Polecane
Robert Gaweł: Szkoła powinna być zamknięta przed aktywistami
Były senator i kurator wielkopolski Robert Gaweł kreśli obraz zagrożeń przed współczesną szkołą. Gość Mikołaja Murkocińskiego podkreśla, że od 35 szkoły tą targane radykalnymi zmianami polityków.
Były senator i kurator wielkopolski Robert Gaweł za najbardziej kontrowersyjny projekt obecnego ministerstwa edukacji uważa edukację zdrowotną, która ma być uczona w szkołach podstawowych i średnich w wymiarze jednej godziny.
Początkowy projekt, który przedkładało ministerstwo, był bardzo niepojący. I nadal jest, z tym, że prawdopodobnie ministerstwo postanowiło odczekać z bardziej radykalnym pomysłem wdrażania niektórych elementów tego przedmiotu w życie, ze względu na protesty społeczne i duży ruch sprzeciwiający się temu przedmiotowi – mówi Gaweł.
Były kurator zwraca uwagę, że standardowo nowego przedmiotu będą prawdopodobnie uczyć nauczyciele biologii czy przyrody.
A więc ludzie znani w szkołach. Jednak szkoły trzeba chronić przed czymś innym. Mianowicie przed przychodzeniem różnego rodzaju aktywistów, którzy by chcieli brać udział w nauczaniu tego przedmiotu. Byłoby to poważnym zagrożeniem. Szkoła powinna być autonomiczna i powinna się starać bronić swojej niezależności – podkreśla rozmówca Mikołaja Murkocińskiego.
Gaweł wskazuje, że praktyka wprowadzania nowych przedmiotów do szkół przez polityków do rzeczywistość, którą znamy od 35 lat.
Cały czas jest niestabilnie, a jednak szkoła wymagałaby stabilności. Krzyk był przecież o Historię i Teraźniejszość. Efektem tych protestów minister wprowadza przedmiot Edukacja Obywatelska na poziomie szkół średnich, który ma właśnie „HiT” zastąpić. Kiedy przejrzy się podstawę programową, to uczeń będzie wychowywany w stronę „obywatela Europy”. Europy, która jest różnie postrzegana. Inaczej patrzą na nią konserwatyści, inaczej ci, którzy uważają, że teraz jest świetnie – mówi.
Prof. Wojciech Roszkowski: Nowa podstawa programowa w nauce historii lansuje pedagogikę wstydu
Według prof. Wojciecha Roszkowskiego nowa podstawa programowa jest szkodliwa dla wiedzy ucznia o losach Polski i rozumienia jej historii. Z ust historyka pada zarzut lansowania „pedagogiki wstydu”.
Prof. Wojciech Roszkowski mówiąc o nowej podstawie programowej w zakresie nauki historii wyraża „głębokie zaniepokojenie”:
Usunięto cały dotychczasowy wstęp podstawy programowej, w którym mowa była o poznawaniu prawdy jako celu edukacji historycznej. I zamiast tego wprowadzono jako cel nauki historii „porządkowanie i synchronizowanie wydarzeń wraz z dostrzeganie zmienności i dynamiki”. Celem nauki historii według autorów tej podstawy ma być więc stwierdzenie przez ucznia że świat się zmienia. Ale to widzi każdy głupi. Nie trzeba się uczyć historii. Natomiast poznawanie prawdy w historii jest oczywiście kwestią trudną, ale moim zdaniem to jest istota rzeczy.
Historyk wylicza obszary wiedzy o historii, które w nowej podstawie programowej zostały pominięte: „nie ma właściwie ekspansji tureckiej czy wojny trzydziestoletniej. Przy okazji rozbiorów wykreślono postawę pruskiego sojusznika reformatorów 3 maja. Tego nie ma. To ciekawe. Wykreślono tą zdradziecką postawę rządu pruskiego, która popierała reformatorów, a potem porzuciła ich”.
Nie ma na przykład takiej kwestii, jak wpływ upadku Rzeczpospolitej dla kultury politycznej w Europie. W XIX wieku usunięto kluczowe znaczenie polskiego kodu kulturowego dla podtrzymania świadomości narodowej. „Wyleciały” przejawy atrakcyjności kulturowej i polskości dla obcokrajowców. To jest element tej pedagogiki wstydu. Polski uczeń ma nie wiedzieć, że rozbiory były rzeczą złą, szkodliwą nawet dla kultury europejskiej i że polskość była atrakcyjna – krytykuje profesor.
Wojciech Roszkowski wylicza dalej całą litanię przemilczeń: przejawy religijnego ożywienia Polaków w XIX wieku, akt 5 listopada, Deklaracja Wilsona, Powstanie Wielkopolskie, rola Dmowskiego, nazwiska: Grabski, Starzyński, Jan Paweł II, Kwiatkowski, Operacja Polska w ZSRR, Westerplatte.
Natomiast podkreślono postawy społeczeństwa polskiego wobec Holokaustu. Pięknie, tylko akcenty w podstawie są rozłożone w ten sposób, że raczej chyba uczniowie będą się dowiadywać o postawach nagannych. Chodzi o polityczną poprawność, czy pedagogikę wstydu, żeby Polacy przestali być dumni ze swoich pozytywnych stron historii. Ja nie mówię, że nie było negatywnych, ale cała ta narracja, jak to się dziś mówi, o najnowszej historii, idzie w kierunku pokazywania, że Polacy właściwie sami sobie szkodzili, bo w ogóle są takim trochę nieudanym narodem – ocenia profesor.
za:wnet.fm