Polecane
Stworzył ruch oazowy znienawidzony przez komunistów. Jak zmarł Boży gwałtownik ks. Franciszek Blachnicki?
27 lutego minie 38. rocznica śmierci ks. Franciszka Blachnickiego. To ważna postać dla Ruchu „Światło-Życie”. To on był założycielem i duchowym ojcem Ruchu, a także twórcą Krucjaty Wyzwolenia Człowieka.
– Jest twórcą Ruchu „Światło-Życie”, bardzo ważnego obszaru działalności. Pomiędzy Łabą a Władywostokiem nie stworzono takiego archipelagu wolności i ewangelizacji jak w Polsce
: zabrania młodych ludzi spod drapieżnych łap propagandy komunistycznej i tej całej oferty ateistycznej. Ksiądz Franciszek Blachnicki jest również twórcą krucjaty wstrzemięźliwości od alkoholu, bardzo ważnej inicjatywy. (…) Pozostawił po sobie program dla Kościoła i dla Polski współczesnej, po który powinniśmy sięgać. Z rozmachem prowadził swoją działalność – dla mnie to jest drugi Maksymilian Kolbe. Ksiądz Franciszek Blachnicki był wiernym uczniem Chrystusa, głosił prawdę i nie bał się. Wszystko, czego się dotknął to rzeczywiście kwitło i do tej pory widzimy owoce jego działalności – mówił Piotr Woyciechowski.
Twórca Ruchu Światło-Życie Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki (1921-87) nazwany został przez Jana Pawła II „gorliwym apostołem nawrócenia i wewnętrznej odnowy człowieka”. Ten prorok nowej ewangelizacji w Polsce, a także Boży gwałtownik, przeorał wspaniale duchowo i mentalnie pokolenia Polaków. Zwłaszcza dzieci i młodzież. Stworzone przez niego oazy stwarzały bowiem przestrzeń wolności, życia w prawdzie i bez lęku, dawały siłę moralną i duchową. Były poza tym atrakcyjną i trafną propozycją na wakacje – a potem na dalszą formację w ciągu roku. Wspólna praca, zabawa na pogodnych wieczorach, wyprawy otwartych oczu, wycieczki w góry – kształtowały postawy młodego człowieka, rozwijając w nim poczucie odpowiedzialności za swoje życie. To dlatego komunistyczna władza traktowała ruch oazowy jako niebezpieczne przełamywanie jej monopolu na wychowanie młodzieży.
Oazowy ruch odnowy
Dziesiątki tysięcy dziewcząt i chłopców, które przewinęły się w latach PRL-u przez oazy, obok odnowienia swojej wiary przez żywy udział w liturgii angażowały się w aktualne problemy społeczne. Występowały ponadto przeciw politycznemu uciskowi, jaki od 1945 r. panował w Polsce. Bezpieka oceniała, że 20 proc. wszystkich powołań w Polsce w latach 1980. było wynikiem formacji młodych ludzi, którą otrzymali oni w ruchu oazowym. Dzieło ks. Blachnickiego odmieniło polski Kościół. Liczni oazowicze zaangażowali się bowiem także w „Solidarność”, niektórzy z nich po roku 1990 zostali ministrami, posłami i senatorami.
Trudno się zatem dziwić, że ks. Franciszek Blachnicki był od lat 1950. uznawany za jednego z głównych wrogów Polski Ludowej. Dokumenty zgromadzone m.in. w IPN świadczą o tym, że za swoją działalność był ustawicznie szykanowany – więziony, nękany rewizjami, przesłuchaniami, karany grzywnami, na porządku dziennym była też kontrola jego kontaktów i korespondencji. Gdziekolwiek się pojawił – w Katowicach, Lublinie, Krakowie i Krościenku – stale oplatała go sieć szpiclów, śledzących każdy jego krok. Zachowały się dokumenty świadczące także o różnych prowokacjach, szczuciu ludzi przeciwko niemu, szkalowaniu go w oczach opinii publicznej.
