Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Gloryfikacja ludobójców - Zełenski wybiera eskalację

Wołodymyr Zełenski, w Dniu Konstytucji Ukrainy, ogłosił ustawę o Ukraińskim Panteonie Narodowym. Chce w nim upamiętnić nie tylko współczesnych obrońców kraju, ale ludzi z różnych epok. 
Wszystko wskazuje na to, że będzie to miejsce pochówku np. Stepana Bandery i kolejny krok w stronę gloryfikacji ludobójców.
Obecne władze kraju za żołnierzy walczących o wolność uznają członków Ukraińskiej Powstańczej Armii odpowiedzialnej za ludobójstwo Polaków.

Prezydent Ukrainy z honorami żegnał jednego z ojców ukraińskiego nacjonalizmu Andrija Melnyka, którego prochy zostały sprowadzone z Luksemburga. Już wtedy w planach był ponowny pochówek Stepana Bandery i budowa Panteonu „wybitnych Ukraińców”. Powstanie takiego panteonu prezydent Wołodymyr Zełenski ogłosił w trakcie obchodów Dnia Konstytucji Ukrainy.

– Dziś wprowadziłem do parlamentu ustawę o Ukraińskim Panteonie Narodowym – mówił wówczas Wołodymyr Zełenski.

Wołodymyr Zełenski wprost oznajmił, że panteon ma uczcić ludzi z różnych wieków i różnych epok, nie tylko współczesnych obrońców ukraińskiej niepodległości. W słowach prezydenta Ukrainy trudno nie doszukiwać się przytyku w stronę jego osobistego sporu z Polską.

„Nazwiska wszystkich bohaterów, którzy w różnych epokach i stuleciach walczyli o Ukrainę oraz inspirowali Ukrainę, zostaną zebrane i na zawsze zapisane w naszej historii – wielką literą, z najwyższym szacunkiem i należytą troską ze strony naszego państwa, Ukrainy, które szanuje samo siebie, ceni swoich obywateli i chroni to, co do niego należy. Nasze prawo do bycia Ukraińcami. To jest bardzo ważne”

     – Nikt i nigdy nie będzie nakazywał nam, jak żyć, jak mówić, kogo kochać, komu być wdzięcznym i jakich bohaterów szanować – akcentował prezydent Ukrainy.

Wołodymyr Zełenski przedstawia plan budowy panteonu jako manifestację prawa Ukraińców do własnej tożsamości.

Postać Stepana Bandery, którego prochy miałyby znaleźć się w ukraińskim panteonie, przypomniał w ostatnich dniach Instytut Pamięci Narodowej. Instytucja prowadzi kampanię w mediach społecznościowych, przypomina o korzeniach ukraińskiego nacjonalizmu.

    „Nasza idea, w naszym pojęciu jest tak wielka, że kiedy chodzi o jej realizację, to nie setki, ale miliony ofiar trzeba poświęcić, aby ją zrealizować” – mówił w 1936 r. przed sądem we Lwowie Stepan Bandera, jeden z przywódców ukraińskich nacjonalistów” – zaznaczył Instytut Pamięci Narodowej.

To kolejny gest mający na celu upamiętnienie ukraińskich nacjonalistów odpowiedzialnych za ludobójstwo na Kresach. Pod koniec maja Zełenski ogłosił, że nadał imię „Bohaterów UPA” Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy. Wyjaśnił, że uczynił to „w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska oraz uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy”.Wcześniej władze ukraińskie sprowadziły do kraju prochy jednego z działaczy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Andrija Melnyka.

W efekcie tej decyzji prezydent Karol Nawrocki 19 czerwca poinformował, że zdecydował o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego. W odpowiedzi dzień później Zełenski odesłał order do Warszawy za pośrednictwem firmy kurierskiej.

Następnie Orderu Orła Białego zrzekli się byli prezydenci Ukrainy: Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko oraz Petro Poroszenko, a innych polskich odznaczeń państwowych zrzekli się: minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha, szef Biura Prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow, jego zastępca Ihor Żowkwa oraz ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar. 

Prezes PiS Jarosław Kaczyński poinformował zaś, że zwróci przyznany mu w 2022 r. ukraiński Order Księcia Jarosława Mądrego.

