Polecane
Narodowy Dzień Pamięci o ofiarach ludobójstwa OUN- -UPA
11 lipca obchodzimy święto państwowe: Narodowy Dzień Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej. 11 lipca 1943 roku ukraińscy nacjonaliści zaatakowali Polaków w 99 miejscowościach przedwojennego województwa wołyńskiego na Kresach Wschodnich – wtedy zajętych już przez niemiecką III Rzeszę. Tego dnia miało miejsce apogeum zbrodni wołyńskiej. O świcie oddziały UPA
– często przy aktywnym wsparciu miejscowej ludności ukraińskiej – otoczyły i zaatakowały jednocześnie 99 polskich wsi w pow. kowelskim, włodzimierskim, horochowskim i częściowo łuckim. Doszło tam do eksterminacji ludności cywilnej i zniszczeń. Wsie były palone, a dobytek grabiony. Badacze obliczają, iż tylko tego jednego dnia mogło zginąć ok. 8 tys. Polaków – głównie kobiet, dzieci i starców. Ludność polska ginęła od kul, siekier, wideł, noży i innych narzędzi, nierzadko w kościołach podczas Mszy św. i nabożeństw. Za datę symboliczną dla ludobójstwa na Wołyniu uznaje się 10 lipca 1943 r., kiedy członkowie UPA rozerwali końmi wysłanego na pertraktacje z nimi przedstawiciela Polskiego Państwa Podziemnego Zygmunta Rumla. Po tej zbrodni rozpoczęły się masowe mordy na ludności polskiej na Wołyniu, a później w Małopolsce Wschodniej. W latach 1943-1945 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej ukraińscy nacjonaliści wymordowali od 80 do 120 tys. Polaków. Precyzyjna liczba ofiar nie jest możliwa do ustalenia.
Poruszające przemówienie prezydenta w Radrużu. "Nie mylmy pojednania z amnezją"
Mówienie, że ukraińska powstańcza armia walczyła z Moskalami i dlatego trzeba przywoływać czerwono-czarne barwy, przywołuje inne wyzwanie logiczne. Czy Europa, świat, Polacy, Ukraińcy są gotowi dzisiaj powiedzieć, że Adolf Hitler był dobrym przywódcą i człowiekiem, bo walczył ze złym Stalinem? Albo Józef Stalin, czy był dobrym przywódcą, bo walczył z Adolfem Hitlerem? Chcemy mówić tak, tak, nie, nie. Zło jest złem. Niemiecki narodowy socjalizm był złem. Sowiecki komunizm był złem. Ukraiński nacjonalizm był złem - mówił Karol Nawrocki podczas uroczystości w Radrużu.
Pamięć o ofiarach ludobójstwa wołyńskiego jest fundamentem budowania przyszłości - mówił prezydent Karol Nawrocki podczas uroczystości w Radrużu. W swoim wystąpieniu podkreślił, że pojednanie nie może oznaczać zapomnienia, a historia nie może być fałszowana.
Karol Nawrocki rozpoczął wystąpienie od podziękowań rodzinom ofiar i wszystkim, którzy pielęgnują pamięć o pomordowanych. Przywołując słowa Zbigniewa Herberta, przypomniał, że "niewiedza o zaginionych podważa realność świata", podkreślając, że właśnie dlatego pamięć o ofiarach musi trwać.
Nie zgadzamy się na to, aby zapomnieć o 120 tysiącach Polaków, cywilów, kobiet, dzieci, pomordowanych w brutalny sposób przez ukraińskich nacjonalistów. Ta wiedza, ta prawda i ta pamięć jest po to, abyśmy mogli myśleć także o naszej przyszłości - powiedział prezydent.
Prezydent zaznaczył, że pamięć o ludobójstwie wołyńskim służy nie tylko oddaniu czci ofiarom, ale również wyciągnięciu wniosków na przyszłość.
Karol Nawrocki przypomniał także o zbrodniach dokonanych na ziemi lubaczowskiej i w Radrużu. Mówił o rodzinach Romaników, Jacków, Rybów i Zelików oraz o brutalności, z jaką mordowano całe rodziny. Podkreślał, że cierpienie rodzin sprzed ponad 80 lat nie różni się od cierpienia współczesnych ofiar wojny.
