Polecane
Kościół wynosi męczenników II wojny światowej na ołtarze.Beatyfikacja dziewięciu polskich salezjanów, wychowawców i męczenników w Krakowie
6 czerwca 2026 roku Kościół dopisuje do listy męczenników II wojny światowej imiona kolejnych duchownych. Tym razem salezjanów – ks. Jana Świerca i ośmiu towarzyszy. W Sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie 6 czerwca odbyła się uroczysta beatyfikacja Jana Świerca i ośmiu współbraci salezjanów – kapłanów i męczenników, którzy oddali życie za Chrystusa. Eucharystii przewodniczył prefekt Dykasterii Spraw Kanonizacyjnych kard. Marcello Semeraro.
Na ołtarze zostali wyniesieni księża salezjanie: Jan Świerc, Ignacy Antonowicz, Ignacy Dobiasz, Karol Golda, Franciszek Harazim, Franciszek Miśka, Ludwik Mroczek, Włodzimierz Szembek i Kazimierz Wojciechowski. Zginęli oni w latach 1941-1942 w niemieckich nazistowskich obozach zagłady Auschwitz i Dachau. Kapłani zostali uznani za ofiary wojny zamordowane z nienawiści do wiary. Dekret o ich męczeństwie w październiku 2025 r. zatwierdził papież Leon XIV.
Podczas obrzędu beatyfikacyjnego odczytano list apostolski Ojca Świętego, który wyraził w nim zgodę, by kapłani z Towarzystwa św. Franciszka Salezego jako gorliwi głosiciele Ewangelii, którzy z miłości do braci nie bali się świadczyć o Chrystusie Panu aż do przelania krwi – byli nazywani błogosławionymi i corocznie czczeni. Będą wspominani przez lokalny Kościół co roku 23 maja.
W Sanktuarium podczas uroczystości odsłonięto obraz przedstawiający wszystkich dziewięciu kapłanów, namalowany przez księży salezjanów Roberta i Leszka Kruczków. Złożono też pamiątki po beatyfikowanych, przyniesione przez wspólnotę zakonną i rodziny zamordowanych. Wśród nich znalazły się m.in. ziemia z Auschwitz, testament ks. Jana Świerca, list z obozu ks. Ludwika Mroczka, notes z zapiskami ks. Włodzimierza Szembeka. Pamiątki po beatyfikowanych mogą być relikwiami drugiego stopnia.
Prefekt Dykasterii Spraw Kanonizacyjnych, ks. kard. Marcello Semeraro w homilii zaznaczył, że sobotnie uroczystości nie są świętowaniem tragicznych okoliczności ich aresztowania i śmierci, ale chwały Jezusa Chrystusa, która promieniuje ze świadectwa tych kapłanów.
– Oddali życie jako męczennicy Chrystusa i Kościoła: kiedy nienawiść antyreligijna, przemoc i niesprawiedliwość, które szalały w ubiegłym stuleciu, próbowały rozproszyć owczarnię, oni nie uciekli. Pozostali wierni swojemu powołaniu salezjańskich kapłanów aż do momentu aresztowania i późniejszej śmierci męczeńskiej. Ich krew, przelana w duchu ewangelicznej wierności Chrystusowi, stała się prawdziwym ziarnem pokoju i braterstwa w tak mrocznych i pełnych przemocy czasach – powiedział ks. kard. Marcello Semeraro.
Wskazał, że uroczystość jest także wezwaniem dla młodych do życia pełnego, autentycznego, zdolnego do bycia darem, dla salezjanów, na których spoczywa dziedzictwo nowych błogosławionych, kapłanów – by w posłudze pozostali wierni Bogu i człowiekowi, a także dla wszystkich wiernych, żeby byli zdolni do odważnych wyborów.
Podczas uroczystości metropolita krakowski, ks. kard. Grzegorz Ryś zwrócił szczególną uwagę na życiorys najmłodszego z błogosławionych – ks. Karola Goldy, który zginął w wieku 28 lat za to, że spowiadał niemieckich żołnierzy, także z obozu Auschwitz.
– On oddał życie nie za przyjaciół. On oddał życie za nieprzyjaciół. Bo wiara pozwalała mu w nieprzyjaciołach widzieć braci –oznajmił ks. kard. Grzegorz Ryś.
Zwrócił się do młodych, życząc takiego doświadczenia miłości, szalonej, która przekracza wszystkie granice, zwycięża zło dobrem, jest niepowstrzymana.
