Polecane
Tusk oddał potajemnie rakiety do Patriotów Ukrainie
W przestrzeni publicznej pojawiły się nieoficjalne doniesienia, że Polska mogła przekazać Ukrainie pociski PAC-3 MSE do systemów Patriot. Informację jako pierwszy podał płk rez. Piotr Lewandowski w Kanale Otwartym, a sprawa natychmiast wywołała reakcję opozycji.
Do tej pory Ministerstwo Obrony Narodowej nie potwierdziło ani nie zaprzeczyło tym doniesieniom, a wiceszef MON Cezary Tomczyk ograniczył się do stwierdzenia w Polsat News, że „lista przekazywanych donacji jest niejawna”.
Alarm podniósł wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak. „Wychodzi, że w marcu, w tajemnicy przed Sejmem, rząd oddał Ukrainie drogie i trudne do kupienia pociski przechwytujące do systemów Patriot” — napisał polityk Konfederacji. Jak przypomniał, pociski te „były zakupione przez Polskę od USA w celu budowy wielowarstwowego systemu obrony przeciwlotniczej”, który „do dziś nie jest ukończony”.
Bosak zwrócił uwagę na rzecz kluczową: PAC-3 MSE nie są zwykłą amunicją, którą można łatwo uzupełnić z magazynu. To jeden z najcenniejszych efektorów zachodniej obrony powietrznej. Lockheed Martin opisuje PAC-3 jako pocisk wykorzystujący technologię „hit-to-kill”, czyli bezpośrednie trafienie celu, a PAC-3 MSE jako uzbrojenie przeznaczone do zwalczania zaawansowanych zagrożeń, w tym pocisków balistycznych, manewrujących, hipersonicznych i samolotów.
Do sprawy odniósł się także szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki. W Polsat News podkreślił, że „jeżeli tak było, no to jest pytanie zasadne”. Dodał, że pytania zadają „i wicemarszałek Bosak, i pan minister Błaszczak” oraz „wszyscy, którzy troszczą się o polskie bezpieczeństwo”. Bogucki przypomniał również sprawę przekazania Ukrainie MiG-ów, mówiąc, że tam „była podobna sytuacja, gdzie prezydent nie był informowany o tej sprawie”.
Problem jest poważny, bo chodzi o uzbrojenie krytyczne dla obrony terytorium Polski. Nasz kraj leży obok obwodu królewieckiego, Białorusi i Ukrainy objętej wojną. W takiej sytuacji każde zmniejszenie zapasu pocisków przechwytujących do Patriotów powinno być poprzedzone jasną oceną ryzyka, konsultacją z prezydentem, informacją dla właściwych organów państwa i planem natychmiastowego uzupełnienia braków. Tajemnica wojskowa nie może być wygodną zasłoną dla bezmyślnego pozbywania się uzbrojenia, którego nie da się kupić z dnia na dzień.
Rząd Donalda Tuska musi odpowiedzieć na proste pytania: czy pociski PAC-3 MSE zostały przekazane Ukrainie, kiedy zapadła decyzja, kto ją autoryzował, czy poinformowano prezydenta i BBN oraz czym uzupełniono polskie zdolności obrony powietrznej. Jeśli doniesienia się potwierdzą, będzie to nie gest solidarności, lecz ryzykowne osłabienie własnej tarczy w momencie, gdy rząd sam ostrzega przed zagrożeniem ze strony Rosji.
Pomoc Ukrainie nie może polegać na rozbrajaniu Polski. Państwo odpowiedzialne najpierw zabezpiecza własne niebo, własne miasta i własnych obywateli, a dopiero potem przekazuje nadwyżki. Jeżeli natomiast rząd oddaje deficytowe pociski przechwytujące bez debaty, bez jasnego komunikatu i bez gwarancji szybkiego odtworzenia zapasów, to nie jest strategia bezpieczeństwa. To niebezpieczna improwizacja.
Wśród sprzętów, które Polska przekazała Ukrainie, znalazły się:
czołgi T72/PT-91/Leopard2A4;
transportery opancerzone i bojowe wozy piechoty Rosomak/BRDM/BWP-1;
sprzęt artyleryjski: AHS KRAB, 2S1Goździk, BM21, moździerze 120mm/60 mm;
bezzałogowe statki powietrzne Warmate, FlyEye;
samoloty MiG-29;
śmigłowce Mi-24;
różne zestawy rakietowe, rakiety, amunicja, karabinki, wyposażenie osobiste żołnierza.
