Polecane
Ewangelizator z ekranu Bł. Fulton Sheen.
Z udziałem 50 tysięcy wiernych, 89 biskupów, około tysiąca księży, a także kilkuset zakonników i seminarzystów w Saint Louis w USA celebrowana była Msza święta beatyfikacyjna arcybiskupa Fultona Sheena, najbardziej znanego amerykańskiego duszpasterza XX wieku. W imieniu Leona XIV Mszy przewodniczył kard. Luis Antonio Tagle. Ojciec Święty podkreślił, że abp Sheen był niestrudzonym głosicielem Ewangelii poprzez nowoczesne środki komunikacji.
Msza św. beatyfikacyjna celebrowana była na stadionie The Dome at America’s Center w Saint Louis. Przedstawiono biografię Fultona Sheena, a następnie odczytano list apostolski Papieża Leona XIV.
„My, spełniając pragnienia naszego brata Louisa Tylki, biskupa Peorii, a także wielu innych braci w biskupstwie i licznych wiernych chrześcijan, po zasięgnięciu opinii Dykasterii Spraw Kanonizacyjnych, mocą Naszej władzy apostolskiej zezwalamy, aby czcigodny Sługa Boży Fulton John Sheen, arcybiskup tytularny Newport, niegdyś biskup Rochesteru w Ameryce, niestrudzony głosiciel Ewangelii za pomocą współczesnych środków komunikacji, gorliwy pasterz, ożywiony zapałem misyjnym, odtąd był nazywany Błogosławionym, a jego wspomnienie mogło być obchodzone każdego roku 9 dnia grudnia, w dniu jego narodzin dla nieba, w miejscach i w sposób określony prawem. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen” – napisał Papież Leon XIV.
Następnie odsłonięto obraz beatyfikacyjny oraz wniesiono relikwie nowego błogosławionego.
Fulton Sheen: przed kamerą mówił do milionów, poza nią szukał pojedynczego człowieka
Miliony słuchały go przed telewizorami, ale Fulton Sheen znajdował czas także na osobiste rozmowy z ludźmi szukającymi drogi do Boga. Głosił, towarzyszył nawróceniom i mobilizował do wspierania misji. Historia jego apostolstwa pokazuje, jak wiara przekazywana przez ekran może owocować w życiu konkretnego człowieka.
Przed telewizyjną kamerą wystarczały mu tablica, kreda i słowo. Jednak apostolstwo Fultona Sheena obejmowało również osobiste rozmowy, cierpliwą korespondencję i zachęcanie do wspierania misji. Co sprawiało, że jego odbiorcy nie tylko słuchali o wierze, ale podejmowali decyzje, które zmieniały ich życie?
Popularność kaznodziei można opisać liczbą widzów, listów i sprzedanych książek. Znacznie trudniej opowiedzieć o tym, co dzieje się później: o człowieku, który po latach wraca do Kościoła, o rozmowie przełamującej nieufność czy o pierwszej darowiźnie przeznaczonej na misje.
Właśnie tę perspektywę odsłania archiwalny tekst poświęcony Fultonowi J. Sheenowi, opublikowany w „Great Catholic Books Newsletter”. Pokazuje znanego kaznodzieję jako duszpasterza, którego działalność przed kamerą łączyła się z troską o konkretnych ludzi.
Czytany dzisiaj stawia również pytanie o zadanie katolickich mediów: do czego prowadzi spotkanie z Ewangelią za pośrednictwem ekranu?
Tablica, kreda i pytania o sens życia
Scena opisana w materiale jest prosta. Katolicki biskup stoi przed tablicą i z kredą w ręku mówi o celu ludzkiego życia. Podejmuje tematy grzechu, pokusy, łaski i wieczności. Wyjaśnia, dlaczego człowiek doświadcza wewnętrznego rozdarcia i skąd może czerpać siłę do czynienia dobra.
Według przywołanego opracowania jego telewizyjne wystąpienia przyciągały miliony odbiorców, mimo konkurencji popularnych programów innych stacji. Widzowie odpowiadali tysiącami listów.
Sheen potrafił mówić o wierze w sposób przystępny, zachowując powagę poruszanych spraw. Rozmowę o człowieku prowadził ku pytaniom o Boga, odpowiedzialność i zbawienie. Nie zatrzymywał się na doraźnym samopoczuciu odbiorcy. Interesowało go także sumienie: zdolność rozpoznania własnego błędu, pragnienie przebaczenia i możliwość rozpoczęcia od nowa.
Z tego obrazu płynie ważna wskazówka dla współczesnych twórców katolickich. Przystępny język pozwala podjąć nawet trudne zagadnienia. Wymaga jednak dobrego rozumienia tematu i szacunku dla odbiorcy, któremu warto postawić wymagające pytania.
Za publicznym głosem stała osobista rozmowa
Wśród osób, którym Sheen towarzyszył w drodze do Kościoła, autor opracowania wymienia ludzi znanych z polityki, kultury i życia gospodarczego. Obok nich przywołuje osoby pozostające poza zainteresowaniem opinii publicznej: ludzi poranionych, osamotnionych, zmagających się z rozpaczą lub odrzuconych przez bliskich.
Te historie pokazują duszpasterstwo wymagające czasu. Sheen podejmował osobisty kontakt, zapraszał do rozmowy i prowadził korespondencję. Publiczne wystąpienie mogło otworzyć drogę do spotkania, które później rozwijało się już z dala od kamery.
Szczególnie wymowna jest opisana w materiale historia Louisa Budenza. Po odejściu od Kościoła związał się on z komunizmem. Podczas spotkania z Sheenem zaczął przedstawiać argumenty dotyczące ustroju sowieckiego. Kaznodzieja skierował jednak rozmowę ku Najświętszej Maryi Pannie.