Śmierć czternastoletniej Jadwigi Romanik (...), gdy mordowali ją Ukraińscy nacjonaliści, jest tą samą śmiercią, której dziś doświadczają czternastoletni Ukraińcy z rąk bandytów Federacji Rosyjskiej - podkreślił.
Prezydent postawił pytanie o źródła zbrodni wołyńskiej. Przypomniał, że przed wojną Polacy i Ukraińcy żyli obok siebie jako obywatele II Rzeczypospolitej, a ponad 100 tys. obywateli polskich pochodzenia ukraińskiego służyło w Wojsku Polskim podczas kampanii 1939 roku. Jak podkreślił, odpowiedzią na pytanie o przyczyny zbrodni była ideologia OUN i UPA.
Karol Nawrocki przypomniał, że banderowski nacjonalizm wyrósł na założeniach zakładających przemoc i czystki etniczne, a później znalazł inspirację w niemieckim narodowym socjalizmie.
Jednym z najmocniejszych fragmentów przemówienia były słowa dotyczące symboliki OUN-UPA.
Jest ideologia nacjonalistyczna, antyludzka i jest nauczyciel w postaci niemieckiego nazizmu. To doprowadziło do strasznego ludobójstwa wołyńskiego. I zamknęło się także w pewnej symbolice czerwono-czarnej flagi, która także nawiązywała swoją symboliką, estetyką do tego, co Niemcy nazywali ziemia i krew - przypomniał prezydent
Czerwień i czerń pod tą czerwono-czarną flagą, której nie chcemy widzieć w Polsce. I zrobię wszystko, żeby nie było jej w Polsce, wierzę, że polski parlament przyjmie ustawę - dodał.
Prezydent ocenił, że symbolika ta nawiązuje do nazistowskiej ideologii "Blut und Boden" i nie ma dla niej miejsca ani w Polsce, ani we współczesnej Europie. Jednocześnie przypomniał, że ofiarami ukraińskich nacjonalistów byli również Ukraińcy, którzy ratowali swoich polskich sąsiadów.
Chcę też przypomnieć, że ukraińscy nacjonaliści mordowali także Ukraińców, tych sprawiedliwych (...) tych, u których wygrywało człowieczeństwo, a nie ideologia. Tak, tych, którzy mówili, że "muszę pomóc swojemu sąsiadowi, proszę wyciągnąć rękę. Nie chcę, żeby wbijano w jego plecy widły, a jego dziecku rozbijano siekierą głowę". Byli tacy Ukraińcy i to oni powinni znaleźć się w Narodowym Panteonie w Kijowie. To ich mordowali upowcy, to pod czerwono-czarną flagą zabijano też sprawiedliwych Ukraińców - pokreślił Karol Nawrocki.
W końcowej części wystąpienia Karol Nawrocki podkreślił znaczenie prawdy historycznej dla współczesnej polityki.
Historia jest laboratorium polityki. Fałszywa historia tworzy fałszywą politykę - mówił i zaznaczył, że nie oskarża całego narodu ukraińskiego, lecz banderowską ideologię i tych, którzy dziś odwołują się do jej symboli.
Na zakończenie prezydent zaapelował, by budować przyszłość na fundamencie prawdy i pamięci.
Nie mylmy nigdy pojednania z amnezją, pojednania z zapomnieniem. Potrzebujemy dzisiaj prawdy, pamięci dla lepszej przyszłości w XXI wieku. Bez ludobójców i bez ludobójczych symboli - zaznaczył prezydent.
Powiat otwocki zwrócił się do ukraińskiego Nowowołyńska o zmianę nazw ulic im. Stepana Bandery i Bohaterów UPA
Rada Powiatu Otwockiego podjęła uchwałę występującą z prośbą do miasta Nowowołyńsk na zachodniej Ukrainie o zmianę nazw ulic im. Stepana Bandery i Bohaterów UPA.