To było rozbrojenie na rozkaz Berlina. Rząd Tuska oddał polskie „srebra rodowe”. Co dostał w zamian od Ukrainy?
Niemiecka inicjatywa, ukraińskie potrzeby i polska naiwność. Tak w skrócie wyglądały kulisy operacji, w której Warszawa pozbawiła się najnowocześniejszych rakiet Patriot, nie uzyskując w zamian żadnych realnych gwarancji ani ekwiwalentu.
Nie jest tajemnicą, iż w relacjach międzynarodowych i polityce bezpieczeństwa naganna jest tylko jedna rzecz: bezgraniczna, podszyta kompleksami naiwność. Niestety, z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w przypadku najnowszych decyzji rządu Donalda Tuska dotyczących obronności kraju.
Gdy na szali kładzie się bezpieczeństwo własnych obywateli i najnowocześniejsze systemy antyrakietowe, poważne państwa prowadzą twardy, transakcyjny handel. Rząd w Warszawie wolał jednak wejść w rolę gorliwego wykonawcy berlińskich instrukcji, oddając bezwzględnie bezcenne zasoby za mgliste obietnice i uściski dłoni.
Berliński sufler i inicjatywa Pistoriusa
Aby zrozumieć mechanizm, w który dała się wciągnąć Warszawa, należy cofnąć się do działań niemieckiego ministra obrony. Jak ujawnił „Der Spiegel”, to szef resortu obrony Niemiec, Boris Pistorius (SPD), stał się głównym architektem i „organizatorem” pakietu nowoczesnych pocisków przeciwlotniczych i przeciwrakietowych dla Kijowa.
Niemiecki minister, zaniepokojony topniejącymi zapasami i globalnym kryzysem na rynku uzbrojenia wywołanym m.in. eskalacją na Bliskim Wschodzie, wyszedł z „niezwykłą inicjatywą”. Zaoferował, że Berlin odda zaledwie pięć pocisków PAC-3 z własnych zapasów Bundeswehry, pod warunkiem, że europejscy partnerzy dorzucą kolejnych trzydzieści. Ta sprytna zagrywka dyplomatyczna pozwoliła Niemcom kreować się na liderów pomocy, podczas gdy realne koszty i ryzyko rozbrojenia własnych systemów przerzucono na inne stolice. W tym na tę najgorliwszą – Warszawę.
Polska, posiadająca nowoczesne pociski PAC-3 MSE - zakupione za miliardy z kieszeni polskich podatników - bez wahania odpowiedziała na to wezwanie. Zamiast twardych negocjacji i asertywnej postawy, rząd Tuska zdecydował się uszczuplić nasze i tak skromne zapasy strategiczne.
Polskie „srebra rodowe” oddane za darmo?
Pociski PAC-3 MSE to absolutny szczyt technologii wojskowej, unikalne narzędzie zdolne do niszczenia rosyjskich rakiet balistycznych. To, jak pisał Zbigniew Parafianowicz na łamach Wirtualnej Polski, nasze wojskowe „srebra rodowe”. Każdy taki pocisk, to koszt rzędu kilku milionów dolarów oraz lata oczekiwania na dostawy z USA.
W normalnych realiach geopolitycznych, oddanie tak cennej technologii musiałoby wiązać się z gigantycznym ekwiwalentem: natychmiastowym uzupełnieniem zapasów przez sojuszników, transferem nowoczesnych technologii (np. unikalnych ukraińskich licencji na drony dalekiego zasięgu typu Lutyj) bądź realnym, twardym zaangażowaniem w obronę polskiego nieba.
Co dostaliśmy w zamian? Oficjalne komunikaty i analizy nie pozostawiają złudzeń, nie ma mowy o żadnym twardym ekwiwalencie zbrojeniowym. Zamiast tego polska opinia publiczna karmiona jest mglistymi opowieściami o „dialogu dwustronnym” zapisanym w polsko-ukraińskiej umowie o bezpieczeństwie z 2024 roku oraz ogólnikami o możliwości „oceny zasadności przechwytywania pocisków” nad zachodnią Ukrainą.
