Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Skandaliczne słowa Niemców o Rzezi Woli. Mamy komentarz szefowej Instytutu Pileckiego w Berlinie

Pod materiałem Polskiego Radia o Heinzu Reinefarthcie, kacie warszawskiej Woli, pojawiły się wpisy podważające niemiecką odpowiedzialność za zbrodnie. Bronią katów i oskarżają Polaków. "Szokujący negacjonizm"-mówi portalowi Newsmax Polska Hanna Radziejowska, szefowa Instytutu Pileckiego w Berlinie.

Heinz Reinefarth, dowódca tzw. Grupy Bojowej Reinefarth (Kampfgruppe Reinefarth), złożonej z jednostek SS, policji i formacji pomocniczych był jednym z głównych zbrodniarzy mordujących bezbronnych cywii w czasie Powstania Warszawskiego. Po wojnie uniknął sprawiedliowści. Pełnił funkcję burmistrza miasta Westerland na wyspie Sylt, a od 1958 roku zasiadał także w landtagu kraju związkowego Szlezwik-Holsztyn. I o tym nieosądzonym zbodniarzu był materiał Polskiego Radia. Od razu pojawiło się pod nim mnóstwo komentarzy pisanych przez współczesnych Niemców.

"Polscy zbrodniarze"

"To nie była zbrodnia. To byli kombatanci i pomocnicy polskiej Armii Krajowej, a więc uzasadnione cele” - napisała o mordowanych cywilach jedna z osób komentujących materiał niemieckojęzycznej redakcji Polskiego Radia poświęcony Rzezi Woli i Heinzowi Reinefarthowi.

Wpisów o podobnym tonie jest więcej. Jedni przekonują, że Niemcy podczas Powstania Warszawskiego starali się oszczędzać cywilów. Inni piszą o "honorowym" traktowaniu Polaków albo przenoszą rozmowę na zbrodnie popełnione na Niemcach. Jest też komentarz, którego autor deklaruje, że nie zamierza Reinefartha potępiać, lecz go "czcić". Co więcej, większość wpisów nie pochodzi z anonimowych kont.

Autorka jednego z wpisów pod materiałem pisze o rzekomych polskich "okrucieństwach" wobec Niemców przed i po wojnie oraz przekonuje, że przyjdzie czas, kiedy "polscy zbrodniarze zostaną wreszcie pociągnięci do odpowiedzialności".

Trudno pominąć kontekst, w którym te słowa zostały napisane. Rzeź Woli, podczas której Niemcy zamordowali około 50 tys. mieszkańców Warszawy, była największą jednorazową masakrą ludności cywilnej w okupowanej przez Niemców Europie podczas II wojny światowej.
Niemcy jako strona, która miała „oszczędzać” cywilów

Jeden z najbardziej rozbudowanych wpisów przedstawia pacyfikację Powstania Warszawskiego jako wojskową konieczność.

"Każdy obiektywny obserwator wojny i polityk musi przyznać", że niemieckie wojska nie mogły tolerować powstania na tyłach frontu i dlatego musiały je stłumić - twierdzi autor.

Następnie dodaje, że Niemcy mieli próbować "zapobiec rozlewowi krwi", "oszczędzić ludność cywilną" i uniknąć zniszczenia Warszawy.

W dalszej części tego samego komentarza niemieckie dowództwo zostało przedstawione jako strona, która po kapitulacji traktowała polskich żołnierzy "honorowo". Dowodem ma być m.in. los gen. Tadeusza „Bora” Komorowskiego, który trafił do niewoli i przeżył wojnę.

Taka opowieść pomija jednak masowe mordy na cywilach z pierwszych tygodni powstania oraz to, co Niemcy zrobili z Warszawą już po zakończeniu walk. Miasto było systematycznie grabione, palone i wysadzane także wtedy, gdy nie istniała już żadna militarna konieczność jego niszczenia.

"Powstanie zainicjowane przez Związek Sowiecki"

Kolejny komentujący przedstawia Powstanie Warszawskie jako "zainicjowane przez Związek Sowiecki" wystąpienie "tzw. polskiej Armii Krajowej".

