Polecane
Anna Meetschen-Cena świadectwa
To, że w Ziemi Świętej i na Bliskim Wschodzie regularnie dochodzi do ataków na chrześcijan – zwłaszcza na osoby konsekrowane, miejsca kultu i symbole religijne – przestało już, niestety, tak bardzo dziwić. W pewnym sensie przyzwyczailiśmy się do tych doniesień. Jednak ostatnie wydarzenia, takie jak profanacja krzyża w Libanie czy atak na siostrę zakonną w centrum Jerozolimy, która została przewrócona i poturbowana w biały dzień na jednej z ulic miasta, wywołały zdecydowany sprzeciw wierzących. Tym większym zaskoczeniem jest fakt, że podobne sytuacje coraz częściej mają miejsce również w Polsce.
Zarówno Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego, jak i Instytut Ordo Iuris już od pewnego czasu alarmują o narastającej agresji wobec osób duchownych i konsekrowanych, a także wobec miejsc kultu i symboli religijnych.
Ostatni atak na siostrę zakonną w Bielsku Podlaskim, podczas którego napastnik zerwał krzyż z jej szyi i rzucił go na ziemię, szarpał ją i obrażał, a wszystko to działo się na przystanku autobusowym w biały dzień, prowokuje do zajęcia jednoznacznego stanowiska. Takie zachowania nigdy nie powinny być tolerowane w demokratycznym państwie prawa.
Niestety, jak wynika z ostatniego raportu przedstawionego przez Instytut Ordo Iuris dla OBWE, liczba ataków na miejsca kultu i osoby duchowne w Polsce rośnie.
Według wspomnianego raportu do ataków na chrześcijan w Polsce dochodzi średnio co trzy dni. Obejmują one m.in. profanacje ołtarzy, figur i symboli religijnych, akty agresji wymierzone w duchownych i osoby konsekrowane, a także wandalizm w miejscach sakralnych – kościołach, plebaniach, kapliczkach i na cmentarzach. Jednym z ostatnich jest np. atak na jedną z plebanii na warszawskiej Pradze, gdzie agresor usiłował siekierą rozbić drzwi, a także zajście w Mieścisku w Wielkopolsce, gdzie agresywny półnagi mężczyzna zaatakował księdza sprawującego Eucharystię, zdemolował ołtarz i zniszczył krzyż. Dochodzą do tego takie incydenty, jak sznur na szyi Dzieciątka Jezus w zdemolowanej szopce w Bolesławcu czy niedawne akty wandalizmu, jakich sprawcy dopuścili się na kilku kapliczkach Dróżek Kalwaryjskich w Kalwarii Zebrzydowskiej, które wpisane są na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Czy oznacza to, że musimy pogodzić się z faktem, iż akty agresji wymierzone przeciwko religii chrześcijańskiej – a w Polsce szczególnie przeciwko Kościołowi katolickiemu – będą narastać i należy przechodzić nad nimi do porządku dziennego? Bynajmniej. Przypadki agresji, profanacji czy wandalizmu powinny być zgłaszane odpowiednim organom ścigania oraz nagłaśniane i przekazywane właściwym instytucjom społecznym i prawnym.
Warto jednakże przypomnieć sobie również podstawową prawdę, że dawanie świadectwa wiary zawsze wiązało się z pewnym kosztem. W różnych częściach świata chrześcijanie płacą dziś różną cenę za wyznawanie wiary w Chrystusa: od szykan i społecznego wykluczenia, przez więzienie, aż po męczeństwo. Niestety tak wygląda rzeczywistość wielu wierzących we współczesnym świecie. Paradoksalnie właśnie w społeczeństwach, które uważają się za najbardziej rozwinięte i nowoczesne, chrześcijanie nadal doświadczają prześladowań.
Jednocześnie świadomość możliwych zagrożeń nie oznacza, że należy pozostawać biernym wobec aktów agresji czy wandalizmu. Przeciwnie, na takie sytuacje trzeba reagować, stanowczo się im sprzeciwiać i zgłaszać je odpowiednim instytucjom. Wolność religijna jest jednym z fundamentów demokratycznego społeczeństwa i musi być chroniona niezależnie od światopoglądu czy wyznania. Milczenie wobec agresji rodzi przyzwolenie, dlatego potrzebne są zarówno odwaga w dawaniu świadectwa wiary, jak i stanowcza reakcja na każdy przejaw nienawiści i przemocy.
Anna Meetschen
za:idziemy.pl