Polecane
Rząd Donalda Tuska chce doprowadzić do cenzury w internecie
Przestrzeń internetowa będzie miała ogromny wpływ na decyzje Polaków w tegorocznych wyborach prezydenckich. Rząd Donalda Tuska chce walczyć z zewnętrzną ingerencją w wirtualnym świecie, pytanie brzmi – kto i jak będzie definiował zagrożenie?
Dezinformacja, manipulacja, wyśmiewanie nie tylko kandydatów, ale także elektoratów, przypisując im określone cechy – to coś, do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić i w co często włączają się sami politycy. Mowa tu choćby o słownych manipulacjach dotyczących decyzji politycznych. Przykładem jest program „800 plus”, a więc rozszerzony program „500 plus” rządu Zjednoczonej Prawicy.
„800 plus” zapowiedział Jarosław Kaczyński, nowelizację ustawy przegłosowano w lipcu 2023 roku, gdy na czele rządu stał Mateusz Morawiecki, jednak coraz częściej słyszymy, że ten program to zasługa rządu Donalda Tuska.
Inny przykład manipulacji opinią publiczną? Gdy do strażaków trafia niezbędny sprzęt, ukazuje się to jako kampanijne nadużycie jednego obozu politycznego, gdy kandydat drugiego obozu, również w kampanii wyborczej jako kandydat rozdaje policji samochody sfinansowane z pieniędzy publicznych, jest to ukazywane jako coś normalnego. Tak rzeczywistość wygląda dziś w lewicowo-liberalnych mediach.
Pozostaje pytanie o to, co z internetem, który teoretycznie powinien być oazą wolności słowa? Tu skala manipulacji również jest ogromna. Od internetowych trolli, którzy podsycają negatywne emocje w politycznych dyskusjach, przez bezrefleksyjne groźby, aż po obawy zewnętrznej ingerencji.
– To rosyjskie służby specjalne – i te cywilne, i te wojskowe, które z pełną premedytacją, ale również z planami operacyjnymi – chciały i mają zamiar wpływać na polską kampanię prezydencką – wskazał wicepremier Krzysztof Gawkowski.
Na ile rzeczywiste są te zagrożenia ze strony rosyjskiej, tego nie wiadomo. Obawiać możemy się natomiast uderzenia w wolność słowa. Lewicowi politycy w całej Europie coraz głośniej mówią o blokadzie portalu X, którego właścicielem od 2022 roku jest Elon Musk. Jeszcze częściej mówi się o tym, gdy wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych wygrał Donald Trump.
– Ja bym rozważyła i do tego zachęcam, i wiem, bo rozmawiałam z wicepremierem Gawkowskim, naszym ministrem cyfryzacji, że takie dyskusje już się toczą na temat, co możemy zrobić, żeby lepiej kontrolować te platformy, żeby one dbały o proces demokratyczny, a nie były wykorzystywane do wpływania na niego – powiedziała Magdalena Biejat, wicemarszałek Senatu, kandydatka Lewicy na urząd polskiego prezydenta.
Rząd już przygotowuje pakiet działań ochronnych, którego celem ma być „walka z dezinformacją w mediach społecznościowych”.
– To jest nasza odpowiedzialność. Temu służy „Parasol Wyborczy”, który rozstawiamy nad procesem wyborczym razem z premier Gawkowski – zaakcentował Tomasz Siemoniak, szef MSWiA.
– Jeśli rządzący chcą sobie przyznać prawo do tego, żeby decydować o tym, czy w naszym państwie dochodzi do manipulacji wyborczej. Oni chcą wpływać na wyniki, czyli de facto to jest koniec demokracji – odpowiedział Adam Andruszkiewicz, poseł PiS.
Do tej pory ministrowie w rządzie Donalda Tuska nie zrobili nic, by zablokować mowę nienawiści szerzoną na sprzyjających im profilach, jak na przykład słynny Sok z Buraka.
„ALFONS, oszust i złodziej! Takiego typa chcecie???? Wystarczy nam błazen i obrońca przestępców, który po nocach łamał Konstytucję” – napisał internetowy hejter sprzyjający obecnej władzy, nawiązując do polityków związanych ze Zjednoczoną Prawicą.
Na tzw. Parasol Wyborczy Tomasza Siemoniaka można patrzeć także z perspektywy wydarzeń w mediach publicznych, które zostały przejęte siłą.
za:www.radiomaryja.pl