Polecane
Tomasz Bieszczad -Uświęcenie przeciw draństwu
Ćwierć wieku temu Alicja Lenczewska, mistyczka ze Szczecina, usłyszała od Pana Jezusa, że w świecie cały czas trwa proces separacji (rozdzielenia) dusz. Przebiega on niezauważalnie, stosownie do ludzkich zachowań, często drobnych gestów i wyborów. Dusze, które zaufały Bogu, wsłuchane w Jego ciche podpowiedzi, zdążają ku światłu. Zaś te, które Mu się opierają, skupione na swoim egoizmie, idą w stronę ciemności.
Podczas separacji dusz nie są możliwe żadne półśrodki, pozory, wymówki i udawanie dobroci. „Kto czeka do ostatniej chwili, może nie zauważyć, że już minęła…".
Jednak dusze, które „kierują się sercem”, z czasem zorientują się, że należą do pierwszej grupy.
W globalnym procesie rozdziału dusz kluczową rolę odgrywa nasz kraj. To chyba widać. Dziś dusze polskich katolików osaczane są – jak nigdy dotąd – przez zimny cynizm walki politycznej, ofensywę kłamstwa i perspektywę destrukcji istniejącego w Europie ładu. Lecz równocześnie, w ciszy, dokonuje się separacja dusz: ich osąd, a nawet rodzaj egzaminu. Warto o tym wiedzieć.
Zapisy rozmów Alicji Lenczewskiej z Jezusem (z lat 1985 – 2010), zebrane w tomach Świadectwo. Dziennik duchowy i Słowo pouczenia, stanowią – zwłaszcza dziś – bezcenny przewodnik dla ludzi chcących poddać się Bożemu prowadzeniu. Podnoszą na duchu i odgradzają od zła, kierując myśli ku rzeczom naprawdę ważnym.
Chyba mało kto, tak jak ostatnio Karol Nawrocki, doświadczył jadowitej trafności słów francuskiego pisarza Alphonse’a Allais (które kiedyś już tu cytowałem): „Pamiętajcie, że każdy dobry uczynek zostanie, prędzej czy później, ukarany.”
W odniesieniu do „afery mieszkaniowej” Nawrockiego słyszałem je kilka razy, w różnych mutacjach.
Dawno temu Nawrocki zajął się bezdomnym mężczyzną, zagwarantował mu wikt, opiekę, pogrzeb w przyszłości.
Zaprzyjaźnił się z nim.
I oto, na 10 dni przed pierwszą turą wyborów, dobroczyńca stał się nagle złodziejem, obiektem zażartych oskarżeń, których perfidia przyprawia o mdłości albo chęć ucieczki.
Ale dokąd uciekać, jak tu wszędzie Zachód? Albo Rosja?
Co działo się w duszy Nawrockiego w ostatnich tygodniach?
Co czuł, gdy – po jednej z debat – szedł zgnębiony do auta wybitnego prześmiewcy, Krzysztofa Stanowskiego?
Proszę pozwolić mi na osobisty akcent…
Przed laty napisałem pewien satyryczny wierszyk.
W sarkastyczny sposób sparodiowałem tam kłamliwe ataki, które przypisywały Polakom różne zbrodnie (np. „polskie obozy koncentracyjne”).
Reżyser Grzegorz Królikiewicz uznał ten wierszyk za mój najlepszy utwór.
Zaczynał się tak: „Pytacie mnie, czemu się śmiałem, kiedy przede mną Niemiec drżał. Bo z mlekiem matki gen wyssałem, a ojciec pejcz mi w rękę dał!”
Użyłem w tym tekście poetyki inwersji („odwróconej narracji”): podmiotem lirycznym był tu Polak „przeflancowany” na Niemca.
Kolejnych zwrotek wolałbym nie cytować: ktoś – w Niemczech lub w Polsce – mógłby je potraktować nie jak prowokacyjną, anty-hitlerowską satyrę, ale serio: jako argument przeciwko nam.
Według badań niemieckich socjologów znaczna część tamtejszej młodzieży jest dziś przekonana, że za wybuch drugiej wojny światowej winę ponosi Polska.
Czyżby młodzi reprezentanci „narodu pisarzy, kompozytorów i filozofów” chcieli nas znów obciążyć grzechami swoich ojców?
Czy dlatego, że ośmieliliśmy się upomnieć o reparacje?
Pamiętajmy jednak, że cały czas trwa separacja dusz opisana przez Lenczewską. Jak głęboko sięgnie? Czy obejmie całe narody? Erich von Ludendorff, dowódca Wehrmachtu, na krótko przed śmiercią w 1937 r., złożył niemieckim dziennikarzom szczególne wyznanie: „Jestem przeciwnikiem chrześcijaństwa i poganinem, i jestem z tego dumny (…). My, Niemcy, jesteśmy w tej chwili ludem, który najbardziej odłączył się od chrześcijańskiej nauki. Wskutek zupełnego odrzucenia chrześcijaństwa lud niemiecki nabędzie zwartości, której potrzebuje...”. Do czego ta zwartość doprowadziła – wiemy.
Niedawno pewien mądry kapłan z Łodzi powiedział mi z głębokim przekonaniem, że „Polska będzie wielka”.
Zrozumiałem, że chodziło mu nie o owoce narodowej pychy, ale o ostateczną przemianę naszych dusz. Reszta przyjdzie w ślad za tym.
Tomasz Bieszczad
za:lodz.niedziela.pl