Ze słownika lewicowych absurdów: „zwierzęta pozaludzkie”
Pośrodku sezonu ogórkowego postanowiła przypomnieć o sobie europosłanka Sylwia Spurek, ubolewająca nad „eutanazją zwierząt” i wprowadzająca do i tak już bogatego leksykonu ukutych przez lewicę absurdalnych pojęć kolejny okaz.
Może to tylko chęć zabłyśnięcia, sprowokowania i zwrócenia na siebie uwagi, może jednak coś znacznie więcej – cyniczny, wyrachowany zabieg przeprowadzony w ramach lewicowej „wojny o język”. Bądź co bądź, kto włada pojęciami, już za chwilę sterować będzie ludzkimi umysłami.
Sylwia Spurek przedstawia się na swym twitterowym profilu między innymi jako członek Parlamentu Europejskiego, doktor prawa i weganka. Po swym poniedziałkowym wpisie powinna dodać także do opisu adnotację: „profesor nowomowy”.
Do słownika lewicowych, językowych „nowotworów” trafia właśnie za sprawą Spurek określenie „zwierzęta pozaludzkie”. Co miałoby znaczyć? Tyle co po prostu „zwierzęta”, lecz wraz z silną sugestią, że człowiek to po prostu zwierzę, tylko specyficzne, bo zdolne choćby do korzystania z Facebooka i Twittera oraz na przykład… pobierania grubej poselskiej pensji za głoszenie neomarksistowskich dyrdymałów.
Jak inaczej skwitować język, którym posłużyła się Spurek? Można szukać wymyślnych i dosadnych określeń na tego typu twórczość. Poczucie absurdu narasta jednak jeszcze bardziej gdy zdamy sobie sprawę, że za parę lat „zwierzęta pozaludzkie” ze słownika lingwistycznych osobliwości z całym namaszczeniem trafić mogą prosto na uniwersyteckie wykłady i do encyklopedii.
za:www.pch24.pl
***
To bardzo specyficzna- trzeba przyznać- samokrytyka- wyznanie (?) p. Sylwi. Ale odważna :-)
kn