Według przytoczonego świadectwa Budenza przywołało to pamięć modlitwy i pokoju znanego z wcześniejszych lat życia. Powrót do Kościoła wymagał jeszcze kilku lat cierpliwego kontaktu, starań i modlitwy.
W tej opowieści uderza gotowość Sheena do towarzyszenia człowiekowi przez długi czas. Rozmówca nie był dla niego jedynie przedstawicielem ideologii. Miał własną historię, pamięć wiary i sumienie, do którego można było się odwołać.
Wiara wobec niepokoju człowieka
Archiwalne opracowanie poświęca dużo miejsca polemikom Sheena ze współczesnymi mu nurtami myślowymi. Ich język nosi ślady epoki, jednak wyłania się z nich pytanie nadal zrozumiałe: gdzie człowiek szuka ukojenia i co robi ze świadomością własnej winy?
W przedstawionym przez autora ujęciu Sheen wiązał ludzki niepokój z powołaniem do wieczności. Doczesne osiągnięcia nie wyczerpują pragnień człowieka. Potrzebuje on również sensu, pojednania i nadziei sięgającej poza granicę śmierci.
Dlatego tak wiele miejsca zajmowały w jego nauczaniu sumienie oraz przebaczenie. Uznanie grzechu otwierało drogę do skruchy i odzyskania więzi z Bogiem. Wiara dotykała rzeczywistych doświadczeń: lęku, cierpienia, odpowiedzialności za własne decyzje i tęsknoty za miłością.
Dla dzisiejszego czytelnika może to być zachęta, by potraktować własne pytania duchowe poważnie. Także wtedy, gdy pojawiają się w środku intensywnego, pozornie uporządkowanego życia.
Od oglądania do odpowiedzialności za misje
Mniej oczywistą częścią działalności Sheena jest jego praca na rzecz misji. Jako krajowy dyrektor Dzieła Rozkrzewiania Wiary w Stanach Zjednoczonych zajmował się także sposobem opowiadania o potrzebach Kościoła i pozyskiwania darowizn.
Według materiału źródłowego przyglądał się zmianom na rynku wydawniczym. Rozwijał niewielkie, poręczne publikacje, łączył wiadomości misyjne z krótkimi apelami i pokazywał konkretne potrzeby ludzi żyjących daleko od amerykańskich odbiorców.
Ważne miejsce zajmowały podziękowania darczyńcom. Przywoływał historie drobnych wyrzeczeń: rezygnacji z zakupu książki lub wyjścia do kina, przekazania dziecięcych oszczędności czy pierwszego tygodniowego wynagrodzenia.
W ten sposób darowizna zyskiwała osobisty wymiar. Czytelnik mógł zobaczyć, że uczestnictwo w dziele misyjnym jest dostępne również dla kogoś, kto dysponuje niewielką kwotą. Pomoc materialną Sheen łączył przy tym z wezwaniem do modlitwy.
To szczególnie inspirujący fragment jego działalności dla współczesnych mediów katolickich. Odbiorca może stać się współuczestnikiem misji, jeśli rozumie jej cel, poznaje konkretne potrzeby i widzi znaczenie własnego zaangażowania. Podziękowanie pomaga tę więź pielęgnować.
Maryja i duchowa płodność
Autor opracowania wskazuje na głębokie nabożeństwo Sheena do Matki Bożej. Przywołuje maryjne dedykacje jego książek i rozważania poświęcone duchowemu macierzyństwu Maryi.
W przedstawionej tam myśli kaznodziei miłość do Boga powinna przynosić owoce w życiu innych ludzi. Modlitwa, nauczanie i osobiste poświęcenie stają się sposobami służenia ich drodze wiary.
Ta perspektywa pomaga połączyć różne obszary działalności Sheena. Wykład, program telewizyjny, rozmowa z człowiekiem oddalonym od Kościoła i apel misyjny służyły przekazywaniu wiary oraz budzeniu odpowiedzialności za innych.
Maryjność stanowiła w tym obrazie istotny element rozumienia apostolstwa: przyjąć Chrystusa i pomagać innym Go poznawać.
Co pozostaje po wyłączeniu ekranu?
Historia Sheena zachęca, by pytać o owoce obecności katolików w mediach. Czy odbiorca znajduje pomoc w zrozumieniu wiary? Czy nabiera odwagi do modlitwy, pojednania, rozmowy z kapłanem? Czy odkrywa możliwość wsparcia drugiego człowieka?
Takich rezultatów często nie widać w statystykach. Mogą dojrzewać długo, jak w przywołanej historii Budenza. Wymagają cierpliwości i gotowości do dalszego spotkania.
Fulton Sheen przemawiał do wielkiej publiczności, a zarazem znajdował czas na osobistą korespondencję i rozmowę. Właśnie to połączenie pozostaje tak poruszające: za liczbą widzów dostrzegał ludzi, których droga do Boga zasługiwała na uwagę.
Bp Robert Barron Homilia podczas Nieszporów przed beatyfikacją
Arcybiskupie Rozanski, Eminencje, Ekscelencje, moi bracia biskupi i kapłani, diakoni, osoby konsekrowane, wierni świeccy, przyjaciele w Chrystusie — uważam za jeden z największych przywilejów mojego życia możliwość wygłoszenia tej homilii w wigilię beatyfikacji Fultona Sheena.
Od samego początku mojej własnej działalności ewangelizacyjnej Sheen był dla mnie wzorem i inspiracją. Rzeczywiście uważam go za jedną z kluczowych postaci współczesnej historii Kościoła katolickiego, ponieważ otworzył drzwi do ewangelizacji świata za pomocą mediów elektronicznych.
