W Polsce realizuje się narrację niemiecką. Skandal w Gdańsku
„Byli to ludzie stąd, a więc «nasi chłopcy», ich rodziny żyją tu – na Pomorzu – do dziś” – czytamy na planszy otwierającej wystawę pokazującą polskich obywateli służących w czasie wojny w niemieckiej armii. Ekspozycję skrytykowali nie tylko konserwatywni komentatorzy, ale i minister obrony narodowej.
Kolejny raz rząd Donalda Tuska realizuje podstawowe zadanie Niemiec: pokazywanie niemieckiej historii jako dobra wspólnego z Polską! Skandaliczna wystawa w Gdańsku pt. „Nasi chłopcy”. To – jak piszą organizatorzy – „wystawa o przemilczanej historii. To opowieść o pokoleniach dorastających w cieniu przemilczeń, o potomkach, którzy próbują dziś zrozumieć decyzje swoich dziadków i pradziadków”. A co konkretnie pokazuje? Polskich mężczyzn chętnie wkładających mundury Wehrmachtu czy SS.
Wystawa zatytułowana „Nasi chłopcy” pokazywana jest w siedzibie Muzeum Gdańska na starówce tego miasta. Autorzy pokazują zdjęcia polskich obywateli, którzy znaleźli się w Wehrmachcie oraz różne pamiątki, takie jak mundury, wyposażenie wojskowe, zdjęcia rodzinne oraz przedmioty osobiste. Ekspozycja gdańskiego muzeum powstała we współpracy z Muzeum II Wojny Światowej oraz Centrum Badań Historycznych Polskiej Akademii Nauk w Berlinie.
„Ich rodziny tu żyją”
Autorzy zaznaczają, że to pierwsza taka wystawa.
„Bohaterami wystawy są mieszkańcy Pomorza Gdańskiego, przedwojenni obywatele II Rzeczpospolitej, Wolnego Miasta Gdańska czy Niemiec z różnych zakątków Pomorza. Ich losy pokazują, jak różne były indywidualne doświadczenia związane ze służbą w niemieckich-nazistowskich formacjach wojskowych. Łączy ich jednak wspólna, powojenna rzeczywistość – fakt, że przez dekady pozostawali na marginesie oficjalnej narracji historycznej” – czytamy na stronie gdańskiego muzeum.
Jak dodają autorzy, wystawa „nie tylko przybliża przyczyny, przebieg i konsekwencje masowej rekrutacji prowadzonej przez III Rzeszę w naszym regionie, ale także stawia istotne pytania o pamięć – i zapomnienie – tego zjawiska po 1945 roku”.
Na planszy otwierającej ekspozycję podkreślono, że żołnierze niemieckich formacji byli związani z Pomorzem.
„Byli to ludzie stąd, a więc «nasi chłopcy», ich rodziny żyją tu – na Pomorzu – do dziś. W czasach wojennych, o których mówimy, był to obszar należący do III Rzeszy. Przez 1939 r. należał w przeważającej części do państwa polskiego, ale też do Wolnego Miasta Gdańska i Niemiec” – dowiadujemy się z planszy.
Autorzy nie wyjaśniają, czy tytuł wystawy celowo nawiązuje do niemieckiego serialu
„Nasze matki, nasi ojcowie”, który w pozytywnym świetle pokazywał żołnierzy armii Adolfa Hitlera.
„Wierzymy, że muzeum jako instytucja zaufania publicznego ma obowiązek podejmować także trudne tematy. Nie po to, by usprawiedliwiać lub oskarżać, lecz by tłumaczyć i pogłębiać zrozumienie. Tylko tak można budować wspólnotę opartą na empatii, a nie na uproszczeniach”, przekonywał dyrektor organizującego ekspozycję Muzeum Gdańska, prof. Waldemar Ossowski.