O oddaniu ukraińskiego odznaczenia poinformował też wicemarszałek Senatu Michał Kamiński.

Ukraińska Powstańcza Armia pozostaje jednym z najbardziej spornych tematów w relacjach polsko-ukraińskich. 
W lipcu 1943 r. oddziały UPA przeprowadziły skoordynowane ataki na około 150 miejscowości zamieszkanych przez Polaków na Wołyniu, co stało się kulminacją zbrodni określanej w Polsce jako ludobójstwo wołyńskie.

Zginąć mogło ponad 100 tys. polskich cywilów, często kobiet i dzieci. Mordy UPA cechowały się okrucieństwem wyjątkowym nawet jak na zbrodnie II wojny światowej.

Za sprawców zbrodni uznawani są członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Stepana Bandery oraz podporządkowanej jej UPA.

Piotr Semka komentując najnowsze wystąpienie Wołodymyra Zełenskiego zwrócił uwagę, że w Polsce szczególnie mocno wybrzmiały słowa ukraińskiego prezydenta o tym, że nikt nie będzie Ukrainie narzucał wyboru bohaterów narodowych.

– Bardzo wyraźnie Zełenski wysłał deklarację, że nikt nie będzie nam wybierał bohaterów, co stało się pewnym leitmotivem wzmożenia dużej części opinii publicznej ukraińskiej – mówi Piotr Semka.

Publicysta podkreśla, że wypowiedź została w Polsce odczytana przede wszystkim jako sygnał konfrontacyjny, choć sam Zełenski jednocześnie odwołał się do postaci Iwana Mazepy, która nie jest dla Polaków szczególnie kontrowersyjna.

Iwan Mazepa zamiast Bandery?

Zdaniem Semki mało kto w Polsce zwrócił uwagę na to, że centralną postacią uroczystości był właśnie Mazepa.

– Zełenski sięgnął po bohatera niekonfliktowego z Polską. Iwan Mazepa nie jest postacią, która budzi w Polsce takie emocje jak Stepan Bandera – wskazuje publicysta.

Semka przypomina, że Mazepa był związany także z historią Rzeczypospolitej i wywodził się z rodziny obdarzanej przywilejami przez polskich królów.

Publicysta zwraca uwagę na niekonsekwencję działań ukraińskiego prezydenta.

– Wydarzenia ostatnich dni pokazują dziwne ruchy: jeden krok do przodu, jeden krok do tyłu – mówi.

Semka wskazuje trzy możliwe wyjaśnienia: próbę przypodobania się części środowisk frontowych związanych z symboliką UPA, grę polityczną wokół relacji z Unią Europejską oraz bardziej ogólny styl rządzenia Zełenskiego oparty – jak twierdzi – na gwałtownych i emocjonalnych decyzjach.

W ocenie Semki obecny kryzys ma głębsze podłoże niż tylko spór o historię.

– Coraz więcej ukraińskich publicystów używa określenia, że Wołyń był terenem okupowanym. To pokazuje, jak bardzo rozchodzą się dziś polska i ukraińska narracja historyczna – podkreśla.

Jego zdaniem spór o bohaterów Ukrainy, Wołyń i symbolikę UPA może stać się jednym z najważniejszych tematów debaty publicznej zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie.

Dlaczego Ukraina nie zwróciła Polsce tysięcy dzieł sztuki?

W czasie gdy relacje polsko-ukraińskie ponownie koncentrują się wokół sporów historycznych, powraca także inna nierozwiązana kwestia – los tysięcy polskich dzieł sztuki, archiwów i rękopisów pozostających od dziesięcioleci w ukraińskich instytucjach. Mimo ponad 30 lat od rozpadu ZSRR nie doszło do ich systemowej restytucji.

Temat regularnie powraca przy okazji debat o historii, pamięci i dziedzictwie kulturowym. Chodzi o tysiące polskich archiwaliów, rękopisów, starodruków i dzieł sztuki przejętych przez Związek Sowiecki po 1939 roku, a następnie pozostawionych na terytorium dzisiejszej Ukrainy. Choć od rozpadu ZSRR minęło ponad trzydzieści lat, kwestia ich zwrotu pozostaje nierozwiązana.