W połowie ubiegłego wieku w katolicyzmie dokonało się niezwykłe odrodzenie intelektualne, literackie i duchowe. Myślimy o takich postaciach jak Graham Greene, Dorothy Day, Jacques Maritain, Henri de Lubac, Thomas Merton, Evelyn Waugh i wielu innych.
Sheen był bardzo ważnym uczestnikiem tego renesansu i można powiedzieć, że spośród całej tej plejady wybitnych ludzi był postacią najbardziej znaną i wpływową.
Billy Graham mówił o nim po prostu: „wielki komunikator”.
Według powszechnej opinii arcybiskup Sheen był najwybitniejszym kaznodzieją języka angielskiego w XX wieku.
U szczytu swojego oddziaływania Sheen gromadził przed telewizorami trzydzieści milionów widzów w każdy wtorkowy wieczór i otrzymywał dwadzieścia pięć tysięcy listów dziennie z całego kraju.
Ale moim zamiarem tego wieczoru nie jest mówić przede wszystkim o tym aspekcie życia i działalności Sheena, lecz raczej o tym, co uczyniło go błogosławionym — świętym człowiekiem Bożym.
Podejrzewam, że sam Sheen powiedziałby, iż człowiek błogosławiony, człowiek święty, to ktoś, kto jest przyjacielem Jezusa Chrystusa.
Wielokrotnie przez całą swoją działalność podkreślał, że chrześcijaństwo nie jest abstrakcyjną filozofią ani zbiorem przekonań moralnych, lecz relacją z żyjącą Osobą — z Tym, który w noc przed swoją śmiercią powiedział Apostołom:
„Już was nie nazywam sługami, ale przyjaciółmi”.
Trzy etapy drogi duchowej
Jak więc wygląda przyjaźń z Synem Bożym?
W trzecim rozdziale autobiografii Sheena Treasure in Clay znajduje się bardzo pouczający fragment, w którym mówi on o swoim powołaniu do kapłaństwa.
Jego ujęcie stanowi, jak sądzę, pewien wzór dla relacji każdego człowieka z Panem.
Sheen posługuje się słynną opowieścią o powołaniu proroka z szóstego rozdziału Księgi Izajasza.
Pierwszym etapem Bożej przyjaźni — cytuję teraz Sheena — jest:
„poczucie świętości Boga, Jego przejmującej transcendencji, Jego majestatu, piękna i mocy”.
Izajasz miał wizję Pana zasiadającego na tronie, podczas gdy aniołowie śpiewali:
„Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów”.
Sheen wiedział, że autentyczna droga duchowa nigdy nie zaczyna się od tego, czego ja chcę, od moich projektów, planów czy osiągnięć, lecz zawsze od wtargnięcia łaski i wynikającego z niego poddania się temu, czego Bóg pragnie dokonać we mnie i przeze mnie.
Drugi etap wynika z pierwszego.
Jest nim — według słów Sheena:
„głębokie poczucie własnej niegodności”.
Tak jak zabrudzenia na szybie stają się w pełni widoczne dopiero w ostrym świetle, tak samo grzech staje się bardziej — a nie mniej — widoczny w świetle łaski.
Jak ujmuje to Sheen:
„Bóg jest święty. Ja nie jestem. Biada mi”.
Izajasz wyraził to w ten sposób:
„Jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach”.
Wtedy Bóg podejmuje długie dzieło oczyszczenia, a następnie rozpoczyna się trzeci etap.
Jeszcze raz Sheen:
„Po oczyszczeniu Izajasz usłyszał głos Pana pytającego: «Kogo mam posłać?». A Izajasz odpowiedział: «Oto ja, poślij mnie»”.
Trzecią drogą duchowego życia każdego człowieka jest misja — bycie posłanym jako ten, kto niesie innym łaskę.
Chciałbym więc tego wieczoru, choć krótko, spojrzeć na świętość Fultona Sheena właśnie poprzez ten trójczęściowy schemat.
Pierwszy etap: wtargnięcie łaski
Przyjrzyjmy się najpierw wtargnięciu łaski.
Życie Sheena było na wskroś naznaczone znakami niezasłużonej Bożej miłości.
Stały się one rzeczywiście kotwicą całej jego duchowej drogi.
Otrzymał swoją katolicką wiarę jako dar, kiedy został ochrzczony w kościele św. Marii w El Paso w stanie Illinois.
Odczuł działanie Bożej Opatrzności, gdy jako ośmioletni ministrant w prezbiterium katedry w Peorii usłyszał niezwykłe proroctwo biskupa Spaldinga.
Cytuję:
„Powiedz swojej matce, że kiedy dorośniesz, pojedziesz do Leuven i będziesz taki jak ja”.
Doświadczył tego również pewnego popołudnia, kiedy jako seminarzysta w seminarium św. Pawła w St. Paul w Minnesocie słuchał konferencji wygłaszanej przez ojca duchownego.
Cytuję Sheena:
„Mój umysł jakby został przeniknięty światłem. Ogarnęło mnie przemożne przekonanie o pewności wiary”.
Ta pewność nie była jednak wyłącznie sprawą intelektu.
Jak mówił Sheen, była zakorzeniona w jego miłości do Kościoła.
A Kościół znajdował osobowy wyraz w następcy Piotra.
Dlatego Sheen doświadczał świętości i łaski Boga za każdym razem, gdy uczestniczył w audiencji u papieża.
Fascynujące jest to, że każde swoje spotkanie z papieżem postrzegał niemal jak doświadczenie mistyczne.
A skoro mówimy o wielkiej rzeczywistości łaski, jak moglibyśmy nie wspomnieć o relacji Fultona Sheena z Tą, którą Pismo Święte określa mianem kecharitomene — pełnej łaski?
