Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Europa w kryzysie. Mocne słowa abp. Jędraszewskiego

Europa zmaga się dziś z głębokim kryzysem duchowym, a jego źródłem jest odrzucenie prawdy i chrześcijańskich fundamentów – ostrzegł abp Marek Jędraszewski podczas uroczystości ku czci św. Wojciecha.

Święty Wojciech fundamentem Europy

Metropolita krakowski senior zabrał głos w Watykanie, podczas Mszy świętej przy grobie papieża Jan Paweł II. Jego słowa to nie tylko refleksja religijna, ale także mocna diagnoza współczesnej Europy.

Abp Marek Jędraszewski przypomniał znaczenie św. Wojciecha dla historii naszego kontynentu:

    — Wielkim patronem jednoczącego się wówczas w imię Chrystusa naszego kontynentu. Święty Męczennik tak swoim życiem, jak i swoją śmiercią kładzie podwaliny pod europejską tożsamość i jedność — powiedział, przywołując słowa Jana Pawła II.

Hierarcha podkreślił, że jego męczeństwo przyniosło „błogosławione owoce nie tylko dla samej Polski, ale również dla całej Europy”. W homilii przypomniano również słynne słowa papieża Polaka o podziałach w Europie:

    — Po upadku jednego muru, tego widzialnego, jeszcze bardziej odsłonił się inny mur, niewidzialny, który nadal dzieli nasz kontynent — cytował Jan Paweł II.

Ten mur, jak wskazywał papież, powstał z egoizmu i utraty wrażliwości na godność człowieka.

Zdaniem arcybiskupa sytuacja nie tylko się nie poprawiła, ale uległa pogorszeniu:

    — Obecna sytuacja duchowa Europy, w tym także Polski, jest jeszcze trudniejsza — zaznaczył.

W jego ocenie kluczowym problemem jest odrzucenie prawdy i wejście w epokę tzw. post-prawdy:

    — Tym samym skazaliśmy się na dyktaturę relatywizmu — ostrzegł.

Hierarcha wskazał konkretne konsekwencje tego procesu:

    — Głosi się, że nie ma obiektywnego zła, a zatem nie ma winy i grzechu — mówi.

Zwrócił uwagę także na kwestionowanie podstawowych praw natury i wartości:

    — Odrzuca się istnienie dwóch płci, a przyjmuje się ich niewiarygodne wręcz ilości — wskazał. 

W jego opinii kryzys dotyka również prawa i życia publicznego, a społeczeństwa są zalewane falą dezinformacji.

W obronie arcybiskupa Marka Jędraszewskiego: między rzekomym „kłamstwem” a rzeczywistym „wycinaniem [niewygodnych tematów z] historii”. Spór o szkołę, który dotyczy więcej niż tylko programu.

Nie tylko o fakty w tym artykule chodzi, ale o sens: jak zmiany w edukacji historycznej przesuwają akcenty z opowieści o wspólnocie na katalog treści. Stawiam pytanie, dlaczego konflikt postaw między arcybiskupem Markiem Jędraszewskim a minister Barbarą Nowacką ujawnia głębszy problem języka i semantyki, którymi rządy obecne opisują historię Polski.

Spór o reformę edukacji i zmiany programowe rzadko bywa wyłącznie sporem o fakty. Częściej bowiem ujawnia głębsze napięcia dotyczące tego, jak w ogóle wolno mówić o historii, tożsamości i roli polskiej szkoły. Właśnie w takim kontekście należy odczytywać ostrą, choć korespondencyjną wymianę zdań między arcybiskupem Markiem Jędraszewskim a minister Barbarą Nowacką.

Choć na pierwszy rzut oka dotyczy ona oceny zmian w podstawie programowej, w istocie odsłania znacznie poważniejszy problem: rozbieżność między deklaracjami a realnym kształtem wprowadzanych modyfikacji.