Może ruch oazowy nie rozwinąłby się tak wspaniale, gdyby nie zrozumienie i poparcie krakowskiego kardynała Karola Wojtyły. Toteż gdy w 1978 r. został on papieżem i na audiencji dla Polaków powiedział: „Proszę, abyście przeciwstawiali się wszystkiemu, co uwłacza ludzkiej godności i poniża obyczaje zdrowego społeczeństwa, co czasem może aż zagrażać jego egzystencji i dobru wspólnemu, co może umniejszać jego wkład do wspólnego skarbca ludzkości, narodów chrześcijańskich, Chrystusowego Kościoła” – w odpowiedzi na to wezwanie Ruch Światło-Życie rozpoczął w 1979 r. Krucjatę Wyzwolenia Człowieka. Aby krzewić tę ideę także poza Polską, w całej Europie, ks. Blachnicki – myślę, że ostrzeżony o przygotowywanym stanie wojennym – udał się 9 grudnia 1981 r. do Rzymu.
Ostatni etap w Carlsbergu
Nie mogąc powrócić do kraju, osiadł w polskim ośrodku Marianum w Carlsbergu (RFN). Uznał swoje położenie za „wspaniałe zrządzenie Opatrzności”; wszak pragnął Ruch Światło-Życie umiędzynarodowić. W Niemczech nawiązał kontakt z Radiem Wolna Europa, udzielał wywiadów dla telewizji niemieckiej, nie szczędził słów krytyki juncie wojskowej gen. Jaruzelskiego, solidaryzował się z działaczami „Solidarności”.
(...)
Działalność ks. Blachnickiego w Carlsbergu pilnie obserwowały tak tajne służby PRL, jak i Stasi oraz agentury państw zachodnich włącznie z CIA. Kiedy we wrześniu 1982 r. Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Warszawie oskarżyła ks. Blachnickiego o spiskowanie przeciwko PRL, za duchownym wysłano list gończy, a przede wszystkim otoczono go wianuszkiem agentów. W efekcie zaangażowany w posoborową reformę liturgiczną w Kościele proroczy działacz i komentator polityczny, zapowiadający rychły upadek komunizmu, niezłomny wobec niezliczonych prób zniszczenia go fizycznie i duchowo, pełen pomysłów i sił, zmarł nagle 27 lutego 1987 r. w Carlsbergu w Niemczech. Miał dopiero 67 lat.
Panna i Yon
Przez całe lata w Polsce, a potem także do momentu swej śmierci w Niemczech, ks. Franciszek Blachnicki był inwigilowany przez licznych podstawionych mu tajnych współpracowników SB. Od 1984 r. była nimi para agentów komunistycznego wywiadu cywilnego, małżonkowie Jolanta i Andrzej Gontarczykowie o pseudonimach „Panna” i Yon”. Ona, z tytułem doktora socjologii, pracowała w Instytucie Kształcenia Nauczycieli w Łodzi; on kierował Przedsiębiorstwem Rozpowszechniania Filmów w tym mieście. Działali w „Solidarności”.
W 1982 r. zostali przerzuceni przez wywiad PRL do RFN na zasadzie łączenia rodzin.
W 1983 r. uzyskali niemieckie obywatelstwo, w 1984 r. – byli już przy ks. Blachnickim, obejmując kierowanie drukarnią oraz wydawnictwem.
W 1985 r. Jolanta Gontarczyk została prezesem Chrześcijańskiej Służby Wyzwolenia Narodów, czyli jedną z najważniejszych osób przy ks. Franciszku.
Oprócz szpiegowania księdza mieli rozpracować Radio Wolna Europa, zbliżyć się do władz PPS-u i Międzynarodówki Chadeckiej, a nawet przyjąć ofertę współpracy z CIA albo innymi zachodnimi służbami. Wszystko to dowodzi, jak ważna dla władz PRL była ich misja w Carlsbergu.
O prawdziwej roli Gontarczyków – pisze o tym dr Andrzej Grajewski – ks. Blachnicki dowiedział się w lutym 1987 r. Poinformował go Andrzej Wirga, działacz „Solidarności Walczącej”, która zdołała przeniknąć do archiwum Służby Bezpieczeństwa w Łodzi i ustaliła, że obydwoje są agentami SB.
Centrala SB w Warszawie uprzedziła Gontarczyków, że zostali zdemaskowani.
