Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

„Z Bogiem, Panie Majorze!”

75 lat temu, 8 lutego 1951 r. na mocy wyroku wydanego w imieniu narzuconej przez Sowietów komunistycznej władzy w więzieniu MBP przy ul. Rakowieckiej w Warszawie został stracony mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, jeden z najdzielniejszych Żołnierzy Niezłomnych.  Prezentujemy fragment artykułu o poświęconego dowódcy 5. Brygady Wileńskiej AK 


„Z Bogiem, Panie Majorze!”

Należał do najzdolniejszych oficerów Wojska Polskiego, znany był z talentów dowódczych, odwagi i z nieokiełznanej, prawdziwie ułańskiej fantazji, jak przystało na kawalerzystę z 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich. Major Zygmunt Szendzielarz, jeszcze jako młody porucznik, przeszedł szlak bojowy pamiętnego września 1939 r., walcząc zarówno z Niemcami, jak i z Sowietami. Niezłomny dowódca 5. i 6. Brygady Wileńskiej AK, znany pod konspiracyjnym pseudonimem „Łupaszko” (vel „Łupaszka”), po zakończeniu wojny nigdy nie złożył broni, prowadząc udane akcje zbrojne przeciwko sowieckiemu okupantowi, stając się prawdziwą legendą antykomunistycznej partyzantki. Jego imię urosło do rangi symbolu heroicznej walki przeciwko totalitarnemu reżimowi. Schwytany przez komunistycznych siepaczy, zginął zamordowany strzałem w tył głowy po sfingowanym pokazowym procesie, na którym wydano na niego aż 18 wyroków śmierci… (...)

Oddział „Łupaszki” otrzymał nazwę 5. Wileńskiej Brygady AK; nazywano ich także „Brygadą Śmierci”. Ze względu na niebezpieczeństwo związane z organizowaniem stałej bazy dowódca podzielił swój oddział na pozostające w łączności plutony, które kwaterowały w różnych miejscach i spotykały się jedynie w wyznaczonych punktach. Pierwsze akcje zbrojne żołnierzy „Łupaszki” były wymierzone przeciwko wielokrotnie liczniejszym oddziałom sowieckim, napadającym na bezbronnych mieszkańców wileńskich wsi i zaścianków; znakomicie zorganizowane lotne polskie plutony zadawały czerwonym „partyzantom” tak ciężkie straty, iż Sowieci wyznaczyli cenę za głowę „Łupaszki”.

Nie mniejsze sukcesy jego żołnierze odnosili także w starciach z Niemcami; 15 stycznia 1944 r. pod Żodziszkami podwładni „Maksa” i „Kitka” – najlepszych oficerów „Łupaszki”, pokonali znacznie silniejszy niemiecki oddział, dysponujący samochodami opancerzonymi, ciężką bronią maszynową i lekkim działkiem. Jednak najsłynniejsze starcie polskich partyzantów z regularnymi kompaniami Wehrmachtu miało miejsce w okolicach Worzian, gdzie „Łupaszka” zarządził koncentrację swoich oddziałów. Pierwsze uderzenie Polaków zmusiło nieprzyjaciół do wycofania się na pobliski cmentarz, gdzie jednak Niemcy, wykorzystując nagrobki jako osłonę dla ognia karabinów maszynowych, przeszli do ofensywy. Silny ostrzał stwarzał niebezpieczeństwo zaalarmowania znajdujących się w pobliżu kolejnych oddziałów Wehrmachtu wyposażonych w czołg, co groziło całkowitym rozbiciem Polaków. „Łupaszka” wykazał się jednak ponownie wielkim talentem taktycznym, choć tym razem nie było innego wyjścia, jak ruszyć do czołowego natarcia prosto pod ogień niemieckiej broni maszynowej. Na polu chwały pozostało kilkunastu partyzantów, wielu odniosło rany, jednak szaleńczy atak zmusił Niemców do odwrotu. Sam „Łupaszka” odniósł ranę w prawą rękę, jednak już po odparciu nieprzyjaciela nie pozwolił się opatrzyć, dopóki sanitariuszki nie udzieliły pomocy ostatniemu rannemu żołnierzowi. Była to największa partyzancka bitwa 5. Wileńskiej Brygady AK. (...)  

Tymczasem w związku z postępującą ofensywą sowiecką w połowie czerwca 1944 r. gen. „Bór” przekazał ppłk. „Wilkowi” rozkaz niezwłocznego przygotowania planu „Burza”. Niestety, generał nie mógł przewidzieć, iż oddziały Armii Czerwonej dosłownie zmiotą niemieckie linie obrony i podejdą pod Wilno już na początku lipca, co nie pozwoli Wileńskiemu Okręgowi AK na przygotowanie tak skomplikowanej operacji. Podczas narady w wileńskim sztabie ppłk. „Wilka” szef jego sztabu mjr Teodor Cetys „Sław” przedstawił plan operacji „Ostra Brama”, zakładający wyzwolenie Wilna z rąk niemieckich, ale przy taktycznym założeniu współpracy Sowietów. Wezwany na naradę wojenną „Łupaszka”, któremu ppłk „Wilk” w planowanej operacji zamierzał powierzyć dowództwo zgrupowania „Zachód”, zadeklarował, iż ani on, ani jego żołnierze nie wezmą w tym udziału. Wiedział, że nawet operacyjne założenie współpracy z Sowietami zakończy się tragedią, czyli rozbiciem polskich oddziałów, aresztowaniem żołnierzy i wymordowaniem oficerów. Ostatecznie jego 5. Brygada nie wzięła udziału w walkach o Wilno.

