Polecane
Tomasz Bieszczad - Wspomnienia z przyszłości
Są narody, które usiłują prosperować, kierując się etyką chrześcijańską i „nie wadząc nikomu”. Także w przeszłości nie eksploatowały one sąsiadów, nie wszczynały wojen i nie miały kolonii. A jeśli z kimś walczyły, to w wojnach obronnych o swoją suwerenność.W XX i XXI w. Polacy – mimo stałych apetytów sąsiednich mocarstw i nadzoru wpływowej agentury – zdobywali się nie raz na momenty wolnościowych uniesień i odnosili zwycięstwa (a potem o nich zapominali, brnąc w koleinach gnuśności).
W XX w. słaba Islandia odważyła się stanąć do „wojny dorszowej” z Wielką Brytanią w obronie swoich łowisk. Oba te kraje są członkami NATO, ale ani Londyn, ani Waszyngton nie zdołały złamać ducha „dumnych Wikingów”.
Istnieją też państwa, które nie mogą oprzeć się nałogowi wysysania soków żywotnych z krain sąsiednich albo całkiem odległych. Nie zważają ani na międzynarodowe konwencje, ani na zwykłą ludzką przyzwoitość, ani na Boga. Ich przewaga wynika z takich (wrodzonych?) cech jak: bezwzględność, megalomania, chciwość, perfidia.Codzienne życie uczciwych obywateli kraju, który pechowo trafił pod kuratelę żarłocznego sąsiada, oparte jest na strategii przetrwania: Jak zapewnić godny byt sobie i swoim dzieciom, a przy tym się nie ześwinić? Napastnik pragnie bowiem wszelkimi sposobami zdeptać dobrostan i morale podbitej ludności, narzucając jej swoje prawa i zwyczaje. Zaś lud – sprytem i uporem – usiłuje naciski te „obchodzić”.Ot, ja sam – będąc w latach 80. XX w. wytwórcą (na małą skalę) ubranek dla dzieci – nie raz musiałem „gimnastykować się” przed milicją przeszukującą mi fiacika, gdy wiozłem do Krakowa lub na Śląsk krawiecki „urobek” mój i żony. W roli „wroga klasowego” czułem się znakomicie! Mandaty „płaciłem” spodenkami: wychodziło taniej. Kiedyś, po zatrzymaniu na Bazarze Różyckiego z torbą pełną „urobku”, spędziłem cały dzień w warszawskim areszcie, ponieważ zapomniałem kopii zezwolenia od Wydziału Handlu i Usług UMŁ. Smutny sierżant ani myślał zadzwonić do Łodzi i zapytać w Urzędzie, kim jestem. Siedziałem do wieczora, razem z babcią aresztowaną za próbę sprzedaży pudełka NRD-owskich czekoladek.
W czasie wolnym od szycia ubranek, grałem w łódzkim Teatrze 77.
W czerwcu 1983 r. zaproszono nas na wielki Festiwal do Kopenhagi.
Duńska prasa pisała: „Jana Pawła II wpuścili do Polski, a Teatr 77 wypuścili do Danii!” Po Festiwalu dostaliśmy całą stertę paryskich „Kultur” i różnej innej „bibuły”. Był wtedy z nami, znany i ceniony w latach komuny, łódzki dziennikarz, a po 1980 r. zaciekły opozycjonista. Przed polską granicą dostał okropnego rozstroju żołądka czy jelit. Położyliśmy go na tylnym siedzeniu autokaru, na warstwie „bibuły” przykrytej kocem. Wszyscy skupiliśmy się z dala od niego, z przodu, bo inaczej nie dało się wytrzymać. Celnik (czy może WOP-ista) wszedł do autokaru. Okazaliśmy mu paszporty. „Tamten kolega ma chyba zespół jelita drażliwego – poinformowaliśmy – to jego paszport.” Celnik wziął paszport i poszedł w stronę chorego. W połowie autokaru gwałtownie zawrócił i puścił nas bez dalszych formalności. „Bibuła” przejechała bezpiecznie!
Taki był wtedy nasz duch oporu, można by o nim tomy pisać. Walka na miarę tamtych lat: sporo groteski, trochę żenady, nie za wiele heroizmu, zero krwi. Nic na miarę Żołnierzy Wyklętych, Janka Wiśniewskiego czy księdza Jerzego. Za Josephem Conradem Korzeniowskim mógłbym to ująć tak: „Niech myślą, co chcą, ale nie miałem zamiaru się utopić. Zamierzałem płynąć, dopóki nie utonę...”
Dzisiaj w gęsto zaludnionej i nasyconej infrastrukturą Europie nie traci się suwerenności po ofensywie czołgów i bombowców. Upadamy wskutek intryg, depopulacji i tajnych umów (całość drobnym drukiem). Co dalej? Głupie pytanie: eskalacja. Coraz więcej hybrydowych nacisków i coraz bardziej rozpaczliwa obrona. Trwa usuwanie z ludzkiej mentalności nadprzyrodzonego czynnika (Maryjnego). Niszczone są świadectwa enklaw dobra (vide: hejt przeciw osobie Pierwszej Damy). Mało kto zważa na myśl Conrada: „Jest na świecie szczęście, ale w poczciwej pracy, a nie w obietnicach losu i loterii.” Większość myśli odwrotnie: wciąż wierzy loteriom.
Tomasz Bieszczad
za:lodz.niedziela.pl