Polecane
Mija 87. rocznica napaści Niemiec na Polskę
1 września 1939 r. – o godz. 4:40 – niemieckie lotnictwo zrzuciło bomby na Wieluń. Niedługo potem pancernik Schleswig-Holstein rozpoczął ostrzał Westerplatte. II wojna światowa była najbardziej niszczycielskim i krwawym konflikt w dziejach ludzkości. W jej wyniku Polska straciła blisko 6 milionów obywateli.
Straty wojenne naszego kraju szacuje się na przeszło 6 bilionów 220 miliardów złotych. Dr hab. Piotr Majewski z Biura Badań Historycznych IPN wskazał, że Niemcy stworzyły dobrze zorganizowany system rabunku polskiego dziedzictwa kulturalnego.
– Jeśli patrzymy na zaangażowanie niemieckich naukowców, ekspertów, specjalistów od muzealnictwa, konserwacji, historii czy historii sztuki w akcji rabunku, rabowania polskiego dziedzictwa kulturowego, to myślę, że nie możemy ich oskarżać o to, że oni się kulturą polską czy polską przeszłością interesowali. Możemy ich oskarżać o to i powinniśmy ich o to oskarżać, że swoją wiedzę, swój profesjonalizm wykorzystali czy pozwolili wykorzystać na rzecz rabowania polskich dóbr kultury – zaznaczył Piotr Majewski.
Zniszczenia, jakiego dopuścili się Niemcy, dopełnił także Związek Radziecki, który zaatakował nasz kraj 17 września 1939 roku.
Prezydent Nawrocki na Westerplatte: Niemcy nie potrzebowali Hitlera, by gardzić Polską. Mówił też o reparacjach
Prezydent Karol Nawrocki z Westerplatte zwrócił się do kanclerza Niemiec i narodu niemieckiego, aby załatwić sprawę reparacji i zadośćuczynienia po II wojnie światowej. Zaapelował m.in. do rządu i innych polityków o wspólne działanie w tej sprawie.
– Apeluję stąd, z Westerplatte, do kanclerza Niemiec, do narodu niemieckiego: załatwmy sprawę reparacji i zadośćuczynienia z myślą o sprawiedliwości historycznej, ale i z myślą o przyszłości – powiedział Nawrocki we wtorek podczas obchodów rocznicy wybuchu II wojny światowej.
Nawrocki stwierdził, że „prawdziwa, twarda, sojusznicza deklaracja wobec Polski wymaga tego, aby nasi sojusznicy z Berlina i nasi sąsiedzi wypłacili nam zadośćuczynienie, które Polska przekaże na polskie siły zbrojne, na polski przemysł zbrojeniowy; żebyśmy nie musieli brać zachodnich kredytów; abyśmy dostali to, co nam się należy”.
– Wzywam też z Westerplatte, z serca się zwracam, do pana premiera, do pana ministra, do pana marszałka, do wszystkich stronnictw w polskim parlamencie, do narodu polskiego. Bądźmy razem w tym dziele – mówił prezydent.
Karol Nawrocki przypomniał, że Westerplatte to jeden z kluczowych symboli II wojny światowej, symbol walki i oporu przed przeważającym wrogiem. - Tu, na Westerplatte wykuwał się archetyp polskich postaw w czasie całej II wojny światowej, na wszystkich szerokościach geograficznych - powiedział prezydent.
Prezydent przypomniał, że podczas gdy Westerplatte jest symbolem walki, to symbolem „niezasłużonego cierpienia jest Wieluń, miasto zbombardowane przez Niemców nad ranem 1 września 1939 roku”. - Trzeba pamiętać że 1 września rozpoczęła się hekatomba i pandemonium narodu polskiego - podkreślił.
Prezydent przypomniał, że w trakcie II wojny zginęło ok. 6 mln polskich obywateli, czyli ok. 17 proc. przedwojennej ludności Polski; w niemal 90 proc. byli to cywile. - O tym nie możemy zapomnieć (...) Prawda i odpowiedzialność wymaga z jednej strony ich powtarzania, ale z drugiej - wymaga od dziś rządzących także świadomości, że istnieje prawda o II wojnie światowej, która jest słabo słyszalna u naszych zachodnich sąsiadów, u naszych sojuszników, w Berlinie - podkreślił.