Ekspozycja, zdaniem władz Gdańska, „nie ocenia, lecz tłumaczy”, a temat służby Pomorzan w armii niemieckiej podczas II wojny światowej „przez dekady nie został wyjaśniony i zrozumiany”. Z jednej strony podkreśla się przymusowe wcielanie Polaków do Wehrmachtu czy SS, z drugiej dowiadujemy się, że wystawa to „opowieść o pokoleniach dorastających w cieniu przemilczeń, o potomkach, którzy próbują dziś zrozumieć decyzje swoich dziadków i pradziadków”, czytamy na portalu wpolityce.pl.
I trzeba przyznać, że Polska pod rządami Donalda Tuska pełni rolę nauczyciela nowej historii dla polskich obywateli. Najważniejsze ma być ugłaskiwanie Niemiec i ich polityki historycznej. Czyli w skrócie: podczas II wojny światowej Niemcy też dużo cierpieli, nawet może więcej niż inni, bo zostali zaatakowani przez… nazistów.
Nasi chłopcy byli po drugiej stronie
Wystawa wywołała oburzenie, nie tylko osób skonfliktowanych z rządzącą Gdańskiem Platformą Obywatelską.
„Wiele szokujących rzeczy w Gdańsku widziałem, wiele opisywałem, wielu się bezsilnie przyglądałem, zaciskając pięści w gniewie... Ten jednak pomysł wydaje się być jednym z najbardziej chorych, zwyrodniałych i złych pomysłów, jakie kiedykolwiek pojawiły się w przestrzeni publicznej. To jest nie do pomyślenia, że na coś takiego mógł wpaść obywatel Rzeczypospolitej” – napisał dziennikarz Artur Ceyrowski.
„To jawna realizacja niemieckiej narracji, a prowadzą ją przecież instytucje, które powinny strzec polskiej pamięci historycznej. Tego rodzaju wystawy to próba przekłamania historii. «Nasi chłopcy» bronili Polski i ginęli od niemieckich dział, a nie zakładali mundury Wermachtu czy SS” – stwierdził z kolei Mariusz Błaszczak z PiS, były minister obrony.
Z kolei Tobiasz Bocheński napisał: „Może jacyś chłopcy od Dulkiewicz i jej kolegów służyli Hitlerowi, ale nasi nie! To jest niebywały poziom zidiocenia i zdrady sprawy polskiej. Tytuł tej wystawy jest obrzydliwy, mylący i bulwersujący. Zróbcie jeszcze wystawę ‘Nasi chłopcy w NKWD. Losy mieszkańców I Rzeczpospolitej w ZSRR’. Nasi chłopcy to: - ci, którym Niemcy pomordowali rodziców, - ci, którzy ginęli na Westerplatte i pod Pocztą Polską, - ci, którzy ratowali Żydów przed Niemcami, - ci z bitwy nad Bzurą, - ci z ZWZ, AK, Powstania Warszawskiego,- ci zabici w obozach koncentracyjnych, - ci przymusowo wywiezieni na roboty do Rzeszy, - ci, którzy głodowali, bo Niemcy chcieli ich zagłodzić… i wielu, wielu innych”.
Wystawę skrytykował także obecny szef resortu, Władysław Kosiniak-Kamysz z PSL.
„Wystawa w Muzeum Gdańska «Nasi chłopcy» dotycząca mieszkańców Pomorza Gdańskiego służących w armii III Rzeszy nie służy polskiej polityce pamięci. Nasi chłopcy, żołnierze i cywile, Polacy, bronili Ojczyzny przed nazistowskimi Niemcami do ostatniej kropli krwi. To oni są bohaterami i to im należą się miejsca na wystawach”
– napisał Kosiniak-Kamysz w portalu X.
Głosy oburzenia dominują także wśród komentarzy pod relacją z otwarcia wystawy zamieszczoną na facebookowym profilu Muzeum Gdańska.
Seria skandali
To zapewne największy skandal związany z historią i władzami Gdańska, ale nie jest on pierwszy.