Niesiona była symboliczna urna z prochami z Auschwitz
Poruszające słowa prezydenta Nawrockiego
Podczas mszy beatyfikacyjnej przemówienie wygłosił prezydent RP Karol Nawrocki.
Nie ma słów, którymi można byłoby oddać bogactwo życia, poświęcenia, odwagi i gotowości do walki o swoje wartości dziewięciu beatyfikowanych dziś salezjanów - mówił prezydent.
Nawrocki zaznaczył, że uroczystość beatyfikacyjna jest świadectwem tego, czym w praktyce są wartości chrześcijańskie: miłość, miłosierdzie, służba drugiemu człowiekowi oraz gotowość do najwyższego poświęcenia.
Jeśli ktoś jeszcze wątpi, powinien odczytać życiorysy dziewięciu błogosławionych dziś salezjanów i zobaczyć, co znaczą wartości chrześcijańskie: miłość, miłosierdzie, służba drugiemu człowiekowi i gotowość do największych poświęceń w obliczu hekatomby II wojny światowej
Prezydent przypomniał, że salezjanie rozwijali swoją misję na ziemiach polskich jeszcze w czasach, gdy Rzeczpospolita nie istniała na mapie Europy. Jak mówił, czterech z dziewięciu beatyfikowanych przyszło na świat w XIX wieku, a cała dziewiątka urodziła się przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości.
- Jestem głęboko wdzięczny męczennikom za to, że myśląc o Panu Bogu, przynosili tak wiele dobra naszej ukochanej ojczyźnie. Chcę podziękować salezjanom za wrażliwość, która wielokrotnie ratowała Rzeczpospolitą. Ta wrażliwość sprawiła, że mieliśmy prymasa niezłomnego Hlonda, który w obliczu dwóch systemów totalitarnych stawał się nie tylko głową Kościoła Katolickiego, ale też pozostawił nadzieję dla cierpiącego narodu polskiego. Ta wrażliwość dała nam też największego człowieka w historii XX wieku, św. Jana Pawła II - powiedział Nawrocki.
Prezydent podkreślał, że "wrażliwość salezjańska dała naszej ojczyźnie wielkich patronów i wielkie postacie z naszej historii".
Dziękuję i wyrażam wdzięczność za to, że dziś ta wrażliwość dodaje mi jako prezydentowi za sprawą kapelana ks. prof. Jarosława Wąsowicza wrażliwość do Pałacu Prezydenckiego. Bóg zapłać! - wskazała głowa państwa.
Prezydent w swoim wystąpieniu mówił też, że "jeden z beatyfikowanych, Karol Golda, człowiek, który urodził się w Tychach, który mówił czterema językami, a życie stracił za to, że spowiadał niemieckiego SS-mana, został zamordowany w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz, miał swoje życiowe motto".
On powtarzał: „Ja muszę zdążać do góry”. Moglibyśmy te słowa wszyscy odebrać jako piękne wyznanie wiary, dodające nam świadomości tego, że tu na ziemi jesteśmy przez moment. Jako historyk chcę powiedzieć, że słowa ks. Karola były też w tamtych czasach szczepionką w obliczu dwóch systemów totalitarnych, które niby nie były do siebie tak podobne, a w zwalczaniu wiary, religii i Pana Boga rozumiały się doskonale. Dziękujemy im za to, że swoją wiarą, nadzieją, miłością, miłosierdziem, przywiązaniem do wartości chrześcijańskich, pokonali system niemieckiego nazizmu, byli i są z nami. Niech Bóg błogosławi Polsce!
Ich śmierć wpłynęła na życie Karola Wojtyły
Karol Wojtyła na Dębnikach
Jesienią 1938 roku Karol Wojtyła wraz z ojcem przeprowadził się z Wadowic do Krakowa i zamieszkał przy ul. Tynieckiej, na terenie parafii św. Stanisława Kostki prowadzonej przez salezjanów. Codziennie przychodził do kościoła na modlitwę i Mszę Świętą.
„W kościele na Dębnikach miał swoje miejsce, tu się modlił, szczególnie przed obrazem Matki Bożej Wspomożenia Wiernych” – zaznacza ks. Stanisław Oskwarek SDB, proboszcz parafii św. Stanisława Kostki.
Młody Wojtyła był dobrze znany salezjanom. Modlił się półgłosem, dlatego żartobliwie nazywano go „Świerszczem”. „Ludzie rozpoznawali go, bo modlił się takim półgłosem. I zawsze, kiedy nagle w pustym, cichym kościele ktoś zaczyna szeptem modlić się, już wiedzieli, kto to jest” – wspomina ks. Andrzej Gołębiowski SDB, wikariusz inspektora Inspektorii Krakowskiej Towarzystwa Salezjanskiego.