- Prawda, której nie zna, albo nie chce poznać Europa. Prawda, która nie dociera za Atlantyk; prawda, z którą wielki problem niestety mają także rządzący. A musimy wszyscy powtarzać i uzmysłowić sobie, że to boli, ale jest potrzebne - że Niemcy nie potrzebowali Adolfa Hitlera, by gardzić Polską, Polkami, Polakami i polskością - ocenił prezydent.
Jego zdaniem, już w XIX wieku niemieccy literaci, nawet ci o liberalnych poglądach, „z pogardą pisali o Polakach, Polsce i Polskości, że jesteśmy Irokezami ze wschodu”; jak ocenił, antypolonizm był także w „centrum kultury politycznej międzywojennej niemieckiej Republiki Weimarskiej”.
Prezydent: Wieluń pierwszym symbolem niemieckiego bestialstwa
Wieluń stał się pierwszym w Polsce symbolem niemieckiego bestialstwa i masowej zbrodni na cywilach; Luftwaffe traktowała szkoły i szpitale tak, jakby były celami ćwiczeń na poligonie - podkreślił prezydent Karol Nawrocki w liście do uczestników obchodów 87. rocznicy wybuchu II wojny światowej w Wieluniu.
1 września nad ranem w Wieluniu (Łódzkie) odbyły się obchody 87. rocznicy wybuchu II wojny światowej i zbombardowania tego miasta.
List prezydenta
Podczas uroczystości szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz odczytał list prezydenta Nawrockiego, który uczestniczył w tym samym czasie w obchodach na gdańskim Westerplatte.
Nawrocki zwrócił uwagę, że historycy nadal badają szczegóły niemieckiego nalotu na Wieluń — jego dokładną godzinę, liczebność użytych sił i przebieg kolejnych ataków.
Jednak istota wydarzeń z 1 września 1939 roku nie pozostawia żadnych wątpliwości: na miasto niemające wojskowego znaczenia, ani obrony przeciwlotniczej Niemcy zrzucili około 140 bomb burzących i zapalających, niszcząc jego zabudowę w trzech czwartych. Luftwaffe traktowała szkoły i szpitale tak, jakby były celami ćwiczeń na poligonie - podkreślił prezydent.
Wieluń stał się pierwszym w Polsce symbolem niemieckiego bestialstwa i masowej zbrodni na cywilach - wskazał Nawrocki.
Pamięć i prawda
Dziękował jednocześnie potomkom ofiar i obrońców tego miasta za pamięć oraz starania o upowszechnianie prawdy o tym, co wydarzyło się w Wieluniu 1 września 1939 roku.
To właśnie dzięki państwa szlachetnemu uporowi przed siedmiu laty przybył tutaj prezydent Niemiec, a prawda o strasznym losie Wielunia dotarła do ludzi w wielu krajach - wskazał.
W PE przypomniano o wielkiej grabieży polskich dóbr kultury przez Niemców
W Parlamencie Europejskim otwarto wystawę „Zrabowane przez Niemców. Nigdy nie zwrócone. 1939–1945”, poświęconą polskim dobrom kultury zrabowanym podczas II wojny światowej, które do dziś nie zostały zwrócone. Ekspozycja przypomina o skali wojennej grabieży i zwraca uwagę na wciąż nierozwiązany problem restytucji.
Zorganizowana przez posłów do Parlamentu Europejskiego z grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, Jacka Ozdobę i Arkadiusza Mularczyka, wystawa została otwarta w Brukseli 1 września – dniu szczególnie bolesnym dla Polski, w 87. rocznicę niemieckiej agresji na naszą Ojczyznę.
Organizatorzy podkreślali w Parlamencie Europejskim, że cel ekspozycji to nie tylko przypomnienie historii, ale również zwrócenie uwagi na współczesny wymiar sprawiedliwości historycznej. Na wystawie zaprezentowano przykłady dzieł i przedmiotów należących przed wojną do polskich kolekcji, muzeów, bibliotek oraz innych instytucji. Ich losy pokazują skalę strat poniesionych przez polskie dziedzictwo kulturowe w latach 1939-1945.