Stanowcza reakcja minister, która określa krytykę mianem „obrzydliwych kłamstw”, zamyka debatę na poziomie języka politycznego, sprowadzając ją do sporu o wiarygodność wypowiedzi. Tymczasem głos arcybiskupa Jędraszewskiego, może mocny i zdecydowany, wskazuje na coś trudniejszego do uchwycenia, lecz nie mniej istotnego: na systematyczne ograniczanie tych elementów edukacji historycznej, które budują rozumienie wspólnoty, ciągłości dziejów i idei patriotyzmu.

Problem nie polega bowiem wyłącznie na tym, czy konkretne fakty zostały usunięte, ale na tym, czy uczniowie nadal otrzymują narzędzia do interpretowania historii jako spójnej opowieści o doświadczeniu zbiorowym.

Wczytując się wnikliwie w „Projekty podstaw programowych” i „Projekt podstawy programowej”. Refleksje o tym co „ważne” a co „można skreślić”

Wbrew zapewnieniom o „wzmacnianiu nauczania historii”, analiza zmian w projekcie zmian podstawy programowej przedmiotu historia  w odniesieniu do „Projektu podstawy programowej” z września 2025 (operuję na materiałach ściągniętych w formie PDF ze strony Ministerstwa Edukacji Narodowej – przypomina autor) pokazuje, że znikają lub ulegają marginalizacji całe obszary tematyczne oraz konteksty interpretacyjne, w tym również te, które dotyczyły kształtowania postaw obywatelskich i patriotycznych.

To właśnie na tym poziomie zarzut o „wycinanie historii” nabiera realnego znaczenia: nie jako proste usuwanie dat czy wydarzeń, lecz jako przekształcanie edukacji z narracji o wspólnocie w zestaw rozproszonych treści.

Dlatego spór ten nie jest jedynie konfliktem dwóch opinii, lecz zderzeniem dwóch wizji szkoły: jednej, która koncentruje się na formalnej obecności materiału, oraz drugiej, która pyta o sens, proporcje i sposób jego opowiadania. W tym świetle pytanie nie brzmi, kto ma rację w warstwie deklaracji, ale czy zmiany rzeczywiście pozostawiają miejsce dla historii rozumianej jako fundament tożsamości — czy też stopniowo ją z tego wymiaru wyprowadzają.

Historia, która traci głos. O pierwszej warstwie skreśleń w podstawie programowej

Wstęp do bazy programowej nie unicestwia historii jako przedmiotu w szkołach podstawowych, lecz zmienia sposób mówienia o niej. Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z czymś całkowicie przewidywalnym: podstawą programową, czyli dokumentem administracyjnym, który ma określić, czego uczeń powinien się nauczyć. Taki tekst z definicji nie jest literaturą. Ma być precyzyjny, funkcjonalny i uporządkowany.

A jednak w tej konkretnej wersji widać coś więcej niż tylko administracyjną korektę. Widać proces wygładzania języka w sensie jego upraszczania, ile stopniowego usuwania tych fragmentów, które nadawały historii charakter opowieści. Nie chodzi o to, że coś „zniknęło z podstawy historii”, bo zniknęło wiele o czym za chwilę, ile chodzi o to, że zmienił się sposób, w jaki historia mówi o sobie samej dla uczniów polskich szkół podstawowych.

To różnica subtelna, ale fundamentalna: między tekstem, który instruuje, a tekstem, który jeszcze opowiada.

Historia jako doświadczenie wspólnoty i jego pierwsze pęknięcie w nowej szacie

W pierwotnej warstwie dokumentu historia nie była wyłącznie zbiorem kompetencji. Była również doświadczeniem, czymś, co rozciąga się od rodziny, przez lokalność, aż po wspólnotę narodową i europejską.

Ten sposób myślenia był wyraźnie obecny w fragmencie:

„Historia jest skarbnicą zbiorowej pamięci. Stykamy się z nią na rozmaitych, przecinających się płaszczyznach – od poznania przeszłości ‘małej ojczyzny’, przez losy kraju… aż po dzieje zwane powszechnymi.”

To zdanie nie jest definicją. Jest obrazem. Przestrzenną metaforą historii jako sieci, w której nakładają się różne poziomy pamięci.

