Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Łukasz Warzecha-To nie kompromis

To zjawisko w polityce i życiu społecznym ma różne postaci i nazwy. Czasami mówi się o równi pochyłej (slippery slope), czasem o oknie Overtona (od nazwiska wynalazcy tego pojęcia, amerykańskiego politologa Josepha Overtona, 1960–2003). Istota sprawy polega na tym, że

wsadzenie stopy w drzwi w jakiejś sprawie poprzez pozornie małą i kompromisową zmianę nieuchronnie prowadzi w perspektywie kilkunastu, czasem zaledwie kilku lat do zmian fundamentalnych. Ci, którzy ten mechanizm rozumieją, protestują przeciwko pierwszym propozycjom, co spotyka się z krytyką zwolenników tychże, bardzo często powtarzających frazesy o bezzasadnym alarmizmie, panikowaniu i o tym, że argument równi pochyłej jest immanentnie błędny. Mija 10 lat i okazuje, że alarmiści mieli jednak całkowitą rację.

W przypadku prób rozmycia statusu małżeństwa i jednoznaczności pojęcia płci poprzez spełnianie postulatów środowisk LGBT mamy jeszcze jedną wskazówkę: grupy te nie ukrywają, że ich celem nie jest poprzestanie na rozwiązaniach „przejściowych”, ale całkowite zrównanie związków homoseksualnych (a może i innych, skoro „płci” jest podobno dużo więcej niż dwie) z małżeństwami. Na początku tego roku miałem okazję uczestniczyć w debacie na jednym z kanałów na YouTube z aktywistą LGBT z Trójmiasta Mateuszem Sulwińskim. Debata polegała m.in. na zadawaniu sobie wzajemnie pytań. Pan Sulwiński, indagowany przeze mnie, przyznał, że końcowym celem jest prawne zrównanie związków LGBT z małżeństwem, z możliwością adoptowania dzieci włącznie.

W tym kontekście trzeba widzieć rzekomo kompromisowy projekt Ustawy o statusie osoby najbliższej, zaprezentowany właśnie przez koalicję rządzącą. Poparty również, żeby było zabawniej, przez podobno konserwatywny PSL. Do tej propozycji trzeba podejść tak jak do edukacji zdrowotnej. Wśród publicystów centroprawicowych, a nawet związanych z niektórymi tytułami uchodzącymi za katolickie, pojawiały się głosy obrony owego projektu Barbary Nowackiej, twierdzące, że dzięki temu dzieci nauczą się dużo o swoim zdrowiu. Tymczasem należało sobie zadać jedno podstawowe pytanie: jakie intencje mogły przyświecać wojującej przedstawicielce lewicy, kierującej MEN, gdy wprowadzała ten przedmiot do szkół? Czy naprawdę chodziło o to, aby zwiększyć wiedzę uczniów o zdrowiu?
Jest to oczywiście pytanie retoryczne. Lewica ma w tej dziedzinie jeden cel: uderzanie w rodzinę i autorytet rodzicielski. Uważna lektura programu tego przedmiotu całkowicie to potwierdza.

Do ustawy o statusie osoby najbliższej należy podejść identycznie. Czy projekt, wychodzący z koalicji mocno przechylonej na lewo, mający twarz Katarzyny Kotuli, można potraktować jako kompromis i przyjąć go w dobrej wierze? Odpowiedź jest oczywista: absolutnie nie. Projekt rozwiązuje faktycznie nieistniejące problemy – wszystko, co ma gwarantować na podstawie umowy między dwiema osobami, można dzisiaj załatwić w innym trybie. Przede wszystkim jednak ma wsadzać stopę w drzwi i stanowić punkt wyjścia dla późniejszych znacznie dalej idących rozwiązań. Tak bez wyjątku kończyło się to w każdym kraju, gdzie podobne rozwiązania wdrażano. Mało tego – już ten projekt uderza w specjalną pozycję małżeństwa, przyznając nieformalnym, także homoseksualnym związkom przywileje podatkowe, dotąd dostępne (i tak już w postaci szczątkowej) jedynie małżeństwom.

Tu nie ma o czym deliberować. Nie ma się nad czym zastanawiać. Ten projekt powinien trafić do kosza. Jego ewentualne wejście w życie można porównać do sytuacji, gdy z tamy powstrzymującej wielką masę wody wyjmiemy kilka kluczowych fragmentów u jej podstawy. Nie ma cudów, tak osłabiona tama w krótkim czasie ulegnie całkowitej destrukcji. Tu nie ma miejsca na kompromisy, mówimy bowiem o cywilizacyjnych podstawach Zachodu.

Łukasz Warzecha

Copyright © 2017. All Rights Reserved.