Polecane
Krystyna Pawłowicz: ceną rozwoju Polski w ramach UE jest utrata suwerenności
Akcesja do Unii Europejskiej przyniosła Polsce rozwój gospodarczy i cywilizacyjny, ale jej ceną stało się stopniowe ograniczanie suwerenności państwa – ocenia prof. Krystyna Pawłowicz. W felietonie „Prawo bez cenzury” wskazuje, że członkostwo w UE głęboko zmieniło konstytucyjną pozycję Sejmu, rządu i innych organów państwa, choć – jak podkreśla – skutki tych zmian pozostają dla opinii publicznej w dużej mierze niewidoczne.
Trzęsienie ustrojowo-prawne
Ostatnio opowiadam o różnych szczegółowych problemach prawnych związanych z członkostwem Polski w Unii Europejskiej. Temat ten jest stale aktualny, gdyż akcesja Polski do tej organizacji wywołała liczne fundamentalne zmiany w organizacji i funkcjonowaniu państwa polskiego.
Akcesja zmieniła międzynarodowy status Polski i wpłynęła anarchizująco na jej sprawy wewnętrzne. Oddanie przez Polskę bardzo wielu swych suwerennych spraw państwowych międzynarodowej organizacji – Unii Europejskiej – i umożliwienie jej, na podstawie artykułu 91 polskiej Konstytucji, nieograniczonego w istocie stanowienia prawa w tych przekazanych przedmiotach działania, a w razie sprzeczności prawa Unii Europejskiej z polską ustawą nakazanie jego pierwszeństwa przed ustawami, to jest przed wypowiedziami polskiego narodu, dokonało trzęsienia ustrojowo-prawnego i konstytucyjnego w Polsce.
Akcesja i jej konstytucyjne zakorzenienie wywołały skutki, o których głośno się nie mówi, które się przemilcza, ale dramatyczne tego efekty stają się coraz bardziej dla Polaków i dla Polski odczuwalne.
Nie wiem, czy wprowadzający Rzeczpospolitą do Unii i piszący pod tę sytuację Konstytucję zdawali sobie z tych skutków sprawę. Faktycznych zmian ustrojowych opinia publiczna nie zauważa, dopóki nie dotkną one obywateli bezpośrednio, odczuwalnie i na ich poziomie.
Cena rozwoju
Pierwszym efektem akcesji było opanowanie Polski przez prywatny biznes zagraniczny. Sypanie środków finansowych zmodernizowało polską gospodarkę, sieć komunikacyjną temu biznesowi potrzebną. Bezsprzecznie przyspieszyło rozwój gospodarczy, poziom cywilizacyjny i poziom życia.
Ceną, jaką się jednak za tę sprzedaż płaci, jest stopniowa samolikwidacja suwerenności Polski i polskiej tożsamości. Ceną rozwoju Polski jest utrata jej suwerenności. Jest zgoda na systematyczne oddawanie władzy polskich organów państwowych na rzecz Unii Europejskiej.
Polacy tego w codzienności nie zauważają. Faktycznych zmian konstytucyjnego ustroju nie zauważają też często uniwersyteccy wykładowcy, zauroczeni technicznymi nowinkami ze świata i nieograniczoną możliwością podróży i konsumpcji różnych dóbr oraz znieczuleni różnymi kompleksami niższości.
Mechanizmy rozszerzania kompetencji Unii
Unia Europejska, w efekcie kolejnych zmian traktatów, wytworzyła w tych traktatach – za zgodą państw członkowskich – takie mechanizmy i procedury prawne, które pozwalają politycznym decydentom tej organizacji już na dalsze, samodzielne, dowolne, pozatraktatowe rozszerzanie zakresu swego działania, na agresywną politykę antynarodową i antysuwerennościową, już bez potrzeby zmiany traktatów czy nawet bez zgody państw członkowskich.