Maryja niejako przenika całe życie duchowe Fultona Sheena.
Od jego chrztu w kościele św. Marii, poprzez święcenia w katedrze poświęconej Maryi, głębokie nabożeństwo do różańca, aż wreszcie po ponad trzydzieści pielgrzymek do Lourdes, gdzie odwiedzał — jak mówił — „Kobietę, którą kochałem”.
Zgodnie z głównym nurtem katolickiej tradycji teologicznej Sheen widział w Maryi najdoskonalszy przykład człowieka przyjmującego niezasłużoną miłość Boga.
Dlatego w tym wyjątkowym naczyniu łaski, w tej ostatecznej Arce Przymierza, w jedynej chlubie naszej skażonej natury, Sheen dostrzegał w najpełniejszym stopniu świętość Dawcy daru.
Godzina święta
Nigdzie zakorzenienie Fultona Sheena w łasce Chrystusa nie było widoczne bardziej niż w jego niemal dożywotnim oddaniu godzinie świętej — codziennej, nieprzerwanej godzinie modlitwy w obecności Najświętszego Sakramentu.
Chociaż mówił, że często zabierał ze sobą notatnik, na wypadek gdyby przyszła mu do głowy dobra myśl do homilii czy artykułu, godziny święte nie były w istocie czasem osiągania czegoś czy wykonywania pracy.
Były okazją, by trwać w obecności Pana Jezusa.
Tak to ujmował:
„Kiedy patrzy się na zachód słońca, twarz nabiera złotego blasku. Patrzenie przez godzinę na eucharystycznego Pana przemienia serce w tajemniczy sposób, tak jak twarz Mojżesza została przemieniona po jego przebywaniu z Bogiem na górze”.
Sheen z pewnością bardzo cenił zdanie przypisywane Proboszczowi z Ars.
Kiedy zapytano wielkiego świętego, co dzieje się podczas adoracji eucharystycznej, odpowiedział:
„On patrzy na mnie, a ja patrzę na Niego”.
Godzina święta przygotowuje również człowieka do misji.
Zmieniając metaforę, Sheen mówił, że ten, kto wiernie trwa przed tabernakulum, jest jak:
„pies u drzwi pana, gotowy na wypadek, gdyby ten go zawołał”.
Choć potrzebowało to czasu, zachęcanie przez Fultona Sheena do codziennej godziny świętej głęboko zakorzeniło się dziś w życiu kapłanów, seminarzystów i wiernych świeckich na całym świecie.
Pokornie przyznam, że sam nauczyłem się tej praktyki od moich studentów w seminarium Mundelein, którzy dobrze znali Sheena i którzy z wielką mocą świadczyli o skuteczności godziny spędzanej przed Panem.
Dziś sam rozkoszuję się godziną świętą, którą każdego ranka odbywam w mojej prywatnej kaplicy, zanim rozpocznę dzień pracy.
Drugi etap: uznanie grzechu i oczyszczenie
Drugą wielką drogą duchowego życia, jak już widzieliśmy, jest szczere uznanie grzechu oraz własnej potrzeby przebaczenia i uzdrowienia.
Choć czytałem ją wcześniej wiele razy, przygotowując się do tego kazania, ponownie przeczytałem wielką autobiografię Sheena.
Tym, co szczególnie uderzyło mnie przy tej lekturze, była jego gotowość do przyznawania się do własnych porażek, błędnych osądów i osobistych słabości.
Sam tytuł książki właściwie zdradza wszystko: Treasure in Clay — „Skarb w glinianym naczyniu”.
Sheen wiedział, jak cenny jest skarb, który nosi, i wiedział również, jak kruche jest naczynie.
Przyznaje więc, że miał w sobie pewną dozę próżności.
Cytuję:
„Kiedy byłem księdzem, sprawiało mi radość, gdy zwracano się do mnie «Ojcze». Tytuł «Monsignor» brzmiał dla mnie wyjątkowo melodyjnie”.
Dalej przyznaje — znów cytuję:
„Wyznaję także, że cieszyły mnie przywileje przysługujące biskupowi — jego miejsce przy stole, wyjątkowo miękki klęcznik i szacunek rodzący się z wiary”.
Dodaje:
„Cieszył mnie prestiż profesora uniwersyteckiego”.
I wreszcie przyznaje:
„Byłem popularny. Zabiegano o mnie. Byłem przyjacielem zarówno rodzin królewskich, jak i zwykłych ludzi. Ale jak blisko byłem krzyża?”
Musimy teraz przypomnieć sobie historię powołania Izajasza.
To właśnie po intensywnym doświadczeniu majestatu Boga prorok uświadamia sobie swoją słabość.
W tym kontekście powinniśmy przypomnieć sobie jeszcze jedną biblijną opowieść szczególnie bliską sercu Sheena — powołanie pierwszych uczniów w Ewangelii św. Łukasza.
Po pełnym światła spotkaniu z chwałą Pana, objawioną w cudownym połowie ryb, Piotr pada na kolana i mówi:
„Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny”.
To właśnie ten, kto stoi w świetle, widzi jasno swój grzech.
Tak charakterystyczne dla naszych czasów samousprawiedliwienie — „ja jestem w porządku, ty jesteś w porządku, nie mów mi, że robię coś źle” — nie jest znakiem tego, że jesteśmy bez skazy, ale raczej tego, że bardzo oddaliliśmy się od Boga.
Głębokie zanurzenie Fultona Sheena w łasce pozwalało mu dostrzec to, co w nim samym było kruche i niedoskonałe.
Jeden z bohaterów arcybiskupa, G.K. Chesterton, pięknie uchwycił ten paradoks:
„W mojej religii są święci. To po prostu ludzie, którzy wiedzą, że są grzesznikami”.
