Polecane
Rosja jest cierpliwa
Wobec zmieniających się narracji europejskich na temat Rosji i Ukrainy uznać należy konsekwencję Kremla za szczególnie dla Polski niebezpieczną. Sowieckie teorie, uznawane za bzdury, potrafią po kilku latach stać się obowiązującym dogmatem debaty publicznej.
Shaun Walker już kilka lat temu zauważył, że
Władimir Putin rządzi już całe pokolenie, tj. gdyby u zarania swojej prezydentury postanowił wychować nowych Rosjan od kolebki czy żłobka na obywateli np. innowacyjnych i przedsiębiorczych, mógłby stworzyć swój kraj od podstaw, bo dziś cała generacja zna świat wyłącznie przez pryzmat silnej władzy Władimira Władimirowicza.
Tymczasem stary kagebista faktycznie ma dalekosiężne plany, które konsekwentnie realizuje, ale nie dotyczą one modernizacji jego kraju w wolne i dynamiczne społeczeństwo, lecz budowania pozycji mocarstwa rozgrywającego w wielobiegunowym świecie. Rosja w swoich najbardziej urojonych planach jest cierpliwa i ma społeczno-polityczne zasoby, by czekać, aż nastanie dobra koniunktura dla jej urojonych planów.
Lata strategii
W 2014 r. pogodzenie się przez opinię międzynarodową z aneksją Krymu przez Rosję wydawało się niemożliwe – wprowadzono pakiet sankcji, porozumienia mińskie, rozwijała się tzw. lista Magnitskiego informująca Zachód o szemranych postaciach z kręgów Putina.
W 2022 r. sytuacja Rosji stała się już dramatyczna, gdy kordon zachodnich sankcji rozpędził się na dobre, a państwo Putina zyskiwało opinię nazistowskiego, totalitarnego, przynajmniej zbrodniczego. Różne te wahania demokratycznych nastrojów nie robią wrażenia na lokatorach Kremla.
W 2014 r. przewodniczący Unii Europejskiej był przecież ulubieńcem Putina, a ministrem spraw zagranicznych RP był przyjaciel „drogiego Siergieja” Ławrowa. Sikorski straszył rusofobami od Kaczyńskiego i Macierewicza i kazał Ukraińcom poddawać się dyktatowi sowieciarzy od Janukowycza.
Gdy dekadę później Tusk i Sikorski uchodzą za antyrosyjskich jastrzębi, to na Kremlu pijane kacyki z Jednej Rosji muszą się zataczać ze śmiechu. Przez gromkie tupanie nogą polskich liberałów przebija się im przecież szept kanclerza Friedricha Merza, który do przedstawicieli izb handlowych w Saksonii przemawia w duchu obietnicy powrotu do relacji biznesowych z Rosją.
I tak oto główny sponsor rosyjskiej inwazji – Niemcy – raz potrafi ustami ambasadora w Warszawie ganić Prawo i Sprawiedliwość, że „rozmowa o reparacjach od Niemiec to propaganda Putina”, a potem wysyłać przedstawicieli swojego przemysłu na forum ekonomiczne w Petersburgu. Cyniczna klasa polityczna Europy udaje więc czasem rosyjskosceptyczną, by po cichu błogosławić nawiązywanie gospodarczej współpracy z moskiewskimi ludobójcami.
Rosja wie, że najbardziej doniosłe wzmożenia przeciwko niej są w realiach demokratycznych pustą falą, wobec której trzeba po prostu ustać. Kilka lat wojny wystarczyło, po prostu samej wojny, z sukcesami i porażkami, by społeczeństwa Ukrainy, Polski i Europy zaczęły się łamać, chwiać i zwalczać nawzajem.
Nie do wiary
Gdyby w marcu 2022 r. powiedzieć Polakom, że za chwilę będą językiem Putina wyzywać Ukraińców od banderowców – nikt by nie uwierzył. Gdyby powiedzieć Ukraińcom, że ich prezydent – żydowskiego pochodzenia – spełni najbardziej tępe marzenie propagandystów Kremla o honorowaniu Stepana Bandery na szczeblu państwowym i czci dla mordujących Żydów „bohaterów UPA”, to przecież najsłabszy autor powieści political fiction bałby się taki scenariusz nakreślić.
