Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Tomasz Bieszczad-Jak za dni Noego

„Co tam, panie, w piaskownicy? Nicponie trzymają się mocno!” Taką oto przeróbką pierwszych kwestii „Wesela” Wyspiańskiego uraczył mnie niedawno znajomy, łódzki kabareciarz. Nie było mi do śmiechu. Ciekawe, jak ktoś opisze nasze czasy – powiedzmy – za 1000 lat. Jedli i pili, żyli bez ślubu, mieli w nosie prawo i oddawali swój los w lenno sztucznym inteligencjom…

Biblia charakteryzuje „dni Noego” nie tylko jako czas ogólnego łajdactwa, ale konkretnie: jako obsesję seksualności, łamiącą granice prokreacji ustalone przez Boga. Rozpad naturalnego ładu nie jest w Księdze Genesis wątkiem pobocznym. Stanowi istotne tło Sądu (Potopu). Publicysta Michael Hichborn z The Lepanto Institiute pisze na portalu LifeSiteHomeUS: „Czasy Noego nie były prymitywne: Biblia i wykopaliska dowodzą istnienia pradawnej, zaawansowanej cywilizacji. (…) Ludzie żyli długo, mieli wspólny język i szybko gromadzili wiedzę, ale byli zepsuci moralnie i genetycznie. (…) A potem Stwórca to wszystko zmazał…” Porównywanie naszej epoki do „dni Noego” nie jest zabiegiem retorycznym. Przywołany tu Hichborn dodaje: „Dziś też mamy cywilizację, która potrafi budować, ale zapomniała, jak czcić…”

Globalna komunikacja szerzy wulgarność i przemoc na nieznaną dotąd skalę. Kultura masowa rozpala zachcianki, a elastyczna moralność usprawiedliwia je i zaspokaja, legalizując dewiacje. Poza tym ostre podziały, zamęt mentalny i duchowy sprowadzają spory ideologiczne do fazy „zimnej wojny domowej”. Trwa rewolucja.

W naszym kraju część komentatorów twierdzi, że obecna walka toczy się nie o to, jaka będzie Polska?, ani nawet: czyja ona będzie?, ale: czy w ogóle jakaś będzie?. Tematem „długich, nocnych rozmów rodaków” stał się znowu fatalizm. Faceci podobni do tych, jakich znamy z amerykańskich thrillerów klasy B., niszczą poczucie stabilności. Tyle że w filmie jest zwykle jeden psychopata, który dręczy kobietę, by ją na siłę „obdarować” swoimi chorymi emocjami. Natomiast w prawdziwym życiu działają ambitni liderzy, którzy chorymi koncepcjami pragną „uszczęśliwiać” całe społeczeństwa.

Zamęt sprzyja teoriom spiskowym: Sean Stone – syn reżysera Olivera Stone'a i były mason – twierdzi, że „w 1946 r. wybitni okultyści z USA przeprowadzili potężny rytuał, który otworzył bramę dla wielkiej fali fenomenów UFO. Chcieli oni w ten sposób przywołać – przy wsparciu kosmitów – babilońską nierządnicę z Apokalipsy” (sic!). Zalatuje to na milę urojeniami i w sezonie ogórkowym nieźle się sprzedaje. Z drugiej jednak strony egzorcysta ks. Chad Ripperger uważa, że „dzisiejsze konflikty kulturowe i polityczne są nie tylko sporami partyjnymi, lecz stanowią też przejaw walki duchowej: Dobro przeciwko złu, Chrystus przeciw Wrogowi.” 

Ale wróćmy do naszej piaskownicy… Czy ktoś jeszcze pamięta wielkie, czarne billboardy, które przed przyspieszonymi wyborami w 2007 r. nawoływały: „Lekarzu, nie wracaj z Hiszpanii. IV RP nadchodzi!” albo: „Pielęgniarko, nie wracaj z Anglii…” itd. Defetystyczna zaciekłość tych apeli była częścią rozprawy z rządem Jarosława Kaczyńskiego. Kto je wymyślił, kto sfinansował? Nie wiemy. Dziś taka czarna propaganda nie jest już konieczna. „Szeroko rozumianą” prawicę trawi choroba autoimmunologiczna, która niszczy jedność, odwracając uwagę elektoratu od problemów kraju i niepewnej przyszłości. Czy okaże się zabójcza? Czas pokaże. Dziś ludzie martwią się głównie ceną benzyny: że po wyborach może skoczyć do 10 zł za litr. Wyobraźnia od razu podpowiada slogany reklamowe: „Kiedy auto stoi, pieniędzy nie doi! Dobrze zaparkujesz, korków nie poczujesz!” Mało śmieszne, prawda?

Mnie korzystanie z komunikacji miejskiej męczy. Trudny do zniesienia jest zwłaszcza widok ludzi – młodych, zdrowych, w średnim wieku i starych – ze wzrokiem wbitym hipnotycznie w smartfony. Rozumiem ich. Wolą nie rozglądać się na boki. A może by tak wzięli do ręki różaniec i poprzesuwali paciorki… Nie namawiam, żeby robili to jawnie, bo znaczna część użytkowników MPK mogłaby tego widoku nie przeżyć. Ale gdyby trzymali różaniec w kieszeni i modlili się myślnie? Byłby z tego na pewno większy pożytek, niż z komórkowej katalepsji… 

Tomasz Bieszczad

za:lodz.niedziela.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.