„Przestrzeń publiczna – w tym nazewnictwo ulic – powinna odzwierciedlać wartości, które łączą, a nie dzielą. Skierowanie pisma do władz Nowowołyńska jest gestem odpowiedzialności za jakość relacji partnerskich i wyrazem szacunku dla pamięci ofiar” – wskazano w uchwale, którą poparło 13 (głównie klub PiS) z 23 radnych.
Rada Powiatu Otwockiego stwierdziła, że nazwy ulic Stepana Bandery oraz Bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) w Nowowołyńsku, mieście partnerskim powiatu otwockiego, „stanowią upamiętnienie postaci i formacji odpowiedzialnych za ludobójstwo ludności polskiej Wołynia i Małopolski Wschodniej w czasie II wojny światowej, w tym kobiet i dzieci. Nazwy te stanowią poważną przeszkodę w pojednaniu i budowaniu relacji opartych na wzajemnym zaufaniu”.
Starosta otwocki i inicjator uchwały, Tomasz Laskus, podkreślił, że społeczność samorządowa nie może akceptować upamiętniania i gloryfikacji sprawców ludobójstwa na Wołyniu w mieście partnerskim.
– W ostatnim czasie, wcześniej nie byłem tego świadomy, dowiedziałem się, że w jednym z naszych miast partnerskich, Nowowołyńsku, znajdują się ulice, które upamiętniają Ukraińską Powstańczą Armię i Stepana Banderę. Nie możemy akceptować sytuacji, że Stepan Bandera i Ukraińska Powstańcza Armia są upamiętniani w naszym mieście partnerskim – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Tomasz Laskus.
Dodaje, że szacunek wobec ofiar ludobójstwa wołyńskiego jest naszym obowiązkiem. Starosta otwocki zaznacza, iż niezależnie od obecnego stanu napięcia w relacjach polsko-ukraińskich należy podjąć taką inicjatywę.
– Dlatego najpierw przedstawiłem tę propozycję zarządowi powiatu, a następnie zarząd skierował projekt uchwały do rady powiatu. Jest to dokument o najwyższej randze, jaki rada może przyjąć. w uchwale tej rada zobowiązała mnie do wystąpienia do burmistrza Nowowołyńska z prośbą o rozważenie zmiany nazw tych ulic. Z taką prośbą niezwłocznie się zwrócę – zapowiada Tomasz Laskus.
Jakie będą dalsze działania ze strony powiatu otwockiego w przypadku odmowy zmiany nazw ulic przez samorząd Nowowołyńska? Czy relacje partnerskie zostaną zawieszone lub zerwane? Starosta otwocki nie chce na tę chwilę składać deklaracji w tym względzie. Wyjaśnia, że chce dać szansę ukraińskim partnerom na zajęcie stanowiska i dokonanie zmian.
– Nie chciałbym przed uzyskaniem oficjalnej odpowiedzi, stanowiska naszych partnerów, deklarować kategorycznie dalszej drogi postępowania – stwierdza nasz rozmówca.
Zerwać współpracę
Natomiast radny Piotr Kudlicki (klub PiS) zadeklarował podczas debaty nad uchwałą, że jeśli ze strony ukraińskiego miasta nie będzie reakcji, wystąpi z wnioskiem o zakończenie relacji między samorządami.
– Tak, zapowiedziałem, że jeżeli nie będzie pozytywnej odpowiedzi na naszą prośbę, to warto rozważyć zakończenie współpracy partnerskiej z miastem – potwierdza Piotr Kudlicki.
Zaznacza, iż jest to jego indywidualny postulat, nie klubu czy zarządu. Akcentuje przy tym, że każdy, kto widzi zło, powinien reagować. W przypadku Nowowołyńska upamiętniono osoby, które kierowały się ideą czystek etnicznych prowadzonych w formie fizycznej eksterminacji, dokonując zaplanowanej polityki ludobójstwa. Jego stanowisko poparł podczas dyskusji radny Jarosław Lech.
Burzliwa dyskusja
Głosowanie nad uchwałą poprzedziła burzliwa dyskusja, podczas której przedstawiciele opozycji w Radzie Powiatu – KO i PSL, byli przeciwni jej przyjęciu. Stwierdzili, że nie można narzucać Ukraińcom swoich oczekiwań, że powinni się tym zająć historycy i że nie potrzebna nam martyrologia. Argumenty radnych były zbieżne z tymi, którymi posługiwali się parlamentarzyści KO.