Jak Polska utraciła setki tysięcy dzieł sztuki podczas II wojny światowej

Kwestia grabieży polskich dóbr kultury podczas II wojny światowej stanowi jeden z najboleśniejszych i najtrudniejszych do rozwiązania problemów w powojennej historii Polski. Los zagrabionych polskich dóbr kultury zaginionych lub ukradzionych przez okupantów podczas II wojny światowej pozostaje jednym z najtrudniejszych nierozwiązanych problemów historycznych Europy.

W debacie publicznej coraz częściej pojawia się pytanie o zbiory pozostające na Ukrainie po rozpadzie ZSRR. Znacznie rzadziej porównuje się je ze skalą grabieży dokonanej przez III Rzeszę. Choć oba problemy dotyczą polskiego dziedzictwa, mają odmienny charakter prawny, historyczny i polityczny.

Straty w liczbach

Według szacunków, w wyniku zaplanowanych akcji rabunkowych, a także zniszczeń wojennych, Polska utraciła ponad 500 tysięcy dzieł sztuki, co stanowiło około 70 procent narodowego dziedzictwa kulturowego. Choć liczby te bywają często przywoływane w debacie publicznej, rzeczywisty wymiar straty jest trudny do oszacowania, gdyż dotyczy nie tylko obrazów czy rzeźb, ale też bezcennych archiwaliów, inkunabułów i całych bibliotek. Zarówno hitlerowskie Niemcy, jak i Związek Sowiecki prowadziły celową politykę rabunku dzieł polskiej kultury.

Jednakże współczesne podejście spadkobierców tamtych reżimów i dysponentów zagrabionych kolekcji – Republiki Federalnej Niemiec oraz państw powstałych po rozpadzie ZSRR, przede wszystkim Ukrainy – ukazuje dwa drastycznie odmienne paradygmaty restytucyjne.

Niemcy stopniowo zwracają Polsce zrabowane dzieła sztuki

Polityka III Rzeszy opierała się na systemowej, zinstytucjonalizowanej kradzieży. Na terytorium Generalnego Gubernatorstwa oraz ziemiach wcielonych do Rzeszy operowały wyspecjalizowane komanda (m.in. Einsatzstab Reichsleiter Rosenberg). Ich celem było nie tylko wzbogacenie niemieckich kolekcji, ale też kulturowe wyjałowienie podbitych terytoriów. Współczesne Niemcy jako państwo będące prawnym kontynuatorem III Rzeszy, uznają swoją odpowiedzialność za te zbrodnie, co ma bezpośrednie przełożenie na procesy restytucyjne. Choć proces ten bywa żmudny i biurokratyczny, opiera się na jasnych podstawach prawa międzynarodowego (m.in. Deklaracja Londyńska z 1943 r., Konwencja Haska z 1954 r. oraz Konwencja UNESCO z 1970 r.). Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego od lat z sukcesami prowadzi dziesiątki procesów restytucyjnych. Dynamika tych działań uległa wręcz przyspieszeniu za rządów PiS, które przykładało dużą wagę do takich działań. Obecny rząd chcąc nie chcąc musiał te działania kontynuować.

Pod koniec 2025 roku kanclerz Niemiec Friedrich Merz zapowiedział utworzenie specjalnej grupy roboczej w MSZ mającej na celu znaczne przyspieszenie zwrotu polskich archiwaliów i dzieł sztuki. W efekcie Polska mogła złożyć kolejne wnioski dotyczące tak bezcennych obiektów jak rękopis „Gaude Mater Polonia” czy XV-wieczne dzwony z Małopolski. Pomimo wciąż zaginionych dziesiątek tysięcy artefaktów, po stronie niemieckiej istnieje (?) polityczna i prawna wola restytucji – jeśli udowodni się pochodzenie obiektu, zazwyczaj wraca on do kraju macierzystego. Z naciskiem na „zazwyczaj”.

    Niedawno do Polski wróciły bezcenne artefakty zrabowane przez III Rzeszę podczas II wojny światowej. Wśród obiektów znalazł się właśnie wspomniany średniowieczny rękopis „Gaude Mater Polonia” oraz pierścień Zygmunta I Starego.