W tym samym duchu pojawia się dalsza część:

„A czynimy to, by zrozumieć dzień dzisiejszy, by współtworzyć wspólnotę wartości. Tych wartości, które przez wieki wyraża najpełniej… idea wolności.”

Tu historia nie jest już tylko wiedzą, ale przede wszystkim mechanizmem tworzenia wspólnoty – nie abstrakcyjnej, ale zakorzenionej w ciągłości doświadczeń. Usunięcie tego fragmentu nie zmienia programu nauczania w sensie faktów. Ale zmienia jego ton fundamentalnie: wspólnota przestaje być wypowiedziana, staje się domyślna.

Wykluczanie języka emocji historycznej

Jeszcze bardziej widoczna zmiana dotyczy fragmentu, który miał niemal literacki charakter:

„Dzieje ojczyste – wypełnione bohaterstwem i codziennym trudem przodków, pełne są heroizmu i chwały, ale również tragedii, zwątpienia, a nawet niegodziwości – ten bagaż minionych czasów wszyscy powinniśmy poznać.”

To zdanie jest ważne nie dlatego, że mówi coś „nowego”, ale dlatego, że buduje równowagę interpretacyjną. Historia nie jest tu ani czysta, ani jednoznaczna. Jest napięta: między chwałą a zwątpieniem, między heroizmem a niegodziwością.

Usunięcie tego fragmentu nie usuwa historii. Usuwa jednak jej wewnętrzne napięcie jako elementu zapisanego wprost. Od tego momentu historia zaczyna być opisywana w sposób bardziej „płaski” i to nie dlatego, że staje się prostsza, ale dlatego, że przestaje być opowiadana jako doświadczenie moralne.

Zniknięcie refleksji o szkole i jej ograniczeniach

Kolejny istotny fragment, który został usunięty, dotyczy samej szkoły:

„Szkoła, nawet najlepsza, nie nauczy wszystkiego. Dostarczy jednak narzędzi, by wiedzę samodzielnie poszerzać…”

To zdanie było czymś więcej niż opisem funkcji edukacji. Było gestem pokory systemu wobec własnych ograniczeń. W wersji po skreśleniach ten ważny meta-poziom znika. Dokument przestaje mówić o tym, czym jest edukacja jako proces. Zostaje tylko to, co ma zostać zrealizowane.

Podobnie zniknął fragment:

„Duma z dokonań przodków nie powinna zatem przeradzać się w bezmyślną apologię…”

To bardzo istotne zdanie, bo ustanawiało wewnętrzny mechanizm równowagi: między dumą a krytycyzmem. Jego usunięcie nie oznacza, że krytycyzm znika z programu. Oznacza, że przestaje być nazwany wprost jako warunek interpretacji. I to już zaczyna martwić i niepokoić!

Przesunięcie z narracji do struktury

Po pierwszej warstwie skreśleń zaczyna być widoczna zmiana, która nie polega na pojedynczych korektach, lecz na przesunięciu całej logiki języka. Dokument przestaje stopniowo funkcjonować jako opowieść o przeszłości, a zaczyna działać jak jej tylko techniczny opis.

W wersji pierwotnej obecny był język, który nie tylko porządkował treści, ale również je interpretował. Historia była tam przedstawiana jako doświadczenie wspólnotowe, w którym pamięć, emocja i wiedza tworzą jeden ciąg.

Wersja po korekcie przesuwa akcent. Zamiast języka, który buduje obraz przeszłości jako narracji, pojawia się język funkcjonalny, nastawiony na operacyjność i mierzalność.

To nie jest jeszcze zmiana samej treści historycznej. To zmiana sposobu jej ramowania i ukonkretnienia. Ale właśnie takie przesunięcia są najważniejsze, bo nie uderzają w fakty, lecz w sposób ich organizacji w świadomości ucznia.