W opisie Izajasza anioł bierze rozżarzony węgiel i dotyka nim nieczystych warg proroka, przygotowując go do misji.
Podobnie Fulton Sheen przyjmował cierpienia, które spotykały go zarówno wewnątrz Kościoła, jak i poza nim, jako bolesne, palące działanie anioła oczyszczenia.
Tak o tym mówił:
„Skoro sam nie chciałem wziąć krzyża, Pan kładł go na moje plecy”.
Podobnie jak św. Jan Paweł II, nigdy nie uważał cierpienia za coś głupiego czy pozbawionego sensu.
Przeciwnie — było ono drogą, dzięki której on, będąc już kapłanem, stawał się również ofiarą.
Poprzez ból ten, który składał ofiarę, sam stawał się ofiarą składaną, a przez to coraz pełniej upodabniał się do Chrystusa Jezusa.
Trzeci etap: misja
Trzecią drogą duchowej wędrówki jest misja.
Kiedy człowiek zostaje zanurzony w łasce i oczyszczony, zostaje posłany.
Po wyznaniu grzechu św. Piotr słyszy słowa Pana:
„Nie bój się. Odtąd ludzi będziesz łowił”.
To właśnie ta droga wymaga odpowiedzi — naszej prawdziwej współpracy z łaską.
I, przyjaciele, czy w XX wieku był ktoś, kto szedł tą drogą skuteczniej, radośniej i z większym entuzjazmem niż Fulton Sheen?
Kiedy rozpoczynał studia w Leuven, mówił, że oczywiście pragnie czytać św. Tomasza z Akwinu, lecz jego cel był przede wszystkim apostolski, a nie kontemplacyjny.
Chciał bowiem zastosować myśl św. Tomasza do wielkich pytań i dylematów swoich czasów.
Idąc za radą kardynała Merciera, przez wszystkie lata wykładania na Catholic University pilnie studiował sztukę, naukę, filozofię i literaturę świata świeckiego.
Ponieważ zawsze pragnął, aby jego nauczanie było skierowane na zewnątrz, ku misji, z entuzjazmem odpowiedział na zaproszenie, by zostać jednym z głównych mówców audycji radiowej Catholic Hour.
Dlaczego?
Wiedział, że dzięki temu ściany jego sali wykładowej zostaną rozszerzone w sposób niemal niewyobrażalny.
Bez wątpienia przez wszystkie te lata nieustannie słyszał polecenie Pana:
Duc in altum — wypłyń na głębię.
Słowa te nadal rozbrzmiewały w jego duszy, gdy wykorzystał możliwość przemawiania poprzez telewizję do całego narodu.
Kiedy wielu ludzi ze środowiska akademickiego zastanawiało się, czy roztropne jest przedstawianie złożoności nauczania katolickiego tak szerokiej publiczności, Sheen się nie zawahał.
Był oczywiście znakomicie przygotowany naukowo, ale posiadał także niezwykły dar komunikowania się z szeroką publicznością.
Udowodnił, że wyrafinowaną prezentację wiary można przedstawić na największej możliwej scenie.
W latach 1950–1966 ten wielki ewangelizator pełnił także funkcję krajowego dyrektora Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary.
W tej roli został głęboko włączony w działalność misyjną Kościoła na całym świecie.
Podróże podejmowane w celu wspierania misji Kościoła zaprowadziły go do Nowej Gwinei, na Borneo, wyspy południowego Pacyfiku, do Chin, Ugandy, Australii, Pakistanu, Kenii i wielu innych krajów.
Całkiem nieźle jak na chłopaka z El Paso w stanie Illinois.
Duc in altum — wypłyń na głębię.
Przez całe swoje życie i na całym świecie Sheen przemawiał, głosił kazania i prowadził rekolekcje.
Byłem zdumiony, gdy w jednej z jego biografii natrafiłem na statystykę mówiącą, że przez większą część swojej publicznej działalności podróżował trzy razy w tygodniu, aby wygłaszać przemówienia.
To znaczy sto pięćdziesiąt podróży rocznie — przez dziesięciolecia.
Wypływał na głębię.
Nikt w XX wieku nie przeszedł wielkiej drogi misji z większym rozmachem i oddaniem niż Fulton Sheen.
Sheen jako święty nowej ewangelizacji
I na koniec, drodzy przyjaciele — błogosławieni i święci są dla Kościoła.
To, co zrobimy jutro, w żaden sposób nie zwiększy świętości Fultona Sheena.
Nie sprawi, że jego miejsce w niebie stanie się wyższe.
To, co zrobimy jutro, dotyczy raczej Kościoła, ponieważ w potężny sposób stawia tego świętego człowieka przed oczami świata.
Wierzę, że Fulton Sheen jest par excellence świętym nowej ewangelizacji.
Jan XXIII pojmował Sobór Watykański II jako sobór misyjny.
Jego celem było przyniesienie lumen gentium — światła Chrystusa — narodom, wyprowadzenie Kościoła poza jego mury służące samozachowaniu i doprowadzenie go do spotkania z szeroko pojętym społeczeństwem.
Papież Paweł VI z wielką energią podjął ten temat, pisząc w Evangelii Nuntiandi, że Kościół ze swej natury jest misyjny.
Jan Paweł II, który uczestniczył w synodzie prowadzącym do powstania Evangelii Nuntiandi, uczynił nową ewangelizację jednym z centralnych tematów swojego pontyfikatu.
Benedykt XVI, Franciszek i Leon XIV nadal rozwijali ten temat.
Fulton Sheen uczestniczył w Soborze Watykańskim II, a po powrocie z pasją podejmował jego główne motywy.