Salezjanie podkreślają, że pobyt Karola Wojtyły na Dębnikach miał znaczący wpływ na jego drogę powołania.
„W parafii dębnickiej dojrzewało do końca i realizowało się jego powołanie kapłańskie. Jan Paweł II mówił także, że była to druga po wadowickiej parafia, w której odkrył i pogłębił tajemnicę Kościoła” – zaznacza ks. Stanisław Oskwarek SDB.
W kościele św. Stanisława Kostki 3 listopada 1946 roku odprawił także swoją Mszę prymicyjną.
Ks. Stanisław Oskwarek SDB podkreśla, że ofiara życia salezjanów stała się impulsem dla nowych powołań.
„Trzeba też podkreślić, że ofiara życia, którą ponieśli wówczas salezjanie, stała się zaczynem nowych powołań, które narodziły się z tego środowiska. Wśród nich również powołanie Karola Wojtyły” – mówi proboszcz dębnickiej parafii.
Aresztowanie salezjanów a powołanie Wojtyły
Szczególnie mocno w pamięci Karola Wojtyły zapisało się aresztowanie dębnickich salezjanów i wywiezienie ich do niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau. Jedenastu zakonników zostało zatrzymanych. Część pracowała w parafii, część w domu prowincjalnym.
„Prawdopodobnie Wojtyła to widział. I bardzo mocno wstrząsnęło to wtedy jego osobą” – tłumaczy ks. Andrzej Gołębiowski SDB.
Salezjanie podkreślają, że trudno jednoznacznie stwierdzić, czy właśnie wtedy zapadła decyzja o wyborze kapłaństwa. Zachowały się jednak świadectwa mówiące o wpływie tych wydarzeń na drogę jego powołania.
„Są takie świadectwa, w których mówi się o pewnego rodzaju nawróceniu powołaniowym i o decyzji, by zostać kapłanem, podjętej pod wpływem tych wydarzeń” – mówi ks. Andrzej Gołębiowski SDB.
Sam Jan Paweł II wspominał po latach:
„Znaczną część, i to część decydującą mojego życia, przeżyłem razem z salezjanami w prowadzonej przez nich parafii. I tam również znalazłem środowisko, osoby, które dopomogły mi do nawrócenia – nie w sensie powrotu do wiary, ale odnalezienia powołania”.
Salezjanie zwracają uwagę także na symboliczny wymiar tamtych wydarzeń.
„Jedenastu salezjanów zostało wywiezionych wtedy i aresztowanych. I jedenastu młodych ludzi z tego środowiska, wśród nich Karol Wojtyła, poszło drogą powołania. Taki to jest przedziwny znak, który daje Pan Bóg” – podkreśla ks. Andrzej Gołębiowski SDB.
Jan Tyranowski i środowisko młodych
Po wywiezieniu salezjanów dębnicka parafia znalazła się w trudnej sytuacji. Wówczas zakonnicy poprosili Jana Tyranowskiego – świeckiego związanego z parafią św. Stanisława Kostki, z zawodu krawca, założyciela róż Żywego Różańca i opiekuna duchowego młodzieży – by zajął się młodymi skupionymi wokół wspólnot różańcowych. To właśnie do tego środowiska trafił Karol Wojtyła. „Jan Tyranowski miał olbrzymi wpływ na ten pierwszy etap jego formacji duchowej” – zaznacza ks. Andrzej Gołębiowski SDB.
Od lat angażował się w życie parafii prowadzonej przez salezjanów. Codziennie uczestniczył w Mszy Świętej, należał do chóru parafialnego i prowadził spotkania formacyjne dla młodzieży. Salezjanie powierzali mu opiekę nad młodymi również dlatego, że widzieli jego zaangażowanie i duchowy wpływ na uczestników wspólnot.
To on zapoznał Wojtyłę z duchowością św. Jana od Krzyża i św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Zwrócił mu także uwagę na książkę „Doskonałe nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny” św. Ludwika Marii Grignion de Montfort, którą późniejszy papież nosił nawet podczas pracy w Solvayu.
„Święte Dębniki”
Dziś wspólnota parafialna św. Stanisława Kostki przygotowuje się do beatyfikacji swoich duszpasterzy. Jak podkreśla ks. Stanisław Oskwarek SDB, wierni są dumni z tego, że „ich kapłani” zostaną wyniesieni do godności błogosławionych.