Co naprawdę się tu wydarza analizując przekreślenia w podstawie programowej

Najbardziej istotne w całym tym procesie nie jest to, co zostało usunięte pojedynczo, lecz to, jaki typ języka stopniowo znika z dokumentu. Skreślenia dotyczą pewnego sposobu myślenia o edukacji historycznej, który zakładał, że historia jest nie tylko wiedzą, ale również opowieścią. Przede wszystkim wielowarstwową, miejscami emocjonalną, zawsze osadzoną w szerszym sensie kulturowym.

W usuniętych fragmentach tematów, zjawisk i faktów ważnych dla historii Polski widoczny był język, który budował obraz historii jako przestrzeni wspólnotowej. Taki, który nie bał się mówić o pamięci zbiorowej, o ciągłości doświadczenia, o wartości wspólnego odniesienia do przeszłości.

Ten język dopuszczał również emocjonalną wieloznaczność. Ba, pozwalał na współistnienie dumy, tragizmu, krytycyzmu i refleksji w jednym opisie.

Znika także warstwa, w której szkoła sama komentuje swoją rolę. Wcześniej dokument zawierał elementy autorefleksji – przypomnienie, że edukacja ma swoje ograniczenia, że nie wyczerpuje całej wiedzy, że jej celem jest również wyposażenie ucznia w narzędzia do dalszego samodzielnego myślenia. Tego rodzaju fragmenty wprowadzały dystans i pokazywały, że system edukacyjny jest świadomy własnej konstrukcji.

W wersji po skreśleniach ten poziom refleksji zostaje ograniczony. Zostaje język celu, struktury i wymagań, natomiast znika język komentarza. Dokument przestaje mówić o sobie jako o procesie, a zaczyna funkcjonować wyłącznie jako instrukcja.

W efekcie historia zostaje przesunięta z obszaru narracyjnego do obszaru operacyjnego. Nie jest już przede wszystkim opowieścią o przeszłości, lecz systemem uporządkowanych treści, które mają zostać przyswojone i zweryfikowane. To subtelna zmiana, ale jej konsekwencje są głębokie, ponieważ wpływa na sposób, w jaki uczeń w ogóle doświadcza historii jako przedmiotu.

Ciche wykreślenia pamięci. O przemianie patriotycznego rdzenia w nauczaniu historii

Zmiany w podstawie programowej historii Polski nie zawsze dają się zauważyć. Te zmiany działają po cichu przez skróty, przesunięcia i (świadome???) pominięcia. Jednak to właśnie w tych „cichych wykreśleniach” najpełniej ujawnia się przesunięcie akcentów w sposobie myślenia o przeszłości i jej roli w kształtowaniu wspólnoty.

W szczególności uderza ograniczenie obecności postaci i wydarzeń, które przez lata stanowiły emocjonalny i symboliczny szkielet polskiej opowieści historycznej.

Zniknąć i wyciszony miał być i Zawisza Czarny, uosobienie rycerskiej lojalności i honoru. Na szczęście ostał się w finalnej wersji nowej podstawy.  Natomiast nie ma miejsca na rozbudowanie narracji wokół zwycięstwa grunwaldzkiego 1410 roku, jednego z najbardziej rozpoznawalnych triumfów w dziejach Polski i Litwy.

Podobnie rzecz ma się z bohaterami XVII wieku, takimi jak przeor Augustyn Kordecki czy Stefan Czarniecki (o którym śpiewamy w hymnie, tak tylko przypominam urzędnikom MEN), którzy w tradycyjnej narracji symbolizowali opór wobec zagrożeń i zdolność przetrwania wspólnoty w warunkach kryzysu 

Ważnym sygnałem jest także ograniczenie wyrazistych postaci XX wieku, w tym Danuty Siedzikówny „Inki”, której biografia stała się jednym z najbardziej przejmujących symboli powojennych losów młodego pokolenia Polaków i przekreślenie etosu Żołnierzy Niezłomnych! Wraz z takimi postaciami osłabieniu ulega cały nurt opowieści o etosie niezłomności – o wyborach moralnych dokonywanych w warunkach skrajnej presji historycznej.