Te oszukańcze „procedury kładki” w dokonywaniu zmian traktatów, drastyczne ograniczenia prawa weta, kombinacje większościowe lekceważące prawa i interesy mniejszych państw – na wiele nadużyć państwa członkowskie w swojej krótkowzroczności i głupocie same się zgodziły. Same zbudowały na siebie gigantyczną pułapkę.
Ale spójrzmy, jak traktaty o akcesji Polski do Unii Europejskiej od 2004 roku wpłynęły i ciągle wpływają na konstytucyjny ustrój państwa polskiego, choć, jak mówiłam, dla szerokiej opinii publicznej niezauważalnie. Jednak dla wielu prawników już od początku były one alarmujące.
W okresie przedakcesyjnej, sztucznej, pompowanej euforii przez środowiska postkomunistyczne bardzo rzadko słychać było głosy, zresztą tłumione, uczciwie opisujące najważniejsze skutki włączenia się Polski do organizacji, której celem było przecież stopniowe przejmowanie władzy nad państwami członkowskimi.
Za oferowane biedakom z Europy Środkowo-Wschodniej finanse Unia Europejska oczekiwała władzy nad tymi państwami. I te wypuszczone z czasów komunizmu i socjalizmu kraje Europy Środkowo-Wschodniej suwerenną władzę nad sobą Niemcom, środowiskom lewackim, postkomunistycznym same oddawały.
W Polsce nawet uzyskany rozwój gospodarczy nie przysłoni jednak dewastujących skutków ustrojowych przyłączenia się do Unii Europejskiej, a w istocie nieskrywanego już głównego zamiaru utworzenia z tej organizacji jednolitego europejskiego państwa z decydującą pozycją Niemiec.
Osobiście uważam, że przekazywanie swej suwerenności na arbitralnych, często nierównych warunkach przez słabsze państwa na rzecz niedemokratycznych struktur pretendujących do roli superpaństwa czy też supersuwerena jest niezrozumiałym i głęboko patologicznym zjawiskiem w praktyce współczesnej Europy. Jest wykorzystaniem potrzeb słabszych państw, niszczonych wcześniej przez komunizm sowiecki, przez państwa silniejsze. Jest formą podboju, zakazaną tradycyjnym prawem międzynarodowym i deklaracjami o suwerennej równości państw i zakazie wyzysku.
Prof. Mik o ustrojowych skutkach integracji
Jak powiedziałam, bardzo niewielu autorów miało odwagę opisywać rzeczywiste i prawne skutki członkostwa Polski w Unii, czemu podstawę stworzono w Konstytucji z 1997 roku, w kluczowych dla tego celu integracyjnego artykułach 90 i 91.
Szeroko opisał to już w 2000 roku prof. Cezary Mik w swojej pracy „Europejskie prawo wspólnotowe. Zagadnienia teorii i praktyki”, tom pierwszy.
Prof. Mik opisał w polskich realiach ustrojowych skutki przekazania organizacji międzynarodowej kompetencji organów władzy państwowej w niektórych sprawach, takie jak między innymi: otwarcie polskiego systemu prawnego na akty prawne tej organizacji w szerokim znaczeniu; nieuchronne ograniczenie, a nawet pozbawienie swobody działania organów krajowych i modyfikacja relacji między nimi; zmiana ustrojowego położenia, roli i znaczenia parlamentu, to jest Sejmu i Senatu, oraz rządu, sądów i wszystkich innych organów.
Także ograniczenie odpowiedzialności polskich ministrów za sposób głosowania w Radzie Unii Europejskiej przeciwko interesom polskim. Powtórzę: ograniczenie odpowiedzialności polskich ministrów za sposób głosowania w Radzie Unii Europejskiej przeciwko interesom polskim.
Konieczność modyfikacji polskiej Konstytucji i mocne zredukowanie polityczne polskiego parlamentu. Zasadnicze ograniczenie prawodawczej funkcji Sejmu, który nie będzie mógł już uchwalać ustaw w sprawach objętych unijnymi rozporządzeniami.