„Już za życia byli uważani za wzorowych kapłanów, oddanych pracy duszpasterskiej i dziełom miłosierdzia, uprzejmych, zawsze dostępnych” – zaznacza.
Wspólnota coraz częściej mówi dziś o „Świętych Dębnikach”. Z tym miejscem związani byli bowiem przyszli błogosławieni salezjanie, św. Jan Paweł II, Sługa Boży Jan Tyranowski oraz Sługa Boży Karol Wojtyła senior.
„To ludzi zachwyca, że chodzą po tych samych ścieżkach, modlą się w tych samych miejscach co święci, błogosławieni i kandydaci na ołtarze związani z dębnickim kościołem. Można powiedzieć, że to naprawdę „Święte Dębniki” – podkreśla ks. Stanisław Oskwarek SDB.
Jednymi z osób, które tworzyły historię tego miejsca, byli przyszli błogosławieni salezjanie, dziś przedstawiani przede wszystkim jako duszpasterze i wychowawcy młodzieży. „Chcemy ich pokazać jako fantastycznych duszpasterzy, którzy zakładali orkiestry, grali z młodzieżą w piłkę, zakładali teatry i mieli pomysł na to, jak przyciągnąć młodego człowieka do Kościoła” – podsumowuje ks. Andrzej Gołębiowski SDB.
Jak zaznacza salezjanin, wpływ tego środowiska widoczny był także w życiu Karola Wojtyły. „Widząc po owocach tamtego środowiska i jakimi później byli kapłanami, widzimy, że było to Boże działanie, które przełożyło się na dar w postaci Jana Pawła II, którego Kościół otrzymał jako papieża i świętego” – mówi ks. Andrzej Gołębiowski SDB.
Salezjanie z całego świata cieszą się z beatyfikacji Polaków
Świadectwo nowych błogosławionych przekracza granice Polski i staje się duchowym dziedzictwem salezjanów na wszystkich kontynentach, podkreśla ks. Sanjay Aind SDB z rzymskiej wspólnoty salezjańskiej. Dzisiejsza beatyfikacja dziewięciu polskich męczenników jest wydarzeniem ważnym dla wszystkich duchowych synów księdza Bosko. „To wielki dar dla naszego Zgromadzenia” – mówi salezjanin pochodzący z Indii, a posługujący w Rzymie, odnosząc się do beatyfikacji dziewięciu polskich salezjanów, którzy oddali życie za wiarę podczas II wojny światowej. Jak podkreśla, nowi błogosławieni pokazali, czym jest wierność Ewangelii i powołaniu zakonnemu w najtrudniejszych okolicznościach. „Nasi współbracia poprzez swoje męczeństwo dali świadectwo wierności Chrystusowi, Ewangelii i Zgromadzeniu. Żyli świętym życiem i za to ponieśli śmierć w niemieckich obozach koncentracyjnych” – zaznacza ks. Sanjay. Jego zdaniem beatyfikacja nie jest wydarzeniem wyłącznie polskim. Informacje o nowych błogosławionych zostały przekazane wspólnotom salezjańskim na całym świecie. „Rozpowszechniliśmy plakaty, materiały i wizerunki nowych błogosławionych. O tej beatyfikacji mówi się w całym świecie salezjańskim. To wydarzenie ważne nie tylko dla Polski, ale dla całego naszego zgromadzenia” – podkreśla. Dzięki beatyfikacji historia dziewięciu Polaków stanie się jeszcze lepiej znana wspólnotom salezjańskim w Europie, obu Amerykach, Afryce i Azji. Szczególną wymowę ma także miejsce uroczystości beatyfikacyjnej – sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie. Jak przypomina ks. Sanjay, przyszły Papież był związany z salezjanami z krakowskich Dębnik i był świadkiem aresztowania części z nich przez niemieckich okupantów. „Historia przypomina nam o tym związku. Dlatego beatyfikacja odbywa się właśnie w sanktuarium poświęconym św. Janowi Pawłowi II” – mówi. Dla wielu salezjanów jest to kolejny znak duchowej więzi między nowymi błogosławionymi a Papieżem Polakiem. Salezjanie mają nadzieję, że świadectwo nowych błogosławionych stanie się inspiracją dla młodych ludzi rozeznających swoje życiowe powołanie. „Prosimy Pana, aby posyłał Kościołowi świętych kapłanów. Dziękujemy wszystkim za modlitwę i duchowe wsparcie” – podkreśla rozmówca Vatican News.