– 1 września przypominamy o tych wydarzeniach i ich konsekwencjach, które do dziś pozostają nierozwiązane w relacjach polsko-niemieckich. W czasie II wojny światowej setki tysięcy polskich dzieł sztuki i innych dóbr kultury zostały zrabowane, zniszczone lub zaginęły, a wiele z nich wywieziono z Polski do Niemiec. Do dziś się tam zresztą znajdują. Przypominamy o tym także w Brukseli, podkreślając, że kwestia identyfikacji, odzyskiwania i restytucji utraconych dóbr kultury pozostaje w tak wielu przypadkach nierozwiązana i wciąż nieskuteczna z uwagi na brak woli politycznej ze strony Niemiec – mówi europoseł Arkadiusz Mularczyk.
Grabież dóbr kultury na okupowanych ziemiach polskich była jednym z elementów prowadzonej przez niemieckie władze okupacyjne polityki niszczenia i podporządkowywania polskiego dziedzictwa kulturowego. W ramach systematycznych konfiskat przejmowano dzieła sztuki, księgozbiory, archiwalia, zabytki oraz inne cenne obiekty należące do instytucji państwowych, kościelnych i osób prywatnych. Część zagrabionych dóbr wywożono z okupowanych ziem polskich do III Rzeszy, a inne umieszczano w specjalnych składnicach i magazynach. Ekspozycję można oglądać w Parlamencie Europejskim do piątku.
„Polska nigdy się nie poddała”. Ambasador USA mocno o niemieckiej agresji
Ambasador USA w Polsce Tom Rose w mediach społecznościowych upamiętnił 87. rocznicę niemieckiej agresji na Polskę. "Dziś, wspominając ofiary i oddając hołd bohaterom, przypominamy sobie o straszliwej cenie wolności – oraz o odwadze, jakiej wymaga jej obrona" - napisał.
87 lat temu, 1 września 1939 roku, nazistowskie Niemcy napadły na Polskę, rozpętując w Europie II wojnę światową. Następne sześć lat przyniosło niewyobrażalne okrucieństwo, brutalność i terror. Polska odpowiedziała na nie niezwykłą odwagą i heroicznym oporem – napisał ambasador.
Jak przypomniał: "sześć milionów Polaków, czyli 20 proc. całej ludności kraju, zostało wymordowanych. Mimo to Polska nigdy się nie poddała".
Dziś, wspominając ofiary i oddając hołd bohaterom, przypominamy sobie o straszliwej cenie wolności – oraz o odwadze, jakiej wymaga jej obrona – podkreślił.
Niemieckie media milczą o rocznicy wybuchu II wojny światowej
Dziś 87. rocznica agresji Niemiec na Polskę, która rozpoczęła II wojnę światową. Tylko w czasie września 1939 r. straciło życie około 375 tys. Polaków, a w czasie całej wojny nawet 5,8 mln. Przejrzeliśmy największe niemieckie portale internetowe. Większość z nich o rocznicy milczy.
Trzy duże niemieckie portale internetowe nie informują dziś o rocznicy. To Bild, Der Spiegel i Frankfurter Allgemeine Zeitung. Na portalu Die Welt pojawia się zaledwie wzmianka w kalendarium. Rocznica wybuchu najbardziej krwawego konfliktu militarnego w historii świata figuruje więc obok 30. rocznicy urodzin amerykańskiej aktorki Zendayi i 15. rocznicy zakazu produkcji 60-watowych żarówek.
Najwięcej miejsca rocznicy poświęca Süddeutsche Zeitung, który o wojnie pisze w kontekście marszu AfD do władzy.
„Rozwój AfD w Niemczech może zagrozić dalszym badaniom historycznym nad narodowym socjalizmem i II wojną światową, twierdzi polski ekspert. Partia krytykuje politykę pamięci, która wiąże Niemcy z winą historyczną – powiedziała Hanna Radziejowska, dyrektor berlińskiego oddziału Instytutu Pileckiego. W praktyce prowadzi to do presji na miejsca pamięci i instytucje badawcze” – czytamy.
Wypowiedź Hanny Radziejowskiej pochodzi z rozmowy z Niemiecką Agencją Prasową.
„W naszej zbiorowej pamięci wciąż jest wiele luk do wypełnienia. Obawiamy się, że doprowadzi to do zahamowania postępu w stosunkach niemiecko-polskich, a nawet do poważnego regresu” – cytuje Radziejowską SZ.