Nie bez znaczenia pozostaje również redukcja szerszych kontekstów interpretacyjnych, takich jak struktura społeczeństw starożytnych czy pełniejsze ujęcia procesów cywilizacyjnych. Choć mogą one wydawać się detalami programowymi, w rzeczywistości tworzyły one ramę dla rozumienia ciągłości kultury europejskiej i miejsca Polski w jej obrębie.

W efekcie tych zmian zmienia się nie tylko zakres wiedzy, ale i sama forma opowieści historycznej. Zamiast gęstej sieci wyrazistych postaci, wydarzeń i symboli coraz częściej pojawia się narracja bardziej ogólna, pozbawiona ostrych punktów odniesienia. Traci ona część swojego dawnego, wychowawczego ciężaru – tego, który nie tylko przekazywał wiedzę o przeszłości, ale także budował emocjonalną więź z historią wspólnoty.

Nie chodzi więc wyłącznie o to, co zostało usunięte. Istotniejsze jest to, co znika wraz z tymi usunięciami: sposób myślenia o historii jako o przestrzeni pełnej konkretnych twarzy, wyborów i dramatów. W ich miejscu pozostaje bardziej abstrakcyjny obraz przeszłości – uporządkowany, ale mniej zakorzeniony w symbolach, które przez dekady budowały polski patriotyczny rdzeń.

Punkt wyjścia do dalszej części

Ta pierwsza warstwa skreśleń działa jak filtr, który nie tylko usuwa pewne zdania, ale zmienia sposób, w jaki cały dokument będzie czytany dalej. Od tego momentu każdy kolejny fragment – niezależnie od tego, czy dotyczy Piastów, Jagiellonów, epoki nowożytnej czy XX wieku – funkcjonuje już w zmienionym języku.

Dlatego w kolejnych częściach nie będzie chodziło o samą obecność lub brak konkretnych treści, lecz o to, jak ten nowy, bardziej syntetyczny język wpływa na sposób opowiadania historii.

W historii o Piastach zobaczymy redukcję narracji początków państwa, w Jagiellonach skracanie epickiego wymiaru syntezy, w XIX wieku wygaszanie języka doświadczenia niewoli, a w XX wieku – przekształcenie pamięci wojny w katalog zdarzeń.

I właśnie tam ta zmiana, która tutaj dopiero się zarysowuje, stanie się w pełni widoczna.

Początek państwa – gdy narracja pęka na piętrze Piastów

Jeżeli pierwsza część dotyczyła zmiany tonu całego dokumentu, to w części odnoszącej się do najstarszych dziejów Polski widać już coś bardziej uchwytnego: redukcję narracji dokładnie tam, gdzie historia dopiero zaczyna „układać się” w opowieść o państwie.

Wczesne dzieje – związane z dynastią Piastowie, chrztem Polski i kształtowaniem pierwszych struktur politycznych – to w każdym systemie edukacyjnym moment szczególny. To tutaj powstaje pierwsza spójna narracja: o początku wspólnoty, o wejściu w krąg cywilizacji, o symbolicznych fundamentach państwowości.

I właśnie tutaj skreślenia okazują się najbardziej znaczące, ponieważ dotykają nie faktów, lecz sposobu ich osadzenia w opowieści.

Piastowie – usunięcie „świata opisu”, pozostaje tylko struktura

W warstwie treści dodatkowych pojawiał się wcześniej fragment, który budował szeroki kontekst dla początków państwa:

„Piastowie. Plemiona słowiańskie i ich warunki życia na terenie dzisiejszej Polski. Ród Piastów – legendy związane z rodem.”

Te wyrzucone zagadnienia i tematy nie tylko przekazywały wiedzę, ile otwierały przestrzeń narracyjną. Wprowadzały świat przed państwowy: codzienność, wyobrażenia, legendę jako formę pamięci zbiorowej. I jak na lekarstwo opowieści o tym, co działo się na ziemiach polskich przed rokiem 966!

Historia Piastów przestaje być opowieścią o przejściu od plemienia do państwa. Zostaje sprowadzona do struktury wydarzeń.