Życiorysy i męczeństwo kapłanów
23 maja 1941 r. gestapo aresztowało księży salezjanów zamieszkujących dom zakonny na Dębnikach. Zostali przewiezieni do więzienia Montelupich, a w czerwcu przetransportowani do KL Auschwitz. Wśród nich był proboszcz parafii św. Stanisława Kostki w Krakowie i dyrektor lokalnej wspólnoty salezjańskiej ks. Jan Świerc (1877-1941), ks. Ignacy Antonowicz (1890–1941), ks. Ignacy Dobiasz (1880-1941), ks. Franciszek Harazim (1885-1941) i ks. Kazimierz Wojciechowski (1904-1941). Zginęli w wyniku brutalnych tortur w obozie w czerwcu i lipcu 1941 r.
Ks. Karol Golda (1914-1942) podczas wojny pracował duszpastersko m.in. w Poznaniu i Oświęcimiu. 31 grudnia 1941 r. został aresztowany przez gestapo za spowiadanie niemieckiego żołnierza, co było zabronione przez okupanta. Trafił do KL Auschwitz, gdzie spędził pięć miesięcy, poddawany torturom i karze bunkra głodowego. Zginął 14 maja 1942 r.
Ks. Franciszek Miśka (1898-1942) na początku II wojny był kapelanem wojskowym, później proboszczem w Lądzie. Po przekształceniu tamtejszego zakładu salezjańskiego w więzienie dla duchownych gestapo mianowało go przełożonym internowanych. Z Lądu przeniesiono go do obozu przejściowego w Konstantynowie k. Łodzi, a następnie do obozu w Dachau. Zmarł z choroby i wycieńczenia 30 maja 1942 r. Przed śmiercią modlił się i pocieszał innych.
Ks. Ludwik Mroczek (1905-1942) podczas okupacji posługiwał w Częstochowie i Krakowie. Według niektórych źródeł był zaangażowany w działalność konspiracyjną. Aresztowany przez gestapo 22 maja 1941 r. w krakowskim seminarium, po pobycie na Montelupich trafił do KL Auschwitz. Ciężko pobity w obozie, zmarł 5 stycznia 1942 r.
Ks. Włodzimierz Szembek (1883-1942) dobrowolnie oddał się w ręce gestapo 9 lipca 1942 r. w domu salezjańskim w Skawie, by ochronić starszego przełożonego zakonu. Był przetrzymywany w więzieniach w Nowym Targu i Zakopanem, brutalnie torturowany, następnie przewieziony do Auschwitz. Zmarł w wyniku wycieńczenia i tortur 18 września 1942 r.
Dziewięciu salezjanów należy do grupy 122 osób, wobec których 17 września 2003 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny drugiej grupy polskich męczenników z okresu II wojny światowej. 24 maja 2011 r. w Pelplinie zakończył się etap diecezjalny, a wszystkie dokumenty przesłano do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie.
Zatwierdzenie męczeństwa przez Kościół
W marcu 2023 r. konsultorzy historycy Dykasterii ds. Kanonizacyjnych wyrazili pozytywną opinię odnośnie do ks. Jana Świerca i ośmiu towarzyszy, kapłanów Towarzystwa św. Franciszka Salezego, zamordowanych „in odium fidei” – „z nienawiści do wiary” w niemieckich obozach zagłady w latach 1941-1942.
Nowy błogosławiony jest dla mnie wujkiem. Siedzę tutaj i płaczę z radości i wzruszenia
W beatyfikacyjnej Mszy św. 9 salezjańskich męczenników II wojny światowej wzięło udział kilka tysięcy osób. Wśród nich było wielu krewnych tych zakonników.
Nie kryli oni wzruszenia faktem, iż Kościół katolicki postanowił wynieść do chwały ołtarzy osoby, o których słyszeli od dzieciństwa i że dane jest im uczestniczyć w tak podniosłym wydarzeniu. Przyznawali także, że już od dawna, obserwując najpierw trwający proces beatyfikacyjny, a później już przygotowania do uroczystości, w swoich rodzinach modlili się (i nadal się modlą) za wstawiennictwem nowych błogosławionych.
