Polecane
Cud lubelski sprzed 77 lat. Historia łzy, która zmieniła Lublin.
Minęło 77 lat od wydarzeń, które na trwałe zapisały się w historii Lublina i Kościoła w Polsce. Choć naocznych świadków lipca 1949 r. pozostaje coraz mniej, pamięć o tzw. cudzie lubelskim wciąż jest żywa.
Matka Boża zapłakała w Lublinie
Każdego roku 3 lipca do archikatedry lubelskiej przybywają tysiące wiernych, aby modlić się przed obrazem Matki Bożej Płaczącej i dziękować za otrzymane łaski. Choć Kościół katolicki nigdy oficjalnie nie uznał samego zjawiska pojawienia się łez na obrazie za cud, już w lipcu 1949 roku polscy biskupi podkreślali, że liczne nawrócenia, spowiedzi, uzdrowienia i duchowa przemiana tysięcy ludzi są niewątpliwym znakiem działania Bożej łaski.
Z biegiem lat znaczenie tych wydarzeń jedynie rosło. W 1988 roku obraz Matki Bożej został ukoronowany papieskimi koronami, a św. Jan Paweł II wielokrotnie nawiązywał do wydarzeń lubelskich, modląc się również przed cudownym wizerunkiem podczas swojej wizyty w Lublinie w 1987 roku.
Łza, która poruszyła miasto
3 lipca 1949 roku była niedziela. Był to dzień ingresu bp. Piotra Kałwy do lubelskiej katedry. Około godz. 16 przed obrazem Matki Bożej znajdującym się w katedrze modlili się wierni. Wówczas siostra Barbara Sadowska zauważyła na prawym policzku Maryi wyraźną łzę.
- Początkowo informacja spotkała się z niedowierzaniem. Kościelny, Józef Wójtowicz, wspominał później, że sam poszedł sprawdzić, czy nie jest to złudzenie. Gdy potwierdził niezwykłe zjawisko, zawiadomił duchownych. Wkrótce także inni obecni w świątyni dostrzegli łzę. Rozpoczęła się spontaniczna modlitwa, a wiadomość błyskawicznie rozeszła się po całym mieście - mówi ks. dr Krzysztof Kwiatkowski, proboszcz parafii archikatedralnej w Lublinie.
Jeszcze tego samego wieczoru do katedry napływały tak liczne tłumy, że nie było możliwości zamknięcia świątyni.
Badania i stanowisko Kościoła
Ze względu na zniszczenia wojenne katedry początkowo przypuszczano, że zjawisko mogło być efektem zawilgocenia ściany.
Obraz zdjęto jednak z ołtarza i okazało się, że jego odwrotna strona jest całkowicie sucha. Powołano specjalną komisję, która miała zbadać substancję znajdującą się na obrazie. Przeprowadzone analizy nie pozwoliły jednoznacznie określić jej składu. Ustalono jedynie, że nie była to ani krew, ani ludzkie łzy. Według ówczesnych badań mogła przypominać płyn limfatyczny. Kościół zachował ostrożność w ocenie samego zjawiska, jednak już w specjalnym liście Episkopatu z lipca 1949 roku wskazywano na niezwykłe owoce duchowe wydarzeń - tysiące spowiedzi, nawróceń oraz świadectw otrzymanych łask - wyjaśnia o. prof. dr hab. Andrzej Derdziuk, kierownik Katedry Bioetyki Teologicznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II.
Komunistyczne represje
Dla komunistycznych władz masowe pielgrzymki do katedry w Lublinie były ogromnym problemem. Oficjalna propaganda oskarżała duchowieństwo o mistyfikację, a w gazetach pojawiały się artykuły wyśmiewające wiernych. W zakładach pracy organizowano obowiązkowe zebrania, podczas których przekonywano, że całe wydarzenie zostało sfabrykowane.
Mimo to do Lublina zaczęły przybywać pielgrzymki z całego kraju. Władze próbowały temu zapobiec, ograniczając sprzedaż biletów kolejowych, zatrzymując pociągi oraz kontrolując drogi wjazdowe do miasta. Gdy te działania okazały się nieskuteczne, rozpoczęły się masowe zatrzymania.
Lubelska łapanka
Kulminacja represji nastąpiła 17 lipca 1949 roku. Na Placu Litewskim odbywał się wiec organizowany przez władze komunistyczne, podczas gdy w pobliskim kościele kapucynów trwała Msza Święta. Modlitwy wiernych mieszały się z propagandowymi przemówieniami i hasłami skandowanymi przez uczestników wiecu.
- Funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa oznaczali kredą ubrania osób uznanych za najbardziej aktywnych uczestników zgromadzeń religijnych. Następnie milicja zamknęła centrum miasta, a zatrzymanych wywożono ciężarówkami. Wielu świadków porównywało przebieg tych wydarzeń do hitlerowskich łapanek z czasów okupacji. Aresztowanych przetrzymywano w bardzo trudnych warunkach, a następnie przewożono do więzienia na Zamku Lubelskim. Procesy miały charakter pokazowy i odbywały się z naruszeniem podstawowych zasad prawa - oskarżeni nie mogli korzystać z pomocy adwokatów.
Pierwszy proces tzw. „cudaków” odbył się 20 sierpnia 1949 roku. Na ławie oskarżonych zasiadło 15 osób, którym zarzucono udział w zbiegowisku publicznym i napaść na funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej. Prokurator Ryszard Nafalski domagał się najwyższych kar „ku przestrodze dla innych”. Ostatecznie wszyscy oskarżeni zostali skazani na kary od 10 miesięcy do 2 lat więzienia. Represje nie zdołały jednak zatrzymać ruchu pielgrzymkowego. Wierni nadal przychodzili do katedry, modlili się przed obrazem Matki Bożej Płaczącej i dawali świadectwo swojej wiary.
Pamięć, która trwa
Po 77 latach Cud lubelski pozostaje jednym z najważniejszych wydarzeń religijnych i historycznych w dziejach miasta i archidiecezji lubelskiej.
- Niezależnie od ostrożnego stanowiska Kościoła wobec samego zjawiska, jego duchowe owoce są niepodważalne. Przed obrazem Matki Bożej Płaczącej nieustannie modlą się kolejne pokolenia wiernych, powierzając Maryi swoje troski i dziękując za otrzymane łaski - dodaje ks. K. Kwiatkowski. Jak co roku, rocznica jest nie tylko okazją do przypomnienia wydarzeń z 1949 roku, ale przede wszystkim do wspólnej modlitwy i refleksji nad świadectwem wiary tych, którzy mimo prześladowań pozostali wierni swoim przekonaniom.
Małgorzata Oroń
za:lublin.gosc.pl