    Nadal czekamy m.in. na zwrot „Portret młodzieńca” pędzla Rafaela z krakowskiej „Kolekcji Czartoryskich” - został zrabowany i do dziś jest zaginiony. Grafika „Leżąca lwica” Albrechta Dürera – to co prawda dzieło powstałe ręką niemieckiego artysty, ale zniknęła z polskiego zasobu. Żadne z nich nie wróciło. Wcześniej do Polski wróciły m.in. 73 polsko-krzyżackie dokumenty i fragment głowy świętego Jakuba Starszego z zamku w Malborku - średniowiecznej rzeźby. Został wywieziony nielegalnie w 1957 r., a następnie sprzedany do niemieckiego muzeum.

    Polsko-krzyżackie dokumenty w 1940 r. zostały skradzione z Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie i przewiezione do pruskiego archiwum w Królewcu. Po zakończeniu wojny zostały zaś odnalezione w Dolnej Saksonii i trafiły do Berlina. Rozmowy o ich zwrocie były prowadzone od 1948 roku. Oficjalny wniosek restytucyjny został złożony jesienią 2023 r.

Dlaczego polskie zbiory z Lwowa do dziś nie wróciły do kraju?

Sytuacja komplikuje się diametralnie w przypadku utraconych dóbr na Kresach Wschodnich, w tym przede wszystkim na dzisiejszej Ukrainie. W 1939 roku, na mocy paktu Ribbentrop - Mołotow, Sowieci zajęli wschodnią część II RP, w tym Lwów – jeden z najważniejszych ośrodków polskiej nauki i kultury. To tam znajdował się Zakład Narodowy im. Ossolińskich oraz zbiory Muzeum Książąt Lubomirskich.

Najbardziej symbolicznym przykładem są rękopisy i archiwalia związane z Adamem Mickiewiczem. Część jego autografów – listów, notatek i materiałów – trafiła po wojnie do Lwowa, i do dziś przechowywana jest w tamtejszych archiwach oraz bibliotekach naukowych. Szczególne emocje budzi los spuścizny Juliusza Słowackiego, Gabrieli Zapolskiej czy innych twórców związanych z polskim dziedzictwem kulturowym. Część tych materiałów pozostaje w instytucjach lwowskich. Polska wielokrotnie podnosiła kwestię dostępu do zbiorów i możliwości ich odzyskania, jednak nie doprowadziło to do zmiany statusu prawnego dokumentów.

Do Polski trafiła tylko część zbiorów Ossolineum

Po wojnie, w wyniku przesunięcia granic Polski, zatwierdzonych w Jałcie, Lwów znalazł się w granicach Ukraińskiej SRR. W 1946 roku, w ramach tzw. „daru narodu ukraińskiego dla Wrocławia”, pozwolono na wywiezienie do Polski zaledwie ułamka zbiorów. Szacuje się, że do reaktywowanego we Wrocławiu Ossolineum trafiło jedynie około 30 proc. jego przedwojennych zasobów. Reszta – około 70 proc. – pozostała na Ukrainie, zasilając zbiory takich instytucji jak Lwowska Narodowa Galeria Sztuki czy Narodowa Naukowa Biblioteka Ukrainy im. W. Stefanyka.

Inne przykłady polskich strat pozostających na Ukrainie, to archiwalia państwowe II RP – dokumenty urzędów wojewódzkich, sądów i administracji II RP z terenów wschodnich znajdują się dziś w archiwach państwowych Ukrainy. Zbiory Biblioteki Baworowskich – jedna z najcenniejszych prywatnych bibliotek dawnej Polski, której zbiory pozostały po wojnie we Lwowie. Dzieła sztuki z muzeów i rezydencji kresowych – obrazy, grafiki i rzemiosło artystyczne przejęte przez Sowietów. Archiwa kościelne i klasztorne – akta diecezji i zakonów przejęte przez NKWD.

Dlaczego Ukraina nie zwraca polskich dzieł sztuki?