W 2017 r. jednemu z tramwajów nadano imię Adolfa Butenandta. To niemiecki biochemik, noblista, odkrywca progesteronu, testosteronu, estronu androsteronu. Butenandt należał do NSDAP i złożył przysięgę na wierność Hitlerowi. Są źródła wskazujące, że współpracował z Josephem Mengele. Sprawa patronatu nad tramwajem stała się głośna w 2021 r., w wyniku skandalu patrona zmieniono.
W 2018 r. jedno z gdańskich rond zostało nazwane Rondem Granicznym Wolnego Miasta Gdańsk – Rzeczpospolita Polska. Ustawiono na nim kopię przedwojennego słupa granicznego. Wolne Miasto Gdańsk było silnie znazyfikowane. W 1933 r. NSDAP uzyskała tu 55 proc. głosów w wyborach, a do 1937 r. rozwiązano wszystkie inne partie polityczne.
W 2017 r. z budynku poczty stojącego w pobliżu Dworca Głównego po remoncie zniknęła polska tabliczka, a pojawił się napis „Postamt”. Przed wojną budynek należał do Polskich Kolei Państwowych. Poczta była wtedy urzędem i to m.in. dlatego we wrześniu 1939 r. pracownicy takiej placówki chwycili za broń. Budynek poczty należący do PKP także w czasie wojny stanowił symbol polskiej obecności w Gdańsku, dlatego zwolennicy NSDAP organizowali przed nim parady, które miały zastraszyć pracowników.
Gdańskie instytucje z honorami traktowały Güntera Grassa. Także wtedy, kiedy niemiecki laureat literackiej nagrody Nobla przyznał się do służby w Waffen SS.
Nigdy nie odebrano mu tytułu honorowego obywatela miasta, ani nie zmieniono patrona oddziału miejskiej galerii sztuki. Do dziś na stronie urzędu miasta ten weteran SS opisywany jest w pozytywnym świetle.
Jeśli dalej będzie trwał ten rząd, będziemy niestety torpedowani proniemiecką polityką historyczną, a polską rację stanu będzie się wyrzucać, tak jak to uczyniła minister edukacji Nowacka, usuwając podręcznik do HiT-u i sam przedmiot, bo pokazywał prawdę na temat Niemiec i ich współczesnej roli w tworzeniu Europy. Tego Tusk nie daruje – widać, że sam osobiście ma jakąś misję, by wypełnić ją skrupulatnie na rzecz Niemiec.
Prezydent stanowczo: Rozbrajanie sumienia narodu
„Jako Prezydent Rzeczypospolitej stanowczo się temu sprzeciwiam. Kto relatywizuje zbrodnie, ten rozbraja sumienie narodu” – napisał prezydent Andrzej Duda, reagując na skandaliczną wystawę w Gdańsku.
- „Nie ma zgody na relatywizowanie historii! Z oburzeniem przyjmuję informację o wystawie Nasi chłopcy w Muzeum Gdańska. Przedstawianie żołnierzy III Rzeszy jako „naszych” to nie tylko fałsz historyczny, to moralna prowokacja, nawet jeśli zdjęcia młodych mężczyzn w mundurach armii Hitlera przedstawiają przymusowo wcielony do niemieckiego wojska Polaków”
Głowa państwa przypomniała, że „Polacy, jako naród, byli ofiarami niemieckiej okupacji i niemieckiego terroru, a nie jego sprawcami, czy uczestnikami”.
- „Gdańsk – miejsce, gdzie zaczęła się II wojna światowa – nie może być sceną dla narracji, które rozmywają odpowiedzialność sprawców. Takie działania podważają fundamenty naszej tożsamości i godzą w szacunek dla Ofiar. Jako Prezydent Rzeczypospolitej stanowczo się temu sprzeciwiam. Kto relatywizuje zbrodnie, ten rozbraja sumienie narodu” - podkreślił Andrzej Duda.
za:opoka.org.plopoka.org.pl
***
Czy to ze swoistego "cyklu": "Pan każe- sługa musi"?...
k