Chrzest Polski – redukcja warstwy cywilizacyjnej

Jeszcze wyraźniej widać tę zmianę w przypadku wydarzenia tak fundamentalnego jak Chrzest Polski. W pierwotnej wersji dokumentu pojawiał się opis tematów:

„Chrystianizacja i przemiany kulturowe na ziemiach polskich. Misja św. Wojciecha. Nowe słowa i nowe znaczenie starych słów w języku polskim.”

Był to zapis procesu nie tylko politycznego, ale kulturowego i językowego. Pokazywał chrystianizację jako moment głębokiej transformacji świata znaczeń.

Po jego usunięciu pozostaje sam fakt wydarzenia, ale znika jego cywilizacyjna głębia. Chrystianizacja przestaje być opowiedziana jako zmiana kultury, a zaczyna funkcjonować jako punkt w chronologii.

To przesunięcie jest kluczowe dla odchudzania przedmiotu: mniej opowieści o przemianie, więcej uporządkowanej sekwencji zdarzeń.

Obrona i wojny – historia bez „obrazu świata”

Podobny mechanizm widoczny jest w usunięciu krótkiego tematu, ale znaczącego:

Wojny z Niemcami. Obrona kraju, wojowie. Obrona Głogowa.

Ta zwięzła forma nie była jedynie wyliczeniem wydarzeń. Zawierała element świata przedstawionego: sposób życia, organizację społeczną, doświadczenie zagrożenia i obrony. Wskazywała też na fakt, że dla Niemców Polska zawsze była solą w oku.

Po jego wykreśleniu znika właśnie ten kontekst. Konflikt pozostaje jako fakt, ale traci swoją „światowość”. Przestaje być osadzony w realiach epoki i przestaje zadawać pytanie: kto chciał zguby i zniszczenia polskiej państwowości!

W efekcie historia wczesnego państwa ulega dalszej segmentacji. Zanika płynność przejścia między legendą, strukturą społeczną a wydarzeniem politycznym. To, co wcześniej tworzyło narrację, zaczyna rozpadać się na oddzielne, słabiej powiązane elementy. Uczeń przestaje widzieć narrację i głębię istoty polskiej państwowości.

Utrata narracji początku polskiej państwowości

W tym miejscu widać coś bardzo charakterystycznego dla całego dokumentu. Początki państwa. które w klasycznej narracji historycznej są najbardziej „opowiadalne”, zostają pozbawione elementów opowieści szybciej niż inne epoki. Nie chodzi o to, że coś zostało pominięte w sensie technicznym. Chodzi o to, że usunięto te fragmenty, które pozwalały uczniowi zobaczyć historię jako świat, a nie tylko jako zestaw informacji.

Bo historia wczesna zawsze działa na dwóch poziomach: faktów i wyobrażeń. I to właśnie poziom wyobrażeń został tutaj wyraźnie ograniczony.

W tej logice zmian kolejne epoki przestają być wyłącznie kontynuacją narracji, a stają się sprawdzianem tego, jak zmienia się sposób jej prowadzenia. I już w przypadku Jagiellonów widać, że nie chodzi tylko o skrót, ale o wyjęcie elementów, które spajały opowieść.

Ciche wykreślenia pamięci – od Piastów do Jagiellonów, czyli jak zmienia się rdzeń opowieści o Polsce

Zmiany w podstawie programowej historii nie zawsze polegają na dodawaniu nowych treści. Często ważniejsze – choć mniej widoczne – są te fragmenty, które znikają. Właśnie one pokazują, jak przesuwa się akcent z historii jako opowieści o ciągłości państwa, jego władcach i przełomowych momentach, ku bardziej syntetycznemu, odpersonalizowanemu ujęciu przeszłości.

Piastowie – od fundamentu państwa do „zredukowanej genezy”

W części poświęconej początkom państwa polskiego szczególnie wyraźnie widać ograniczenie narracji budującej obraz narodzin i umacniania monarchii.