Kijów odrzucił polskie starania o pozyskanie technologii dronowych w zamian za sprzęt, uznając chociażby nasze samoloty MiG-29 za zbyt mało wartościowe. Jednocześnie ukraiński przemysł woli wchodzić w głębokie sojusze technologiczne z Danią czy Szwecją. Rząd w Warszawie, oddając kluczowe efektory systemu Patriot, zadowolił się dyplomatycznym poklepywaniem po plecach z Berlina i Kijowa.
Geopolityczny bilans naiwności
Bilans tej operacji dla państwa polskiego jest porażający. Pod dyktando niemieckiej dyplomacji, która sama oszczędzała własne zasoby, Polska oddała broń o krytycznym znaczeniu dla ochrony własnych miast, baz logistycznych i infrastruktury krytycznej.
Ponieśliśmy koszt przekraczający 250 milionów złotych, a przecież pieniądze - także tu - to nie wszystko. Czas oczekiwania na wyprodukowanie nowego pocisku przez koncern Lockheed Martin wynosi obecnie około 2 lat. Oddając te rakiety dzisiaj, rząd Tuska stworzył lukę w obronie polskiego nieba, której nie da się szybko załatać, nawet mając gotówkę w ręku.
Nie jest tajemnicą, iż inflacja w sektorze zbrojeniowym szaleje. Rakiety, które kupiliśmy kilka lat temu w ramach I fazy programu Wisła, dzisiaj przy ponownym zamówieniu będą znacznie droższe. Oznacza to, że za odkupienie tego, co teraz oddajemy za darmo, zapłacimy w przyszłości o kilkanaście procent więcej.
Suwerenna polityka zagraniczna i obronna wymaga odrzucenia postawy „prymusa”, który bezrefleksyjnie oddaje najcenniejsze zasoby na każde zawołanie silniejszych sąsiadów. Jeśli Polska oddała pociski PAC-3 MSE bez twardego, natychmiastowego i ekwiwalentnego transferu zdolności obronnych do naszego kraju, to po raz kolejny udowodniła, że obecne elity rządzące reprezentują szkołę politycznej naiwności.
Szkołę, za której błędy w razie godziny „W” zapłacą wszyscy Polacy.
Błaszczak krytykuje przekazanie pocisków Patriot Ukrainie. „To towar deficytowy”
Politycy koalicji 13 grudnia próbują usprawiedliwić przekazanie pocisków do systemu Patriot Ukrainie. Jak jednak zauważa poseł Prawa i Sprawiedliwości Mariusz Błaszczak jest "to towar deficytowy". -Mamy do czynienia z trudną do wytłumaczenia postawą rządu koalicji 13 grudnia - mówił były szef MON-u.
Opozycja zarzuca rządowi osłabianie zdolności do obrony
Politycy koalicji 13 grudnia starają się bronić decyzji o przekazaniu Ukrainie efektorów do systemów obrony powietrznej Patriot.
Każda wystrzelona rakieta, która niszczy pociski i samoloty agresora, to większe bezpieczeństwo Polski! - napisał europoseł Koalicji Obywatelskiej, Dariusz Joński.
Politycy tacy jak Jońscy nie dostrzegają jednak, że przekazanie tych pocisków dla Ukrainy jest osłabieniem zdolności Wojska Polskiego, który nie ma potężnych zapasów tych efektorów.
Lecą dwa Iskandery. Jeden na siedzibę Prezydenta Ukrainy, drugi na siedzibę Prezydenta RP. Ukraińcy zestrzeliwują "swojego" Iskandera za pomocą podarowanego przez Niemców polskiego PAC-3 MSE, a Polacy nie, bo nie mają, bo oddali. Odpowiecie za to w wyborach i w sądzie - napisał internauta o nicku John Bingham.
Z kolei poseł Prawa i Sprawiedliwości mówił dzisiaj na konferencji prasowej, że systemy Patriot to towar deficytowy.