Dużo miejsca poświęca opisom rzekomego okrucieństwa powstańców wobec niemieckich żołnierzy. Pisze o zabijaniu rannych i personelu medycznego, a przy opisie niemieckich sił kierowanych do Warszawy eksponuje obecność Rosjan, Azerów i oddziałów karnych.

W efekcie odpowiedzialność niemieckiego dowództwa schodzi na dalszy plan. Tymczasem pacyfikacja Warszawy była niemiecką operacją, prowadzoną pod niemieckim dowództwem.

Wśród komentarzy pojawiają się też odwołania do Katynia, sowieckich represji wobec Armii Krajowej i zbrodni popełnianych na Niemcach po 1945 roku. Fakty dotyczące sowieckich zbrodni są bezsporne. W tym przypadku używane są jednak jako kontrargument wobec opisu niemieckiej odpowiedzialności za wydarzenia w Warszawie. 

Radziejowska: "Chwilami wręcz nazistowskie"

Sprawę nagłośniła w mediach społecznościowych Hanna Radziejowska, kierowniczka berlińskiego oddziału Instytutu Pileckiego i ekspertka zajmująca się polsko-niemiecką polityką pamięci oraz historią niemieckiej okupacji Polski. W rozmowie z portalem Newsmax Polska wskazuje jednoznacznie na charakter wpisów.

- Pod wywiadem z Philippem Martim, autorem książki o Heinzu Reinefarthcie, opublikowanym na niemieckiej stronie Polskiego Radia, wylała się fala komentarzy rewizjonistycznych, a chwilami wręcz nazistowskich. Komentujący podważają niemieckie zbrodnie popełnione podczas Powstania Warszawskiego na powstańcach i ludności cywilnej, bronią Heinza Reinefarth, a nawet atakują Polaków, oskarżając ich o zbrodnie na niemieckich żołnierzach i cywilach – wskazuje.

Radziejowska zwraca uwagę, że nie chodzi wyłącznie o prowokacyjne anonimowe konta.

-Trudno w to uwierzyć. To kompletnie szokujący negacjonizm i rodzaj agresji wobec polskich ofiar niemieckich zbrodni, wobec Powstania Warszawskiego. Zero wiedzy, zero uznania niemieckich zbrodni i odpowiedzialności. Analiza kont osób piszących te komentarze pokazuje, że nie są to boty ani trolle - większość to autentyczne osoby – podkreśla.

Poglądy, które przestały być ukrywane

Zdaniem Radziejowskiej podobny sposób patrzenia na niemiecką okupację Polski istniał wcześniej, ale przez lata rzadko przebijał się do głównego nurtu debaty.

- Przyznaję, że skala i agresja tych wypowiedzi budzą poważne pytania. Wydaje mi się, że zawsze część niemieckiego społeczeństwa myślała i mówiła o niemieckiej okupacji Polski w ten sposób, jednak przez ostatnie dekady takie głosy były niemal nieobecne w przestrzeni publicznej – mówi.

Jej zdaniem jednym z czynników, które zmieniły tę sytuację, jest rosnące znaczenie Alternatywy dla Niemiec.

- Zdecydowany wzrost popularności AfD odblokował mechanizm ukrywania takich poglądów. Dotyczy to również ujawniania prawdziwego stosunku do Polski, pozwala na publiczne podważanie niemieckich zbrodni z czasów II wojny światowej – ocenia.

Radziejowska zaznacza przy tym, że sprowadzanie całego problemu do elektoratu jednej partii byłoby zbyt proste.

– AfD bardzo aktywnie wspiera rewizjonistyczny stosunek do odpowiedzialności Niemiec za zbrodnie II wojny światowej. Oczywiście problem jest szerszy – ten rodzaj rewizjonizmu wobec Polaków jest i był prawdopodobnie zakorzeniony w znacznie szerszej części niemieckiego społeczeństwa, także wśród zwolenników innych partii – mówi.

I wskazuje kilka przyczyn:

– Brak wiedzy, brak edukacji, brak ukarania zbrodniarzy i brak odszkodowań – wszystko to buduje podatny grunt. Wzrost i sukcesy AfD były katalizatorem, uruchomiły swoiste zerwanie z „polityczną poprawnością”, uderza to bardzo mocno w prawdę historyczną i fakty – dodaje.

Instytut Pileckiego szykuje odpowiedź

Radziejowska mówi również o odpowiedzialności niemieckich instytucji.