– Myślę, że były to elementy ujednoliconego przekazu funkcjonującego w strukturach politycznych, stanowiącego spójny front wobec inicjatyw podejmowanych przez środowisko „Stop Banderyzmowi” – wskazał Piotr Kudlicki.
Z samorządowcami z KO i PSL polemizował radny Tomasz Wyglądała.
– To są nasze sprawy, jeśli tacy ludzie są upamiętnieni w naszym mieście partnerskim, to możemy o takie zmiany apelować – oświadczył.
– Uważam wręcz, że skandaliczne jest to, że ktoś próbuje relatywizować zbrodnie UPA i banderowców w tej Radzie. Dla mnie to jest niedopuszczalne – dodał.
Z Banderą nie do UE
Radny Dariusz Kołodziejczyk zaakcentował, że rada ma prawo wyrażać stanowisko w tej sprawie.
– Trzeba sobie jasno powiedzieć, że Ukraina nie wejdzie z Banderą do Unii Europejskiej. I był już jeden taki kraj, Chorwacja się nazywa, który musiał się wyrzec swojego dziedzictwa, czyli ustaszy, musiał się od tego odciąć i dopiero został przyjęty do Unii Europejskiej – zauważył radny.
Podkreślił, że jest czymś niezwykle skandalicznym gloryfikowanie formacji, która dokonywała czystek etnicznych i ludobójstwa na ogromną skalę.
– Co więcej, ci ludzie mordowali też tzw. ukraińskich sprawiedliwych, którzy nieśli pomoc Polakom, swoim sąsiadom – przypomniał.
Radny Robert Kosiński skrytykował reakcję radnych, którzy uśmiechali się lekceważąco.
– Nie możemy czcić, proszę Państwa, zwyrodnialców i upamiętniać ich osoby nazwami ulic, placów, bo to jest nieludzkie, a tym bardziej jeżeli to dotyczy naszych rodaków, którzy zginęli na Wołyniu w dramatycznych okolicznościach. To były dzieci, kobiety, to byli mężczyźni, mordowano całe wioski. Dziwię się, że reagujecie w ten sposób – powiedział podczas dyskusji.
– Zachęcam do tego, żeby poprzeć ten projekt uchwały, bo ja sobie nie wyobrażam partnera, który upamiętnia ulice, place, nazwami zwyrodnialców, morderców. Dla mnie to jest jakaś abstrakcja, rzecz nie do przyjęcia – podsumował samorządowiec.
Ukraina sama wypisuje się z europejskiej cywilizacji
Europejska cywilizacja wyrosła na trzech fundamentach. Każdy z nich posługiwał się innym językiem. Grecja mówiła językiem filozofów, Jerozolima – językiem Objawienia, a Rzym wypowiedział się językiem prawa. Wszystkie te języki, choć tak różne, wyraziły wspólną prawdę. Głosi ona, że nie można odmówić człowiekowi pochówku.
Każdy człowiek ma prawo do posiłku i każdy człowiek ma prawo do pochówku. Sprawiedliwość – oddanie tego, co się komuś słusznie należy – wymaga przyznania zmarłym prawa do grobu.
Tymczasem jedynie niewielka część z ponad 100 tys. pomordowanych na Wołyniu i w Galicji Wschodniej Polaków otrzymała chrześcijański pochówek. Szczątki wielu z nich leżą w tzw. dołach śmierci. Duża część ofiar w ogóle nie została pochowana – ich ciała pozostawiono w miejscach zbrodni, na przykład w spalonych zabudowaniach. Właśnie stąd ta wrzawa, zamęt i szum. „Dla nas, rodzin zamordowanych, pamiętać, to przede wszystkim móc odnaleźć mogiłę, postawić tam krzyż i swobodnie, bez lęku móc się modlić, opłakiwać najbliższych, składać kwiaty, palić znicze. Czy to tak dużo?” – pytał w 2012 roku dr Leon Popek. Ukraińscy nacjonaliści wymordowali około 40 członków jego rodziny. Niestety, dalej zderza się on z tym, że dla wielu to wciąż za dużo.