Zamiast pełniejszego ujęcia genezy państwa Piastów, znikają sformułowania podkreślające jego osadzenie w czasie i przestrzeni jako procesu historycznego, co osłabia narrację o stopniowym kształtowaniu się państwowości.

W kontekście chrztu Polski ograniczone zostaje wyraźne wskazanie jego następstw kulturowych, społecznych i politycznych, a więc tych elementów, które tradycyjnie łączyły to wydarzenie z wejściem Polski do kręgu cywilizacji łacińskiej 

W historii wczesnych Piastów znikają również odniesienia do rozwoju państwa za Kazimierza Odnowiciela i Bolesława Śmiałego, a także do dokonań Bolesława Krzywoustego i jego konfliktu z Cesarstwem Niemieckim. Bolesław ma się wiązać tylko z zasadą senioratu i rozbiciem dzielnicowym.

To istotne przesunięcie, ponieważ właśnie te elementy budowały obraz państwa jako podmiotu aktywnego politycznie, zdolnego do obrony i ekspansji.

W efekcie okres piastowski zostaje w pewnym sensie „oczyszczony” z części narracji o dynamice władzy i konflikcie, a bardziej sprowadzony do ogólnego opisu struktur i procesów.

Jagiellonowie – usunięcie ważnych narracyjnych spoiw epoki

W materiale źródłowym propozycji podstawy programowej z epoki Jagiellonów usunięto przede wszystkim te elementy, które nadawały jej charakter spójnej opowieści historycznej, a nie jedynie listy wydarzeń.

Przede wszystkim wykreślono odniesienia do zwycięstwa grunwaldzkiego oraz jego narracyjnego ujęcia w ciągu wydarzeń. Nie chodzi tu o sam fakt bitwy, ale o jego rolę jako punktu kulminacyjnego opowieści o wzroście znaczenia państwa i pokonania Zakonu Krzyżackiego. W efekcie znika moment, który wcześniej scalał szerszą narrację epoki i pokonanie największego ówczesnego wroga.

Równocześnie usunięto kontekst unii polsko-litewskiej w jej syntetycznym, powiązanym z innymi wydarzeniami ujęciu. Oznacza to nie tylko skrócenie treści, ale przede wszystkim przerwanie relacji między wydarzeniami, które wcześniej tworzyły jedną oś interpretacyjną.

W praktyce Grunwald i unie z Litwą (Krewa jest, ale gdzie Horodło 1413?) przestają funkcjonować jako element jednej historii politycznego wzrostu i zostają rozdzielone na odrębne, słabiej powiązane punkty programu.

W efekcie tych zmian epoka Jagiellonów przestaje funkcjonować jako spójna opowieść o relacjach politycznych, uniach i konfliktach, a zaczyna być przedstawiana jako zbiór wyodrębnionych zagadnień.

Usunięcie narracyjnych połączeń sprawia, że zamiast ciągu przyczyn i skutków pojawiają się oddzielne elementy programu, które nie budują już jednej osi sensu.

Zamiast historii jako procesu otrzymujemy historię jako układ punktów, które można opanować, ale trudniej je ze sobą powiązać.

Redukcja postaci do funkcji dydaktycznych

Jednym z najbardziej wyraźnych skutków tych zmian jest przesunięcie roli postaci historycznych. Tam, gdzie wcześniej postacie historyczne były częścią opowieści, uczestnikami wydarzeń, nośnikami znaczeń i punktami odniesienia dla narracji, po redakcji zostają sprowadzone do roli przykładów dydaktycznych.

Znika ich funkcja opowiadania historii, a pozostaje funkcja „ilustracji” treści. I nic więcej… niestety.

W praktyce oznacza to, że historia przestaje być spotkaniem z ludźmi przeszłości w ramach narracji, a staje się systemem, w którym postacie pełnią rolę elementów do przypisania określonym wymaganiom edukacyjnym przy zaniku opowieści o wrogach naszej państwowości, prześladowcach i ich knowaniach!

