Polecane
DRAMATYCZNY RAPORT. Co piąty polski student na poziomie... 10-latka! Oto skutki degrengolady edukacji i punktozy
Koniec mitu o rzekomo wybitnym wykształceniu młodych pokoleń. Z najnowszych danych OECD, ujawnionych przez prestiżowy brytyjski tygodnik „The Economist”, wyłania się obraz absolutnej katastrofy. Aż 21 proc. polskich studentów pod względem czytania ze zrozumieniem i elementarnej logiki prezentuje poziom dziecka ze szkoły podstawowej. To gorzki owoc lat obniżania poprzeczki, ulegania modom na „bezstresowe wychowanie” i produkcji bezwartościowych dyplomów.
Brytyjski „The Economist” opublikował wstrząsającą analizę międzynarodowych badań kompetencji prowadzonych przez OECD (Survey of Adult Skills). Dziennikarze wzięli pod lupę studentów do 35. roku życia uczęszczających na uczelnie wyższe. Rezultaty dla Polski są bezlitosne: co piąty polski żak ma poważne trudności ze zrozumieniem czytanego tekstu i prostymi operacjami myślowymi, plasując się na poziomie intelektualnym dziesięciolatka.
Podczas gdy w Niemczech czy we Francji odsetek ten oscyluje poniżej 5 proc., Polska z wynikiem 21 proc. znalazła się w niechlubnej czołówce państw dotkniętych zapaścią uniwersytecką.
Tabula rasa w murach uczelni
Wykładowcy akademiccy w całym kraju biją na alarm – to, co zachodni analitycy ujęli w tabelach statystycznych, na polskich uniwersytetach jest codziennością. Zamiast kształcić elity intelektualne, profesorowie zmuszeni są nadrabiać elementarne braki ze szkoły podstawowej. Studenci miewają kłopoty ze wskazaniem sąsiadów Polski, nie odróżniają podstawowych pojęć historycznych, a dłuższy tekst publicystyczny czy akademicki wywołuje u nich bezradność.
Skutkiem tej erozji jest masowy odpływ studentów po pierwszym roku – wielu odpada przy pierwszym zderzeniu z jakimkolwiek realnym wymaganiem merytorycznym.
Skąd ta katastrofa?
Zjawisko to nie wzięło się znikąd – jest logiczną konsekwencją procesów toczących szkolnictwo od dekad:
Masowa produkcja „papierków” kosztem jakości: Przekształcenie szkolnictwa wyższego w masowy rynek usług komercyjnych doprowadziło do sytuacji, w której student stał się „klientem”, a uczelnie – walcząc o dotacje per capita – boją się stawiać rygorystyczne wymagania.
Rozmontowywanie klasycznej szkoły: Kolejne eksperymenty pedagogiczne, ograniczanie kanonu lektur, odchodzenie od dyscypliny pamięciowej, gramatyki i tradycyjnej nauki matematyki na rzecz „kreatywnego dryfu” przynoszą zatrute owoce.
Plaga cyfrowego otępienia: Wszechobecne smartfony, algorytmy TikToka skracające czas skupienia do kilkunastu sekund oraz bezkrytyczne posługiwanie się narzędziami generatywnego AI zwalniają młodych ludzi z konieczności samodzielnego formułowania myśli.
Problem globalny, ale u nas uderza najmocniej
Podobny kryzys dotyka także Zachodu – w Stanach Zjednoczonych ponad 1800 wykładowców Uniwersytetu Kalifornijskiego (m.in. w Berkeley) wystosowało niedawno list otwarty, wskazując, że studenci kierunków ścisłych nie posiadają elementarnej wiedzy z zakresu algebry, a profesorowie muszą uczyć ich matematyki na poziomie wczesnego gimnazjum.
Różnica polega na tym, że Polska nie może sobie pozwolić na marnowanie kapitału ludzkiego. Państwo stojące w obliczu wyzwań geopolitycznych i gospodarczych potrzebuje wykwalifikowanych, logicznie myślących inżynierów, lekarzy i humanistów zakorzenionych w kulturze – a nie armii magistrów, dla których przeczytanie ze zrozumieniem jednej strony tekstu stanowi barierę nie do pokonania.
za:wpolsce24.tv