Władze w Kijowie muszą zrozumieć, że Ukraina sama stawia się poza kręgiem europejskiej cywilizacji tak długo, jak długo utrudnia ekshumacje i pochówek ofiar. Cywilizacja ta bowiem zaczyna się tam, gdzie nawet zabity wróg ma prawo do grobu.
Dla ofiar Wołynia sprawiedliwość to jednak nie tylko pochówek. Sprawiedliwość domaga się też pamięci o zbrodni, a w ramach tej pamięci – wskazania jej sprawców. Nie po to, by kierować tę pamięć przeciw komuś, ale by mogli z niej czerpać ci, którzy będą po nas – jako przestrogę przed nienawiścią, nacjonalizmem i przemocą.
„25 lat temu we Lwowie Jan Paweł II powiedział: "Niech dzięki oczyszczeniu pamięci historycznej wszyscy będą gotowi stawiać wyżej to, co jednoczy, niż to, co dzieli, ażeby razem budować przyszłość opartą na wzajemnym szacunku, na braterskiej wspólnocie, braterskiej współpracy i autentycznej solidarności” – napisał w czerwcu szef polskiego rządu Donald Tusk, zabierając głos w sprawie napięć wywołanych gloryfikacją OUN-UPA na Ukrainie. W ten sposób dołączył do chóru osób, które chcą wykorzystać autorytet świętego papieża do zamknięcia ust sprawcom owego „szumu”. Łatwo z papieskiego nauczania wyrwać jedno zdanie, które odpowiada bieżącym potrzebom. Zamiast tego, w 83. rocznicę Krwawej Niedzieli lepiej jednak zastanowić się, czego na temat pamięci o Wołyniu tak naprawdę uczy nas św. Jan Paweł II. By to zrobić, trzeba najpierw przypomnieć sobie to wszystko, co papież przełomu tysiącleci mówił o pamięci narodu, z której rodzi się jego tożsamość. Dalej trzeba przypomnieć, co mówił o sprawiedliwości, bez której nie ma pokoju. W Orędziu na Światowy Dzień Pokoju 2002 roku, wspominając cierpienia ofiar nazizmu i komunizmu, Wojtyła postawił pytanie: „w jaki sposób można przywrócić pełny porządek moralny i społeczny, tak barbarzyńsko pogwałcony?”. I zaraz udzielił na nie odpowiedzi: „pogwałcony porządek można przywrócić w pełni jedynie wtedy, gdy powiążemy ze sobą sprawiedliwość i przebaczenie”. Te dwie rzeczywistości, podkreślał ojciec święty, są „filarami prawdziwego pokoju”.
Potrzeba więc sprawiedliwości i przebaczenia. Czy przebaczenie się dokonało? Jeśli ktoś ma co do tego wątpliwości, niech przypomni sobie rok 2022. Uciekający przed wojną Ukraińcy nie trafiali do obozów dla uchodźców. W Polsce byli przyjmowani w domach, jak bracia potrzebujący pomocy. Polskie społeczeństwo zmobilizowało się i każdy, jak tylko mógł, zaangażował się we wsparcie walczącej Ukrainy. Trudno więc twierdzić, że naród polski nie przebaczył narodowi ukraińskiemu.
Papież zaznacza przy tym, że „przebaczenie w żadnej mierze nie przeciwstawia się sprawiedliwości, gdyż nie polega na rezygnacji ze słusznych żądań, by naruszony porządek został naprawiony”. By i sprawiedliwość w kwestii Wołynia mogła się dokonać, Ukraina musi nazwać zbrodnię po imieniu. Dopóki to się nie stanie, Wołyń pozostanie – mimo przebaczenia – „otwartą raną, w którą sypie się wieczny piasek”.
Utrudnianie ekshumacji ofiar i brak jednoznacznego wskazania na zbrodnię to jeszcze nie wszystkie problemy, które w związku z Wołyniem generują władze Ukrainy. Jest jeszcze problem trzeci – ze wszystkich najgroźniejszy.
