Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Holenderski filozof obala groźny mit „laickiej szkoły”. Edukacja bez fundamentów runie jak wieża Babel

Teza, że katolicyzm, lub szerzej – chrześcijaństwo – jest przeciwne nauce i technologii to groźny mit, rozpowszechniany przez propagatorów źle pojmowanej „nowoczesności”. Prawdą jest natomiast, że nauka i technologia pozostawione same sobie, bez fundamentów duchowych i moralnych, łatwo prowadzą na bezdroża. Uparcie usiłuje o tym zapomnieć obecna „ministra” edukacji narodowej.

Rozsądna debata na temat miejsca religii w szkole nie jest możliwa, gdy jedna ze stron – w tym przypadku „ministra” oświaty uważa drugą za „szurów” i twierdzi, że „szkoła to nie jest miejsce, w którym dziecko powinno być formowane religijnie”. Dlaczego? Bo nie, i już!

„Czarodziejski flet” czy „Uczeń czarnoksiężnika”?

Tego rodzaju postawa wpisuje się w szerszy kontekst programowej laicyzacji, trwającej od czasów oświecenia. Jej sztandarową tezą było to, że Kościół jest wrogiem postępu, wrogiem nauki, że jest „wsteczny”, że religia – a zwłaszcza religia chrześcijańska – to „ciemnogród”. To, czego potrzebuje ludzkość, to właśnie „oświecenie” – odkrycie własnego potencjału i zrzucenie z siebie okowów religii katolickiej. Co ciekawe, głównymi propagatorami tego typu twierdzeń nie byli bynajmniej naukowcy, ale raczej działacze społeczni i twórcy kultury. Nie chodzi bynajmniej tylko o rewolucję kulturową, która dokonała się w latach 60-tych XX wieku. Mówimy już o wieku XVIII. Przykładem może być Mozart i jego opera „Czarodziejski flet”. Jej tematem przewodnim jest właśnie osiągnięcie ludzkiej doskonałości rozumianej na sposób neognostycki, a główną przeszkodą jest „Królowa nocy”, symbolizująca Kościół.

Czy faktycznie to Kościół jest głównym wrogiem ludzkiego postępu? A może problem leży zupełnie gdzie indziej? Czy nie jest przypadkiem tak, że rzekomy „postęp” – w sensie naukowym i technicznym – z łatwością obraca się przeciw samemu człowiekowi, gdy ten za bardzo zachwyci się swoimi możliwościami, zapominając o własnych ograniczeniach, ignorując etyczne i duchowe fundamenty, na których musi się opierać życie zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i społecznym? Czy zamiast wsłuchiwać się z upodobaniem w dźwięki „Czarodziejskiego fletu” nie powinniśmy raczej zastanowić się nad wymową o sto lat późniejszego „Ucznia czarnoksiężnika” Paula Dukasa? Coraz doskonalsze narzędzia w ręku tego, kto nie umie się nimi odpowiedzialnie posługiwać, przyniosą nie postęp i wyzwolenie, ale chaos i szkodę.

Nauka i technologia nowym „bogiem”

Ciekawe spojrzenie na tę kwestię przedstawia holenderski filozof Egbert Schuurman, piszący w ramach szerokiej inicjatywy wordbridge.net, mającej na celu przywrócenie harmonii między nauką a etyką i religią. Obecny stan rzeczy Schuurman charakteryzuje następująco:

    „Człowiek zaczął postrzegać siebie jako Alfę i Omegę. Poza tym, co jest tu i teraz, nie ma nic. Sens historii i życia ogranicza się do obserwowalnej rzeczywistości. Odkąd dostęp do żywego Boga został zamknięty, ludzkość pokłada nadzieję w tym, co nauka i technologia mogą uczynić z przyszłością.”

To utopia, która tak jak wszystkie utopie wygląda dobrze w teorii, ale w praktyce zawsze zamienia się w dystopię. Przeszkodą na drodze do realizacji utopijnych wizji nie są ograniczone możliwości techniczne, ale zawsze jedno i to samo: człowiek, w którego wnętrzu czai się moralne pęknięcie. Jego efektem jest niepowodzenie ambitnych planów technicznych i społecznych – wszystko jedno, czy ma to być budowa wieży Babel, czy walka z ociepleniem klimatu. Całkowite przejście z wykorzystania paliw kopalnych na energię odnawialną jest oczywistą fikcją, za którą już teraz obywatele Niemiec i Anglii płacą ciężkie pieniądze. 

Dużo łatwiej jest stawiać wiatraki i farmy paneli słonecznych niż przyznać, że ideologia konsumpcjonizmu jest destruktywna i dla samego człowieka, i dla całego środowiska. Przyznać – a co za tym idzie, ukrócić działalność korporacji produkujących nietrwałe i nienaprawialne produkty, ale także nauczyć się żyć skromnie i oszczędnie, pielęgnując cnotę umiarkowania i odcinając się od konsumpcyjnego szału.

