” Wojciecha Czuchnowskiego, który w rozmowie z Wirtualną Polską stwierdził, że Michnik zawsze broni tych, którzy są aktualnie słabsi. Czyli w 2001 r. słaby był Jaruzelski? Czyżby? To klasyczne odwracanie pojęć: dobra i zła, bohatera i zdrajcy, ofiary i kata.
Dla Urbana patrioci
Prezydent Andrzej Duda w Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL przy Rakowieckiej w 2021 r. przywrócił właściwą perspektywę: „W 40. rocznicę trzeba nie tylko mówić, ale krzyczeć, że Jaruzelski był zwykłym tchórzem i zdrajcą”. Znamienne, że odpowiedział na to były prezydent Bronisław Komorowski, który zganił obecną głowę państwa: „trzeba mieć trochę umiaru i kultury”, „nie wypada się dzisiaj ścigać na nienawiść”. Czyli powiedzenie prawdy to brak kultury? Czyli Komorowski popiera pogląd Michnika?
Lewicowo-liberalne media nie widzą też niczego nagannego w tym, że sędzia stanu wojennego Józef Iwulski, skazujący w owym czasie polskich niepodległościowców pod dyktando komunistycznych władz, pracował w Sądzie Najwyższym, a nawet był prezesem Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN. Działo się tak, mimo iż na wniosek IPN Izba Dyscyplinarna SN zawiesiła Iwulskiego. Miał być ścigany, a orzekał.
Ale niesmaku i żenady jeszcze nie dosyć. W stacji TVN ten, kto lubi „wolne media”, mógł obejrzeć rozmowę dziennikarza Konrada Piaseckiego z… Jerzym Urbanem. Goebbels stanu wojennego opowiadał, że Jaruzelski „w razie radzieckiej interwencji palnie sobie w łeb”. Czyli to nie żadna junta wojskowa, żaden związek przestępczy o charakterze zbrojnym, tylko grono patriotów. Czerwony propagandysta Urban spoczął zresztą u boku swojego szefa gen. Jaruzelskiego 3 października 2022 r. na Powązkach Wojskowych w Warszawie.
I jeszcze portal Onet, który stan wojenny uczcił niegdyś tekstem pod tytułem: „Mówili o nim »dyktator«. W domu milczał i brał kieszonkowe od żony. Tajemnice rodziny Jaruzelskich”. Całej historii miłości Wojciecha do Barbary, wybaczą Państwo, nie będę przytaczał, tylko początek materiału: „Gdy się poznali, ona była artystką wojskowego zespołu pieśni i tańca, a on pułkownikiem. Choć przeżyli ze sobą ponad 50 lat, różnili się jak ogień i woda. »Moi rodzice – trudno wyobrazić sobie parę, która by bardziej do siebie nie pasowała« – kwituje Monika, jedyne dziecko Barbary i Wojciecha Jaruzelskich. – Gdy generał wprowadził w Polsce stan wojenny, jego żona i córka musiały mierzyć się z łatką »rodziny dyktatora«. Barbara nie chciała być oceniana przez pryzmat działań męża. Monika z kolei próbowała łagodzić napiętą sytuację wśród rówieśników”. I mamy prawdziwe ofiary stanu wojennego. Co tam zabici górnicy, co tam zamordowani księża!
Ale to wszystko już było. W 2016 r. Jolanta Kwaśniewska powiedziała w wywiadzie dla Wirtualnej Polski o stanie wojennym: „To był dla wszystkich Polaków, ale także dla nas, bardzo trudny czas. Nie pracowałam, mojemu mężowi zamknęli redakcję »ITD«, w której był redaktorem naczelnym, i zostaliśmy bez środków do życia. Mieszkaliśmy w 30-metrowej kawalerce. Mieliśmy płytki PCV i pusty dom z dwoma materacami na podłodze i sznurkiem, na którym wisiały nasze rzeczy. Reszta była w pudłach (…). Jak przyszedł stan wojenny, to nie wiedziałam nawet, co się dzieje u naszych rodziców. To było trudne i traumatyczne doświadczenie”. Powtórzmy: co tam jacyś zabici górnicy, co tam zamordowani księża!
A co małżonek Aleksander Kwaśniewski mówił w 2014 r. nad grobem Jaruzelskiego (niestety na wspomnianych Powązkach Wojskowych)? Pamiętamy? „To patriota najwyższej próby. Wybrał mniejsze zło, chroniąc nas przed obcą interwencją albo domową bratobójczą wojną”.
Polacy źle oceniają stan wojenny
Na koniec przytoczę coś bardziej współczesnego. Henryka Krzywonos, w czasach PRL motornicza z Gdańska, która obecnie jest w PO, wyznała „Wprost” za rządów PiS: „Od stanu wyjątkowego do stanu wojennego jest tylko jeden krok. To już zaczyna się dziać”.
Wracając do sondaży. Jeden z ostatnich – z 2021 r. – tak pokazał ocenę Polaków odnośnie do tego, co komuniści zrobili w Polsce 13 grudnia 1981 r.: 47 proc. badanych źle oceniało decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego, dobrze – 27 proc. respondentów. W przypadku Jaruzelskiego drugi sondaż pokazał 43 proc. ocen złych do 26 proc. dobrych. I tak trzymać!
Tadeusz M. Płużański
za:niezalezna.pl