Tak, jak przewidział „Łupaszka”, operacja „Ostra Brama” zakończyła się tragicznie. Po ustąpieniu z miasta Niemców oddziały sowieckie przez kilka dni zachowywały jeszcze pozory „braterstwa broni” z Polakami, po czym 14 lipca 1944 r. dowództwo sowieckie podjęło decyzję o całkowitym zlikwidowaniu polskiej partyzantki na Wileńszczyźnie, co osobiście miał koordynować generał NKWD Iwan Sierow.

17 lipca ppłk „Wilk” i mjr „Sław” zostali aresztowani w wileńskiej siedzibie, tego samego dnia w Boguszach aresztowano kadrę oficerską Wileńskiego Okręgu AK. Rozpoczęły się bezwzględne polowania Sowietów na żołnierzy AK; schwytanych przewożono do utworzonego obozu w Miednikach Królewskich, skąd większość wywieziono na Sybir. „Łupaszka” wraz ze swoim oddziałem, klucząc pomiędzy oddziałami Armii Czerwonej, przedarł się do Puszczy Rudnickiej. Kiedy po dotarciu do linii Niemna zorientował się, że sforsowanie kontrolowanej przez sowieckie patrole rzeki siłami całej brygady jest niemożliwe, z bólem serca zdecydował się na jej rozwiązanie; część żołnierzy, wychodząc z założenia, że ich małą ojczyzną jest ziemia wileńska, postanowiła powrócić do Wilna i podjąć walkę, nawet jeśli oznaczało to pewną śmierć. Sam „Łupaszka” i część najbliższych mu oficerów postanowili przedrzeć się w rejon Puszczy Augustowskiej, aby kontynuować walkę. Po wielu trudach dotarli do Białegostoku. Tak zakończyła się wojenna historia 5. Wileńskiej Brygady AK.

„Łupaszka” nie miał złudzeń, iż wejście Armii Czerwonej oznacza nową okupację, a zatem w połowie października 1944 r. przystąpił do rekonstrukcji 5. Wileńskiej Brygady AK. W listopadzie otrzymał awans do stopnia majora. Rzecz jasna, odtwarzanie oddziałów AK w tych warunkach było zadaniem nad wyraz trudnym i niebezpiecznym, bowiem po nadejściu frontu Białystok, podobnie jak kilka miesięcy wcześniej Wilno, stał się terenem wzmożonego terroru NKWD.

W kwietniu 1945 r. (już w ramach AKO, bowiem gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek” podjął w styczniu decyzję o rozwiązaniu AK, co jednak nie oznaczało końca walki) podstawowa siła bojowa „Łupaszki” wynosiła już 2 szwadrony. Do najbardziej spektakularnych akcji z tego okresu należy bitwa pod Majdanem z 28 maja 1945 r., gdzie oddziały „Łupaszki” pokonały wielokrotnie silniejsze oddziały NKWD i KBW. Podobnie spektakularnym sukcesem zakończyło się starcie z potężną grupą operacyjną połączonych sił NKWD, ludowego wojska i PUB pod Miodusami Pokrzywnymi, gdzie śmierć poniósł major NKWD Gribko, odpowiedzialny za koordynowanie działań sowieckiego aparatu terroru w regionie podlaskim.

W czerwcu 1945 r. do oddziałów „Łupaszki” dołączyła młoda dziewczyna, Danusia Siedzikówna, uratowana przez żołnierzy por. Stanisława Wołoncieja „Konusa” z konwoju aresztowanych przez NKWD i UB pracowników nadleśnictwa w Narewce. Danusia postanowiła dołączyć do swoich wybawców jako sanitariuszka, przyjmując konspiracyjny pseudonim „Inka”. Podlaska epopeja odtworzonej 5. Brygady Wileńskiej zakończyła się 7 września 1945 r., kiedy „Łupaszka” po ogłoszonej w sierpniu 1945 r. przez władze komunistyczne „amnestii” został zmuszony do wykonania rozkazu rozformowania brygady. Oczywiście ani on, ani jego żołnierze nie zamierzali się ujawniać, zdając sobie sprawę, iż jeśli zdecydują się na wyjście z podziemia, natychmiast trafią do ubeckich katowni. Nie chciał też pozostawiać swoich podwładnych bez pomocy, zapewniając im w miarę bezpieczne cywilne dokumenty.