– To jest przede wszystkim problem państwa niemieckiego i porażka jego systemu edukacji oraz wychowania politycznego – ocenia.

Jej zdaniem także Polska powinna konsekwentnie zabiegać o obecność polskiego doświadczenia II wojny światowej w niemieckiej pamięci historycznej.

– W interesie Polski leży jednak także praca na poziomie instytucji – aby w niemieckich szkołach i miejscach pamięci polskie ofiary, polskie bohaterstwo, a także niemieckie zbrodnie stały się trwałym elementem niemieckiej kultury pamięci i wiedzy – mówi.

Instytut Pileckiego w Berlinie zamierza odpowiedzieć na pojawiające się w sieci treści własną kampanią.

– Instytut Pileckiego w Berlinie przygotowuje teraz kampanię w mediach społecznościowych na ten temat jako odpowiedź. Bierzemy przykład z Muzeum Auschwitz, które bardzo mocno i systematycznie walczy z negacjonizmem w mediach społecznościowych – zapowiada Hanna Radziejowska. 

 Prof. Żaryn dla Newsmax Polska o Rzezi Woli: ludobójstwo się nie przedawnia

Odpowiedzialny za Rzeź Woli Heinz Reinefarth po wojnie pracował jako burmistrz, radny i prawnik. „Prokuratorzy, sędziowie i całe grupy zawodowe zostały zachowane w Niemczech jako spuścizna po III Rzeszy” – mówi nam prof. Jan Żaryn, historyk z UKSW w 82. rocznicę niemieckiego ludobójstwa.

„Skala ludobójstwa na Woli i Ochocie była nieporównywalna z wieloma innymi tragicznymi wydarzeniami z lat 1939–1945. W ciągu kilkunastu dni, a szczególnie w pierwszych dniach rzezi, wymordowano około 50 tysięcy bezbronnych ludzi i podpalono dwie dzielnice” – mówi nam prof. Jan Żaryn.

Zdaniem naszego rozmówcy zarówno wydanie rozkazu, jak i jego wykonanie sprawiały, że ludzie ci – od Heinza Reinefartha po szeregowych żołnierzy – zasługiwali na odpowiedzialność za nieprzedawniającą się zbrodnię, jaką jest ludobójstwo.

„Jednak okupanci niemieccy oraz Francuzi, Amerykanie i Brytyjczycy nie zdecydowali się na głęboką denazyfikację, która mogła objąć 8,5 miliona członków NSDAP czy choćby funkcjonariuszy policji oraz innych struktur okupacyjnych wykonujących rozkazy mordowania ludności cywilnej” – dodaje historyk. „Denazyfikacja nie stanowiła faktycznej drogi do zdemokratyzowania Niemiec, jak propagandowo obiecywali alianci i Stalin”.

Prof. Żaryn podaje przykład Reinharda Gehlena, niemieckiego generała majora Wehrmachtu, który po wojnie stworzył na zlecenie Amerykanów niemiecką służbę wywiadowczą.

Zapora przed imperializmem sowieckim

„To świadczy o tym, że uznano zimną wojnę za wystarczający powód, dla którego państwo niemieckie powinno się jak najszybciej odrodzić. Zdaniem aliantów bez tej kadry «fachowców» nie udałoby się tego zrobić. Miała ona stanowić zaporę przed imperializmem sowieckim” – mówi profesor.

„Również prokuratorzy, sędziowie i całe grupy zawodowe zostały w dużej mierze zachowane jako spuścizna po III Rzeszy. To pozwoliło tym «fachowcom» odnaleźć się w nowej rzeczywistości – jako samorządowcy i zaplecze pozostające poza pierwszym szeregiem” – słyszymy.

„Polacy, podobnie jak inne narody Europy Środkowo-Wschodniej, zostali poddani Sowietom, a Zachód uznał – przy całej antyhitlerowskiej frazeologii – że państwo niemieckie będzie przydatne do obrony Europy Zachodniej przed imperializmem sowieckim. Parszywość tego polegała na tym, że wpadli na to w 1947 r., a nie w 1943 r. w Teheranie” – kończy naszą rozmowę prof. Jan Żaryn. 

za:newsmaxpolska.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.