Ukraina wielokrotnie proponowała rozwiązania kompromisowe: wspólne projekty badawcze, digitalizację zbiorów, wystawy czasowe czy długoterminowe depozyty. Z punktu widzenia Polski nie są one jednak traktowane jako pełna restytucja. Po agresji Rosji na Ukrainę w 2022 roku relacje polsko-ukraińskie weszły w nową, strategiczną fazę. W cieniu bieżącej polityki i wojny powraca jednak temat nierozwiązany od dziesięcioleci: los polskich dóbr kultury zagrabionych przez Związek Sowiecki po 1939 roku, które do dziś znajdują się w ukraińskich instytucjach państwowych.

Czy Ukraina oddała Polsce te dobra – i czy w ogóle zamierza to zrobić? Nie, systemowego zwrotu w tym temacie nie było i zapewne nigdy nie będzie. Dlaczego nie doszło do zwrotu? Eksperci wskazują na trzy główne bariery: prawo sukcesji po ZSRR, brak kompleksowej umowy restytucyjnej z Polską, obawa przed precedensem dla innych roszczeń. Do dziś nie doszło do całościowego ani systemowego zwrotu polskich dzieł sztuki i archiwaliów przejętych przez władze sowieckie, a po 1991 roku odziedziczonych przez niepodległą Ukrainę. Miały miejsce pojedyncze gesty, długoterminowe wypożyczenia, kopie cyfrowe czy mikrofilmy, lecz oryginały w zdecydowanej większości pozostały na Ukrainie. Korzenie oporu: Prawne i tożsamościowe uwarunkowania stanowiska Kijowa.

Na czym polega ukraińska doktryna „prawa terytorialnego”?

Analiza powodów, dla których Ukraina konsekwentnie odmawia zwrotu polskich dóbr kultury, wymaga zrozumienia fundamentalnego zderzenia dwóch odrębnych doktryn. Głównym filarem oporu ukraińskiego jest bezwzględne trzymanie się tzw. prawa terytorialnego. Zgodnie z tą wykładnią uważa się, że dobra kultury, które zostały historycznie uformowane na terytorium dzisiejszej Ukrainy, stanowią jej narodowe dziedzictwo. Z tej, ukraińskiej, perspektywy zbiory Ossolińskich nigdy nie zostały Polakom „zabrane”, gdyż od początku swojego istnienia znajdowały się we Lwowie.

Stanowisko to wiąże się z de facto akceptacją legalności sowieckich aktów nacjonalizacyjnych z 1939 roku, traktowanych w Kijowie jako prawomocne akty administracyjne! Opór ten ma również twarde podstawy w sztywnych regulacjach prawnych państwa ukraińskiego. Miejscowe prawo regulujące kontrolę wywozu dóbr kultury wyklucza z obrotu międzynarodowego obiekty wpisane do Państwowego Rejestru Narodowego Dziedzictwa Kulturowego, Narodowego Zbioru Archiwalnego lub Muzealnego. Skoro cała spuścizna polskich arystokratów i instytucji kresowych została wpisana do tych rejestrów po utworzeniu niepodległej Ukrainy, jej wydanie wiązałoby się ze złamaniem ukraińskiej konstytucji i prawa karnego. To skutecznie paraliżuje jakiekolwiek prace Międzyrządowej Komisji Polsko-Ukraińskiej ds. ochrony i zwrotu dóbr kultury.

W tle przepisów prawnych toczy się szeroka polityka kształtowania tożsamości historycznej. W ukraińskim dyskursie muzealnym i państwowym dorobek cywilizacyjny powstały w czasach I i II Rzeczypospolitej bywa płynnie inkorporowany w poczet rdzennie ukraińskiego dziedzictwa. Prowadzi to do postrzegania dawnych polskich książnic i galerii nie jako zagrabionego majątku sąsiada, lecz jako bogactwa wytworzonego w danym krajobrazie kulturowym, do którego Ukraina rości sobie wyłączne prawo. Skrajnym przejawem tej doktryny było m.in. całkowite wykluczenie z agendy dyplomatycznej tematu asymetrycznej wymiany archiwów.