W tym czasie wiadomo było, iż na Pomorze napływają setki tysięcy kresowiaków wyrzuconych z ojcowizny po zagarnięciu tej części Rzeczypospolitej przez ZSRR. Nie istniały jeszcze wówczas w tym rejonie mocno rozwinięte struktury komunistycznej bezpieki, był to zatem przynajmniej przez pewien czas dogodny teren do osiedlenia się i wznowienia działalności zbrojnej.

„Łupaszka” zatrzymał się w Gdańsku, gdzie podporządkował się pod rozkazy swojego dawnego przełożonego, ppłk. Antoniego Olechnowicza „Pohoreckiego”, komendanta eksterytorialnego Wileńskiego Okręgu AK. Początkowo prowadził działalność propagandową podtrzymującą w społeczeństwie polskim ducha oporu przeciwko sowietyzacji, to mu jednak nie wystarczało. Pragnął nadal walczyć o prawdziwie wolną Polskę i służyć w Wojsku Polskim niezależnym od Sowietów. Na początku 1946 r. po otrzymaniu pozwolenia swojego przełożonego rozpoczął organizację antykomunistycznego podziemia na Pomorzu. Odtworzona przez niego po raz trzeci 5. Wileńska Brygada po raz kolejny ruszyła do walki przeciw komunistycznej bezpiece, biorąc udział w ponad 200 akcjach bojowych. W połowie 1946 r. pod zwierzchnictwem „Łupaszki” działały oddziały na obszarze od Koszalina przez Gdańsk, Kwidzyn i Grudziądz aż po Białystok i Siemiatycze. Niezłomni żołnierze w polskich mundurach z Orłem w koronie i z ryngrafami z Matką Bożą Ostrobramską dokonywali cudów waleczności w starciu z funkcjonariuszami MO i UB. Niestety, losy wielu z nich przesądziła zdrada jednej z najbardziej zaufanych łączniczek „Łupaszki” – „Reginy”, która postanowiła pójść na współpracę z bezpieką. (...)

Wraz z narzeczoną Lidią Lwow „Lalą” nasz bohater ukrywał się przez pewien czas na Górnym Śląsku, później zaś na Podhalu, kolejno w Zakopanem, Chabówce i Osielcu pod Jordanowem. Niestety, 30 czerwca 1948 r. niezłomny dowódca wileńskiej brygady wpadł w ręce siepaczy UB w domu, w którym się ukrywał. Skutego kajdankami majora Szendzielarza, a także aresztowaną wraz z nim „Lalę” przewieziono pod silną eskortą do siedziby WUBP w Krakowie, stamtąd zaś do Warszawy, gdzie trafił do owianego grozą Pawilonu X centralnego więzienia MBP przy ul. Rakowieckiej. Rozpoczęło się ponad dwuletnie śledztwo, podczas którego przedstawiciele stalinowskiego aparatu (nie)sprawiedliwości robili wszystko, aby zniszczyć legendę niezłomnego majora, przestawiając go jako zdegenerowanego bandytę kolaborującego z Niemcami i terroryzującego ludność cywilną.

Wyjątkowo bolesną sprawą było to, iż wyrok wydał płk Mieczysław Widaj, dawny żołnierz AK, po przejściu na stronę komunistycznego reżimu znany z hojnego szafowania wyrokami śmierci wobec niezłomnych... Nadszedł w końcu pamiętny dzień 8 lutego 1951 r. Ok. godz. 20.00 w drzwiach celi stanął żołnierz, wywołując nazwisko „Szendzielarz Zygmunt”. Major, świadomy tego, co go czeka, ostatnie chwile życia spędzał na osobistej modlitwie; podniósł się, odwrócił się do współwięźniów i dobitnym głosem powiedział: „Z Bogiem, panowie!”. „Z Bogiem, Panie Majorze!”, odpowiedzieli.

Niezłomny dowódca 5. Brygady Wileńskiej zginął, jak wielu innych oficerów Wojska Polskiego, zamordowany przez bolszewików strzałem w tył głowy. Pochowano go w zbiorowej jamie grzebalnej na warszawskich Powązkach bez najmniejszego oznaczenia miejsca wiecznego spoczynku. W zamyśle komunistycznych siepaczy pamięć o niezłomnym majorze miała przepaść na zawsze. 

Tak się jednak nie stało. W 2013 r. w wyniku prac prowadzonych na powązkowskiej „Łączce” udało się odnaleźć doczesne szczątki jednego z najdzielniejszych żołnierzy antykomunistycznego podziemia. 24 kwietnia 2016 r. w Warszawie w obecności duchowieństwa, najwyższych władz państwowych i asysty wojskowej odbył się uroczysty pogrzeb majora Szendzielarza, awansowanego pośmiertnie do stopnia pułkownika. „Dziś, po 65 latach, poprzez odnalezienie doczesnych szczątków pana pułkownika, poprzez pamięć o bohaterstwie Żołnierzy Niezłomnych, poprzez państwowe uroczystości pogrzebowe – przywracamy godność Polsce”, powiedział obecny na uroczystości prezydent RP Andrzej Duda.    

za:bialykruk.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.