Ale wierzę, że przez cały okres swojej posługi również wyprzedzał to centralne wezwanie do ewangelizacji, która — jak ujął to papież Jan Paweł II — jest nowa w metodzie, nowa w wyrazie i nowa w zapale.
Dlatego każdy, kto poszukuje świeżego języka, aby nieść Ewangelię naszej kulturze, każdy, kto głosi odwieczne Słowo z sercem płonącym ogniem, każdy, kto odważa się korzystać z dostępnych nam dziś środków komunikacji — ma dług wobec Fultona Sheena i znajduje w nim potężnego niebiańskiego przyjaciela i orędownika.
kard. Luis Antonio Tagle Homilia podczas beatyfikacji arcybiskupa Fultona J. Sheena
Drodzy Bracia i Siostry,
Dziękujemy naszemu miłującemu Bogu, Ojcu, Synowi i Duchowi Świętemu, który zgromadził nas jako rodzinę wiary z okazji uroczystej beatyfikacji arcybiskupa Fultona J. Sheena, syna Illinois, Stanów Zjednoczonych Ameryki, a właściwie całego świata.
Przekazuję wam ojcowskie pozdrowienia Jego Świątobliwości Papieża Leona XIV, który raduje się z beatyfikacji swojego rodaka i brata w biskupstwie. Módlmy się za duszpasterską wizytę Ojca Świętego we Francji, która rozpoczyna się jutro.
List apostolski Papieża Leona, ogłaszający, że arcybiskup Fulton Sheen może odtąd być nazywany błogosławionym, opisuje arcybiskupa jako „niestrudzonego głosiciela Ewangelii za pośrednictwem nowoczesnych środków komunikacji oraz gorliwego pasterza ożywianego zapałem misyjnym”.
Spośród wielu jego cnót i posług szczególnie wyróżniają się dwie: to, że był ewangelizatorem, czyli głosicielem Ewangelii, oraz pasterzem misyjnym. Nie dziwi zatem, że trzy czytania liturgiczne dzisiejszej Mszy Świętej podkreślają misję ewangelizacji.
To właśnie dlatego, że był gorliwym i twórczym ewangelizatorem oraz orędownikiem misji, Fulton Sheen zostaje nazwany błogosławionym, czyli szczęśliwym.
Niektórzy z nas mogą jednak zadawać sobie pytanie: „Co jest błogosławionego w głoszeniu Ewangelii i wyruszaniu na misję?”. Wielu ewangelizatorów i misjonarzy, od początków Kościoła aż po nasze czasy, doświadczało odrzucenia, a nawet prześladowania. Dlaczego więc ogłaszamy Fultona Sheena błogosławionym?
A może jest błogosławiony dlatego, że był gwiazdą radia i telewizji, znanym pisarzem, którego śledziły miliony wielbicieli, oraz podróżnikiem przemierzającym świat w czasie, gdy pełnił funkcję krajowego dyrektora Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary?
Pytanie jednak pozostaje: jakim błogosławieństwem dzieli się z nami misyjny ewangelizator, arcybiskup Fulton Sheen?
Spośród wielu wymiarów błogosławieństwa chciałbym skupić się na dwóch, wskazanych przez nasze dzisiejsze czytania liturgiczne i potwierdzonych w życiu oraz misji błogosławionego Fultona Sheena.
Po pierwsze, misyjny ewangelizator jest błogosławiony darem komunii z Jezusem.
Jak wyraźnie mówi Ewangelia, Zmartwychwstały Pan wybiera i posyła swoich przyjaciół, aby głosili Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Błogosławiony jesteś, gdy sam Pan cię dostrzega, wybiera i posyła!
Wybrać samego siebie i iść tam, dokąd samemu chce się iść, nie jest misją i nie jest błogosławieństwem.
Błogosławiony jesteś, gdy głosisz wszystkim ludziom Dobrą Nowinę o Jezusie.
Święty Paweł jest błogosławiony, ponieważ nie głosi samego siebie, lecz Jezusa Chrystusa jako Pana. Głosić własną mądrość zamiast mądrości Jezusa oznacza fałszować słowo Boże: to nie jest misja; to nie jest błogosławieństwo.
Błogosławione i piękne są twoje stopy, gdy głosisz Boże zbawienie i pokój, zgodnie ze słowami proroka Izajasza.
Podróżować po lądzie, wodzie i w powietrzu, a jednocześnie głosić niszczące słowa i dopuszczać się przemocy, nie jest misją; nie jest błogosławieństwem.
Błogosławiony jesteś, gdy Zmartwychwstały Pan działa razem z tobą i potwierdza głoszoną przez ciebie Ewangelię cudownymi znakami.
Samowystarczalność i samopotwierdzanie siebie są złym znakiem; to nie jest misja, to nie jest błogosławieństwo.
Misyjny ewangelizator jest zatem kimś, kogo Jezus zna, i kimś powołanym do poznania Jezusa i Jego Ewangelii; jest powołany do pokornej pracy razem z Jezusem. A w tym procesie misyjny ewangelizator poznaje także samego siebie w Jezusie.
Błogosławiony jesteś, gdy Jezus cię dostrzega, zna, powołuje, posyła i pracuje razem z tobą.
Błogosławiony jesteś, gdy poznajesz swoje prawdziwe „ja” i swoją misję, ponieważ Jezus zna ciebie, a ty znasz Jezusa.
Błogosławieni są autentyczni misyjni ewangelizatorzy.
Podczas jednej z audiencji papież Pius XII zapytał kiedyś biskupa Sheena, ile nawróceń może przypisać swojej działalności. Odpowiedział Papieżowi:
„Naprawdę ich nie liczyłem, aby nie ulec pokusie uwierzenia, że były one moją zasługą”.
