Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Nękanie dziennikarzy prawicy to realizacja woli Tuska

Nękanie dziennikarzy, blogerów czy polityków fałszywymi zgłoszeniami o zagrożeniach lub przestępstwach to nie jest tylko eskalacja prześladowań. To objaw zepsucia i degeneracji władzy, która przestała kontrolować stosowane przez siebie represje. Najmocniej niszczą one jednak samych rządzących.

Kryptodyktatura już nie krypto

Można by napisać, że ekipa Donalda Tuska przekroczyła kolejną barierę, ale przecież tyle ich już było, że następne nie powinny robić już na nas żadnego wrażenia. Jednak nigdy dotąd w ramach politycznego odwetu i represji policja nie wkraczała do domów telewizyjnych gwiazd, gdyż doskonale zdawała sobie sprawę, jak grząski jest to grunt. Były wejścia do domów polityków, wizyty policji u emerytki po krytyce Jerzego Owsiaka, poszukiwania Tomasza Duklanowskiego w domu rodziców czy publiczne upokarzanie księdza Michała Olszewskiego. Jednak wchodzenie siłą do domów dziennikarzy krytycznej wobec władzy stacji to coś zupełnie innego. To przyznanie, że niezależne od siebie media władza traktuje jak wroga.

Ekipa PiS była na te kwestie wyczulona. W przypadku tak jawnego oszusta jak nieżyjący Kamil Durczok czy unikającego płacenia podatków Piotra Kraśki władza uważała, by nie powstało wrażenie, że rozliczanie z przestępstw jest elementem politycznego odwetu. W spersonalizowanej polityce i publicystyce używanie aparatu przymusu wobec dziennikarzy – szczególnie znanych – jest przecież najlepszą receptą na przegrane wybory.

Choć ta ostrożność dawała telewizyjnym celebrytom coś w rodzaju immunitetu, to jednocześnie tworzyła sferę bezpieczeństwa dla tych, którzy krytykowali władzę. Nawet jeśli nie było do końca sprawiedliwie, to przestrzeganie zasad gry zapewniało wolność słowa tym, którzy wypowiadali się i pytali w imieniu społeczeństwa.

Nieznani sprawcy

Najwygodniejsza dla władzy jest wersja, że jacyś nieznani sprawcy informują policję o zagrożeniach w domach dziennikarzy i polityków, z czym rządzący nie mają nic wspólnego. Jeśli rzeczywiście taka byłaby prawda, ministrowie spraw wewnętrznych, sprawiedliwości i koordynator służb specjalnych powinni zrobić wszystko, by sprawę jak najszybciej wyjaśnić. Tylko w ten sposób mogą odsunąć od siebie podejrzenia o eskalowanie represji wobec wolnych mediów.

Nic takiego jednak się nie dzieje. Szef resortu spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński stroi sobie żarty, pozostali nawet nie zabierają w tej sprawie głosu. Rozbawiony wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz udaje, że wszystko jest w porządku i śmiejąc się, przyznaje, iż dziennikarze i politycy PiS powinni się cieszyć z otaczającej ich opieki.

Żaden z członków rządu czy liderów koalicji nie odciął się od tych ataków. Nie potępił, nie domagał się szybkiego ukarania winnych, nie uznał tego za przekroczenie wszelkich granic. Widoczna jest raczej satysfakcja z powodu tego, że Tomasz Sakiewicz, Michał Rachoń czy Adrian Klarenbach przeżyli chwile stresu i niepewności. Jakby następowało wyrównanie rachunków krzywd – wy nas krytykujecie, wytykacie nam błędy, drwicie i kpicie z nas, to teraz dostaliście za swoje.

Uwolnione zło

Nie wiemy, na ile aparat państwa jest bezpośrednio zaangażowany w nękanie dziennikarzy. Jednak każdy kolejny dzień bez wyjaśnienia sprawy obciąża rząd Tuska. Udowadnia, że ma on coś do ukrycia. Polskie służby dysponują całkiem sprawnymi specjalistami od ścigania cyberprzestępczości. Namierzenie wspomnianej emerytki, która napisała komentarz nieprzychylny szefowi Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, zajęło policji kilka godzin. U jej drzwi funkcjonariusze znaleźli się następnego dnia. Dlaczego więc nie mogą namierzyć osób, które kradną tożsamości przypadkowych ludzi i zgłaszają zagrożenia w domach dziennikarzy?

