Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Chronić doktora sygnalistę

Lekarz, który ujawnił wstrząsający charakter układów w ochronie zdrowia, może liczyć się z różnymi represjami – łącznie z zarzutami i procesami. Emil Jędrzejewski mówił w Kanale Zero wprost, że boi się o bezpieczeństwo własne i rodziny. 
To, co ujawnił ws. praktyk w Szpitalu Południowym, tłumaczy agresywną postawę polityków KO na czele z Romanem Giertychem i Bartoszem Arłukowiczem. Oni wiedzą, że odbezpieczono granat, który może wysadzić partię rządzącą w powietrze. 
Od tygodnia cała Polska żyje aferą szpitalną. 

Nie, nie była to tylko kwestia porażających praktyk w Szpitalu Południowym w Warszawie i Dawida Kacprzyka, 28-letniego radnego i milionera, który był przekonany, że dzięki legitymacji KO i wsparciu partyjnych elit wolno mu wszystko, nawet bez specjalizacji. 

Historia posłanki Małgorzaty Pępek pokazuje dobitnie, że afera z drugim obiegiem świadczeń medycznych dla partyjnych notabli wykracza poza stolicę. Parlamentarzystka Koalicji Obywatelskiej w żywieckim szpitalu nie czekała na badania dwa lata, jak inni pacjenci, lecz uzyskała dostęp do świadczeń medycznych w ciągu trzech tygodni. 
W rozmowie z portalem Zero była zaskoczona do tego stopnia, że pytała współpracownika, co ma odpowiedzieć. Doradził jej: „Nie przyznawaj się”. Jak Pępek usłyszała, tak zrobiła – grozi dziennikarzom pozwami, żałośnie się tłumaczy, że jedynie skorzystała ze zwolnionego miejsca, a wszyscy powinni być jej wdzięczni za natychmiastowe „wbicie się” do kolejki poza procedurami. 

Za chwilę teoretycznie wykruszy się koalicja rządowa, bo okaże się, że takich jak Pępek są dziesiątki, a premier Donald Tusk zapowiadał wyjaśnienie afery „do spodu, bez względu na pełnione funkcje” – w skrócie zasygnalizował czystki. Większość sejmowa wisi w ostatnich głosowaniach na 232–236 posłach.  

Konkretne przykłady skandali

To chyba czas na likwidację kolejnych regionalnych oddziałów Koalicji Obywatelskiej, nie tylko małopolskiego? To, co ujawnił doktor Emil Jędrzejewski – były ordynator oddziału chirurgii Szpitala Południowego, tej perełki na politycznej drodze Rafała Trzaskowskiego, którą sam chwalił w debacie prezydenckiej – nie mieści się w głowie. Lekarz, który zgłaszał blisko rok temu aferę prezydentowi Warszawy – prywatnie oraz oficjalnie – i został spuszczony na drzewo, opisał w Kanale Zero kryminalny charakter działań podejmowanych wobec pacjentów w stołecznej placówce. 

Nawet gdyby tylko jedna historia opowiedziana przez doktora Jędrzejewskiego była prawdziwa, to podał on zbyt dużo przykładów, by bagatelizować opowieść. Błędy medyczne prowadzące do śmierci, tomografia wykonana na denacie, fałszowanie dokumentacji medycznej, wreszcie nieumiejętnie przeprowadzane intubacje dokonywane przez kompletnie niedoświadczonego Dawida Kacprzyka – Jędrzejewski wspomniał w Kanale Zero o dwóch takich sytuacjach, które kończyły się zgonem. 

O tym wszystkim opowiedział były ordynator chirurgii Szpitala Południowego pod nazwiskiem. Mało tego – w prestiżowej placówce nie zaopiekowano się pacjentem na ­SOR-ze, utracono z nim kontakt, a po kilku godzinach zorientowano się, że ta osoba jest w toalecie i nie żyje.