Dodał, że uważał siebie za:
„po prostu odźwiernego, któremu czasem udaje się zaprowadzić ludzi do otwartych drzwi domu Bożego. Odniosłem pewien sukces jako odźwierny”.
Błogosławiony jesteś, odźwierny przy drzwiach domu Bożego!
Kiedy pewien przyjaciel zapytał go kiedyś, dlaczego został księdzem, odpowiedział:
„Zostałem powołany, aby opowiadać tę historię [Ewangelię]. Nigdy nie męczy mnie jej opowiadanie. Nigdy nie męczy mnie doskonalenie sposobu, w jaki ją opowiadam. Kocham moje powołanie”.
Błogosławiony jesteś, opowiadający o Jezusie, którego spotkałeś w Jego Słowie, w Eucharystii, podczas Godziny Świętej i w Jego Ciele, którym jest Kościół.
Błogosławiony Fulton J. Sheen!
Przechodzę teraz do drugiego wymiaru błogosławieństwa misyjnego ewangelizatora.
Misyjny ewangelizator jest błogosławiony przez komunię z ludźmi i narodami, szczególnie z ubogimi i bezbronnymi, w imię Jezusa Chrystusa.
Zmartwychwstały Pan posyła swoich uczniów, aby głosili Ewangelię wszelkiemu stworzeniu, a nie jakiemuś abstrakcyjnemu „światu”. W tych, którzy uwierzą i przyjmą chrzest, objawią się — także samemu ewangelizatorowi — niezwykłe znaki obecności Królestwa Bożego.
Używać głoszenia jako wymówki, aby unikać konkretnych osób i pozostawać ślepym na działanie Boga w nich, nie jest misją; nie jest błogosławieństwem.
Błogosławiony jesteś, gdy — jak św. Paweł — uważasz siebie za sługę ludzi ze względu na Jezusa.
Panować nad innymi i dawać im odczuć własną ważność nie jest misją; nie jest błogosławieństwem.
Błogosławiony jesteś, gdy uważasz siebie za gliniane naczynie, aby było jasne, że moc pochodzi od Boga, a nie od ciebie.
Głosić Ewangelię z poczuciem własnej sprawiedliwości, które nie pozwala współodczuwać zranienia innych ludzi, nie jest misją; nie jest błogosławieństwem.
Arcybiskup Fulton Sheen podzielił się kiedyś z przyjacielem spostrzeżeniem, że są dziś księża,
„którzy zachowują się tak, jakby udzielali sakramentów anonimowym grupom ludzi, nie myśląc o ich indywidualnej tożsamości”.
Które grupy ludzi częściej niż inne pozostają anonimowe, niezauważane i zapomniane? Ludzie ubodzy.
W swoim wystąpieniu podczas trzeciej sesji Soboru Watykańskiego II, 9 listopada 1964 roku, biskup Sheen powiedział:
„Najusilniej was proszę, Czcigodni Ojcowie, aby pojęcie ubóstwa zostało na tym Soborze mocno podkreślone. Połóżcie palec na trzydziestym równoleżniku i poprowadźcie go wokół globu ziemskiego… Co znajdziecie? Praktycznie cały dobrobyt znajduje się na północ od trzydziestego równoleżnika, podczas gdy większa część ubóstwa świata leży na południe od trzydziestego równoleżnika — to znaczy w Afryce, Azji i Ameryce Łacińskiej… Większość biskupów obecnych na tym Soborze żyje w niedostatku albo doświadcza prześladowań, a pochodzą oni ze wszystkich ludów i narodów. Tak jak tylko zraniony Chrystus mógł nawrócić wątpiącego Tomasza, tak tylko Kościół zraniony ubóstwem może nawrócić wątpiący świat”.
Powrócił do tych myśli i rozwinął je w konferencji telewizyjnej nagranej w 1967 roku, która stała się niemal rachunkiem sumienia i sposobu życia.
Sam podjął wyzwanie, które postawił, przekazując ubogim wszelkie wynagrodzenia, jakie otrzymywał za swoją działalność, oraz ożywiając misyjne zaangażowanie Kościoła w Stanach Zjednoczonych na rzecz ubogich Kościołów świata.
Dla arcybiskupa Fultona Sheena troska o ubogich nie była ideologiczną propagandą, lecz koniecznym wymogiem naśladowania Jezusa, jedności Kościoła i misji oraz nawrócenia inspirowanego przez Ducha Świętego.
Pozwólcie, że zakończę historią opowiedzianą przez samego arcybiskupa Sheena w konferencji zatytułowanej „30. równoleżnik”, nagranej w 1967 roku.
Wspominał swoją wizytę w miejscu, w którym mieszkało 500 osób dotkniętych trądem. Przywiózł srebrne krzyże jako prezent dla każdej z nich.
Pierwszy człowiek, który do niego podszedł, stracił już dolną część ręki i dłoń. Na kikucie jego ramienia wisiał jednak różaniec. Mężczyzna wyciągnął drugą rękę, aby przyjąć dar.
Kiedy biskup zobaczył zniszczone chorobą ciało tej dłoni, zadrżał ze strachu i upuścił krzyż na to, co pozostało z ręki mężczyzny.
Natychmiast jednak zdał sobie sprawę, jak bardzo jego zachowanie było sprzeczne z darem, który wręczał.
Krzyż mówił przecież o Jezusie, który stał się bezbronny, aby dać nowe życie grzesznikom, chorym i umarłym. Jezus podczas swojej posługi dotykał ludzi dotkniętych trądem.
Dlaczego więc on, arcybiskup Fulton Sheen, nie miałby uczynić tego samego?