Do zasadniczej rozmowy ks. Franciszka z nimi doszło przed południem 27 lutego 1987 r ., po której, jak twierdzą domownicy, kapłan wrócił do siebie wzburzony.
A po obiedzie zaczęła się już jego agonia.
Kapłan dusił się, miał objawy silnego kaszlu i zasłabł.
Wezwano doktora Reinera Fritscha, który od 1982 r. był jego lekarzem domowym. Próbował księdza ratować, jednak zastosowane środki, m.in. zastrzyk w serce, nie poskutkowały.
Już wtedy zauważono, że jego umieraniu towarzyszyły dziwne objawy.
Zarówno w czasie agonii, jak i po śmierci z ust ks. Blachnickiego obficie wydobywała się spieniona wydzielina.
Ponieważ Gontarczykowie byli ostatnimi osobami, które widziały ks. Blachnickiego żywego, powstało podejrzenie, że śmierć kapłana mogła być spowodowana otruciem.
Z braku dowodów nikt ich jednak formalnie nie oskarżył.
Nie było też podstaw, aby przeprowadzić sekcję zwłok.
Lekarz stwierdził, że przyczyną śmierci był zator płuc.
Dwa lata temu publicznie poinformowano o prawdziwych przyczynach zamordowania księdza Franciszka Blachnickiego.
Stało się to po ekshumacji szczątków kapłana.
Pierwsze śledztwo
30 marca 2005 r. z zawiadomienia dr. Andrzeja Grajewskiego, historyka, dziennikarza i ówczesnego członka Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej, wszczęte zostało przez Instytut Pamięci Narodowej śledztwo w kierunku popełnienia zbrodni otrucia ks. Blachnickiego. (...) Andrzej i Jolanta Gontarczykowie zostali przesłuchani. Nie postawiono im jednak zarzutów karnych, mimo iż było wiadomo, że kłamali. Oboje twierdzili na przykład, że w Carlsbergu znaleźli się przypadkowo, a co najważniejsze – zaprzeczyli, że 27 lutego 1987 r. rozmawiali z ks. Blachnickim, chociaż w aktach śledztwa są zeznania osób, które nie mają wątpliwości, że do takiej rozmowy doszło i miała ona burzliwy przebieg.
(...) Nie zarządzono również ekshumacji pod kątem obecności toksycznych środków (doczesne szczątki zmarłego znajdowały się już od 2000 r. w kościele pw. Dobrego Pasterza w Krościenku nad Dunajcem i były w zasięgu badań polskich organów ścigania). Śledztwo umorzono po roku wobec braku danych dostatecznie uzasadniających popełnienie przestępstwa.
Gontarczyk vel Lange
(...) 14 lat później, na głównej stronie internetowej Instytutu Pamięci Narodowej pojawił się komunikat: „W dniu 21 kwietnia 2020 roku prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach podjął na nowo, umorzone w dniu 6 lipca 2006 roku, śledztwo w sprawie zbrodni komunistycznej, stanowiącej zbrodnię przeciwko ludzkości, polegającej na dokonaniu zabójstwa ks. Franciszka Blachnickiego w dniu 27 lutego 1987 roku w Carlsbergu przez funkcjonariuszy publicznych, poprzez podanie substancji, która spowodowała jego nagłą śmierć, co stanowiło prześladowanie pokrzywdzonego z powodów politycznych i religijnych, to jest o przestępstwo z art. 231 § 1 k.k. i art. 148 § 1 k.k. przy zast. art. 11 § 2 k.k. w zw. z art. 2 ust. 1 i art. 3 ustawy z dnia 18.12.1998 roku o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu”.
(...)