Próbowali ugasić pożar 

Jędrzejewski nie ukrywa, że obawia się o swoje bezpieczeństwo. Roman Giertych, Bartosz Arłukowicz i Wojciech Czuchnowski zadbali w ostatnich dniach, by internetowe trolle miały czym ujadać. Opowiadają, jak to „doktor Emil jest pisowski”, odzierają go z godności i odbierają wiarygodność. 

Za przykład niech posłuży „Gazeta Wyborcza”, publikująca sensacyjne doniesienia o tym, że Jędrzejewski rzekomo zabiegał o działkę pod budowę kliniki medycyny sportowej. Biznes miał rozwijać z Robertem Lewandowskim. Sęk w tym, że Czuchnowski napisał o sprawie z 2018 r. Po drugie nikt do tej pory nie złożył doniesienia do prokuratury na lekarza ani nie mówił o tym publicznie – a jeśli faktycznie lekarz szukał koneksji i próbował łamać prawo, to powinno to być zgłoszone. Po trzecie wreszcie lekarz sygnalista cztery lata później został ordynatorem chirurgii w szpitalu, który był oczkiem w głowie Trzaskowskiego i warszawskiej Koalicji Obywatelskiej. Czyli nikt nie stwierdził w partii, która trzęsie stolicą od 20 lat, by coś było na rzeczy. Śmieszne to mało powiedziane. 

Zamuleniem afery miała być publikacja zdjęć przez Wojciecha Czuchnowskiego w serwisie X – uważający się za kogoś poważnego redaktor potwierdził, że faktycznie w Szpitalu Południowym wydzielono pokój dla VIP-ów, tylko najwyraźniej nie zdawał sobie z tego sprawy. Wrzucił zatem do sieci siedem zdjęć saloniku, po czym ruszył z pretensjami na media, które opisują aferę szpitalną, i oskarżył o manipulacje.

Wtórował mu za każdym razem Roman Giertych. Rozbrajanie tego typu „bomb” jest banalnie proste, jeśli tylko krytycznie konfrontuje się informacje zawarte w źródłach.

– W wyniku błędu lekarskiego doprowadzano do powikłań, które kończyły się letalnie. Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy. To jest sedno całego zamieszania – mówił Jędrzejewski o Kacprzyku w Kanale Zero. – Pacjenci przyjęci na SOR-ze umierali niezaopiekowani, pracownicy oddziału „przypominali sobie” o nich po kilku godzinach i wykonywali im tomografię, żeby coś markować – opisywał sygnalista badania denatów. – Część ludzi funkcjonuje w zmowie, a część się boi konsekwencji – podsumował doktor Jędrzejewski.

Widać było po nim pewien strach – sam przyznał, że się boi. Rok temu zgłaszał problemy Trzaskowskiemu, a dziś spotyka go hejt ze strony polityków Koalicji Obywatelskiej i, co tu dużo mówić, kryminalnie brzmiące pogróżki z ich strony. Waldemar Żurek niczym prokurator generalny rodem z Rosji oznajmił w RMF FM, że ma nadzieję na przedstawienie dowodów przez sygnalistę. Podważał też jego wiarygodność w stylu Giertycha, pytając, dlaczego czekał rok z ujawnieniem swojej wiedzy – tak jakby nie było korespondencji Jędrzejewskiego z Trzaskowskim. 

Zdymisjonowany zarząd szpitala na skutek afery domaga się zwrotu ponad pół miliona złotych od lekarza, który mówi o patologiach. Trzeba postawić to pytanie w związku z metodami rządów obecnej koalicji: czy doktorowi grozi los aresztowanego Leszka Kraskowskiego, który trafił do aresztu za sprawą niezweryfikowanego przez służby e-maila, a wcześniej opisywał w szczegółach aferę Polnordu i interesy Romana Giertycha?