Rola Sejmu sprowadzona została do wprowadzenia w życie, w wyznaczonym terminie, konkretnych dyrektyw unijnych, a rząd polski jest zobowiązany poinformować tylko o tym Komisję Europejską.
Czyli ustawa polskiego Sejmu – z roli aktu organu sprawującego władzę suwerenną, pierwotną, przez nikogo nienarzuconą i nienadaną, pochodzącą od polskiego narodu w drodze demokratycznych wyborów – zmieni swój charakter z pierwotnego na wtórny.
Sejm jako „pas transmisyjny”
Sejm już służy Unii tylko za pas transmisyjny do Polski. Instytucja Sejmu i posłowie stali się pośrednikami dla decyzji, pomysłów, politycznych nakazów z zagranicy, z organizacji międzynarodowej, z jej ośrodków politycznych, do Polski, to znaczy do państwa członkowskiego. Dla włączenia do polskiego systemu prawnego decyzji i prawa Eurolandu.
Polska ustawa już utraciła rangę i powagę wyraziciela i nosiciela suwerennej woli narodu. Ustawa stała się w praktyce, wbrew Konstytucji, aktem techniczno-wykonawczym, formą wykonawczą dla cudzych decyzji i cudzego prawa.
Z czasów mego posłowania pamiętam, że w procesie uchwalania ustaw koniecznym dokumentem przy ich procedowaniu była opinia Biura Legislacyjnego o zgodności danego projektu polskiej ustawy z prawem Unii Europejskiej. Nigdy nie pisano dla posłów opinii również albo przede wszystkim o zgodności omawianego projektu ustawy z polską Konstytucją.
I dalej. Polski parlament utracił swą rolę przy zawieraniu umów międzynarodowych w zakresie, w jakim to Unia Europejska samodzielnie takie umowy zawiera, ze skutkiem dla całej Unii.
Polski parlament w sferze przekazanej Unii stracił swą wyłączną kompetencję i kontrolę nad tymi procesami negocjacyjnymi, bo obecnie prowadzi je Komisja Europejska, a nie polski rząd.
Też na przykład w sprawach granic zewnętrznych Unii, na przykład tranzytu do i z Królewca, czyli dawnego Kaliningradu, przez Polskę decyduje obecnie za Polskę w znacznej części – w części dotyczącej towarów i sankcji – Komisja Europejska.
Umowy międzynarodowe, handlowe, transportowe, rybackie, celne należą już wyłącznie do Komisji Europejskiej.
Ograniczenie swobody polskich władz
Od czasu akcesji ograniczona została funkcja prawodawcza polskiego rządu, a jego głównym zadaniem, odmiennie niż określa to polska Konstytucja, jest dbanie, by współpraca polskiej administracji rządowej z ich odpowiednikami w Unii Europejskiej przebiegała według standardów unijnych.
Projekty aktów prawnych w sprawach finansów, szczególnie budżetu, muszą odzwierciedlać wymogi unijne co do deficytu budżetowego, długu publicznego, poziomu inflacji oraz stanowisko Europejskiego Banku Centralnego.
Rada Ministrów utraciła swobodę działania w niektórych sprawach dotyczących porządku publicznego, bezpieczeństwa czy obrony granic. Istotne faktyczne zmiany w porównaniu z polskimi regułami konstytucyjnymi dotyczą też edukacji i wszystkich tych dziedzin, które traktatowo Polska przekazała na wyłączność, do kompetencji dzielonych i koordynowanych.
Podsumowując, polskie władze za początkową pomoc w odbudowie państwa po okresie PRL-u zgodziły się na daleko idące faktyczne zmiany konstytucyjno-ustrojowe, sprowadzające się do sprzedaży swych suwerennych kompetencji za pomoc finansową udzieloną na zresztą nierównych warunkach.
Dziś Unia Europejska sama już przemocą prawną i finansową pozbawia państwa członkowskie, to jest Polski, jej suwerenności. Ale tak rządzący wówczas zdecydowali.
Krystyna Pawłowicz
za:wnet.fm