Co ciekawe, w III RP Jolanta Gontarczyk zajęła się polityką. Po powstaniu w 1990 r. Demokratycznej Unii Kobiet objęła w niej funkcję sekretarza generalnego, angażując się w działalność proaborcyjną i feministyczną. W 1997 r. prezydent Aleksander Kwaśniewski odznaczył ją Srebrnym Krzyżem Zasługi. W 1998 r. została wybrana do sejmiku województwa mazowieckiego z listy SLD; pełniła tam funkcję wicemarszałka województwa. W rządzie Leszka Millera została zastępcą dyrektora Departamentu Administracji Publicznej MSW, nadzorując m.in. wdrażanie rządowej strategii antykorupcyjnej współfinansowanej ze środków UE. Po ujawnieniu w mediach jej agenturalnej działalności w 2005 r., Jolanta Gontarczyk zmieniła nazwisko na Lange i rozpoczęła działalność związaną z walką o tolerancję. Prowadzi zajęcia poświęcone tematyce uprzedzeń i stereotypów, propaguje ideę równego statusu kobiet i mężczyzn. Od kilku lat Jolanta Lange jest prezesem Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego Pro Humanum.
Za czasów prezydentury Hanny Gronkiewicz-Waltz była agentka SB stanęła na czele prezydium Branżowej Komisji Dialogu Społecznego ds. Równego Traktowania w Warszawie (ciało doradcze prezydenta ds. polityki społecznej miasta). W tym gremium z udziałem Jolanty Lange zgłoszono na początku 2019 r. postulat Deklaracji LGBT i edukacji seksualnej dzieci w szkołach.
Działając wespół z Rafałem Trzaskowskim zorganizowała ona w czerwcu 2019 r. V Warszawskie Dni Różnorodności. Podczas Święta Wolności i Solidarności 2 czerwca 2019 r. w Warszawie, z przypiętym logo „Solidarności” uczyła o tolerancji i szacunku. Mimo jej zdemaskowania, 12 grudnia 2019 r. według zarządzenia „NR 1843/2019 PREZYDENTA MIASTA STOŁECZNEGO WARSZAWY” jej Fundacja otrzymała dotację blisko 2 milionów zł na Prowadzenie Centrum Wielokulturowego w Warszawie. Chodzi o „działalność na rzecz integracji cudzoziemców, upowszechniania i ochrony wolności i praw człowieka oraz swobód obywatelskich, a także działań wspomagających rozwój demokracji w latach 2019-2022”.
Prezydent Warszawy, kandydat na prezydenta Polski, finansując działalność Stowarzyszenia Pro Humanum z pewnością wie, że jego prezeska, w przeszłości TW „Panna”, agentka służb komunistycznych, nie tylko nie ma żadnych zasług dla upowszechniania demokracji i ochrony wolności obywatelskich, ale że wprost przeciwnie – z pasją je niszczyła. Wynika z tego, że prezydentowi Warszawy odpowiada zaangażowanie polityczne i światopoglądowe Fundacji, zapraszające na parady LGBT, naigrywające się z katolickich świętości, o czym świadczy znajdujący się na ich fanpage’u sprofanowany wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej z tęczowym nimbem. Ot i cała „szlachetna”, a właściwie agenturalna wielokulturowość.
W 1995 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny ks. Franciszka Blachnickiego. W 2000 r. jego szczątki zostały przeniesione do Krościenka nad Dunajcem, gdzie mieści się Centrum Ruchu Światło-Życie. W 2014 r. Komisja Teologów w Watykanie jednomyślnie uznała heroiczność cnót Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. W 2015 r. papież Franciszek podpisał dekret o heroiczności jego cnót; od tego czasu przysługuje mu w Kościele tytuł „Czcigodny Sługa Boży”. Oczekujący wyniesienia na ołtarze ks. Franciszek Blachnicki nie jest na pewno postacią zapomnianą. Wciąż jednak nieznana pozostaje nagła przyczyna jego śmierci. Jego zabójstwo jest w opinii IPN zbrodnią komunistyczną, stanowiącą zbrodnię przeciwko ludzkości. Należy to jednak udowodnić.
Ks. Franciszek Blachnicki był najdłużej represjonowanym i inwigilowanym kapłanem PRL-u. Polska mogłaby naprawdę inaczej wyglądać, gdyby komunistom nie udało się go zamordować
Proszę sobie wyobrazić, że ks. Blachnicki wróciłby na Katolicki Uniwersytet Lubelski, zrobiłby habilitację, a może zostałby purpuratem. Jakby wówczas wyglądał Kościół katolicki? Kościół polski i Polska mogłyby naprawdę inaczej wyglądać, gdyby komunistom nie udało się zamordować ks. Blachnickiego – powiedział Piotr Woyciechowski, ekspert ds. służb specjalnych, współautor książki, współautor książki, „Konfidenci – Archiwa ujawniają prawdę.