Coraz mocniejsze narzędzia, coraz słabszy duch

Przyglądając się uważnie historii od czasów oświecenia aż do chwili obecnej trudno nie dostrzec, że idea postępu, wyzwolenia i powszechnego szczęścia ludzkości wyzwolonej od okowów Kościoła, jest równie nierealna dwieście lat temu, jak i obecnie. Nawet ponure żniwo dwóch wielkich wojen światowych, z dziesiątkami milionów ofiar, nie nauczyło ludzkości żyć dobrze i raz na zawsze porzucić militarne próby rozwiązywania problemów tego świata. Wręcz przeciwnie – z każdym rokiem narzędzia zagłady i spustoszenia stają się coraz groźniejsze, a widmo kolejnej wojny światowej nieustannie wisi nad ludzkością.

Schuurman pisze o dwóch typach „postępowego nihilizmu”. Jeden z nich to nihilizm rewolucyjny. W chwili obecnej wydaje się on być w odwrocie. Jego miejsce zajął „nihilizm technokratyczny”. Cechuje się on naiwną wiarą w to, że da się stworzyć doskonały system, zapewniający pełne bezpieczeństwo jednostce i społeczeństwu metodami biurokratycznymi i technologicznymi. Wystarczy się przyjrzeć temu, jak funkcjonuje obecnie Unia Europejska, aby uzmysłowić sobie, że wiara ta nie ma żadnych podstaw, a próby tworzenia takiego systemu to kolejna wersja wieży Babel, która prędzej czy później runie, rozsypując się na kawałki.

Wieża Babel w praktyce, czyli „władza rad plus elektryfikacja”

Niestety zachodnia Europa nie wyciągnęła żadnych wniosków ani z opowieści o wieży Babel, ani z niepowodzenia wielkiego ateistycznego eksperymentu techniczno-społecznego, jaki miał miejsce w ZSRR. Nie ujmując nic technicznemu geniuszowi konstruktorów Zaporożca (niezręcznie zmajstrowany klon niemieckiego NSU), obywatele tego wielkiego kraju wyżej cenili Ładę (będącą zmodyfikowanym włoskim FIATem 124), a tak naprawdę ich marzeniem był zakup Mercedesa. A jeśli chodzi o długoterminowe efekty tego sowieckiego eksperymentu, można się o nich dowiedzieć z niezwykle interesującego kanału Andromeda (zobacz: tu). Można się domyślać, że entuzjaści sekularyzacji i postępu mają inne preferencje, jeśli chodzi o YouTubowe kanały.

Czy jest wynikiem przypadku, że współczesna „zachodnia demokracja” oraz „zachodnia myśl techniczna” rozwinęła się właśnie w Europie i Stanach Zjednoczonych, w których chrześcijaństwo było dominującą siłą społeczną? Dlaczego nie w Indiach czy w pre-kolumbijskiej Ameryce? Mit o antynaukowej postawie Kościoła pryska w zestawieniu z uczciwą analizą historii. Dla przypomnienia – parę faktów: Mikołaj Kopernik był warmińskim kanonikiem. Stanisław Staszic, choć wyznawał oświeceniowe idee, był księdzem, Johann Gregor Mendel – augustiańskim zakonnikiem. Giordano Bruno (początkowo dominikanin, później luteranin) został natomiast stracony nie za swoje idee naukowe, ale za uparte głoszenie herezji panteizmu (m.in. za twierdzenie, że zarówno wszechświat, jak i ziemia posiada wieczną duszę).

Wiara i rozum idą w parze

Internetowy portal to nie miejsce na wnikliwe analizy nad związkami religii i dobrostanu społecznego. Kto chce wiedzieć więcej, sięgnie zapewne po poważniejsze publikacje Maxa Webera, Michaela Novaka czy Mary Eberstadt.

Istotne jest, aby nie dać się zwieść twierdzeniom pani minister (głoszonym z doktrynerską pewnością siebie), że szkoła powinna być laicka, a religia to coś, co należy do domeny „szurów”, „ciemnogrodu”, „barbarzyństwa” i „talibanu”. Jej utopijne wizje świata i szkoły to nic nowego. Niestety, od epoki oświecenia minęło już ponad 200 lat, a minister edukacji nadal nie potrafi dostrzec, jakie efekty owo „oświecenie” przyniosło.

Mogłaby przynajmniej przyznać, że sama idea kształcenia uniwersyteckiego zrodziła się w Kościele i to Kościół wykształcił kolejne pokolenia Europejczyków, wliczając w to także oświeceniowych protagonistów: Woltera (kolegium jezuickie w Paryżu), Diderota (kolegium jezuickie w Langres), D’Alemberta (kolegium jansenistów) czy Monteskiusza (katolickie kolegium w Juilly). Owszem, zdarza się tu i ówdzie, że wyznawcy takiej czy innej religii są antyintelektualnymi fundamentalistami. Z pewnością jednak nie można tego zarzucić Kościołowi katolickiemu, który dzięki żmudnej pracy benedyktynów ocalił intelektualne dziedzictwo starożytnego Rzymu i Grecji i przez długie wieki zakładał kolejne uniwersytety i kolegia. A do katolickich szkół także i dzisiaj chętnie posyłają własne dzieci ci, którzy publicznie głoszą wyższość szkół świeckich...

za:opoka.org.pl

***

Nic nowego. 
Zwodzenie jest od dawna atrybutem pewnego upadłego anioła.... 
Wiadomo jak się zwie... 
Zatem nie ustawajmy w chrześcijańskiej wierności i dzielnośći!
kn

Copyright © 2017. All Rights Reserved.