Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Słowa i przemoc

Jesteśmy na granicy rozpadu naszej wspólnoty, nie tylko obywatelskiej, ale i ludzkiej. Spróbujmy się zatrzymać, zanim będzie za późno.

W niedawnym wywiadzie prezydent Andrzej Duda przytoczył następującą opinię: „Jeden człowiek powiedział do mnie bardzo brutalnie: wie pan, dlaczego w Polsce jest tyle zdrady i warcholstwa bezczelnego? Ponieważ dawno nikogo za zdradę nie powieszono”. Czy Prezydent RP podziela tę opinię? Zostawiam tę kwestię ocenie czytelników. Przypomnę inny, bardziej jednoznaczny apel: „Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Andrzejowi Dudzie i Jarosławowi Kaczyńskiemu zadedykował fragment wiersza Czesława Miłosza: »Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy. I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta«. (…) Zmieciemy razem tę władzę, nie będzie po nich śladu – oświadczył polityk”. To fragment pełnego aprobaty omówienia przez portal Onet wypowiedzi Donalda Tuska z wiecu jego zwolenników 19 grudnia 2021 roku. Obecny premier życzył prezydentowi, by ten się powiesił. Jako cel swoich działań postawił likwidację partii, która w trzech kolejnych wyborach od 2015 roku zdobywa najwięcej głosów obywateli.

Próba zlikwidowania demokracji w Polsce nie powiodła się. Kolejne wybory – prezydenckie – wygrał kandydat wspierany przez opozycję. Skierowana przeciw niemu kampania nienawiści, kłamstw i pomówień, prowadzona przez media wspierające obóz władzy (Donalda Tuska), przynosi jednak swoje zatrute owoce. Oto podpisujący się własnym imieniem i nazwiskiem użytkownik platformy X (Twittera) napisał: „Gangus, oszust i kibol, bez względu na formę, nie może objąć tego stołka! Jeżeli nic innego nie zadziała, trzeba zastrzelić!”. Podobnych wezwań, tylko anonimowych, pojawia się wiele.

To jakby trzy stopnie, w dół prowadzące – od słowa do przemocy. Na tym ostatnim stopniu, zawierającym wprost nawoływanie do morderstwa, powinny już bezwzględnie działać organy wymiaru sprawiedliwości: tu słowo staje się czynem, zagrożonym karą pozbawienia wolności do lat 3. Czy konkretny autor zacytowanego wpisu został już osadzony w areszcie? Nie wiem. Jako historyk mogę tylko przypomnieć, że nie jest to niestety zjawisko nowe. Mieliśmy już jego drastyczny przykład 102 lata temu. Po wyborach parlamentarnych w listopadzie roku 1922, zgodnie z nową konstytucją (tzw. marcową – z roku 1921), Prezydenta RP miało wybrać Zgromadzenie Narodowe. 9 grudnia, w atmosferze skrajnego rozjątrzenia kampanii prasowej (wezwań do przemocy było więcej niż obecnie), wybrany został Gabriel Narutowicz. Pokonana prawica nie pogodziła się z porażką swojego kandydata. Nagonka prowadzona przeciw zaprzysiężonemu już prezydentowi stała się bezpośrednim kontekstem zamachu, w którym 16 grudnia Gabriel Narutowicz został zastrzelony.

Tej rany nie udało się zaleczyć. Nie tylko w ciele prezydenta, ale i w organizmie politycznym Rzeczypospolitej. Gwałt gwałtem się odcisnął. Ilość krwi pobratymczej przelanej w II RP w starciach między zwalczającymi się obozami – m.in. w listopadzie 1923 roku, w maju 1926 i po maju, w sanacyjnej już Polsce – była większa od tej, jaka przelana została w PRL między poznańskim Czerwcem 1956 i stanem wojennym 1981 roku. Intensywność wzajemnej agresji słownej między stronami podzielonej Polski była w II RP większa, piszę to z pełną odpowiedzialnością, niż obecnie. Wystarczy sięgnąć do dowolnych tytułów prasowych PPS z jednej strony czy endecji z drugiej. Pogodziła nas, przynajmniej do pewnego stopnia, dopiero agresja sąsiadów.

Jesteśmy na granicy, jak w 1922 roku. Granicy rozpadu naszej wspólnoty, nie tylko obywatelskiej, ale ludzkiej po prostu. Spróbujmy się zatrzymać. Zanim będzie za późno.

prof. Andrzej Nowak

za:www.gosc.pl




Copyright © 2017. All Rights Reserved.