Jagiellonowie: od politycznej europejskiej potęgi do ledwie skrótu epoki

Podsumowując, zmiana w podstawie programowej szczególnie widoczna jest w opisie epoki Jagiellonów, która w tradycyjnej narracji stanowiła jeden z filarów opowieści o sile i znaczeniu państwa polskiego w Europie. Znika lub zostaje ograniczone szerokie ujęcie rozwoju terytorialnego Polski w XIV i XV wieku, które pozwalało pokazać państwo jako organizm dynamicznie kształtujący swoje granice i wpływy.

Ograniczeniu ulega także opis dokonania Kazimierza Wielkiego w zakresie systemu obronnego, urbanizacji, prawa i nauki, czyli elementów budujących obraz nowoczesnego, dobrze zorganizowanego państwa.

Zredukowane do zera zostają odniesienia do związków Polski z Węgrami, które stanowiły ważny element średniowiecznej polityki dynastycznej i międzynarodowej.

Szczególnie znaczące jest uproszczenie opisu dokonania Jagiellonów w polityce wewnętrznej i zagranicznej w XV wieku, co w praktyce zmniejsza przestrzeń na ukazanie ich roli jako twórców jednego z najważniejszych układów politycznych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Zmienia się również sposób prezentacji rozwoju monarchii stanowej – ograniczeniu ulega akcent na rozbudowę przywilejów szlacheckich prowadzącą do konstytucji Nihil Novi (1505), czyli jednego z kluczowych momentów w kształtowaniu polskiego ustroju politycznego.

Rozplątana pamięć – jak z historii znika jej sens, a zostaje katalog

W edukacji historycznej rzadko dochodzi do zmian, które można wskazać palcem jako jedno dramatyczne „cięcie”. Zwykle są to przesunięcia, skróty, wygładzenia. Ale kiedy zestawić je obok siebie, zaczyna się wyłaniać coś więcej niż reforma programu – raczej cicha przebudowa sposobu myślenia o przeszłości.

I właśnie to jest tu najbardziej niepokojące: nie to, że coś dodano albo usunięto, lecz to, że historia coraz mniej przypomina opowieść, a coraz bardziej uporządkowany spis zagadnień.

Renesans i „Złoty Wiek” Rzeczypospolitej Obojga Narodów…

W części dotyczącej renesansu uderza przede wszystkim jedno: zniknięcie ludzi, którzy byli jego symbolem, osią i językiem.

Leonardo da Vinci przestaje być nie tylko artystą i wynalazcą, ale przede wszystkim punktem, w którym spotykały się sztuka, nauka i ciekawość świata. Michał Anioł i Rafael Santi przestają budować wizję epoki, w której piękno było formą myślenia o człowieku. Erazm z Rotterdamu znika jako głos europejskiego humanizmu, który próbował pogodzić religię z rozumem. Kopernik i Galileusz przestają być nie tylko naukowcami, ale symbolami pęknięcia starego obrazu świata. Gutenberg – człowiekiem, który uruchomił masowy obieg idei.

Reformacja bez konfliktu i reformy Kościoła – historia, która traci napięcie

Podobny proces widać w reformacji, gdzie znika jej prawdziwa siła: konflikt instytucji, idei i władzy. Kiedy usuwa się odniesienie do Kościoła anglikańskiego, znikają nie tylko informacje o Anglii, ale jeden z najważniejszych przykładów podporządkowania religii polityce państwa. Gdy usuwa się Sobór Trydencki, znika moment, w którym Kościół katolicki odpowiada na kryzys, reformuje się i zamyka epokę niepewności.

Gdy znika szerszy kontekst reformy Kościoła, reformacja, jako europejskie trzęsienie ziemi zwycięża, a to co robi Kościół w tym i nasi wspaniali biskupi – myśliciele, których słuchał cały Stary Kontynent, staje się mieszaniną oderwanych od siebie faktów.

To jest właśnie zasadniczy problem: historia traci swój konfliktowy rdzeń a bez konfliktu nie ma historii. Pozostaje tylko suchy opis.

Tomasz Wybranowski /Radio Wnet/


za:tvrepublika.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.