Przyjmując bezbronność Jezusa, Fulton Sheen dotknął i ujął w swoje dłonie zniszczone chorobą ciało bezbronnych ludzi dotkniętych trądem.
Błogosławione jest gliniane naczynie, które czerpie moc od Jezusa!
Błogosławiony jest ewangelizator, który sam doświadcza nawrócenia, gdy dostrzega i dotyka ran Zmartwychwstałego Chrystusa w swoich zranionych braciach i siostrach.
Błogosławiony jest misjonarz, który dociera do głębi serca ubogiego, aby właśnie tam spotkać Jezusa.
Błogosławiony Fulton J. Sheen!
Donald Trump o beatyfikacji Fultona Sheena: „Wznosić nasz naród coraz wyżej ku Bogu”
Przesłanie prezydenta z okazji beatyfikacji arcybiskupa Fultona J. Sheena
Melania i ja przyłączamy się do wszystkich, którzy celebrują życie i dziedzictwo arcybiskupa Fultona J. Sheena — katolickiego kapłana, który był pionierem wykorzystywania mediów do głoszenia prawdy, przepowiadania Ewangelii i prowadzenia wielu dusz bliżej Chrystusa. Dziś arcybiskup Sheen stanie się pierwszym w historii biskupem urodzonym w Ameryce, który zostanie beatyfikowany przez Kościół katolicki.
Urodzony na równinach środkowego Illinois u schyłku XIX wieku, Fulton Sheen został obdarzony niezwykłą inteligencją, poczuciem humoru i elokwencją. Po przyjęciu święceń kapłańskich przez ponad dwie dekady nauczał, prowadził wykłady i występował w radiu, zanim w 1951 roku został konsekrowany na biskupa pomocniczego Nowego Jorku. Wraz z rosnącą sławą światowej klasy kaznodziei i ewangelizatora uruchomił następnie swój słynny ogólnokrajowy program telewizyjny Life Is Worth Living, który wkrótce zachwycił cały kraj.
W swoim programie arcybiskup Sheen wygłaszał przed publicznością zgromadzoną w studiu wykłady na wiele tematów teologicznych, filozoficznych i politycznych. Ubrany w charakterystyczne szaty duchowne i mając do dyspozycji jedynie kawałek kredy i tablicę, szybko stał się sensacją telewizji czasu największej oglądalności — odważnie niosąc nauczanie chrześcijaństwa światu zagrożonemu przez potężne siły komunizmu.
Arcybiskup Sheen zaskoczył przemysł rozrywkowy, wyprzedzając w cotygodniowych rankingach oglądalności takie amerykańskie legendy jak Milton Berle i Frank Sinatra, zdobywając nagrodę Emmy dla Najwybitniejszej Osobowości Telewizyjnej oraz pojawiając się na okładce magazynu Time. Przez lata jego cięty dowcip i przenikliwy intelekt gościły w milionach amerykańskich salonów i doprowadziły do przejścia na wiarę katolicką tysięcy ludzi — w tym polityków szczebla krajowego, hollywoodzkich gwiazd i przywódców komunistycznych. Jego program przyciągał, według szacunków, 30 milionów widzów tygodniowo, stając się ostatecznie jednym z najchętniej oglądanych programów religijnych w historii telewizji. Przez cały ten czas arcybiskup Sheen wykorzystywał swoją pozycję nie dla własnych korzyści, lecz po to, aby umacniać nasz Naród Dobrą Nowiną Ewangelii.
W latach 60., wobec narastającej fali wymierzonego przeciw Bogu ekstremizmu w amerykańskiej kulturze, arcybiskup Sheen zwrócił się do kamery, wskazując na „nowy rodzaj przemocy, który ogarnia nasz kraj, nasze szkoły i nasze ulice”. Jak ostrzegał w późniejszym okresie swojej działalności w The Fulton Sheen Program, przemoc ta „wiąże się z niszczeniem wszystkiego, co należy do przeszłości”.
Kontynuował:
„Nasz Naród jest zbyt pełen tych, którzy wołają: «Precz… Precz ze szkołami. Precz z kościołami. Precz z nauczycielami. Precz z rządem. Precz z policją». Czy można cokolwiek zbudować, idąc w dół?” — pytał Naród.
„Nie można… Zacznijmy teraz używać słowa «w górę». W górę z całego tego brudu. W górę z tej przemocy… W górę — w górę ku Bogu”.
Sheen został później mianowany biskupem Rochester w stanie Nowy Jork oraz arcybiskupem tytularnym Newport w Walii. W październiku 1979 roku papież Jan Paweł II, zwierzchnik Kościoła rzymskokatolickiego, objął arcybiskupa Sheena w katedrze św. Patryka w Nowym Jorku, mówiąc mu:
„Dobrze pisałeś i mówiłeś o Panu Jezusie. Jesteś wiernym synem Kościoła”.
Arcybiskup Sheen zmarł zaledwie dwa miesiące później podczas modlitwy w swojej prywatnej kaplicy.
Dziedzictwo arcybiskupa Fultona Sheena pozostaje żywe w domach, kościołach i wspólnotach w całym naszym kraju. Niezliczeni Amerykanie wciąż oglądają nagrania jego programów i czytają jego książki. Muzeum arcybiskupa Fultona J. Sheena w jego rodzinnym Illinois każdego roku przyciąga tysiące odwiedzających.
A dziś, gdy tysiące Amerykanów gromadzą się w St. Louis w stanie Missouri na Mszy beatyfikacyjnej, modlimy się, aby heroiczne zaangażowanie arcybiskupa Sheena w troskę o duszę naszego kraju inspirowało innych do pójścia za jego przykładem i wznoszenia naszego Narodu w górę, coraz wyżej — ku Bogu.
za:ewtn.pl