Żurek straszy świadka 

Jedno jest pewne – gdyby prokuratura pod rządami Waldemara Żurka traktowała afery w swoim środowisku choćby w połowie tak, jak traktuje opozycję, Kacprzyk siedziałby już w areszcie, sygnalista zostałby wysłuchany, a cała dokumentacja Szpitala Południowego byłaby zabezpieczona najpóźniej po pierwszym artykule prasowym. Ta afera będzie eskalować i rezonować – jest bardziej zrozumiała dla ludzi niż taśmy sprzed ponad dekady, które dezawuowano rzekomymi manipulacjami i rosyjską ingerencją. To też śmiertelnie niebezpieczny kłopot dla rządu Donalda Tuska. Układy i vendetty w zaciszu gabinetów – przypominające te wręcz mafijne – kontrastują ze zniesieniem limitów w ochronie zdrowia, katastrofą z wyczekiwaniem na przyjęcia pacjentów na pilne zabiegi i niedofinansowaniem systemu.

Prok. M. Moszowski o groźbach mec. J. Dubois wobec dr. E. Jędrzejewskiego z Warszawskiego Szpitala Południowego: Sygnalista nie może podlegać jakimkolwiek represjom prawnym. Stosowanie działań odwetowych jest przestępstwem 

Mamy w polskim systemie prawnym ustawę o ochronie sygnalistów. Tam jest wskazane, że sygnalista – a bez wątpienia sygnalistą jest dr Emil Jędrzejewski – nie może podlegać jakimkolwiek represjom prawnym, a podejmowanie działań odwetowych wobec sygnalisty, zgodnie z artykułem 55 tej ustawy, jest przestępstwem. Artykuł 55 tej ustawy mówi: „Kto podejmuje działania odwetowe wobec sygnalisty, osoby pomagającej w dokonaniu zgłoszenia albo osoby powiązanej z sygnalistą, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch” – mówił w środowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja prok. Mariusz Moszowski, odnosząc się do bulwersujących słów mec. Jacka Dubois. Prawnik Dawida Kacprzyka groził procesem karnym sygnaliście z Warszawskiego Szpitala Południowego, dr Emilowi Jędrzejewskiemu.

Sygnalista, dr Emil Jędrzejewski, został wezwany do prokuratury na przesłuchanie. Jednak lekarz już w lipcu 2025 r. napisał na WhatsAppie do prezydenta Warszawy, Rafała Trzaskowskiego, wiadomość, w której informował o dramatycznej sytuacji w szpitalu. To, jak wskazał prok. Mariusz Moszowski, powinno zobligować włodarza stolicy do podjęcia odpowiednich kroków.

    – Funkcjonariusz publiczny, jakim jest prezydent miasta, w przypadku powzięcia wiadomości o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa ma prawny obowiązek zawiadomić o tym organy ścigania. Tak więc w ocenie naszego stowarzyszenia, prokuratura powinna zbadać także ten wątek, bo znam relacje prasowe [z których wynika – radiomaryja.pl] m.in., że (…) część środowiska związanego z prezydentem miasta Warszawy zarzuca temu lekarzowi, że on nie złożył tego zawiadomienia i z tym czekał – zwrócił uwagę prok. Mariusz Moszowski.

Fakt, że Rafał Trzaskowski nie zawiadomił organów ścigania, może zostać uznany za niedopełnienie obowiązku.

Sprawa Szpitala Południowego ma również kolejny bulwersujący wymiar. Prawnik Dawida Kacprzyka – byłego koordynatora tamtejszego SOR – mec. Jacek Dubois, powiązany ze środowiskiem Koalicji Obywatelskiej, zagroził, że jeśli dr Emil Jędrzejewski nie odwoła „zniesławiających, oszczerczych i nieprawdziwych informacji”, to będzie musiał liczyć się z „bardzo poważnym procesem karnym”. To działania odwetowe wobec sygnalisty. Takie działania są w Polsce niezgodne z prawem.

    – Mamy w polskim systemie prawnym ustawę o ochronie sygnalistów. To jest ustawa (…) z dnia 14 czerwca 2024 r. (…). Tam jest wskazane, że sygnalista – a bez wątpienia sygnalistą jest ten lekarz – nie może podlegać jakimkolwiek represjom prawnym, a stosowanie represji prawnych, tzw. (…) podejmowanie działań odwetowych wobec sygnalisty, zgodnie z artykułem 55 tej ustawy, jest przestępstwem. Artykuł 55 tej ustawy mówi: „Kto podejmuje działania odwetowe wobec sygnalisty, osoby pomagającej w dokonaniu zgłoszenia albo osoby powiązanej z sygnalistą, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch” – wskazał gość „Aktualności dnia”.