„Wielu Niemców uważało atak na Związek Radziecki w 1941 roku za najważniejsze wydarzenie II wojny światowej; do dziś bardziej martwią się o stosunki z Rosją. Radziejowska skrytykowała AfD za domaganie się bliskiej współpracy z Rosją pomimo wojny Moskwy z Ukrainą” – dodaje portal.
Rocznica wybuchu II wojny światowej. Profesor o niemieckim antypolonizmie
„Antypolonizm był obecny w niemieckim życiu politycznym już od 1918 r. W Republice Weimarskiej wszystkie stronnictwa, od prawa do lewa, zionęły nienawiścią do Polski” – mówi dla portalu Newsmax Polska historyk, prof. Grzegorz Kucharczyk. 87 lat temu, 1 września 1939 Niemcy napadły na Polskę.
1 września 1939 r. atakiem Niemiec na Polskę rozpoczęła się II wojna światowa. Mimo przewagi militarnej przeciwników Wojsko Polskie przez ponad miesiąc prowadziło zacięte walki na wielu frontach, m.in. nad Bzurą, pod Mokrą, Wizną, Warszawą i Kockiem.
Ostatnie regularne oddziały polskie skapitulowały 6 października 1939 r., kończąc kampanię. Wojna obronna 1939 r. była pierwszym etapem II wojny światowej i mimo klęski militarnej stała się początkiem polskiego oporu przeciwko obu okupantom.
Walka w osamotnieniu
„O wojnie obronnej września 1939 r. trzeba odpowiadać zgodnie z prawdą. To była wojna w obronie niepodległości i integralności terytorialnej, którą Polska toczyła w osamotnieniu przeciwko dwóm totalitarnym mocarstwom: Niemcom hitlerowskim, które jako pierwsze uderzyły, ale do ataku dołączył się 17 września Związek Sowiecki” – mówi nam prof. Grzegorz Kucharczyk.
Historyk podkreśla, że Polska otrzymała tylko iluzoryczną pomoc. „Chociaż gest wypowiedzenia wojny Niemcom przez Francję i Wielką Brytanię był ważny, to nie poszły za tym żadne militarne przedsięwzięcia. To była walka toczona w osamotnieniu”. Zdaniem naszego rozmówcy niemiecki blitzkrieg nie był tak oszałamiający jak we Francji w 1940 r., a decydujący okazał się cios w plecy 17 września.
Wśród publicystów historycznych w ostatnich latach na popularności zyskują tezy, wedle których elity polityczne II RP powinny porozumieć się z hitlerowskimi Niemcami lub zgodzić się na część ustępstw w stronę III Rzeszy. „Pamiętajmy o antypolonizmie, który nie zagościł wraz z dojściem NSDAP do władzy, ale był obecny w niemieckiej kulturze i życiu politycznym od 1918 r. W Republice Weimarskiej wszystkie stronnictwa, od prawa do lewa, zionęły nienawiścią do Polski” – mówi historyk.
Niemcy żądali eksterytorialnej autostrady, która miała łączyć Prusy Wschodnie z Rzeszą Niemiecką. „Oczywiście każdy, kto rozumie, na czym polega budowa autostrady, wie, że zanim taka budowa ruszy, trzeba dowieźć materiały, ludzi. Bardzo szybko okazałoby się, że gdyby Polska zgodziła się na budowę tej autostrady, to byłaby pokryta siecią dróg dojazdowych do niej. Niemcy również zażądaliby, żeby były one eksterytorialne. Gdybyśmy poszli na te ustępstwa, to nie byłoby nawet symbolicznego poparcia ze strony Francji i Wielkiej Brytanii” – słyszymy.
Zdaniem profesora mówienie, że Hitler był politykiem przewidywalnym, który dotrzymuje słowa, to mrzonki. „Twierdzenie, że skoro mówił, że by się tym zadowolił, to by się rzeczywiście tym zadowolił, to bzdura. Wszystkie uroczyste zapewnienia Hitlera, że to koniec, okazały się nieprawdą. Już w marcu 1939 r., po aneksji Czech, było wiadomo, że III Rzesza to państwo, które dąży do wojny” – podkreśla nasz rozmówca.