Powodów jest kilka. Ukaranie winnych tych przestępstw podważyłoby wiarygodność i intencje ekipy Tuska w oczach własnego elektoratu. Oznaczałoby przecież ściganie tych, którzy tak samo jak premier nienawidzą PiS i starają się wyręczyć rząd w poniewieraniu wrogów. Najbardziej radykalna część wyborców Koalicji Obywatelskiej uznałaby to za zdradę i strzelanie do swoich. Oni domagają się raczej ochrony za działanie w słusznej sprawie. Nawet jeśli ich postępowanie może być odebrane jako zbyt radykalne, to przecież tworzą z Tuskiem jeden front.

Dodatkowo trudno nie odnieść wrażenia, że najbardziej sfanatyzowane grupy zwolenników KO nie mają powiązań z aparatem władzy i służbami specjalnymi. Mamy wiele dowodów na to, że tworzący najbardziej ohydne przekazy i generujący fake newsy hejterzy byli i są zatrudniani w samorządach kierowanych przez polityków KO oraz w spółkach Skarbu Państwa. Są zatem opłacani z publicznych pieniędzy właśnie po to, by nękać i niszczyć wroga.

Służby specjalne nie tylko posiadają więc o nich dokładną wiedzę, ale kontrolują także narzędzia, jakimi się posługują. Przykład kampanii prezydenckiej, gdy ujawniono materiały z teczki personalnej Karola Nawrockiego, które następnie lotem błyskawicy rozeszły się po mediach społecznościowych, wskazuje na to, że hejterzy są na usługach obecnego rządu. Muszą więc być nie tylko kontrolowani przez podległe mu służby, ale żyją z nimi w symbiozie. W tej sytuacji odnalezienie autorów fałszywych alarmów oznaczałoby obnażenie podłości metod stosowanych przez obecną władzę.

Głos wodza

Dla fundamentalistów z KO akcja przeciwko tym ludziom byłaby nie do zaakceptowania. Przecież oni tylko realizują żądanie przywódcy, który ciągle domaga się politycznych igrzysk. Jeśli wielokrotnie pokazał, że prawicy nie obowiązują zasady praworządności, a konserwatyści są ludźmi drugiej kategorii, których można torturować, mimo ułaskawienia zamykać do więzień, wymuszać na nich zeznania, szantażować ich, zajmować majątek, fabrykować dowody, to dlaczego nieodpowiednie miałoby być nękanie ich fałszywymi alarmami.

Jeśli wódz domaga się rozprawienia z PiS i sam przyznaje, że idzie to zbyt wolno, to znaczy, że trzeba mu pomóc. Zatem nawet jeśli Tusk nie wydał wprost polecenia przeprowadzenia takiej akcji, to presja, jaką wywiera na swoich ministrach i ludziach służb, powoduje eskalację bandyckich metod.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że w czasie poprzednich swoich rządów Donald Tusk tak mocno rozbudził antypisowską psychozę, że doszło do zabójstwa Marka Rosiaka. W październiku 2010 roku Ryszard Cyba z bronią palną, nożem i paralizatorem wpadł do biura poselskiego Prawa i Sprawiedliwości z okrzykiem: „Nienawidzę PiS-u!”, oddał osiem strzałów, z których cztery dosięgnęły Marka Rosiaka. Kilka miesięcy temu obecna ekipa wypuściła skazanego na dożywocie Cybę z więzienia, gdyż uznała, że nie jest już zdolny do odbywania służby. Co prawda trafił z powrotem za kratki po tym, jak zaledwie kilkanaście godzin po wyjściu na wolność próbował zamordować kolejną osobę, ale sygnał był oczywisty. Wrogowie PiS mogą liczyć na szczególne traktowanie.

Spirala nie do zatrzymania

Skala nękania dziennikarzy pokazuje, że rząd najprawdopodobniej nie jest zdolny do opanowania. Być może zamieszanie i nagłośnienie sprawy spowoduje chwilowe wstrzymanie działań, ale nastroje politycznej wendety nie zmaleją. Na to obecna władza nie może sobie pozwolić, gdyż tylko to jeszcze mobilizuje jej elektorat. Donald Tusk nie może pochwalić się żadnymi sukcesami. Nawet rzecznik rządu Adam Szłapka jako największą reformę uznaje wprowadzenie finansowania in vitro z publicznych pieniędzy. Pomijając kwestie światopoglądowe, nie jest to ani znacząca zmiana społeczna, ani gospodarcza.