Prokurator zaznaczył, że organy ścigania powinny natychmiast zabezpieczyć dowody w celu ustalenia, czy w szpitalu został popełniony czyn zabroniony i czy stanowi on przestępstwo. W sprawie istnieją poważne obawy o matactwo – a to upoważnia do zatrzymania podejrzanego. 

In vitro w Szpitalu Południowym: miliony zł na sztuczną produkcję dzieci. W tle afera 

Fundacja Życie i Rodzina wskazuje, że w Szpitalu Południowym działa Centrum Leczenia Niepłodności oferujące in vitro i korzystające z publicznych dotacji. Zdaniem fundacji placówka była nastawiona przede wszystkim na zysk. „Wygląda więc na to, że mamy do czynienia z rodzajem maszynki samorządu m.st. Warszawy do wyciągania dotacji z budżetu państwa” – czytamy na stronie fundacji.

Cała Polska mówi o aferze w Szpitalu Południowym w Warszawie. Były ordynator Oddziału Chirurgii w tej placówce, dr Emil Jędrzejewski, oskarżył lekarza Dawida Kacprzyka (do niedawna radnego KO w dzielnicy Ursus i koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego), że przez niego ginęli pacjenci. Opowiedział o strasznych sytuacjach, do których miało dochodzić na izbie przyjęć: m.in. o osobie, która zmarła, pozostawiona sama sobie w toalecie, nieprawidłowo wykonywanej intubacji i badaniach na zmarłych – przeprowadzanych, by zafałszować dokumentację.

Fundacja Życie i Rodzina zwraca uwagę, że w Szpitalu Południowym działa Warszawskie Centrum Leczenia Niepłodności – oferujące sztuczne zapłodnienie metodą in vitro i otrzymujące milionowe dotacje z budżetu państwa. „Wszystko wskazuje na to, że placówka nie tyle służyła dobru pacjentów, ile była źródłem zysku, świadomie stworzonym przez władze Warszawy do wyciągania pieniędzy na nieetyczną i najczęściej nieskuteczną procedurę” – czytamy na stronie fundacji.

Warszawskie Centrum Leczenia Niepłodności (WCLN) w Szpitalu Południowym to pierwszy w Polsce samorządowy ośrodek oferujący sztuczne zapłodnienie metodą in vitro. Jego budowę sfinansowało miasto Warszawa. Do tego czasu kliniki sztucznego rozrodu były wyłącznie prywatne, teraz pierwszy samorząd pokusił się o pieniądze na produkcję dzieci na szkle.

Fundacja Życie i Rodzina zwraca uwagę, że centrum otworzono w marcu 2024 r., a już w czerwcu placówka rozpoczęła realizację rządowego programu in vitro (że będzie on wdrażany, wiadomo było już w grudniu).

„Wygląda więc na to, że mamy do czynienia z rodzajem maszynki samorządu m.st. Warszawy do wyciągania dotacji z budżetu państwa. Na cel produkcji dzieci z probówek WCLN otrzymuje przecież od państwa zawrotne sumy: w 2025 roku dostało ponad 8 mln zł dotacji, a na 2026 rok przyznano mu niemal 6 mln zł. Dołóżmy do tego pieniądze, które dopłacali sami klienci ośrodka, a wyjdą jeszcze większe kwoty, które ściągnęła do siebie warszawska placówka. A ponieważ program dofinansowania in vitro zakłada przeznaczenie na cel sztucznego rozrodu nie mniej niż 500 mln zł rocznie, pozyskiwanie jak największej liczby klientów chcących „wyprodukować" sobie dzieci zwyczajnie się opłaca” – czytamy na stronie fundacji.

Grzegorz Wszołek

za:niezalezna.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.