Bez września 1939 r. trudno zrozumieć Holocaust
A jakie znaczenie w niemieckiej opinii publicznej ma data 1 września 1939 r.? „Ta data dzisiaj nie przebija się w Niemczech. Oczywiście funkcjonuje, ale nie jest kojarzona przez szerokie kręgi” – tłumaczy historyk.
Profesor przypomina, że na początku lat 90. po Niemczech krążyła wystawa o zbrodniach Wehrmachtu, która miała ramy chronologiczne 1941–1945. „Z punktu widzenia Niemców to, co działo się we wrześniu 1939 r., to epizod, który niewiele znaczy, a prawdziwa wojna zaczęła się, kiedy Niemcy zaatakowały Związek Sowiecki. Wtedy też zaczęła się na szeroką skalę eksterminacja ludności żydowskiej. To, co wydarzyło się we wrześniu 1939 r. w Polsce, znika w pamięci” – dodaje.
Profesor Kucharczyk zwraca uwagę na to, że to wycięcie z pamięci daty 1 września 1939 r. niesie za sobą konsekwencje w postaci błędnej oceny genezy Holocaustu.
„W okupowanej Polsce powstały getta, których ludność później była eksterminowana. Bez daty 1 września 1939 r. trudno to wytłumaczyć i wtedy zwala się winę na Polaków. A fakt, że 1 września 1939 r. państwo niemieckie napadło na Polskę, pociąga za sobą wszystkie inne konsekwencje” – kończy naszą rozmowę prof. Grzegorz Kucharczyk.
Niemieckie zbrodnie miały miejsce już od początku wojny
1 września 1939 r., niemieckie wojska bez wypowiedzenia wojny o świcie przekroczyły na całej długości granice RP.
Wcześniej, o godzinie 4.40, kilka minut przed ostrzałem Westerplatte, Niemcy zmombardowały bezbronne, niespełna 17-tysięczne miasto Wieluń, które nie miało żadnego znaczenia strategicznego. Nie stacjonowały w nim polskie jednostki wojskowe, nie było garnizonu, ufortyfikowanych pozycji ani obrony przeciwlotniczej. Pierwszy bomby spadły na wieluński szpital Wszystkich Świętych. Zginęły w nim 32 osoby - pacjenci i personel szpitala.
Zdaniem historyków celem niemieckiego ataku była tylko i wyłącznie ludność cywilna. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić faktycznej liczby ofiar nalotów, ale najczęściej przyjmuje się, że zginęło od kilkuset do 1200 osób.
Wieluń był pierwszym polskim miastem zbombardowanym przez Luftwaffe. Niemieckie samoloty zrzuciły na miasto 380 bomb o łącznej wadze 46 ton.
Straty po kampanii wrześniowej
Straty po stronie polskiej wyniosły ok. 200 tys. poległych i rannych żołnierzy. Do niemieckiej niewoli wziętych zostało ponad 400 tys., w tym ponad 10 tys. oficerów.
W czasie wrześniowych walk wojska niemieckie postępowały z wyjątkowym okrucieństwem. Lotnictwo atakowało ludność cywilną, a Wehrmacht na zdobytych terenach dokonywał masowych egzekucji.
Przykładem tego typu zbrodniczych działań były wydarzenia w Bydgoszczy, gdzie tylko 9 września rozstrzelano 400 Polaków. Już na początku działań zbrojnych Niemcy rozpoczęli także brutalne prześladowania ludności żydowskiej. W sumie w wyniku niemieckich represji we wrześniu 1939 r. zginęło co najmniej 16 tys. osób.
Straty niemieckie wynosiły ok. 45 tys. poległych i rannych żołnierzy. Ponadto armia niemiecka straciła ok. 1000 czołgów i samochodów pancernych oraz blisko 700 samolotów. Były to straty poważne i stanowiły ponad 30 proc. stanu bojowego, co doprowadziło do opóźnienia kolejnych działań niemieckich, aż do kwietnia 1940 r.
Z kolei w walkach z Armią Czerwoną zginęło ok. 2,5 tys. polskich żołnierzy, a ok. 20 tys. było rannych i zaginionych. Do niewoli sowieckiej dostało się ok. 200 tys. żołnierzy, w tym ponad 10 tys. oficerów. Straty sowieckie wynosiły ok. 3 tys. zabitych i 6-7 tys. rannych.