Istotą funkcjonowania tej ekipy jest zamiana – jak celnie określił Jan Rokita – społeczeństwa w motłoch. Obecny premier jak nikt inny potrafi budzić w ludziach wszystko, co najgorsze – szczególnie pogardę wobec myślących inaczej. Nie tylko odmawia im człowieczeństwa, ale wzbudza u swoich wyznawców poczucie wyższości i misji – nie tylko mogą, ale wręcz powinni na każdym kroku rozprawiać się z PiS-owcami. Od polityków przez księży i związkowców po dziennikarzy. Nękanie ich w domach nie jest więc wypadkiem przy pracy czy akcją „szaleńca”, który na opak zrozumiał słowa swojego idola. Wręcz przeciwnie, to właśnie realizowanie jego woli. Dążenie do sprawienia mu satysfakcji i radości. Fanatycy pragną przecież zaspokoić żądania swojego guru. Za to oczekują nagrody, nie kary.

Nie ma więc co liczyć na ukaranie sprawców. W obecnym systemie władzy winne może być tylko PiS i jego zwolennicy. To oni odpowiadają za wszelkie zło. Krucjata przeciw nim jest chwalebna, nawet jeśli oznacza przekroczenie prawa. To oczywiście brzmi, jakbyśmy się przenosili w czasie, gdy nieznani sprawcy byli zbrojnym ramieniem rządzących. To oni załatwiali sprawy przeciwników szczególnie uciążliwych dla władzy. Nie przez przypadek przecież jedną z pierwszych decyzji obecnego rządu było przywrócenie przywilejów emerytalnych byłym esbekom i ubekom. Obecna władza uznała ich za bohaterów dobrze służących Polsce, a prawa tego odmawia tym, którzy z komunistami walczyli. To nie była tylko symbolika, ale akceptacja wszelkich metod walki z prawicą. Sięganie po doświadczenia starych ubeków demoralizuje jednak przede wszystkim tych, którzy się w to angażują. Ludzi aparatu władzy zmienia w członków gangu, w którym obowiązują wyłącznie reguły mafijne.

Porażające kulisy prowokacji w redakcji wPolsce24! Wojciech Biedroń po przesłuchaniu

Czy mamy do czynienia z zaplanowaną akcją wymierzoną w dziennikarzy? Redaktor Wojciech Biedroń opuścił Komendę Stołeczną Policji, gdzie składał zeznania w sprawie rzekomego alarmu bombowego z 18 maja. Przypomnijmy, do tych bulwersujących zdarzeń i prowokacji doszło na terenie naszej redakcji. Kulisy tej sprawy budzą ogromne wątpliwości co do sprawności państwa i intencji osób stojących za tym „zgłoszeniem”.

Jak ujawnił dziennikarz, cała sytuacja zaczęła się od telefonu na numer alarmowy. Osoba znajdująca się przed budynkiem redakcji twierdziła, że na terenie telewizji przebywa mężczyzna z „pasem szahida” i nieletnim dzieckiem, grożąc zdetonowaniem ładunków i żądając miliona złotych okupu. Mimo tak drastycznego opisu zagrożenia, działania służb na miejscu zdarzenia wywołały zdumienie świadków.

Wojciech Biedroń w ostrych słowach komentuje przebieg policyjnej akcji oraz dotychczasowe postępy w śledztwie:

    - Zapisano moją wątpliwość, a mianowicie dlaczego do naszej redakcji, jeśli miała mieć cokolwiek wspólnego ze sprawą, która wydawała się na początku przynajmniej jako poważna, nie przyjechali pirotechnicy, straż pożarna, karetka pogotowia, tylko jeden patrol (...) To wygląda jak opowieść z jakiejś dalszej strony brukowca, a nie poważne działania państwa w takich sytuacjach. Kulisty tej sprawy to jedna rzecz. Druga, że jeżeli działa grupa, o której informują rządzący, na której czele rzekomo stoi 20-latek - bez gimnazjum nawet skończonego - to mija tydzień od tej prowokacji i dalej niewiele o niej wiemy. Myśleliśmy, że państwo polskie jest lepiej przygotowane na działanie jakichś wariatów czy na działanie ludzi, którzy popełniają przestępstwo, ale nie są jakimiś wysublimowanymi gangsterami poszukiwanymi na całym świecie - mówił dziennikarz. 

Uderzenie w wolność słowa?

Z ustaleń dziennikarza wynika, że sprawa ma charakter rozwojowy i może łączyć się z innymi atakami, w tym na mieszkanie bliskiej osoby prezydenta Karola Nawrockiego. Jednocześnie rded. Biedroń podkreśla, że tego typu „żarty” czy prowokacje nie są jedynie incydentami o niskiej szkodliwości. To realne uderzenie w bezpieczeństwo redakcji i wolność słowa. „

    - Tego typu działania są skrajnie niebezpieczne, a państwo polskie ma absolutny obowiązek jak najszybciej tę sprawę wyjaśnić – podsumował dziennikarz.

Mariusz Staniszewski

za:tysol.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.