Ale Rosjanie są w tym naprawdę nieźli, to wręcz fanatycy badania ludzkiej psychiki, nie jako tematu zdrowotnego, ale jako materii, którą można zarządzać jak fabryką polimerów w Tobolsku. Od odruchów Pawłowa, przez eksperymentowanie z hipnozą, programowaniem mózgu od poziomu tabula rasa, po zarządzenie refleksyjne Lefebvre’a – sowieciarze opracowali właściwie własną szkołę psychologii, w której rola wolnej woli czy świadomości jest oceniana jako zdecydowanie przeszacowana.
Zanim Mark Zuckerberg z Elonem Muskiem zabrali się do mikrotargetowania kampanii reklamowych dla pojedynczych użytkowników internetu, sowiecki szef wydziału zagranicznego KC KPZR Borys Ponomariew od czasów Chruszczowa po Gorbaczowa „targetował” reklamy nie produktów do kupienia, ale politycznych emocji do wyrażenia. Nie sprzedawał młodzieży subskrypcji na muzykę i gry komputerowe ani nie promował dla starszych zakupu samochodów czy mieszkań, ale formułował ideologiczne propozycje dla różnych grup politycznych na Zachodzie: pacyfiści, ekolodzy, robotnicy i feministki mieli się przydawać Moskwie.
Tak jak dzisiaj – Rosja dla liberałów ma propozycje biznesowe, dla lewicowców ekologiczne i ogólnohumanitarne, a dla prawicy religijne i antyliberalne. Prędzej czy później każdy się natknie na którąś z tych ofert i może postąpić krok ku poglądom zaprojektowanym niedaleko Placu Czerwonego w Moskwie. I tak się doprawdy stało, i to w samym sercu najzacieklejszego wroga – Ukrainy.
Putinowcy forsowali wizerunek Ukrainy jako neonazistowskiej sekty, która jest z jednej strony na skraju upadku, z drugiej – buduje szowinistyczną ideologię nienawiści. I oto w dobie gwałcenia ukraińskich kobiet na okupowanych przez Rosjan ziemiach, gdy politycy Jednej Rosji zapowiadają eksterminację napadniętego narodu, przedstawiciele tegoż narodu nieoczekiwanie postępują marszowym krokiem w scenariusz najbardziej tępej propagandy Putina – stawiają na banderyzm, tworzą kult nazistowskich kolaborantów z czasów II wojny światowej, a w obrębie własnych relacji wpajają w siebie przekonanie wybrańców nie tylko narodu, ale Boga, historii i rasy. Wszak Kyryło Budanow powiedział, że Ukraińcy są narodem wybranym.
Na ile Moskale przewidzieli pewne kroki Kijowa, a na ile działa tam też sieć ich agentów, prowokatorów i durniów – dziś trudno orzec, ale że Zełenski z Sybihą podarowali Putinowi propagandowy prezent, to już zostanie zapisane w annałach historii.
Narzucanie kłamstw
Cierpliwość Rosjan jest tu godna podziwu – tłuką najbardziej tępy przekaz, aż się przebije, aż się doprawdy przebije. W 1945 r. wymyślono np., że papież Pius XII był współpracownikiem Hitlera – dziś liberalna opinia publiczna uznaje to za fakt.
Polska została „wyzwolona” przez Armię Czerwoną, Lech Wałęsa obalił komunizm, a w Smoleńsku samolot z prezydentem RP na pokładzie rozbił się o brzozę, bo brat głowy państwa kazał lądować we mgle – nie ma takiej dezinformacji, której cierpliwością nie dałoby się wbić do głów ludziom. A Rosja cierpliwa jest – niestety.
Jakub Maciejewski
za:niezalezna.pl