- Jestem córką brata ks. Ludwika Mroczka, a więc nowy błogosławiony jest dla mnie wujkiem. Zawsze był mi bliski, a teraz stał się jeszcze bliższy, a że mam już swoje lata, to siedzę tutaj i płaczę - z radości i wzruszenia - mówiła Krystyna Nycz, przekonując, że my, żyjący w XXI wieku, nie tylko możemy, ale nawet powinniśmy iść po śladach nowych błogosławionych, bo to byli dobrzy i szlachetni ludzie. - To, czego doświadczyli w Auschwitz, było straszne i dramatyczne, dlatego trudno nie zadawać sobie pytania, gdzie był Bóg, że na to pozwolił. Jednak On z tego męczeństwa wyprowadził dzisiejszą beatyfikację, wspaniałe święto, które pokazuje, że ci zakonnicy są szczęśliwi w chwale nieba - przekonywała pani Krystyna.
Uwagę zebranych w sanktuarium św. Jana Pawła II na Białych Morzach ciepłym uśmiechem zwracała też starsza pani siedząca na wózku inwalidzkim bardzo blisko ołtarza. Była to cioteczna siostrzenica ks. Włodzimierza Szembeka. Jak opowiadała, w muzeum, jakie obecnie znajduje się na terenie byłego obozu koncentracyjnego Auschwitz, można zobaczyć wiele fotografii więźniów. Na większości z nich widać przerażone twarze, dlatego pośród nich wyróżnia się zdjęcie ks. Szembeka. - Jego trzy fotografie przedstawiają wyraz twarzy generała, który wygrał bitwę. Warto te fotografie pokazać światu - mówiła Zofia Dzieduszycka-Plater, dodając, że jest zadziwiona, a nawet zaskoczona tym, iż dożyła chwili beatyfikacji swojego krewnego. Widocznie tam gdzieś, w niebie, Bóg uznał, aby o ks. Szembeku opowiadała jeszcze wnukom i prawnukom i młodemu pokoleniu.
Pani Zofii towarzyszyli też Melania oraz Mateusz Dzieduszyccy. - Ciocia ks. Szembeka była moją prababcią, dlatego bardzo czujemy to bliskie pokrewieństwo. Powiem więcej - czujemy się spadkobiercami błogosławionego Włodzimierza Szembeka - mówił pan Mateusz. Jak również opowiadał, jego dziadek Włodzimierz Dzieduszycki, pośród swoich potomków miał aż 18 osób konsekrowanych, w tym dwóch błogosławionych - o. Michała Czartoryskiego i teraz także ks. Włodzimierza Szembeka. - To, co nazywamy wychowaniem chrześcijańskim, ma głęboki sens, bo okazuje się, że fundamenty, które przechodzą z pokolenia na pokolenie, potem mogą zaowocować świętością. Ta świętość, ogłoszona dziś przez Kościół, przyciągnęła nas tak licznie do tej świątyni i razem jesteśmy tutaj pod parasolem Bożego błogosławieństwa i miłosierdzia - zauważył Mateusz Dzieduszycki. Jego zdaniem dzisiejszy dzień przypomina nam o gotowości do ponoszenia ofiary oraz o wierności swojemu powołaniu. Pani Melania stwierdziła z kolei, iż przykład ks. Szembeka udowadnia, że nigdy nie jest za późno, żeby pójść za powołaniem i za głosem Pana Boga. - Bardzo późno wstąpił do zakonu i w tym powołaniu się spełnił. Często mówimy o tym naszym dzieciom. Co więcej, można się wychowywać w trudnych warunkach, a potem dojść do świętości i na tę świętość sobie zapracować. Ważne jest tylko, by zaufać Panu Bogu - opowiadała pani Melania. Państwo Dzieduszyccy nie mają także wątpliwości, iż bł. ks. Szembek jest dla nich kimś bardzo ważnym. - Gdy przyszła wiadomość, że szykuje się jego proces beatyfikacyjny, to znając historię jego, jego rodziny, późnego powołania, pomyślałem sobie: to będzie taki mój święty. I jest mój święty! - cieszy się Mateusz Dzieduszycki.
Wzruszenie malowało się też na twarzy Marka Lubowieckiego, który - poprzez swoją żonę - jest spokrewniony z ks. Franciszkiem Miśką. Jak przekonywał, postać tego kapłana może nas inspirować do tego, by żyć odważniej. - Nie żyjemy w czasach wojny i nie musimy podejmować tak dramatycznych decyzji, jak nowi błogosławieni, ale i nasze czasy nie są lekkie, a świat chce zapomnieć o Bogu i o wierze. Salezjańscy męczennicy nie wyrzekli się jej, nie dali się złamać. Wytrwali, aż do końca - zauważył pan Marek.
za:krakow.gosc.pl