Służba Bezpieczeństwa PRL prowadziła inwigilację ks. Franciszka Blachnickiego na każdym etapie jego życia i działalności.
– Ksiądz Franciszek Blachnicki był najdłużej represjonowanym i najdłużej inwigilowanym kapłanem PRL-u. Ta inwigilacja była już prowadzona od lat pięćdziesiątych, co było związane z Krucjatą Wyzwolenia Człowieka, która wtedy liczyła sto tysięcy uczestników. To się skończyło oczywiście więzieniem w 1961 r. i procesem karnym księdza Franciszka Blachnickiego – podkreślił ekspert ds. służb specjalnych.
– Ze stuprocentową pewnością potwierdzono, że ks. Blachnicki został zamordowany za pomocą trucizny. Prokurator prowadzący tę sprawę wie, jaka to była trucizna, wie, jak została podana, jak działała. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie pewne okoliczności. Otóż nie możemy się doczekać realizacji procesowej, nie mamy podejrzanych w tej sprawie. Główny świadek, współuczestnik tego mordu, czyli tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Panna”, czyli Jolanta Lange (…) od prawie dwóch lat „gra na nosie” pionowi Śledczemu Instytutu Pamięci Narodowej. Nie może jej przesłuchać, bo albo jest w Nowej Zelandii, albo w Hiszpanii. Dwa lata temu Jolanta Lange – w ramach pewnego projektu równościowego – uczyła i szkoliła pracowników magistratu krakowskiego. I mogła to robić, nie będąc niepokojoną przez organy ścigania. (…) Oczywiście obywatel Polski, który zamieszkuje kraj Unii Europejskiej, może poddać się przesłuchaniu. Może to zrobić na zasadzie pomocy konsularnej naszych konsulów w ambasadzie, ale tylko na zasadzie dobrowolności – zauważył gość programu „Rozmowy niedokończone”.
Czy w ogóle można rozpatrywać śmierć, zamach na życie księdza Franciszka Blachnickiego jako wypadek odosobniony od reszty skrytobójczych mordów kapłanów Kościoła katolickiego 80. lat? – pytał współautor książki „Konfidenci – Archiwa ujawniają prawdę”.
– Mamy 1989 rok. Ginie trzech bardzo ważnych księży: ks. Suchowolec, ks. Zych, ks. Niedzielak. W 1987 roku zostaje zamordowany ks. Blachnicki, w 1984 r. ks. Popiełuszko. (…) Pewnym wspólnym mianownikiem dla tych kapłanów jest ich wybitność. Ich silne oddziaływanie ewangeliczne i społeczne na rzeszę. (…) To są wszyscy niepodległościowcy. Ich się wszystkich likwiduje, w różny sposób. Trucizna, porwanie, alkohol, wypadek samochodowy. Gama – że tak powiem – zamachów jest niesamowita. To była robota, moim zdaniem, na przyszłość. Usuwanie sobie kłopotów pod zaprojektowaną transformację. (…) Proszę sobie wyobrazić, że ks. Blachnicki wróciłby na Katolicki Uniwersytet Lubelski, zrobiłby habilitację, a może zostałby purpuratem. Jakby wyglądał wtedy Kościół katolicki? – zaznaczył Piotr Woyciechowski.
Kościół polski i Polska mogłyby naprawdę inaczej wyglądać, gdyby komunistom nie udało się zamordować ks. Blachnickiego, ks. Popiełuszki, ks. Zycha, ks. Niedzielaka, ks. Suchowolca, czy pozostałych wybitnych kapłanów, którzy rzeczywiście szli z Chrystusem przez świat – zwrócił uwagę ekspert ds. służb specjalnych.
– Ta rzeczywistość na pewno przebiegałaby inaczej. To są warunki brzegowe, które komuniści na Kremlu sobie ustalili mądrze i bezwzględnie, a które umożliwiły im przeprowadzenie tej całej transformacji.
za:bialykruk.pl