Cyfrowe kopie zamiast zwrotu oryginałów

Wobec twardego weta władz ukraińskich w kwestii zwrotu fizycznego dzieł, polska dyplomacja oraz sami muzealnicy musieli wypracować formułę ratunkową. Polega ona na tzw. „restytucji wirtualnej”. Polska, własnym nakładem finansowym (sięgającym milionów złotych), przeprowadza zakrojoną na szeroką skalę digitalizację dawnych polskich zbiorów we Lwowie. Zeskanowano już blisko 5 milionów stron rękopisów, w tym autografy Mickiewicza i Słowackiego, czasopisma i rysunki z dawnego Muzeum Lubomirskich. Dodatkowo, to Polska wysyłała ekspertów i konserwatorów z wrocławskiego Ossolineum do Lwowa, dostarczała specjalistyczne materiały i dbała o fizyczny stan obiektów należących formalnie do ukraińskich instytucji. Rzadkim ustępstwem Kijowa są jedynie czasowe, obwarowane rygorystycznymi umowami wypożyczenia (depozyty) pojedynczych dzieł na polskie wystawy. System ten wyklucza jednak całkowicie kluczowy dla Polski element wymiany własnościowej.

Zestawienie tych dwóch postaw uwypukla geopolityczny i prawny dylemat procesów rewindykacyjnych w Europie. W relacjach z Niemcami mamy do czynienia z klarownym, choć historycznie trudnym statusem państwa-złodzieja i państwa-ofiary. Ze względu na stabilność terytorialną tych obszarów po wojnie, zagrabione dobra zostały zidentyfikowane jako przemieszczone, a ich restytucja jest bezwzględnym nakazem prawnym, który bardzo powoli jest realizowany.

Na Ukrainie kluczem do problemu jest zmiana państwowości samego terytorium. Artefakty polskiej kultury nie zmieniły swojego położenia fizycznego, lecz geopolityczne. Narzędziem oporu Kijowa jest w tym przypadku prawo ziemi, które w optyce polskiej legitymizuje stalinowski zabór. Podsumowując ten wielowątkowy proces, widać wyraźnie, że o ile powrót zabytków z kierunku zachodniego postępuje w ramach ustalonego mechanizmu, o tyle perspektywa fizycznego odzyskania bezcennych dla polskiej tożsamości artefaktów z placówek lwowskich, kijowskich czy charkowskich pozostaje w dającym się przewidzieć czasie zamknięta.

Czy zwrot polskich zbiorów jest dziś realny?

Obecnie pełna restytucja polskich zbiorów znajdujących się na Ukrainie pozostaje mało prawdopodobna. Nie oznacza to jednak, że temat jest całkowicie zamknięty. Można wskazać kilka najważniejszych okoliczności:

    Brakuje kompleksowej umowy między Polską a Ukrainą regulującej zasady zwrotu dóbr kultury przejętych po II wojnie światowej i rozpadzie ZSRR. Dotychczas współpraca koncentruje się głównie na digitalizacji, badaniach naukowych oraz czasowych wypożyczeniach eksponatów.

    Ukraińskie przepisy chronią zbiory jako element narodowego dziedzictwa, dlatego wiele rękopisów, archiwaliów i dzieł sztuki nie może zostać przekazanych za granicę bez zmian w obowiązującym prawie lub zawarcia specjalnych porozumień międzynarodowych.

    Wojna z Rosją sprawia, że kwestia restytucji zeszła na dalszy plan. Priorytetem pozostaje obecnie zabezpieczenie zbiorów przed zniszczeniem oraz ich konserwacja, a nie prowadzenie rozmów o zmianie miejsca przechowywania.
    Możliwe są rozwiązania pośrednie, takie jak wspólne projekty naukowe, udostępnianie cyfrowych kopii, długoterminowe depozyty czy organizowanie wspólnych wystaw. Nie rozwiązują one jednak problemu własności oryginalnych obiektów.

    Polska konsekwentnie podtrzymuje stanowisko, że dobra kultury utracone w wyniku działań wojennych i decyzji władz ZSRR powinny być przedmiotem dialogu oraz – tam, gdzie jest to prawnie możliwe – procesów restytucyjnych. To zagadnienie pozostaje jednym z najtrudniejszych i najbardziej złożonych elementów relacji polsko-ukraińskich dotyczących wspólnego dziedzictwa historycznego.


za:opoka.org.pl

***
Geny?... Mentalność?... Dyrektywy?.... Szkoda...

k

 

Copyright © 2017. All Rights Reserved.