Odwiedzając w czerwcu 1979 roku nazistowski obóz zagłady Auschwitz-Birkenau, św. Jan Paweł II zauważył, że „Oświęcim jest rozrachunkiem z sumieniem ludzkości poprzez te tablice, które świadczą o ofiarach, jakie poniosły narody. Oświęcim jest miejscem, którego nie można tylko zwiedzać. Trzeba przy odwiedzinach pomyśleć z lękiem o tym, gdzie leżą granice nienawiści”.
Podobnie – z tym samym lękiem – trzeba myśleć o ofiarach Wołynia. Tymczasem Kijów kreuje politykę historyczną, w której zamiast lęku w miejscu tym pojawia się duma. Ukraińskie władze budują narrację, w której historia zbrodniarzy z Ukraińskiej Powstańczej Armii zamiast ostrzeżeniem, staje się przykładem do naśladowania. W ten sposób na nowo budzą w duchu ukraińskiego narodu demony nacjonalizmu, które 83 lata temu doprowadziły do bestialskiego wymordowania dziesiątek tysięcy Polaków i przedstawicieli innych mniejszości. Kwestia Wołynia to więc również problem propagowania banderowskiej ideologii. Wobec tego problemu społeczność międzynarodowa nie może pozostać obojętna. Obojętność groziłaby tym, że Europa, która wyrosła z Akropolu, Golgoty i Kapitolu, zdradzając swoje ideały, ponownie doprowadzi nas do Auschwitz.
Nie o zemstę, lecz o pamięć i prawdę wołają ofiary
Wołyń jest jak Katyń
Dyskusja z Ukraińcami o Wołyniu jest podobna do tej jaką przez dekady toczyliśmy z Rosjanami o Katyniu. W jednym i drugim przypadku były masowe mordy na Polakach. W obydwu przypadkach musimy się mierzyć z kłamstwem i relatywizowaniem zbrodni.
Od wybuchu pełnoskalowej wojny na Ukrainie w 2022 roku przekonuje na łamach „Niedzieli”, że należy wspierać Ukrainę, która została zbrodniczo zaatakowana przez imperialną Rosję. Taka jest nasza racja stanu, bo Moskwa od wieków jest dla nas zagrożeniem egzystencjalnym. A o fakcie, że Polska też jest celem wojny Władimira Putina oficjalnie poinformował szef rosyjskiej dyplomacji w grudniu 2021 roku.
Przez lata niepokojąco tlił się spór o Rzeź Wołyńską, wychwalanie UPA i kult Stepana Bandery. Wydawało się, że po 2022 roku Ukraina ma już wielu nowych bohaterów, którymi może zastąpić wątpliwe etycznie postacie z okresu II wojny światowej. Nadzieje dawał również fakt, że na poziomie centralnym tzn. prezydenckim do gloryfikacji UPA oraz postaci bezpośrednio zamieszanych w mordowanie Polaków dotychczas nie dochodziło.
Niestety wszystko zmieniło się kilka tygodni temu, gdy prezydent Wołodymyr Zełenski podpisał dekret, którym nadał imię „bohaterów UPA” jednej z elitarnych jednostek wojskowych. By było jasne, nie mam pretensji do walczących żołnierzy, którzy po prostu mogą nie wiedzieć, że UPA była też formacją zbrodniczą i ma krew 100 tys. Polaków na rękach - głównie bezbronnych kobiet i dzieci. Pretensje mam do ukraińskiej klasy politycznej, która celowo ten konflikt z Polską zaostrza i do elit intelektualnych Ukrainy, która fałszywymi mitami historycznymi karmi ukraińskie społeczeństwo. Przeciętny Ukrainiec nie ma bowiem pojęcia, że UPA mordowała Polaków, Żydów, Czechów, a nawet samych Ukraińców. Wiedzą jedynie, że UPA walczyła z sowietami i nic nie wiedzą, że współpracowała z niemieckimi nazistami, a Bandera był tajnym agentem Abwery.