Kiedy podpisywałem w roku 2018 umowę w sprawie pozyskania dwóch baterii Patriot wraz z pociskami to otrzymaliśmy ten sprzęt wojskowy po czterech latach. W roku 2023 roku podpisałem kolejny kontrakt w sprawie pozyskania sześciu baterii... Mamy do czynienia z trudną do wytłumaczenia postawą rządu koalicji 13 grudnia - mówił Błaszczak.
Na temat przekazaniu pocisków do systemu Patriot wypowiadała się również europoseł Konfederacji Anna Bryłka.
Polski rząd powinien sobie odpowiedzieć, wykonawcą czyich interesów w tej sprawie jest – polskich czy ukraińskich. Jeśli przekazał pociski, to jest wykonawcą ukraińskich interesów
Prof. P. Grochmalski o oddaniu Ukrainie rakiet do systemu Patriot: Rząd przekroczył punkt krytyczny bezpieczeństwa. Donald Tusk nie ma żadnych kompetencji strategicznych
Zaczynamy żyć w państwie, w którym demokracja w ogóle nie funkcjonuje. Gdybyśmy żyli w normalnym państwie, to ujawnienie informacji o oddaniu pocisków Patriot oznaczałoby natychmiastową dymisję premiera, który podjął tego typu decyzję, i polskiego rządu, bo jest to przekroczenie wszelkich granic bezpieczeństwa. Rząd przekroczył punkt krytyczny. Donald Tusk nie ma żadnych kompetencji strategicznych – mówił prof. Piotr Grochmalski, ekspert ds. obronności i bezpieczeństwa, w audycji „Aktualności dnia” w Radiu Maryja.
Rząd – bez wiedzy parlamentu i prezydenta – przekazał Ukrainie strategiczne dla bezpieczeństwa Polski pociski do systemu obrony powietrznej Patriot, które obecnie są towarem deficytowym w związku z trwającą rosyjską agresją na Ukrainę oraz konfliktem na Bliskim Wschodzie. Dziś szef Ministerstwa Obrony Narodowej przekazał, że koszt donacji Polski dla Ukrainy od 2024 roku do obecnego momentu wyniósł 1,55 mld zł. Wśród przekazanych środków znalazły się pociski rakietowe do systemu Patriot.
– Seria dramatycznych faktów dotyczących zarówno bezpieczeństwa państwa, jak i sytuacji ochrony zdrowia, czyli sytuacja w szpitalu południowym, wszystko to spowodowało, że w rządzie narasta panika i w związku z tym odtajnienie informacji wszystkich donacji dla Ukrainy w latach 2022-2026, jest dla mnie dramatycznie szokującą informacją, ponieważ szantaż, że „myśmy zrobili to, a w związku z tym odtajnimy przed obcymi służbami i przed społeczeństwem polskim wszystkie fakty dotyczące donacji Polski od początku wojny”, jest szaleństwem i uważam, że rząd przekroczył punkt krytyczny – akcentował prof. Piotr Grochmalski.
Ekspert ds. obronności i bezpieczeństwa zwrócił uwagę, że pociski PAC-3 MSE do systemów Patriot, które Polska zakupiła, są kluczowym elementem wielowarstwowej obrony przeciwlotniczej i tarczy antyrakietowej, czyli Wisła, Narew, Pilica.
– Więc jeśli Polski rząd pozbył się tych pocisków, jest to szokujące w każdym wymiarze, tym bardziej, że ani Prezydent RP ani Sejm nic o tym nie wiedzieli. Zaczynamy żyć w państwie, w którym demokracja w ogóle nie funkcjonuje, a w tym wymiarze także gwarancja bezpieczeństwa państwa i kluczowe instytucje. Gdybyśmy żyli w normalnym państwie, to ujawnienie informacji o oddaniu pocisków Patriot oznaczałoby natychmiastową dymisję wicepremiera, chyba że była to decyzja premiera, wtedy natychmiastowa dymisja premiera, który podjął tego typu decyzję, i polskiego rządu, bo jest to przekroczenie wszelkich granic bezpieczeństwa – zaznaczył gość Radia Maryja.
Prof. Piotr Grochmalski wskazał, że Donald Tusk nie ma żadnych kompetencji strategicznych, gdyż nie popełnił w swoim życiu żadnej analizy strategicznej i jest człowiekiem o znikomych zdolnościach w tym wymiarze myślenia strategicznego.
za:wpolsce24.tv