Czarzasty w Wieluniu, Dulkiewicz w Gdańsku – tak się gloryfikuje oprawców?
W 87. rocznicę wybuchu II wojny światowej marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty wykorzystał wystąpienie w zbombardowanym przez Niemców Wieluniu do szerokiej refleksji o współczesnych relacjach z Niemcami, Ukrainą i Unią Europejską. Jego słowa wywołały krytykę części komentatorów, którzy zarzucają przedstawicielom obozu rządzącego zbyt daleko idące przesuwanie akcentów w narracji historycznej.
Czarzasty przypomniał, że 1 września 1939 roku niemieckie bombowce zaatakowały bezbronne miasto, w tym szpital Wszystkich Świętych. Jednocześnie przekonywał, że pamięć historyczna nie może prowadzić do współczesnej wrogości.
– Wojna zabiera człowiekowi właśnie to: bezpieczną przyszłość. Pamięć o wojnie nie może służyć do karmienia nienawiści. Ma służyć temu, żeby nigdy więcej nie pomylić agresora z ofiarą, siły z prawem, populizmu z prawdą – mówił marszałek Sejmu.
Według Czarzastego współczesne Niemcy są sojusznikiem Polski i największym partnerem handlowym. Zaznaczył jednak, że nie oznacza to zapomnienia o 1939 roku i że „prawda historyczna nikogo nie obraża”.
Czarzasty porównał sytuację Polski z 1939 roku do Ukrainy
Marszałek Sejmu odniósł się też bezpośrednio do wojny na Ukrainie i krytykował tych, którzy chcieliby ograniczenia polskiego wsparcia dla Kijowa.
– W 39. roku Polska pozostała praktycznie sama. Są dziś tacy, którzy podpowiadają: „zostawmy samą Ukrainę, wykorzystajmy jej trudną sytuację, by coś wymusić”. Historia ich osądzi – powiedział Czarzasty.
Przekonywał również, że europejska integracja jest jednym z fundamentów bezpieczeństwa.
– Państwa należące do tej wspólnoty nie prowadzą wojen, nikt nie napadł Zjednoczonej Europy, żadnej jej części. Wiemy to tym bardziej, że patrzymy na Wschód, na walczącą Ukrainę – mówił.
Na zakończenie przekonywał, że z Wielunia należy wynieść lekcję „pamiętać bez nienawiści, przebaczać bez zapominania” oraz rozwiązywać spory bez rezygnacji z prawdy.
Takie rozłożenie akcentów może jednak budzić pytania, czy podczas rocznicy niemieckiej agresji na Polskę pierwszoplanowym tematem nie powinna pozostawać przede wszystkim odpowiedzialność sprawców oraz pamięć o polskich ofiarach.
Dulkiewicz na Westerplatte mówiła o... Leningradzie
Kontrowersje wywołało tego samego dnia także wystąpienie prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz na Westerplatte. Podczas uroczystości upamiętniających niemiecką napaść na Polskę przypomniała ona również o oblężeniu Leningradu.
– 85 lat temu rozpoczęło się także jedno z najtragiczniejszych oblężeń w historii, blokada Leningradu. Niemal 900 dni ludzie uwięzieni w swoich domach zmagali się ze skrajnym niedostatkiem i mrozem sięgającym -40 stopni. Opisy, do czego głód zdolny jest pchnąć człowieka, ścinają krew w żyłach. Nawet milion cywilów straciło życie – powiedziała Dulkiewicz.
Prezydent Gdańska mówiła także o innych cywilnych tragediach II wojny światowej i zaznaczała, że wojna „nie zna płci ani wieku”.
Warto jednak zauważyć, że przywoływanie właśnie na Westerplatte losu Leningradu może prowadzić do przesunięcia uwagi z polskich ofiar dwóch totalitaryzmów na cierpienia ludności Związku Sowieckiego – państwa, które 17 września 1939 roku samo napadło na Polskę.
Michał Rachoń komentował:
– Można 1 września zastanowić się nad ofiarami oblężenia Leningradu, w czasie, kiedy jeden totalitarny reżim, który zniszczył Polskę, walczył z drugim totalitarnym reżimem, który w trakcie tej samej wojny niszczył Polskę.
za:www.fronda.pl