Od kilku tygodni śledzę dyskusję na ten temat w polskich i ukraińskich mediach. Szczerze powiem jestem przerażony jak bardzo niski jest poziom wiedzy historycznej wśród polityków, dziennikarzy i prawie całej ukraińskiej klasy opiniotwórczej. Jednocześnie jest tam wysoki poziom arogancji, odporności na fakty historyczne, butności, a nawet pogardy. Oczywiście są odstępstwa od tej reguły, ale z całości ukraińskiej debaty na temat UPA i Rzezi Wołyńskiej, wyłania się bardzo ponury krajobraz. Dlatego też chylę czoła przed polskimi publicystami, ekspertami i historykami, którzy w języku ukraińskim i próbują dyskutować z nimi w ukraińskich mediach.
Mam też nieodparte wrażenie, że polski dyskurs na temat UPA i Rzezi Wołyńskiej nie był na Ukrainie w ogóle obecny. Zupełnie tak jakby Polskie instytucje odpowiedzialne za politykę historyczną nie prowadziły tam kampanii edukacyjnej i informacyjnej. Nie znalazłem żadnego filmu w mediach społecznościowych w ukraińskim języku, który naświetlałby polski punkt widzenia na tragiczne wydarzenia z 1943 roku. A przecież w czasach mediów społecznościowych dotarcie do ukraińskiego społeczeństwa nie jest czymś specjalnie trudnym i drogim. O tym, że Ukraińcy zupełnie nie znają historii i polskiej wrażliwości świadczą badania przeprowadzone przez Centrum Mieroszewskiego. Okazało się, że przytłaczająca większość Ukraińców o „problemie” Zbrodni Wołyńskiej dowiedziała się dopiero po przyjeździe do Polski.
Jednym z argumentów, który pojawia się w ukraińskiej debacie publicznej jest fakt, że UPA i ukraińskie organizacje nacjonalistyczne nie zostały skazane w czasie Procesów Norymberskich. Niewątpliwie jest to fakt, który łączy Zbrodnię Wołyńską z Katyniem. Sowiecki komunizm i jego zbrodnie też nie zostały osądzone w Norymberdze, co skrzętnie wykorzystuje w swojej polityce Władimir Putin w procesie wybielania zbrodni z czasów ZSRR, a nawet samego Józefa Stalina.
Wołyń i Katyń – te dwa spory historyczne można, a nawet warto porównać, ponieważ dla polskiej pamięci narodowej Katyń i Wołyń są bardzo bolesnymi ranami z czasów II wojny światowej. Choć podłoże zbrodni było inne, to dynamika polityczna i dyplomatyczna tych sporów wykazuje uderzające podobieństwa. Rosja po krótkim okresie otwartości w latach 90. zamknęła śledztwo i utajniła jego akta, uniemożliwiając pełne badanie miejsc pochówku i poznanie pełnej listy zamordowanych ofiar. Natomiast Ukraina przez lata stosowała moratoria na prowadzenie prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych dla polskich specjalistów, uzależniając zgodę od ustępstw politycznych. Polska strona oficjalnie uznaje zarówno Katyń, jak i Wołyń za ludobójstwo. Ani Rosja, która uznała Katyń jedynie za "przestępstwo służbowe", ani Ukraina, która unika terminu ludobójstwo i mówi tylko o tragedii, nie zgadzają się z polską definicją prawną ludobójstwa. Oczywiście są też różnice, bo Katyń był zbrodnią państwową, zaplanowaną na najwyższych szczeblach komunistycznego państwa, a Wołyń był zbrodnią partyzancką przy masowym udziale ukraińskiego chłopstwa.
Rosyjska polityka historyczna pod rządami Władimira Putina celowo używa Katynia, a kłamstwo i relatywizacja zbrodni są elementem wrogiej polityki imperialnej, mającej na celu upokorzenie i destabilizację Polski, a więc nie większych szans na jakieś polsko-rosyjskie porozumienie. W przypadku Ukrainy istnieje szansa na dialog, ale blokuje go ukraiński strach przed utratą „bohaterów”. Budowanie narodowej tożsamości, z pomięciem faktów niestety często przeradza się w arogancką formę obrony, która ma niewiele wspólnego z historyczną prawdą. Ten fakt również wykorzystuje Moskwa, by siać wrogość miedzy Polakami i Ukraińcami. Niestety polityka historyczna Kijowa obficie Rosjanom w tym pomaga.
Artur Stelmasiak
za:www.niedziela.pl